28 lutego 2015

Krecik bardzo chory

Chyba w złą godzinę pisałam o nudach. Odkręciło się i w dodatku dramatycznie.
Kilka dni temu zauważyłam, że Krecik wlecze się na spacerach. Szedł noga za nogą, musiałam na niego czekać, ale gdy wołałam, podbiegał, tyle że znowu się wlókł. A że poza tym uczestniczył w przedspacerowym rozgardiaszu jak zwykle, jak zwykle rzucał się na Belfegora, wszczynał hałas, gdy coś za oknem się działo, zbyt się nie przejmowałam. Za to zeszczuplał, co mnie cieszyło. To z dzisiejszej perspektywy zauważam, że miał mniejszy apetyt. I jeszcze jedno mnie zastanawiało. Że dostawał leki moczopędne ze względu na problemy z krążeniem (i rzeczywiście przestał po nich kasłać) a wcale więcej nie sikał.

Krecik na szarym końcu

Ostatnią niechęć do wychodzenia na podwórko tłumaczyliśmy sobie tym, że kilka dni temu przeżył traumę. Zamknęliśmy ganek, zanim wrócił do domu. Siedział na dworze dłuższy czas, nie było wprawdzie wtedy mrozu, ale mógł poczuć się wyrzucony. Robert kładąc się do łóżka wyjrzał na szczęście przez okno, a za oknem, w ogrodzie, zobaczył biegnącego Krecika. Jak w Kevinie, co został sam w domu, tyle że na podwórzu. Wszystko przez tę przepastną budkę, do której jak ktoś wejdzie, to nie wiadomo, że tam jest. A że o tej porze Krecik zawsze w niej śpi, byliśmy pewni, że i tym razem.

sabat czarodziejów/czarownic nad Strzałką

Coraz częściej mówiłam Robertowi, że Krecik jest jakiś dziwny, ale nos zimny, radość, gdy wracałam ta sama… To z Piesem pojechaliśmy w czwartek do weterynarza na remont paszczęki. Piesowi przerastają dziąsła, w te kieszenie wchodzi mu pokarm, gnije to, więc ma ksywkę Freshmaker i raz na jakiś czas jedzie na czyszczenie. A że Pieso staruszek, zawsze nas niepokoi narkoza, nawet taki głupi Jaś. Pani weterynarz pochwaliła Piesa, że w takiej dobrej poza paszczęką kondycji, twu, twu. Krecik, gdy był na czyszczeniu zębów we wrześniu, też był w dobrej kondycji, badania krwi wykazywały wszystko w normie.

Pieso w Olecku (pewnie z piąty raz w życiu;))

Jak wiadomo teraz w czwartek mam niedzielę. Ale zdecydowałam pojechać w piątek, czyli wczoraj do Warszawy, tym razem w sprawie remontu paszczęki własnej. Nijak nie mogłam się ostatnio zgrać terminami z moim ukraińskim dentystą, znalazłszy więc bla bla na piątek o 14.00 z Olecka, postanowiłam skoczyć do stolicy na wizytę. Gdyby mi nie zwiał bla bla o 20.30, byłabym w stolicy niecałe 2,5 godziny. Gro pobytu zajęło mi przemieszczenie się z Saskiej Kępy do dentysty, normalnie - jak w mordę strzelił prosto spaloną Łazienkowską. Oj bida bez tego mostu, jakże się cieszę, że nie mieszkam w Warszawie! W każdym razie musiałam wracać nocnym polonusem, ale tym razem nie powiem złego słowa. Gdyby nie to lądowanie w Olecku 3.50 A.M…. Z tej okazji piątkowych pacjentów przeniosłam na czwartek, a częściowo na dziś, dziś też po 9 rano prowadziłam przez skype zajęcia dla adeptów psychosztuki. Gdy zostaję sama z psami, praktycznie się nie da pracować. Ale mus to mus. Pierwszy prowodyr do szczekania wprawdzie wyjechał, za to Lodzia z Piesem dotąd stukali drzwiczkami zamykającymi wejście na schody, aż je otworzyli, następnie piszczeli pod moimi drzwiami. Dobrze że skype słabo działał (słychać było, jakbyśmy jechali pociągiem) i hałasy wydobywające się z komputera zagłuszały. Wyobrażacie więc sobie, w jakim stanie używalności jestem. A jutro żaden tam odpoczynek - dwa zamówienia na tabliczki na dom czekają. Ale nie o tym chciałam, tylko o tym, że w czwartek czasu na szczegółowe obserwacje Krecika nie było, zresztą w piątek rano przed moim wyjazdem byliśmy na spacerze i w kwestii początkowej spaceru było bez zmian, a potem wlókł się też jak zwykle ostatnio.

Potem Robert wywiózł mnie z tej błotnistej krainy (są takie koleiny w błocie, że pod naszym domem wszyscy jeżdżą łąką zamiast drogą, na szczęście tym razem łąką nie naszą) a jak wrócił, zastał całe mieszkanie zarzygane wodą. Nawet nie wiedział kto to, do następnego rzygania. Dziś rano ja do pracy na górę, a Robert z Krecikiem do weta. Kroplówka, antybiotyk na wszelki wypadek, wenflon w łapę i krew do laboratorium. Potem telefon popołudniem, żeby Krecika czym prędzej przywieźć. Ma taki wynik kreatyniny, że cud że jeszcze żyje. Norma jest do 1,7 a on ma 9,2! Znowu miał kroplówkę, po której nawet na nogach wrócił z samochodu. Teraz śpi tu koło mnie w kocyku. Przy okazji napiszę, że mimo weterynaryjnej konkurencji w okolicy, w sprawach psich poważnych najbardziej ufamy doświadczeniu doktora Jakuszki - może jest dziwak, może nie ma nowoczesnej aparatury w gabinecie, ale ZAWSZE, ilekroć go zdradzaliśmy powodowani silnym niepokojem o nasze zwierzaki z kimś z nowocześniejszym wyposażeniem, zawsze wychodziło na to, że doktor miał rację! Teraz też wiem, że wszystko co było do zrobienia, zrobione i teraz Krecik w rękach opatrzności.

Najbliższe dwa dni rozstrzygną, czy to ostra niewydolność nerek z której może cudem wyjdzie, czy przewlekła, z której z pewnością nie wyjdzie i nie wiadomo czy kilka dni, tydzień czy kilka będzie żył, ale nie będzie to długo, bo w przeciwieństwie do kotów, które, jeśli się je regularnie zakrapla, mają dużą tolerancję na niewydolność nerek, psy umierają szybko. Tak więc pozostaje mieć nadzieję, nie zapominając, że Krecik ma 14 lat. Ale ile by nie miał, nie po nim się spodziewaliśmy. To Belfegor żyje ponad stan i wygląda jak stare dziadzisko.

Grzbiet ma wygięty w dół jak stara drewniana stodoła pod ciężarem dachówek, nogi rozjeżdżają mu się w cztery strony, kupę robi w locie;), ale na spacerach daje nieźle radę, choć czasem chodzimy wcale nie tak blisko. Np. 22 lutego przyleciały żurawie i poszliśmy ich szukać z aparatem. Oczywiście, gdy poszliśmy, krzyczały Robertowi nad głową, bo palił ognisko w ramach wiosennych porządków,

a my tylko zmoczyliśmy nogi i żadnego nie uwidzieliśmy.

Za to zobaczyliśmy z bliska kombinat Basi i Piotra

i pozimową Mazurkę

a że mostek na dopływie zrujnowany, żeby wrócić do domu inną trasą, przeprawialiśmy się po bobrowej tamie, a więcej zdjęć w albumie Poszliśmy szukać żurawi

Nie powiem, nie lubię tej pory roku. Jedyne co ładne, to świadomość, że idzie wiosna. Błoto po pachy, z dnia na dzień ubywa śniegu, choć trudno uwierzyć w lutym, że na tym koniec zimy. Moim zdaniem nie u nas. Ale może to tylko mój pesymizm zwany realizmem. Tak było wczoraj:

śniegu najwięcej u nas pod pensjonatem:)

A 20 lutego jeszcze ślizgaliśmy się po lodzie:

lód na jeziorze oczywiście wciąż gruby

ta zimowa Magdalenka już w odwrocie i pod tym względem strach pomyśleć, że idzie wiosna, a wraz z nią trawka zielona i… kosiara sąsiadów:(

Lodzia z Belfegorem kontemplują wiosnę

Pieso z obrzydzeniem chodzi po podwórku (bo moczy nogi)

Wczoraj cyknęłam parę podwórzowych fotek:

jak zwykle w tym miejscu cmentarzysko zimy, bo jak zwykle…

Robert przeganiał zimę z podwórza („no i po robi zdjęcia? znowu napisze, że Robert wygania zimę z podwórka!” - prorok czy co;))

25-go jeszcze było tak :

Wyganianie zimy nie uchroniło nas jednak przed błotem:

więcej zdjęć w albumie Szybko idzie!

a koty wyległy na podwórko, co niestety ma wpływ na pogłowie ptaszków, które wiosennie są nierozważne - wyjęty mazurek z paszczy Strzałki nie przeżył naszego kilkugodzinnego ratowania:(

stanowisko pracy Roberta pięknie sprzątnięte i zagrabione

Poza tym inne atrakcje, nowe zasady dopłat, pisma z różnych urzędów w sprawie sąsiadów, ale wybaczcie, w obliczu chorego Krecika darujemy sobie i państwa zza płota, i wybitną ekspertkę od spraw ornitologicznych, o której nikt z okolicznych ornitologów nie słyszał, panią Urszulę Sadowską z Olecka, która napisała dla sąsiadów opinię o oddziaływaniu planowanego przez nich pomostu.

Dodam tylko że w ramach nie nudzenia się, odrestaurowujemy (ja i Darek) zawadzką stronę. Przedpotopowe strony Okolica , Już Teraz i Robota nie tylko w nowej szacie. Warto tam zajrzeć, bo dużo nowych ciekawych informacji!

PS.

Krecik wstał (sam!) słysząc ujadanie wychodzącej na podwórko Lodzi, napił się wody, wystawiony pod krzaczek wysikał się!!! i nawet zjadł torebkę miękkiego chappiego. Teraz znowu śpi. Jest naszprycowany wszelkim możliwym, więc to nie magiczne ozdrowienie, jednakowoż dobry znak!!! (twu, twu)

Komentarze

z FB, 2015/02/28 22:55
Ewa N: Zdrowia życzę krecikowi!!!

Monika L: ojojoj... bidulek, moje koty zycza Krecikowi, zeby sie wylizal...

Dorota Ł-T: Kreciku, dasz radę:)

Katarzyna G M: Kreciku, dużo zdrowia!

Petsitter Kinga: trzymamy kciuki
ania, 2015/03/02 11:38
Donoszę, że Krecik żyje i ma się dużo lepiej, ale do jutra wenflon w łapie, bo w każdej chwili może się pogorszyć, a dopiero kolejne wyniki krwi upewnią nas, jaki jest jego stan.
prawie sąsiad, to tylko 60 km, 2015/03/01 23:30
Zimy mocno nienawidzę i nie ufam zbytnio jej wyczynom, bo jeszcze może podskoczyć:) Tak, wiosna przyjdzie, lato, jesień też przyjdzie i kosiarka sąsiada... Zwierzaki, zwierzaki, są fajne ale i załażą za skórę, teraz koty zaczynają zaznaczać teren, a dokładnie pokoje w domu. Nie wiem jak je oduczyć tych zachowań, jest ich kilka i każde udaje niewiniątko. Widzę na zdjęciach, że kotka chyba po sterylizacji bo tak samo grubaska jak moje, ale nie wszystkie - te które uniknęły zabiegu są w normie wagowej, jak na razie:) Pozdrawiam przed wiosennie.
ania, 2015/03/02 01:06
Wszyscy i wszystkie po kastracji/sterylizacji, a gruba tylko jedna. To jedyny sposób, by zlikwidować bezdomność zwierząt, dlatego u nas nie ma wyjątku, a koty przestaną znaczyć teren, gdy będą wykastrowane, ale to pewnie sąsiad wie;)
Monika, North Carolina, 2015/03/07 15:31
Zdrowia wlekacemu sie Krecikowi zyczymy. Dobrze, ze u Was latos zima lagodna. U nas od 140 lat najwieksze i najdluzsze mrozy, odkad robi sie zapisy pogodowe. I zima nadal trwa...
ania, 2015/03/07 15:51
Macie w tym roku zimę za nas i za was;)
Skomentuj:
ATUMG
 
 
krecik_bardzo_chory.txt · ostatnio zmienione: 2015/03/05 22:10 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika