20 maja 2012

Kobyłka u płotu

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, czyli zaczęliśmy rezerwacje w Domku na górce. Nawet Darek zrobił nowy kalendarz uwzględniający obydwa obiekty agroturystyczne. Rezerwacje oznaczają przypływ zaliczek, bo za coś trzeba ten drugi obiekt skończyć;) I tak od 11 lipca mamy gości, póki co samych swoich – stałych bywalców spod tulipana i przyjaciela Roberta z dzieciństwa, teraz z Francji, z rozległą rodziną, więc wsi w razie czego nie będzie, chociaż przed francuską żoną może być:) Maciek (ten przyjaciel), gdy dzwoni, to wciąż słyszy, że Robert na górce, więc ostatnio gdy w nocy usłyszał to samo, napisał potem w mejlu, żeby tylko nie było jak z budowaniem Trasy Łazienkowskiej na 22 lipca! Wie, co pisze, bo obaj mieszkali przy trasie.
No więc jesteśmy prawie gotowi;), jeszcze tylko zdun zbuduje kuchnię,

na którą znaleźliśmy kafle w jednej z rozbieranych szopek!

Robert wstawi okna, które wczoraj przywieźli,

piękne, nie?!

jutro wyleją blat kuchenny

i belkę nad kominek i zostanie samo przyjemne:) czyli 80 m2 do położenia płytek podłogowych na Robertowych kolanach, dokończyć rękami Roberta sufity i ściany goldbandem, płytki w łazienkach tymi samymi rękami, a potem będę mogła wkroczyć ja! Oprócz tego, w tak zwanym międzyczasie zwalić resztę szopek, choć jest postęp! - wczoraj zniknęły wszystkie z prawej strony:

w ścianie jednej z nich wielkie mrowisko, z którego to, co udało się uratować, Robert wywiózł w brzózki

było, ni ma, ostał się ino gruz z romantycznej dwójki 2

skuć stary tynk i otynkować dom (nie mam raczej co marzyć o jego pomalowaniu),

zawołać koparko-spycharkę, uporządkować podwórze i ogród, wykończyć wiatę i urządzić (bez podłogi póki co), sklecić schodki, bo tarasu też nie zdążymy, więc żeby z drzwi balkonowych nie spadać na pysk, zrobimy stopnie do utwardzonego terenu… i milion rzeczy, które głównie spadają na Roberta, bo zanim ja, to on musi – w zasadzie wszystko. Póki co lepiej się nie chwalić stanem nowych kwater, na zachętę można obejrzeć widoki z okien pokoi:

widoki z dwójki i apartamentu, a tu większe widoki

Gdyby ktoś jednak chciał zobaczyć postępy, to mnóstwo nowych zdjęć na stronie domku

Cokolwiek robię, przy czymkolwiek bym nie pracowała, to i tak mam wyrzuty sumienia wobec Roberta, że nie dość ciężko. Trochę znikają na myśl o tym, co wisi nade mną od tygodnia - poprawa długaśnego artykułu i robię wszystko, żeby nie. Wczoraj np. odszykowałam zagrzybione plecione krzesełko, które całą zimę stało na dworze, potraktowałam sprawdzonym preparatem na grzyby i pomalowałam i jest jak nowe! A dziś uznałam, że jedyna okazja, żeby pomalować domek ze zjeżdżalnią. Z tej okazji udałam się do piwnicy, gdzie jak zwykle zebrałam miskę żabek i traszek, w tym jedną dużą, chuudą i bardzo bladą, myślę że to nowa odmiana – żaba piwniczna:) Robert ma teorię na temat wchodzenia płazów do piwnicy - stoją przy kocim okienku i czekają na koty. Może jeszcze wskakują im na grzbiet, albo wjeżdżają na ogonie? A potem zajęłam się farbami, które na zimę wędrują do piwnicy z warsztatu żeby nie zamarznąć i nigdy już stamtąd nie wracają, wszyscy o nich zapominają aż dna przerdzewieją a farba na szczęście się nie wyleje, bo tylko twardy kożuch z niej został. Trochę pojęczałam szukając a następnie sprawdzając, co z której farby zostało, tudzież przebijając się przez wierzchnie skorupy, na co Robert, który wpadł do domu, powiedział, że po naszej śmierci ktoś nas będzie przeklinał jak my teraz byłego właściciela domku na górce (jest w temacie, bo najwięcej pracy przy rozbieraniu szopek upływa na sprzątaniu ich zawartości). Pozostanie po nas jeden wielki bajzel i syf po kątach. I obawiam się, że ma rację. Ale tego się po prostu nie da ogarnąć! No w każdym razie domek częściowo pomalowałam. Zdjęcia nie będzie, dopiero jak skończę, gdy kupię impregnat, którego w naszym bajzlu nie znalazłam. Pół dnia mi to wszystko zajęło, aż zgubiłam kota, bo wciąż się nie mogłam oderwać, żeby drugi raz rąk i pędzli nie brudzić. Szukaliśmy Mrówci ponad godzinę. Ostatni raz widziałam ją z domku - na plaży. I na szczęście w końcu wpadłam na to, że mogła przejść mimo zarośli granicznych na drugą stronę płotu (przez wywalczone 1,5 m przejścia nad wodą, które i tak sąsiedzi uporczywie zakrzaczają) i potem mogła się nie móc wydostać, bo sąsiedzi płot mają nieprzekraczalny nawet dla kotów, a przynajmniej ślepych. Mrówcia siedziała po drugiej stronie ogrodzenia koło ich domu, czyli przeszła znad jeziora cały czas pod górę aż do końca działki. Dobrze, że ich nie było i mogłam ją stamtąd zabrać bez żadnych problemów, bo jak wiadomo mam zakaz wchodzenia na ich posesję;) Niestety Mrówka od dwóch dni absolutnie nic nie je i nawet karmiona strzykawką wypluwa zamiast łykać. Chyba pora przestać męczyć tego kota…

Mrówcia opiera głowę o Wilkusia, bo często tak jakby nie mogła jej położyć, tylko musi trzymać wysoko

A poza tym bzy przekwitają zanim zakwitły i takie to życie. Dla mnie, poza temperaturą jeziora, na świecie, tak jak teraz, mogłoby być zawsze. Ciekawe czy by mi się znudziło?

bez jeden z wielu na górce

Teraz oczywiście, jak widać, piszę niusa zamiast poprawiać artykuł, ale prawda jest taka, że już mi się rzygać chce na jego widok. W te i nazad go czytałam, dla mnie jest OK, ale nie dla pana redaktora w piśmie psychologicznym. Problem w tym, że dopóki była pani redaktor, szło gładko, podobało się bardzo i kontakt był miły. Ale pani odeszła, obawiam się, że nie z własnej woli, albo i z własnej, bo miała dosyć i odkąd muszę się kontaktować bez pośrednictwa pani, to miałabym ochotę w trybie natychmiastowym też się zwolnić z tego interesu. Sęk w tym, że sporo płacą, a kasa na domek dawno się skończyła i lecimy na pożyczkach. Dobrze, że mamy od kogo.

Gdy tak sobie malowałam domek dziecięcy, zwłaszcza nie twórczo tylko szczebelki od balustradki, miałam czas na rozmyślanie. Bo zazwyczaj myślę w pracy, aż mi dym uszami idzie, ale jak wiadomo nie na swój temat, więc na wszelkie rozmyślania tego typu nie znajduję już siły, za to wszelkie wolne chwile czyli głównie w łóżku, np. po 4 rano, gdy albo z Lodzią na kupę a teraz już nawet bez Lodzi, wychodzę na świat i szukam Mrówki, zwłaszcza że do wczoraj mieliśmy o tej godzinie regularne przymrozki i znajdowałam lodowatą kicię z oszronionymi łapami, więc jak wracam z tego obchodu przed świtem i próbuję zasnąć, wtedy rozmyślam o tym, jak ułożyć kafelki w łazienkach i kuchni, tudzież o podobnych sprawach. Bo jak kładę się w nocy, to padam bez myślenia:) Malowanie balustradki jakimś cudem skierowało moje myśli na moje komentarze pod ostatnim niusem i pomyślałam, że to byłby koszmar, gdyby jacyś specjaliści decydowali o tym, czy nadajemy się na rodzica czy właściciela psa. To prawda, że niewielu się nadaje na rodzica, na właściciela psa więcej, bo to mimo wszystko łatwiejsze, ale jest jak jest, takie życie. W większości jakoś potem jako dorosłe dzieci nie najlepszych rodziców dajemy radę, a cierpienie uszlachetnia:) Za to gdyby decydowali specjaliści, nawet zakładając, że mieliby rzeczywiście wystarczającą wiedzę i narzędzia, by sprawdzić delikwenta, to jakież by to było pole do nadużyć!! Poza tym obserwując Szwecję, kraj socjalno-opiekuńczy, gdzie z łatwością odbierają dzieci rodzicom nie spełniającym standardów, myślę, że to jednak głupi pomysł. Zresztą czasem nie wiadomo, czy dziecku nie lepiej być ze złą ale matką, niż z niematką. No nic, pora poprawiać artykuł:(

Na dobranoc Piesokot, czyli jak Pieso nie wytrzymuje psychicznie, gdy Wilkuś przychodzi do niego na posłanie:

PS.

A oto Plan pomieszczeń w Domku na górce!

Komentarze

Aurela, 2012/05/21 12:42
Ale super;) cudnie i pomysleć że będziemy pierwszymi w nowym domku;) Super:))pozdrawiamy was mocno i do zobaczenia;)
ania, 2012/05/21 13:42
Mam nadzieję, że nam wybaczycie braki:)
Aurela, 2012/05/22 20:59
u was jest tak cudnie i tak się można zrelaksować że człowiek nawet nie zauważa nic poza niebem i tą zielenią;))tzzymajcie się , daj znać czy Mrówka już w kocim niebie łapie tłuste myszki;)
Skomentuj:
CGQJV
 
 
kobylka_u_plotu.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 18:06 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika