26 lipca 2012

List z pola boju;)

Nie żebym wybuchu wysyłała Wam szmer „cztery minuty po chwili zgonu” albo żeby komukolwiek właśnie urwało nogę czy obie, ale to już niedługo;) Taki mam sobie przy imieninach wisielczy humor, bo Robert coraz częściej powtarza, jak ma dosyć tej górki i że najchętniej wysadziłby ją w powietrze. Na moment mu się poprawiło, gdy otworzył widok na puszczę

z którego, choć w ramach prowizorki, korzystają kolejni goście - siostry Kinga i Małgosia z dziećmi.

Wysiana trawka wschodzi, więc z tej strony podwórza już tak nie straszy…

Nawet kwiatki tu i ówdzie w liczbie paru na krzyż, ale wciąż coś je zasłania…

Reszta szopek znika…

ale to przy likwidowaniu ich zawartości Robert wpadł w największy kryzys. Najchętniej wszystko wrzuciłby na ognisko (które wiecznie się pali lub tli) ale wiadomo… to nie ten typ… Jeszcze skarby z tych śmieci wygrzebał.
To samo przy sprzątaniu dwójki, którą trzeba wykończyć do 7-go, a nie wygląda:) To naprawdę niesamowite, w jakim tempie zagracamy wszelkie przestrzenie!

tu już zostało tylko to, co potrzebne do wykończenia pokoju plus stolik do wiaty, moje ostatnie dzieło, który suszy się po olejowaniu (olejem do tarasów)

Pod prysznicem schnie guma uszczelniająca i za chwilę zacznie się wyklinanie „moich” majolikowych kafelków, których nijak nie da się ciąć.

No dobrze, to może coś na pocieszenie…

np. krzaczek malinowy od Bożenki, mamy Moni, który przejechał do nas pół Polski, wreszcie wylądował w ogródku, niestety, i to jest mało pocieszające, znowu strasznie zachwaszczonym:(

Za to w oddanej do użytku części domu pomału zbliżamy się do wersji ostatecznej.
W pokoju „dziecięcym” apartamentu przybyła szafka na ubrania a nieodskrobana jeszcze niby nocna dostała bardziej apetyczne wnętrze:

W porannym świetle pokój ze starą/nową firanką (w spadku po naszym warszawskim mieszkaniu, bo tam gdzie wisiała, wiecznie koty z Guciem ją darły) wygląda już całkiem, całkiem…

W pokoju „rodziców” przybyła lampa wisząca (w pokoju dzieci też, ale nie widać na zdjęciach), piękny kuty karnisz i zasłonka uszyta ze szmat przez babcię Teresę. Tu jeszcze czeka nas obudowanie łóżka, aby był zagłówek, no ale nie wszystko na raz…

Ale największe zmiany w łazience - wreszcie drzwi do prysznica i woda nie leje się na całą podłogę, szafka łazienkowa, lusterko pod nią dla „maluczkich”, bo lustro w szafce za wysoko, wciąż jednak niepomalowane ściany i niedocelowy wieszak na ręczniki:

a drzwi do łazienki mają piękne kute rączki i haczyk po drugiej stronie - dzieło naszego nieocenionego kowala

W kuchni nowa półko/szafka (nie wiem, jak to się fachowo nazywa) nad zlewem, zafugowane kafelki, pomalowane wokół kratki i pod zlewem (ale to malowanie tylko podkładowe), zamykające się drzwi (jak wszędzie indziej!) i w kuchennych drzwiach szyba! Tylko kominek wciąż niewykończony…

W jadalni przy stole przybywa właściwych krzeseł, a nad stołem szafka po babci, z Arciechowa, no i lampa! (też z działki z Arciechowa):

Koniec patrzenia na pełną połowę szklanki,

pora wracać do pustej, bo siódmy tuż, tuż!

Komentarze

Aurela, 2012/07/26 12:26
Cudnie jest;) pięknie;) Imieninowe serdeczności ślemy;))
Monika, 2012/07/27 07:10
Jestem pełna podziwu dla włożonej pracy.
Ta umywalka w łazience, to pewnie też wasza robota.
Jak zostały zrobione te dookolne kwiatki? Domyślam się, że to element nabyty.
ania, 2012/07/27 10:08
Nie, tym razem to robota manufaktury w Meksyku:) Wykonana jest w tradycyjnej technice Talavera i pochodzi z Dolores Hidalgo w stanie Guanajuato w centralnym Meksyku. Sprzedażą tam na miejscu zajmuje się jeden obrotny Polak - ja kupowałam jeszcze na Ebayu, teraz ma sklep na Allegro - http://allegro.pl/sklep/5829940_meksykanskie-akcenty. Dawno temu zamówiłam dwie umywalki - jedną do W-wy, drugą do planowanej łazienki na piętrze tulipana, i jeszcze parę rzeczy (przy większych zamówieniach transport się rozkłada i wcale nie wychodzi tak drogo, przynajmniej wtedy tak było, tylko trzeba z dużym wyprzedzeniem zamawiać, bo sama produkcja trwa 10 dni, a potem jeszcze transport morski). Przeleżały kilka lat na strychach, w końcu obie wylądują w domku (znaczy jedna już wylądowała).
monika, 2012/07/27 15:59
:-)) no to kompletnie nie trafiłam. W każdym razie meksykańskie akcenty świetnie się wpisały w estetykę Waszych mazurskich wnętrz.
Przypuszczam, że sporo ustawionych przez was mebli musi mieć niezwykłą historię ....
ania, 2012/07/27 16:14
Owszem, wszystko z duszą i historią, choć nie zawsze znaną, bo większość ze śmietników. Można znaczną część zobaczyć na https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1543517509266991.1073741830.1542534452698630&type=1&l=ebf8dc892d
Szafa z apartamentu przestała w komórce u mojej nieżyjącej już cioci, potem w warsztacie Roberta. Następny nius planuję zrobić o naszych śmietnikowym wyposażeniu na górce:)
Monika, 2012/07/27 17:29
Takie podejście do meblowania wymaga mnóstwa pracy, która musi być pasją....
W każdym razie życzę wytrwałości i pozdrawiam.
ania, 2012/07/27 17:36
Dzięki! Owszem, recykling to moje drugie imię:)
Ewa U., 2012/07/27 09:26
Łomatko, jak pięknie! Po takich podłogach chodziłabym na kolanach...
kinga, 2012/07/30 22:35
A ja chodziłam na bosaka!
Ewa U., 2012/07/31 17:36
Szczęściara!
Ola z Katowic, 2012/07/31 20:32
Aniu, taka szafka to po śląsku romka. Mam taką, ale tylko z IKEI ;-( wszystkie romki po moich krewnych poszły na hasiok (śmietnik). Aż chyba w końcu przyjadę zobaczyć te cudeńka! No wezmę się do roboty w moim mieszkaniu. Serdeczności imieninowe,choć my tu na Sląsku to gyburstag obchodzimy :-)
sylwia kudlanka, 2012/08/10 12:27
świetnie Wam podłogi wyszły! umywalka fajowa, a ścian - cegły malowanej aż zazdroszczę.
Pozdrawiam i sił Wam życzę :)
ania, 2012/08/10 14:07
Cegły tak naprawdę wcale nie są malowane farbą -jak się przyjrzeć, to widać, że to nie jest goła cegła farbą pokryta. To patent Roberta wymyślony w mieszkaniu na Inżynierskiej - nie wymaga czyszczenia cegieł, które byłoby niewykonalne przy takich powierzchniach w takim czasie.
Skomentuj:
UUAWZ
 
 
list_z_pola_boju.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 18:33 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika