1 lipca 2011

Kosmici są wśród nas!

Jako że dziś deszczowo, między jednym a drugim wiszeniem na telefonie (w celach zawodowych) piszę. A że pogoda sprzyja i ostatnio miałam wiele kontaktów z kosmitami, będzie nieco filozoficznie.
Kosmici to określenie Roberta na ludzi którzy myślą inaczej i trudno to zrozumieć. I tak już jest, mimo wiedzy, iż każdy ma prawo do swojego zdania, są zdania, na które nijak nie możemy się zgodzić. Oczywiście dotyczy to spraw, które nas dotykają. W każdej innej proszę bardzo - myślcie sobie co chcecie;)
I tak, jak wiadomo;) kosmitami są ci, którzy wyrzucają śmieci komuś na pole i/lub palą nimi w piecach. Ci, co na plaży otwierają drzwi samochodów, w których w głośnikach dudni muzyka (bez względu na to jaka, choć wiadomo jakiego rodzaju muzyki kosmici słuchają) i elegancko niesie po wodzie. Ci, co śmiecą wokół siebie. Ci, co przyjeżdżają do Zawad by zakłócać odgłosy przyrody pojazdami wydającymi upiorne dźwięki, jak np. nasi sąsiedzi, choć są na tyle mili, że nie zrobili toru crossowego na swojej ziemi vis a vis naszej bramy, a jak poproszę, na ogół przestają dźwięki wydawać, choć przy ostatniej rozmowie zapowiedzieli, że gdy dzieci będą chciały jeździć jednym z hałaśliwych pojazdów na ich zboczu nad jeziorem, to przecież nie odmówią. Szkoda. Bo kosmici to także ci, którzy nie przekazują dzieciom pewnych wartości. I o ile okolicznych mieszkańców można zrozumieć, bo mają odgłosy przyrody na co dzień, więc nie doceniają, co mają, o tyle przyjezdnych z miast trudno. Po co kupować dom na skraju puszczy i obszaru Natura 2000, skoro można sobie warczeć gdzieś indziej i bliżej? Kosmitami są ci, którzy nie szanują przyrody, dziedzictwa, które mają lub zastali, którzy niszczą, psują piękne otoczenie, zmieniają je podług swojego gustu nie bacząc czy nie zakłóca to harmonii. No i oczywiście myśliwi i wszyscy ci, którzy nie szanują życia i nie dbają o istoty zależne od nich. Którzy trzymają psa na łańcuchu (przy okazji - www.zerwijmylancuchy.pl ), nie mówiąc o mega kosmitach, którzy zostawiają uwiązanego psa na ponad miesiąc bez jedzenia i wody (zgubiłam link, ale do tej pory widzę te oczy jamnikowatego pieska, którego po śmierci właścicielki zagłodził prawie na śmierć jej synalek pijak, a lekarz nie mógł się nadziwić, że ten pies jeszcze żyje), czy ci, którzy zwierze doprowadzają do takiego stanu, jak ten wyżeł ,

(i pomyśleć, że tamte pieski tak ciepią, a u nas zrzut czapiego na podwórze, bo w tesco kosmiczna promocja)

bo ci, którzy skatowali sukę owczarka niemieckiego ubraną w niebieską sukienkę , to nawet już nie kosmici. Zakładam, że to musiał zrobić człowiek chory, bardzo chory, którego może dziewczyna rzuciła, przebrał więc psa w sukienkę i zatłukł, albo chodziło mu o matkę (zresztą zawsze w takiej sytuacji chodzi o matkę;)) ale kosmitami są ci, którzy go kryją, którzy widzą złe traktowanie i nie reagują. Dla mnie w ogóle kosmitami są ci, którzy nie lubią zwierząt, a także lubiący disco polo i płytkie życie, panowie z ABS

(ABS - określenie przywiezione przez Bożenę, moją koleżankę z dzieciństwa, i jej męża, oznaczające absolutny brak szyi)

i ci, którzy obszczekani przez psy wygrażają im kijem, kopią i dziwią się, że wtedy ich pies atakuje (zamiast zatrzymać się, zachowywać spokojnie i coś do psa powiedzieć normalnym tonem). Kosmitami bywają też ci, którzy wierzą w coś, co urąga wszelkim zasadom myślenia. Ale wbrew pozorom ja, w porównaniu do Roberta, jestem baaardzo tolerancyjna:) I nie mówię o tym, że z racji tysięcy lat psychoterapii;) i zawodu rozumiem kosmitów, choć rozumieć nie znaczy akceptować. Ja tylko mówię co myślę, natomiast Robert zostawia dla siebie i lepiej nie wiedzieć CO;) a po kolejnym moim niusie, po którym (wg Roberta) kolejnych sąsiadów zrażam do siebie i kolejni mieszkańcy okoliczni mnie nienawidzą (choć myślę, że wielu nienawidzi niezależnie od tego co piszę, niezależnie też od tego, co ktokolwiek pochodzący z Warszawy robi, bo nienawidzą za sam fakt bycia warszawiakiem), wypowiada niby żartem taką kwestię: „gdybym to ja pisał, co słyszę od innych, Zawady i okolica dawno spłynęłyby krwią”. Ładny mi żart… Ale co prawda to prawda. Wolimy myśleć, że jak czegoś nie słychać i nie widać, to tego nie ma. Wielu nie widzi, że większego wroga ma w najbliższym sąsiedzie niż we mnie. We mnie wroga nie mają, dopóki go sobie ze mnie nie zrobią. Ale Robert się złości, bo boi się, że ta wrogość przybierze krzywdzące nas oblicze. Też się boję. Ale nie umiem inaczej. I czasem smutno mi, że nawet mąż nie rozumie dlaczego to robię. Bo jak wiadomo czasem własny mąż jest największym kosmitą;) A robię, bo jestem córką swojego ojca. Nie żyje od wielu lat ale za życia był człowiekiem, który nie bał się kosmitów. Walczył z głupotą urzędników i absurdami, wywalano go co jakiś czas z pracy, bo mówił, co myśli, pisał pisma, gdy nie podobało mu się, jak postępują instytucje i ludzie w nich pracujący. I o dziwo często wygrywał. Bo pisał. Nie gadał, nie żołądkował się, nikogo nie obrażał, tylko skrupulatnie wyłuszczał ich błędy. Ostatnio w ramach porządkowania rupieci, które zjeżdżają do nas z warszawskiego mieszkania i działki, znaleźliśmy teczkę mojego ojca z pismami do urzędu skarbowego. Ależ to była lektura!:) Ja nie mam takiej cierpliwości jak on. Przyznaję, często macham ręką, ale są sprawy na które machnąć nie umiem. I w tych sprawach piszę mając nadzieję, że dotrze do kosmitów, dlaczego ktoś może myśleć INACZEJ.
Problem w tym, że kosmici jak to kosmici, nie rozumieją w ludzkim języku;) Przeinaczają słowa, obrażają się, bo coś im się wydaje obraźliwe, widzą to, co jest w nich a nie we mnie, bo nie chcą tego widzieć w sobie. Ale nie płaczę nad tym, że NIKT (czytaj - kosmita) mnie nie lubi;) na szczęście dawno przyzwyczaiłam się, że wielu mnie nie darzy sympatią, jak widać żyję dalej, a nawet uważam, że wyszło mi na dobre, wzmocniło i teraz nie muszę za wszelką cenę dbać o to, co ludzie o mnie myślą i męczyć się byciem pseudo życzliwym, za to mam pewność, kto naprawdę mnie lubi:)
A propos przeinaczania i projekcji własnych umysłowych treści przypomina mi to niedawną sprawę z Von Trierem. Pięknie napisała to Ania Ławniczak na swoim portalu CUD, więc nie będę się powtarzać, tylko przytoczę:

UWAGA NA SŁOWA

Lars von Trier znowu wszystkich zelektryzował. Wyleciał z Cannes za słowa, że rozumie Hitlera i trochę mu współczuje. Gdyby ktoś do końca wysłuchał, co reżyser miał do powiedzenia i w jakim kontekście to mówił, nie byłoby histerii i świętego oburzenia. A może jednak byłaby? Trzeba dużej świadomości siebie, odwagi i dojrzałości, żeby umieć dostrzec w sobie ciemne impulsy, potrzebę umniejszania i odczłowieczania innych, by reperować swoje poczucie własnej wartości i usprawiedliwiać swoje agresywne impulsy. Żeby było jasne - wielu z nas takiego małego Hitlerka w sobie ma i wypuszcza go częściej niż mu się zdaje. Dostrzec go, zrozumieć i umieć powstrzymać - to jest sztuka. Choć oczywiście można sprawę załatwić usuwając z pola widzenia człowieka, który się przyznał do takiej części siebie i udawać, że wszyscy jesteśmy doskonali. Tylko że to nie powstrzymuje małych Hitlerków. Przeciwnie, otwiera im drogę do działania.

Moja szkoła:) Oczywiście żartuję, Ania przebyła własną drogę do wiedzy na swój temat, ale myślę, że miałam w tym pewien udział choćby jako rozmówca w jej wywiadach, nie mówiąc o długich rozmowach.
No to chyba nadrobiłam filozoficzny aspekt niusów;) i mogę przejść do reportażu z Zawad.
W Zawadach najpierw popadywało (był nawet grad), potem zrobiło się lato, a dziś pada od rana.

Gości pełen hotel, w tym rodzina z Litwy i państwo obecnie z Krakowa, którzy od trzech lat czatowali na wolny termin pod tulipanem:) aż w końcu się udało. Spytałam, czy po tak długim czasie nie czują się rozczarowani, ale twierdzą, że nie! W każdym razie goście kosmitami nie są, wręcz przeciwnie, aż miło popatrzeć, jak korzystają z uroków Zawad i jeziora.
W domku na górce ruszyły pełną parą roboty porządkowe, zwłaszcza te w resztkach stodoły. Przed odbudową wszystko musi zniknąć, w tym łany „rumianków”.

Oczywiście to nie są rumianki - prawdziwe, te, z których koszyczków robi się napar, też u nas w dużych ilościach, między kamieniami wybrukowanego podwórka.

Część rumiankopodobnych kwiatków zdołała się uratować przeprowadzką pod naszą stodołę:

W ogóle kwieciem sypnęło w Zawadach. Malwy zaczynają kwitnąć we wszystkich możliwych kolorach - cytrynowe, białe, ciemno i blado różowe… jeszcze tylko brakuje bordowych, łososiowych i amarantowych.

I pomarańczowe lilie, których u nas pełno, bo czują się tu jak w niebie,

warszawianki (czyli kosmos:)) też się szykują. No i róże. Róże są nawet dowcipne - niby na jednym krzaku mają po dwa kolory kwiatów!

a ten krzaczek udaje, że zakwitł nakrapianą lilią:

W ogóle jest pięknie. Pęcherzyce przeszły w stan czerwoności,

w wiacie zakwitł oleander

tylko peonie przekwitły:(

a jacyś kosmici podjadają nam roślinność.

Za to cukinie zawiązują owoce - te to dopiero wyglądają jak z kosmosu!

Piaskownica doczekała się profesjonalnego zabezpieczenia przed kosmitami robiącymi do niej zrzuty:)

a inwazja zza okna przenika do pokoju!

Ale niektórym to wcale nie przeszkadza i spokojnie grają w szachy…

A tak poza tym dziś ŚWIATOWY DZIEŃ PSA i z tej okazji wszystkim psom życzę dobrych ludzi, a przy okazji wspomnę, że wg Roberta Lodzia jest zrzutem z Marsa, nieudanym produktem psopodobnym - Marsjanie próbowali zrobić coś przypominającego psa, ale nie do końca im się udało:)

Komentarze

zośka, 2011/07/01 17:29
O rany, nie wiedziałam, że dzisiaj Dzień Psa :) Z tej okazji wyjątkowo nie przywiążę mojego do kaloryfera i nie będę go tłuc metalowym drągiem, niech wie, że ma święto chłopak ;-) To tak a propos Kosmitów. Myślę, że jedni drugich uważają za takich. Na mnie na przykład patrzą jak na kosmitkę, kiedy zbieram kupy po moim psie na skwerku, kiedy do niego gadam zamiast się drzeć że na smyczy pociągnie... Ale wolę, żeby mnie brano za kosmitkę niż za takiego samego człowieka, który skatował tę biedną sunię owczarka... Nie chcę się z nimi identyfikować.
ania, 2011/07/01 18:54
Dokładnie tak. Miałam o tym napisać na końcu, ale zapomniałam;)- Problem w tym, że dla kosmitów jesteśmy jeszcze większymi kosmitami...
agnieszka, 2011/07/01 21:49
dobry wieczór. mam na imię agnieszka. zaglądam na waszą stronę od paru lat, zaczęło się od poszukiwań naszego miejsca-domu i wyszukiwaniu jak mieszkają inni (nie mylić z kosmitami). na waszą stronę trafiłam przypadkiem i tak zostało do dziś. trzy lata temu przeprowadziliśmy się z miasta na wieś. o urokach wiejskiego życia nikt się nie dowie kto nie zasmakował takiegoż z wszelkimi jego zaletami i wadami, całkowicie zgadzam się z waszymi a właściwie twoimi aniu spostrzeżeniami co do życia wiejskiego( nawiązuję tu do niusa o życiu na wsi zimą jak i do spostrzeżeń na temat mentalności ludzi). ja też myślę podobnie, głośno wyrażam swoje zdanie, a szczególnie sprzeciw co do traktowania zwierząt i ogólnie na temat zabobonów i uprzedzeń w jakich ludność w mojej wsi lubi się pławić. to prawda, że zakorzenione w nich, przekazywane z dziada pradziada treści są barierą często nie do przebycia. dotarcie do nich graniczy z cudem, wszelka inność jest uznawana za dziwactwo, a właściwie zagrożenie. czytając niektóre niusy mam wrażenie jakby pewne sytuacje działy się analogicznie w naszej wsi. ja również jestem raczej tą uciążliwą, nielubianą mieszkanką z miasta, która śmie orientować się i wyrażać swe zdanie na forum. to ja wkroczyłam w ich uporządkowany świat, gdzie główne role grają sprzedajny ksiądz, skorumpowana(w co nie wierzę) policja, miejscowy rzezimiech, na którego temat rosną mity, oraz nienawidzący się sąsiedzi. w tym tyglu znalazłam się ja i ośmielam się być ponad. mój mąż też zwraca mi uwagę, że robię sobie wrogów itp. ale są rzeczy, są sprawy, wokół których nie mogę przejść obojętnie. a propos larsa von triera, serwuje mocne, obnażające kino nie do końca jestem jego zwolenniczką, ale co do myśli o tym, że w każdym z nas drzemie pierwotne zło, które różnie się obraca, to w jednym jestem zgodna. tacy ludzie jak ty i ja powstrzymują w sobie gniew na tych, którzy nie mają oporów by owo zło w sobie wykorzystać dla zaspokojenia swych instynktów. co do kosmitów, to wolę być tak określana, wszakże to kosmici ponoć nawiedzali i przekazywali pierwotnym ludom wiedzę...
ania, 2011/07/01 23:12
Miło mi. Zawsze to raźniej;)
Ewa, 2011/07/02 11:16
Nic dodać, nic ująć. Czytając niusa Ani i komentarz Agnieszki doświadczyłam deja vu, przez moment nawet miałam uczucie, że to moje słowa! Przez sen, czy jak? Nie będę więc jęzora strzępić po próżnicy, chociaż kosmicka mentalność budzi mój opór, gniew i paskudne, dławiące poczucie bezsilności w niektórych sytuacjach. Więc tylko się z Wami "zsolidaryzuję". Dla rozweselenia przytaczam dialog, a właściwie krótką wypowiedź jednego z tutejszych mieszkańców, od którego kupuję jajka. Poszłam odebrać zamówione wcześniej rzeczone jajka i usłyszałam: Przyjdź sumsiodka za 15 minut, jaja muszę umyć... Dla podrasowania kolorytu dodam, że "sumsiod" cieszy się sławą byłego złodzieja kolejowego (cokolwiek to znaczy), nie ma nogi (wypadek przy pracy?), ani zębów. To nie złośliwość, przysięgam! Takie są fakty, kosmici mi donieśli...
agnieszka, 2011/07/03 03:48
tu agnieszka proponuję zlot pod koniec sierpnia w celu sprecyzowania swoich wywodów i postulatów.dziewczyny! spotkajmy się i pogadajmy razem, ania daj zielone światło!
ania, 2011/07/03 10:10
zapraszam do Zawad, nie wiem jak Ewa, ale ja nie mogę się stąd ruszyć, w sezonie tym bardziej, dlatego zlot proponuję u mnie w Zawadach!
Ewa, 2011/07/03 12:45
Agnieszko, skąd jesteś? Pomysł bardzo kuszący. Z Wielkopolski szmat drogi, ale dałabym radę! Uprawiam wolny zawód, który wprawdzie nie zawsze jest wolny - wiadomo, ale i proponowany termin jest na tyle odległy, że można to poukładać...Ogranicza mnie sfora w postaci psa i kota, i jeszcze parę rzeczy - jak to w życiu, ale to dałoby się załatwić. Na dziś jest to propozycja nie do odrzucenia!
Egretta, 2011/07/05 17:28
Oj tak, tak, kosmitów nie brak na żadnej polskiej wsi i w żadnym polskim mieście, niestety...
Bea, 2011/07/06 13:50
Straszne to niestety i boli...mam nadzieje ze z czasem/pokoleniem bedzie choc troche lepiej. Milego zlotu dziewczyny!
Wielkopolanie , 2011/07/18 23:57
Te rumianki nieprawdziwe to maruna bezwonna. A te co między kamieniami się kokoszą to rumianki bezpromieniowe - ach, jakże wonne :) Błysnąwszy wiedzą botaniczną ;) do serca przytulam psa i biorę na kolana kota , choć jest już dobre dwa tygodnie po ich święcie. A co mi tam ! P.S. Ależ Lodzia mogłaby być wzorcem psa !
ania, 2011/07/19 09:38
U nas są całe pola tej maruny, np. na polu truskawek w tym roku rosną całe łany białego kwiecia, jakby ktoś je uprawiał.
Skomentuj:
XONMM
 
 
kosmici_sa_wsrod_nas.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika