31 maja 2015

Krecik już nie cierpi

Dziś rano zakończyliśmy tę nierówną walkę. Krecik wreszcie spokojny leży, zgodnie z życzeniem Gucia, pod jabłonką. W nocy dziwiłam się, że śpi z głową na podłodze, a nawet na boku, co przez ostatnie dwa tygodnie nie zdarzało mu się; łudziłam się, że może mu się poprawia… Ale o 5 rano obudziłam się, gdy próbował rozpaczliwie zaczerpnąć powietrza. To już była męka, i dla niego i dla nas. Jak na złość niedziela. Pani doktór, która przyjeżdża do domu, żeby uśpić zwierzaka, akurat dziś nie mogła. Doczekaliśmy, aż dr Jakuszko będzie w gabinecie. Poszliśmy pomalutku pożegnać się z jeziorem, zatrzymaliśmy się koło Agnieszki ze skrzyżowania na ostatnią przytulkę i około 9.50 Krecik dostał złoty strzał - narkozę prosto w żyłę w takiej ilości, że bezboleśnie osunął się na kocyk (dr Jakuszko przyznał się, że wciąż, po 40 latach, trzęsą mu się ręce, gdy napełnia strzykawkę w takiej chwili). Po powrocie pożegnanie z psami - wszyscy go obwąchali. I pogrzeb. Ja, Robert i Ola. Oraz ciekawska Lodzia.
Zdjęcia z dziś rano. Najgorsze jest to, że Krecik do ostatniej chwili wyglądał prawie jak zawsze, chodził, jadł, wprawdzie już tylko z ręki, bo jedząc z miski brakło mu powietrza, szczekał… więc jak pozbawić życia takiego psa:( To zdjęcia z dzisiejszego poranka:

Ci, którzy znają Krecika z Zawad, nigdy by nie pomyśleli, co to był za pies. W Zawadach przeszedł terapie grupową;) i poza tym, że gnębił staruszka Belfegora, stał się zwykłym wiejskim burkiem. Raz tylko dziabnął w łydkę pana, który przyjechał kładem - specjalnie nie miałam mu tego za złe:) Za to, gdy mieszkał w Warszawie, nie wpuszczał nikogo do domu (trzeba go było sprowadzać na dół do babci Teresy), rzucał się ludziom do gardła (na szczęście nie doskakiwał;)),

przy bardziej znanych mu gościach siedział w domu w kagańcu

szczególnie nienawidził mężczyzn i był testerem męskiej strony w kobietach, im większy pies, tym Krecik go bardziej atakował (pamiętacie, jak dwa lata temu ledwo uszedł z życiem po rozszarpaniu przez owczarka niemieckiego?), ganiał samochody, im większe, tym bardziej. Babci Teresie, która brała go rano w drodze po bułki, dwa razy rozbił głowę pociągając na smyczy i przewracając, aż przyjeżdżała karetka i babcia lądowała w szpitalu. Najlepszym dowodem, że nie był to pies normalny, było to, że mając 8 miesięcy, zdążył już dwa razy wrócić do schroniska z adopcji. A raz mało nie skończył jako towarzysz jakiegoś kaukaza pilnującego terenu budowy w budzie, ale schronisko na szczęście nie zgodziło się go wydać, bo Krecik w budzie zimy by nie przetrwał.

walentynka_krecikowa.jpg Krecik był wzięty niechcący w czasie akcji adopcyjnej (w 2001 roku) - niechcący, bo jadąc po niego do schroniska z Borysem nie wiedzieliśmy, że akurat jest akcja (na zdjęciu oryginalnym miał w zębach kolejnego, ukochanego piszczącego jeżyka - ukochane jeżyki w końcu zjadał, czyli inkorporował obiekt miłosny:), no… prawie inkorporował, bo wiadomo gdzie kończyły)

To Borys wypatrzył go na Paluchu. Mieliśmy wtedy sukę „leżącą koło boksera”, Suczusia, i stwierdziliśmy, że właściwie jakiś mały piesek może do nas dołączyć. Krecik, wtedy bezimienny, w klatce był słodkim niewiniątkiem, jeszcze przez pierwsze dwa dni w domu takiego udawał. Gdy poczuł się u siebie, pokazał kim jest:) Behawioryści łamali na nim zęby, bo był psem niewyuczalnym. Po prostu nie zapamiętywał doświadczeń. Nawet tych przykrych. Belfegor, gdy załamał się kiedyś pod nim lód, potem nie wchodził nawet na oblodzone kałuże. Krecik raz się topił w kanałku (wyławiałam go którejś zimy) a mimo to za każdym razem wchodził na lód. Sprawdzaliśmy, jak działa na niego obroża wychowawcza, wibrująca a nawet z prądem, gdy rzucał się na Belfegora podczas wyjścia na spacer… nie robiła na nim żadnego wrażenia.

uwielbiał jeździć z babcią Teresą na działkę do Arciechowa, jeździł z nią pekaesem i był wtedy grzeczny, za to babcia czuła się z nim bezpieczna nawet będąc sama na całym działkowisku:)

Z Suczusiem długo nie mieszkał, bo Suczuś zachorował i umarł po 2 miesiącach. W Warszawie miał za to dwa koty, Modela i Lunetkę, potem dołączył Rysiek, potem znowu został mu tylko jeden, ale Krecik dla kotów był wyjątkowo dobry. Właściwie można powiedzieć, że w mieście tolerował tylko koty.

odgryzanie głowy Modelkowi to była taka ich zabawa;)

Jest taka historia, jak do Warszawy przyjechał Robert i zastał w domu rzucającego się mu do gardła Krecika. Po czym wziął go siłą na kolana, zdjął kaganiec i od tej chwili Krecik go pokochał, i mimo że Robert przyjeżdżał do Krecika raz na pół roku-rok, to ten zawsze go witał z miłością. Babcia Teresa twierdziła, że to dlatego, że koty powiedziały Krecikowi, kim jest Robert. Brata Roberta, Darka, który, gdy było trzeba, przychodził Krecika karmić i wyprowadzać, gryzł przez parę lat. Gdy wyprowadziłam się na dobre do Zawad, Krecik został w Warszawie - woleliśmy nie ryzykować spotkania z Belfegorem i zajadłym wówczas Piesem. Nastała Madzia i Krecik stał się pieskiem Borysa i Madzi, a moim raz w miesiącu przez 4 dni. Mimo to mnie chyba kochał najbardziej. Baliśmy się, co będzie, gdy pojawi się Gustaw. Czy Krecik go uzna za dużego psa i rzuci mu się do gardła? Owszem, warczał, gdy Gucio go męczył, parę razy dziabnął, ale nigdy, przenigdy nie było to poważne dziabnięcie.


Aż w końcu Krecik zawitał do Zawad. Pamiętacie, jak Robert budował mu zagrodę?:) Jest o tym w niusie Wakacje z Krecikiem

Krecika pierwsza wizyta nad jeziorem

Gdy Gucio z rodzicami wyjeżdżał do Prowansji, w lutym 2014 Krecik został stałym mieszkańcem Zawad:

szkoda że tak krótko:(

I zostanie już tu na zawsze…

w naszym sadzie coraz więcej grobów:(

Nie mogę się przyzwyczaić, że nie słyszę tupiącego za mną Krecika. Bo w Zawadach nie odstępował mnie na krok. Nawet gdy ledwo oddychał, gdy odchodziłam choćby na chwilę, wstawał i szedł za mną…
Śpij Kreciku, jesteś pieskiem nie do zapomnienia;)

Komentarze

Beata, 2015/05/31 20:35
Niech śpi spokojnie...
Karolina, 2015/05/31 21:03
:( Ściskam...
Jola A., 2015/05/31 21:35
Smutno....

Śpij, Kreciku, spokojnie.
z FB, 2015/06/01 00:05
Aurela: :(

Gabriela Z: Tak bardzo mi przykro(((((bardzo bardzo wspolczuje((( ..pozdrawiamy cieplutko.wiem jak bardzo to boli(((

Jola A: Już nic Krecika nie boli....Ale jakoś smutno! :(

Dorota Ł-T: :( Tulam Was.

Julita K: Bardzo mi przykro. W ostatnia środe przywiozlam do Olecka Schnupka, tez do doktora Jakuszki. To byla jego ostatnia droga. Nie dane mu bylo poznac łąk w Sokółkach za życia
odp Galeria Wiejska: kolejny warszawiak, który spocznie na Mazurach Garbatych na wieki...

Monika L: Bidulek, szkoda psinki. Ale pocieszajace, ze po schronisku mial dobry dom, u dobrych ludzi.

Ewa N: Kochany! Niech mu się wiedzie za Tęczowym Mostem... <3
Ania, 2015/06/01 09:02
Pamiętam Krecika z czasów warszawskich, kiedy odwiedzałam Cię w nowej sypialni, a Krecik biedak siedział w kagańcu. Pamiętam też parę spacerów i jego wściekłe ataki inne psy. W tym przypominał mi mojego boksera Nero, który też nie tolerował żadnej psiej obecności w swoim świecie. To takie trudne, że nasze psy i koty przeważnie wcześniej odchodzą :(
Monika, North Carolina, 2015/06/01 13:34
Krecik wygral los na loterii, gdy trafil do Was - do Warszawy, a pozniej do Zawad. Dobrze trafil.
Ladnie, prawdziwie po psiemu byl wierny Tobie, Aniu, nawet, gdy byl juz b. chory.
Jak na psa przystalo, kochal do konca.
ola z Katowic (chwilowo z Zawad), 2015/06/01 22:22
a ja poznałam Krecika jako najłagodniejszego pieska z Zawad, nie odstępującego Ani na krok ... teraz kiedy czytam, jaki był z niego demoniczny pies, trudno mi uwierzyć
Ewa U., 2015/06/02 23:11
Bałam się do Ciebie wejść...
Śpij sobie piesku.
ania, 2015/06/03 08:21
Darek przysłał sprostowanie:
"To nieprawda że Krecik gryzł mnie przez parę lat, ale za to udało mu się ugryźć mnie przez kaganiec, w palec. Nie ma rzeczy niemożliwych."

ale na moje: no przecież Krecik jak wstawałeś od komputera długo chciał Cię podgryźć:)

potwierdził: "No bo on miał strasznie krótką pamięć i jak chwilę posiedziałem to zapominał kto siedzi.":)
Skomentuj:
OWWCV
 
 
krecik_juz_nie_cierpi.txt · ostatnio zmienione: 2015/06/01 22:29 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika