28 lutego 2010

Lodzia z nami już ROK!

Tak, tak. Lodzi pierwszy dzień w Zawadach był równo rok temu, potem pamiętne, kolejne dni: Lodzi drugi dzień w Zawadach , Lodzia nieco chora, Lodzia ma się lepiej a od tamtej pory Lodzia dała się poznać jako pies kanapowo-wędrowny (określenie pani Magdy po lekturze naszych niusów, u której za sprawą córki Ani Lodzia spędziła kilka dni w Łodzi),

pies ciekawski i wszędobylski – wszędzie musi wleźć, nos wtrynić, wszystko kontrolować i nie przepuści żadnego wydarzenia,

pies zajadły, który goni zwierzynę do upadłego przez głębokie śniegi czy bagna, chociaż reszta stada odpuszcza i pies przylepa, pies któremu nie można się oprzeć, pies który nie bierze niczego do głowy i dostosuje się do każdej sytuacji, latawica i kobieta sprzedajna (kocha wszystkich gości, wygląda, jakby z każdym mogła wsiąść do samochodu i odjechać, po czym równie szybko zapomina), a miny takie robi, że ci, którzy ją zostawili, musieli być naprawdę potworami, bo Lodzia umie skruszyć serca najtwardsze.

Już dawno za nami kłopoty żołądkowe Lodzi i ku rozpaczy psów pozostałych wydzielanie jedzenia – teraz miski stoją pełne cały czas i Lodzia jak reszta, je kiedy chce, co oznacza indywidualne, ustalone przez każdego z nich pory. Za nami nerwy, gdy oddziela się na spacerze od stada i znika na długi czas – no może nie całkiem za nami, bo ja za każdym razem denerwuję się, ale Lodzia nieodmiennie znajduje drogę powrotną i złachana wraca. Bo Lodzia ma limit zmęczenia, którego jeśli nie osiągnie, leci umęczyć się samopas, ewentualnie, jeśli inaczej się nie da, osiąga stan optymalny pod płotem sąsiadów ganiając i ujadając z Owieczką i Łilkim. Już prawie za nami, a właściwie za mną (no chyba, że jestem w Warszawie) chodzenie noc w noc ok. 3.00 na kupę – jesteśmy na etapie przyjmowania do wiadomości, że z kupą da się wytrzymać do rana:) Przed nami oduczenie Lodzi (choć mało w to wierzymy) jazgotu, gdy się ją wypuszcza na dwór. Lodzia wrzeszczy na Belfegora właściwie niewiadomo po co. Belfegorowi należy się medal za cierpliwość, podziwiam go, zwłaszcza, że dopiero przy Lodzi zaczął wykazywać taką tolerancję. Wygląda to tak: na znak, że wychodzą na dwór, Lodzia ujada mu do ucha, żeby wychodził, robi to cały czas, aż ten nie znajdzie się kilka metrów za drzwiami od ganku. Najpierw myślałam, że jako wierna suczka swojego idola chce, aby Przywódca wychodził szybko, bo jej się spieszy, a przecież ona nie może wyjść przed nim. Ale nie jestem całkiem pewna tej interpretacji. Gdybyście widzieli błagalny wzrok Belfegora, żeby go uwolnić od tej wariatki!:) Nie wie, co robić, czeka aż ona pójdzie, a że ona nie wyjdzie bez niego, w końcu z cierpiącą miną decyduje się na to z jazgoczącą suczką przy uchu. A ona wyśmienicie wyczuwa nastroje Belfegora – gdy ten nie ma humoru albo ma ochotę być dla mnie najważniejszy i ostrzegawczo warczy, gdy ona swoim zwyczajem się wtrynia „między wódkę a zakąskę”, Lodzia staje się niewidzialna. A gdy idol ma dobry humor, włazi mu na głowę.

Lodzia to prawdziwa mieszanka przeciwieństw. Ewidentnie uważa się za najważniejszą, musi być w centrum uwagi, podjudza resztę towarzystwa, nauczyła Piesa ujadania dopóki ich nie ubiorę na spacer i nie wypuszczę za drzwi,

tak więc przed każdym spacerem powinno się włożyć stopery w uszy, swoją dominację podkreśla wchodząc zawsze wyżej od reszty,

jednocześnie, gdy trzeba, natychmiast się usuwa i udaje uległą suczkę. A gdy nabroi, robi takie oczy, że człowiekowi reprymenda kołkiem w gardle staje i nie może powstrzymać uśmiechu. W ten sposób to najbardziej rozpuszczony pies w okolicy, którego podstawowym miejscem pobytu są czyjeś kolana. No i powinna występować w reklamie miękkich kawałków czapiego – miesza nosem i szura dotąd, aż nie wyłowi wszystkich z trzech misek pełnych psich chrupek. Resztę czapiego zjada podług innych reguł. Mimo swojej pełnej miski czeka, aż Belfegor skończy, żeby wyjadać jego resztki, albo urządza polowania – wyjmuje chrupkę, podrzuca a potem za nią goni i dopadniętą zjada. Ewentualnie jest zachwycona, gdy wygrzebie jakąś ze szpary, niczym schowane zwierze. Bo Lodzia jest pełna psich atawizmów.
I tak zleciał nam rok z tą pocieszną psiną.

(Inne stosowne, obrazujące fakty zdjęcia w niusach przez rok cały, w większości w starusach 2009 )

Komentarze

Tess, 2010/03/01 20:40
To właściwie Lodzia ma urodzinki. Bo znaleźć nowy, kochający dom to tak, jakby urodzić się na nowo. Lodziu - wszystkiego najlepszego, maleńka!
Skomentuj:
QRNVQ
 
 
lodzia_z_nami_juz_rok.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika