28 luty 2009

to

Lodzi pierwszy dzień w Zawadach

Skąd się Lodzia u nas wzięła chyba już nie można wyczytać na forum hardcorowym, więc w skrócie napiszę, że od kilku miesięcy błąkała się po Łodzi. Podobno jej właściciele zmienili dom na nowy, w którym dla Lodzi nie było już miejsca. Wychudzoną suczkę spotkała na ulicy pani Ania i wzięła do domu, ale niestety jej zwierzyniec nie dał się przekonać. Kolega pani Ani, Szymon zamieścił jej rozpaczliwy apel na forum a tam przeczytał o psinie nasz syn. Podesłał mi linka, zdjęcie i… skoro wcześniej twierdziłam, że ewentualnie znalazłoby się u nas miejsce jeszcze tylko dla jednej, małej suni, to jak miałabym cofnąć te słowa widząc takiego zabiedzonego chudzielca. Zanim zorganizowaliśmy wspólnymi siłami transport do Zawad, suczka odczekała dwa dni w schronie, gdzie została zaczipowana, a dzisiejszy dzień spędziła uczestnicząc w sztafecie: odebrana przez panią Anię pojechała z nią pociągiem do Warszawy, tam nastąpiło przekazanie suczki na Dworcu Centralnym, potem z Magdą i Borysem pojechała w stronę Zawad a my wyjechaliśmy naprzeciw, by w połowie drogi czyli w Łomży przechwycić pałeczkę.

Jak nietrudno się domyślić - imię ma od pięknego miasta Łodzi, w którym się błąkała. W książeczce od schroniskowego weterynarza ma imię Tequila, na które podobno reaguje, ale na Lodzię też już się odwraca, a może po kilku dniach okaże się, że zasłużyła na jeszcze inne imię, bo jak wiadomo zwierzęta same mówią, jak się powinny nazywać.

Po wystających żebrach i kręgosłupie na grzbiecie sądząc ciężkie czasy za nią, dzisiejsza sztafeta na proszkach uspokajających też się jej dała we znaki, a to nie koniec.

Bo dziś dla Lodzi był dzień rozstań i zawiązywania nowych więzi - najpierw musiała przeżyć rozstanie w Warszawie ze swoją wybawczynią, potem w Łomży z Madzią, na której kolanach przespała drogę, a na kolanach u Roberta z pewnością nie dowierzała, gdy jej tłumaczył, że teraz to już podróż ostatnia, że czekają tam na nią dwa wiejskie buraki i niedługo będziemy w domu, który będzie JEJ domem.

I w końcu nastał ten moment. Weszła na podwórko na smyczy, najpierw było szybkie zwiedzanie podwórka i ogrodu,

potem spotkanie z psami:

i z Wilkusiem (tylko), bo Mrówka strategicznie wyniosła się na strych:

Belefegor został ubrany na wszelki wypadek w kaganiec, bo nie ma zwyczaju wpuszczać obcych suczek do domu, ale Lodzia okazała się tak pachnącą suczką, że nawet nasi nie całkiem kompletni chłopcy oszaleli na jej punkcie. Teraz to Lodzia gryzie Belfegora, gdy jest zbyt namolny, natomiast zapałała miłością wzajemną do Piesa… Dzieci może i byłyby fajne z tego związku, ale na szczęście Pieso nie może być tatusiem. I tak na seksualnym molestowaniu niestety głównie póki co upływa pierwszy dzień Lodzi w Zawadach:)

oraz na wyjadaniu ze wszystkich, teraz już trzech misek:)

Jeśli ktoś chce poznać dalsze losy Lodzi, zapraszamy na stronę STARUSÓW.

Komentarze

Anita i Adam, Magda i Marek, i dzieci, 2009/03/11 08:52
Życzymy Lodzi samych szczęśliwych dni w nowym królestwie i do zobaczenia za kilka tygodni.
Skomentuj:
ULDCL
 
 
lodzi_pierwszy_dzien_w_zawadach.txt · ostatnio zmienione: 2014/12/20 13:26 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika