26 września 2019

Koniec moczenia zadka ✂

Tak dużo czasu minęło, że nie wiem od czego zacząć. Czy od tego, że jesień i pierwszy za nami mróz, czy że sezon się skończył a robota nie i czasu nie przybyło, czy że w pracowni już tylko farelka pozwala zrobić warsztaty, czy o powrocie do miesięcznicowego kieratu, czy o braku grzybów, suszy, czy też o tym, o czym nie będę pisać, bo mi się nie chce, żeby mnie depresja jesienna nie pochłonęła na zawsze…

Gdyby nie nasi goście, którzy bardzo poprawiają nam humor, gdyby nie to piękno dookoła, Misioptysie i zestaw górkowy, kundle szczęśliwe przeważnie, ciemna strona rzeczywistości mogłaby mnie załamać. Ale póki co jest równowaga.

wersja słoneczna naszych łąk

Jak już niektórzy wiedzą, na zakręcie uszkodzono kabel telefoniczny. Co oznacza brak internetu i telefonów stacjonarnych. Telefony mamy dwa. Skype i telefon w gabinecie to mojej pracy podstawa. Drugi na dole - podstawa agroturystyczno-galeryjna. Wczoraj, gdy normalnie pracuję 6 godzin, był nerwowy dzień. Delikatnie mówiąc. Pani w wiodącej firmie telekomunikacyjnej łaskawie dodała mi 10 giga internetu komórkowego, tylko co mi z tego, jak, żeby go używać, muszę wyjść na dwór (teraz siedzę pod płotem) i musi być piękna pogoda. A i tak do skype zasięg nie wystarczy. Najpierw mówili, że 36 godzin, dziś miało być do 15.00, ostatnie wersja, że w poniedziałek (w którą nie wierzę). Nie będę się wyrażać. A jutro pracuję przez skype cały dzień:(

Cóż, zdarza się. Tylko u nas zdarza się ZAWSZE. Gdy tylko w pobliżu jakaś robota koparą, zastanawiamy się, co tym razem zrujnują. Gdy naprawiali słup elektryczny, który podmyła woda, uszkodzili wodociąg. Teraz robili podłączenie do wodociągu i uszkodzili kabel. We wsi niektórzy też nie mają internetu, bo z kolei naprawiano podjazd. Kabel szedł podobno pod darnią i też go oczywiście zerwano. A ja się pytam, po co się robi plany, płaci za projekty instalacji, skoro potem nikt ich nie sprawdza i kopie sobie gdzie mu się chce?

wersja w niepogodę i dzień po

Ale najgorsza wiadomość jest taka, że koniec pływania w tym roku :-( Już 23 września odpuściłam sobie, bo zimny wiatr i wcześniejszy wyjazd do pracy nie nastrajał, by rano odmrażać narządy;) A dzień później rano było -2. Ogórki, cukinie, dynie… znaczy ich liście zwarzone. Dobrze, że pomidory wszystkie przeniesione do szklarni!

Ale zanim to nastąpiło…

8-12 września

16 września mimo że wiało okrutnie, jeszcze dało się pływać, ale wzbudziło to animozje regionalne ;-)

17 września

20 września

21 wciąż pływam

22 września pływałam ostatni raz :-(

i przyszedł ten dzień :-(

25 i 26 września

Zima zakrada się też do pracowni.

myślałam, że to były ostatnie warsztaty w tym roku

Kafelek Tadeusza, rysownika, zrobił furorę!

Tymczasem…

cztery dziewczyny z Niemiec (Robert mówi, że bojówka Greenpeace'u;)) szkliwiące kafelki to chyba był ten ostatni raz!

A to ostatnie, zanim mi ręce odpadną, wyroby:

misa zakręcona

gniazdko

pitaszki

misa w 4 ryby

mydelniczka

rybka płaska

Jeszcze mam plan polepienia, by na zimę jakieś nowe wyroby zasiliły Galerię, ale ciągle brak czasu a coraz zimniej :-(

Jesień widać też po kotach. Nawet pewna integracja następuje, choć dziś znowu była kłótnia.

Zimna jesień ma też dobre strony - takie widoki:

po deszczu pod wieczór

i dziś rano, w mroźny wyż:

Co do poprawiających humor gości, najpierw ponownie, tym razem z przyległościami, przyjechał Benek ze swoimi dziewczynami. Mieszkali w Domku na górce.

ale nas odwiedzali, razem z Ryżym, wtedy robiło się prawdziwe schronisko Pod tulipanem (więcej w albumie Zaroiło się od psów ;) )

I przy tej okazji osadzę post, który zasmucił mnie ostatnio najbardziej:

I co te pieski zawiniły? Bo nie pochodzą z namnażalni psów, gdzie wyeksploatowane suki zarabiają dla podłych ludzi, by inni mogli udawać, że mają rasowego pieska? Bo nie mają rodowodu (co z tego nie z namnażalni, tylko miejsca, gdzie zmutowane pieski obarczone licznymi wadami rodzą niepotrzebnie kolejne)? Bo nie są słodkimi szczeniaczkami? Przecież kiedyś były!

Ale wracając do Benka…

Potem przyjechał Tadek z Wiesią aż zza Zgorzelca, czyli dokładnie z drugiego krańca Polski po przekątnej. Tadek to ten od wyjącego wilka/Dziadka na kafelku. Zostawił całą teczkę rysunków. A potem przyjechały Niemki, które się zakochały w Tulipanie i zapowiedziały powrót. Zostawiły laurkę:)

Jesienne spacery z psami (i kotami) też przywracają równowagę.

Misio wędrowniczek

Zdjęcia ze spaceru dziś:

No i jesienne prace ogrodowe…

jeszcze taki kwitnie pięknie

reszta ogródka wygląda tak :-)

konwalie, które zagłuszyły grządkę na oczyszczalni, dostały eksmisję za saunę :-)

a nasza łączka pod sauną raczej się nie rozsieje, bo niektóre kwiatki nie zdążą zakwitnąć, a niektóre zawiązać nasion - za późno były wysiane

I muszę jeszcze jako kronikarz donieść o dożynkach w Cichym. Podobno zapowiedział się Ziobro. Ale nie dojechał. Może przeczytał co myślę o tej wizycie :-) Ja też nie dojechałam. Zabrakło czasu. Zdjęcia dzień po.

Robert właśnie powiedział, widząc że piszę niusa, że moje niusy zrobiły się nudne, rozwlekłe i na pewno nikt nie ma cierpliwości, jak on, dobrnąć w nich do końca. On przestał czytać, bo gubi się w połowie, nie wie już o czym czyta i że kiedyś były lepsze. I nie rozumie o co chodzi z tymi podwójnymi zdjęciami (chodzi mu o osadzenia;)) Cóż. Mogę się tylko dobić zamieszczając co następuje:

Dobija mnie, gdy całkiem wydawałoby się wykształceni ludzie w takie brednie wierzą, że nie mają wpływu na klimat. Wciąż mnie zadziwia, jak potrafią się bronić przed odpowiedzialnością i gdy coś niewygodnego, co wymagałoby od nich zmiany przekonań, przyzwyczajeń, chce im się uświadomić. Cieszy mnie za to, gdy młodzi są wrażliwi na sprawy świata.

Na warszawskiej demonstracji najbardziej podobało mi się hasło: Wake up! This planet is fucking dying!

Wiecie co myślę o myśliwych. Rozumiem, że są ludzie pozbawieni mechanizmu sublimacji i że zatrzymani w psychicznym rozwoju muszą zabijać i sprawia im to radość. Ale nie rozumiem, dlaczego jest to akceptowane i w dodatku dawane są tym ludziom przywileje i to przez władzę. Jak ktoś napisał w komentarzu, niedługo czołgami będą jeździć na polowania.

I najgorsza dla mnie wiadomość. Było już o tym w komentarzach pod ostatnim niusem. PIS w ramach przedwyborczej kiełbasy dla mieszkańców wsi łagodzi ustawę o ochronie zwierząt. No nienawidzę. Czemu dałam wyraz udostępniając ten artykuł na profilu Roberta. I to jest przyczyna, dlaczego profil Roberta stał się oficjalnie profilem Ani Maluchnik :-) No i wyszło szydło z worka jakim Robert jest konformistą :-) To prawda, było dość niezręcznie i robiło zamieszanie, nieobeznani nigdy nie wiedzieli, kto pisze, ja czy on. Teraz przynajmniej mogę pisać z czystym sumieniem i to wszystko, co się zmieniło - moje czyste sumienie, że nie narażam nikogo innego na Waszą niechęć poza sobą!

Kto dobrnął do końca dostaje nagrodę:) Piękne zdjęcia TULIPANA i DOMKU NA GÓRCE zawodowego fotografa

Komentarze

Ewa U., 2019/09/26 23:15
Ja dobrnęłam do końca i z przyjemnością, jak zawsze.

Dzisiaj słyszałam strzały bardzo blisko, dosłownie za domem. Pewnie już przyjechali tym czołgiem albo wręcz z samolotu strzelają, bo widoczność lepsza i człek się nie nachodzi. Pisowski pomiot wreszcie się doigra, bo to nie może tak sobie bezkarnie trwać. Każda historia ma swój koniec, taka prawidłowość dziejowa.

Ale i tak najbardziej żałuję, że nie mogę przygarnąć Twoich ulepków. Przeprowadzka wykazała, że się nie mieścimy:(
ania, 2019/09/26 23:23
Oj tak, wolę nie myśleć, co by było u nas... to senny koszmar, gdybyśmy się mieli gdzieś przeprowadzać z Zawad, z trzech domów, dwóch strychów w stodole, nie mówiąc o warsztatach, pracowni... A do nas przeprowadzone są cztery domy! Nasz strych na Saskiej Kępie choć tylko częściowo, dwa działkowe i dom mojej babci.
Skomentuj:
RPSZM
 
 
koniec_moczenia_zadka.txt · ostatnio zmienione: 2019/09/27 11:34 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika