3 października 2018

Kotki, pieski, piłkarze... i aleja

Dziś przyszła jesień w swoim najgorszym wydaniu. Pada, wieje, zimno. Palimy w piecach a ja, skoro nie mogę być na podwórzu, zanim wybije 15.00 napiszę, ile zdążę. Bo wydarzenie goni wydarzenie a życie mija w zawrotnym tempie.
Strzałci nie ma. Na jej cześć i na cześć jej siostry Białki upolowanej trzy lata temu przez psa sąsiadów, są Felix i Elvis. Madzia z Guciem uczcili siostrzyczki taką reinkarnacją;)

takie zdjęcie było w ogłoszeniu na OLX

a takie kotki przybyły w rodzinie:

Elvis

Felix

pierwszy dzień w domu głównie spędziły pod łóżkiem Kseni

a wczoraj już tak!

Osobiście spotkam się z chłopakami za tydzień i ciut.

Przy okazji chłopak Gustaw, który od nowego roku szkolnego poszedł do nowej szkoły, do klasy piłkarskiej Polonii. Rżnie w gałę przy każdej okazji. Tu na turnieju Gąbin Cup 2018:

zdjęcia z googla pana Krzysztofa

Kończąc na dziś kwestie młodocianych odwiedziłam w Szwałku pieski z krzyża zdjęte. Mają się bardzo dobrze i na szczęście nie wmawialiśmy Markowi i Lilianie, że nie będą duże :-) Maja niestety nie jest już Mają tylko Figą, niestety, bo jakoś mi się podobała bardziej parka z dobranocki. Ale w końcu co to za różnica. Grunt że mają dobrych ludzi i są szczęśliwe.

wszystkie zdjęcia z odwiedzin w albumie Gucio i Figa

I jeszcze zaległość. Pewnie niektórzy zauważyli, że Robert nigdzie nie wyjechał w świat, a miał. Ja rok temu odrywałam się od zawadzkiej rzeczywistości w Maroku , a Robert w dogodnym momencie wakacyjnym planował Islandię. Kłopoty z kręgosłupem odwiodły go od podróży, jego zresztą w ogóle mało co rusza z Zawad, ale… Zjazd absolwentów jego roku leśnictwa w Mucznem w Bieszczadach, u jego kolegi nadleśniczego Janka, zmobilizował go, by wreszcie w Bieszczady pojechać. Bo nigdy do tej pory nie był. Jeden dzień tam spędził ale był!

więcej zdjęć w tym poście:

Coś dziś nius drogi;)… kotki z Radomia do Warszawy, pieski w Szwałku, Robert w Bieszczadach, no to skoro nius drogi, to wylądujmy na alei dębowej w Cichym. Nawet nie chce mi się pisać, bo to jakaś urzędnicza masakra. Najstarsza chyba w Polsce aleja drzew, pomnik, zabytek, piękno samo w sobie, zaraz, jeśli zostanie zignorowane działanie dwóch stowarzyszeń (Partnerstwo Dzikie Mazury i Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Cichy ) i mnóstwa innych ludzi, ma zostać zniszczona przez wycięcie 11 dębów (przypominam, że już została podniszczona bezmózgim nacięciem pni)! To przykład braku kompetencji urzędników od RDOSiu po Zarząd Dróg Powiatowych z Olecka, nie mówiąc o gminie Świętajno i księdzu z Cichego, który jest za wycinką. To piszę ja Ania, żeby nie było wątpliwości i przypominam, że jestem odrębnym bytem niż Robert. Brak wiedzy, że można ratować takie drzewa i co się niszczy, bezmyślność, brak dbałości o przyrodę i spuściznę kulturową i ciągłe zasłanianie się brakiem kasy (moim zdaniem po to, by ktoś mógł kabzę nabić drewnem z 8 z 11 dębów, które są zdrowe) w takiej sytuacji to bestialstwo, za które przyszłe pokolenia nas rozliczą, o ile nie skończą jako bezmózdzy oglądacze tabloidów posługujący się pięcioma słowami na p, k i ch, jak w tym filmie klasy B, o którym nieraz pisałam. Zainteresowanych szczegółami zapraszam do grupy otwartej Ochrona alei dębowej w Cichym gm. Świętajno k/Olecka

Przy okazji alei nadmienię tylko, że wizyta w Wodach Polskich w ramach walki z nieznikającym ogrodzeniem sąsiada była równie załamująca.
Najbardziej wkurzające jest to, że my naprawdę mamy czym się zajmować a nie absurdami urzędniczymi w tym kraju i bezradnością urzędników. Niedługo wybory. Problem w tym, że nawet gdy się uda wybrać jakiegoś zaangażowanego człowieka, to albo potem stołek uderza mu do głowy (zwizualizujcie to sobie!:)) i głupieje, albo ma dość i odpuszcza. A takie kanalie jak nasz sąsiad czy odpowiedzialni za wycinkę alei mają się dobrze (nie wspomnę o dziadzie Szyszce). Żadnego beknięcia za to co czynią.

À propos jeziora, tak jak zapowiadałam, skończyłam pływać w ostatni dzień września. Tym samym ustanowiłam rekord - pięć miesięcy codziennego pływania!

Poza tym było pięknie jesiennie, więc zarejestrujmy. Może jeszcze wróci.

więcej w albumach Zaległe spacery z końca września i Ostatni dzień września późnym popołudniem...

Z zaległości miałam jeszcze o Dziadku i w ogóle o szajce. Tak z cicha pęk nasze bydlątka rządzą, zmuszają nas do zmiany przyzwyczajeń i usprawnień. Przez to, że Ptysio rozwłócza pieczywo w celach konsumpcyjnych, musiało się przenieść wysoko na półkę za drzwi. Gdy Czarli wynosił rzeczy ze spiżarni zwanej garderobą, przybył haczyk do jej zamykania, gdy wynosił torebkę z nieprzetwarzalnymi śmieciami z drzwiczek pod zlewem, przybyło zamknięcie tam również. Teraz doszedł Dziadek ze zdejmowaniem jedzenia ze stołu (kociego i naszego). Wczoraj zniknęły 4 ugotowane jajka (od szczęśliwych kur), musiałam je zostawić na stole, no bo po jajkach śladu. A tak się cieszyłam na jajka w majonezie na śniadanie… Zniknął także jeden wyjściowy but Roberta, a szukanie kapci i butów to codzienność. Pogryziony ulubiony norweski sweter to też sprawka Dziadka, który czasem lubi coś pomiędlić. Tak więc trzeba uważać, gdzie zostawiamy ubrania, tekturowe teczki z dokumentami i inne takie.
No i kwestia posłań. Tu się odbywa prawdziwa walka podjazdowa! Jak wiadomo Misio-Ptysie zaanektowały duże posłanie Dziadka i ten nie ma już odwagi tam się kłaść, nawet gdy wolne. Podsiada więc Czarliego, więc ten boi się ruszyć na krok, pilnuje, żeby nie stracić:)

Teraz na noc przynoszę drugie posłanie Czarliego z pokoju obok, kładę przy łóżku, żeby ten, który przegra zabawę w gorące krzesła, miał gdzie leżeć. Tylko dla Dziadka jest trochę przymałe. Więc co?… Zakupiłam w nocy na Allegro kolejne posłanie, takie samo, jak to Czarliego koło mnie! No bo dzidziusie muszą koło mamusi. Obydwa ;)

na szczęście na łóżko w wiacie Dziadek się już nie pcha:)

No i do tego wszystkiego Lodzia i jej jesienne dziurkowanie podwórza :(

Donoszę również, że Ptysio czuje jakąś miętę do Dziadka…

(po komentarze pod tym zdjęciem należy się także udać klikając w zdjęcie na FB i wchodząc w nie w albumie)

ale Dziadek słabo to znosi:)

I to chyba tyle na dziś, zdążyłam przed 15.00! Na koniec tylko jego wysokość Ptyś:

A żebyście wiedzieli, jakiego zdjęcia nie zrobiłam przed chwilą! Ptysio na moim biurku pod oknem, a za oknem na parapecie rudzik! Zanim ten dziad canon wyostrzył, rudzik odleciał :(

Komentarze

Ewa U., 2018/10/03 22:37
Na Wasze zwierzaki mogę gapić się bez końca. I na krajobrazy, a Gucio-piłkarz to już w ogóle!
Żeby jeszcze ten sakramencki płot i dęby...
z FB, 2018/10/04 12:36
Elzbieta K: nowe koty to u Kseni i Gucia? Gucio rzeczywiście gałę super kopie!
Galeria Wiejska: tak, u Kseni i Gucia

Jolanta M: Super zdjęcia ....
Aż korci, żeby wsiąść w samochód i przyjechać :)
Galeria Wiejska: dziś znowu wyszło słońce, więc czemu nie...
Monika, North Carolina, 2018/10/14 11:10
Alem sie zaniedbala! Nie zauwazylam niusa nowo-kotnego... Pewnie dlatego, ze przezylam wlasnie 2-gi huragan w ciagu 2 tygodni. LEdwo zyje, na szczescie bez strat w ludziach, kotach i sprzecie.
Felix i Elvis piekne kociaki. Niech sie zdrowo chowaja Guciowi i Kseni.
ania, 2018/10/14 12:50
Jeżu, ale Ty się masz z tymi huraganami.. chyba bym się nie zdecydowała mieszkać na terenie, gdzie może mnie zmieść razem z domem, albo np. na zalewowym. U nas na szczęście są co najwyżej silne wiatry i może nas śnieg zasypać, ale to ostatnie to już wspomnienie z poprzedniej epoki. Choć przy tych zniszczeniach Ziemi nigdy nic nie wiadomo, co każdego z nas może spotkać niespodziewanego. Dawno temu mieliśmy nawet trzęsienie ziemi, kilka domów w regionie popękało.
Skomentuj:
SKEET
 
 
kotki_pieski_pilkarze..._i_aleja.txt · ostatnio zmienione: 2018/10/04 21:43 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika