8 maja 2013

Majówka starych przyjaciół

Takiej majówki jeszcze w Zawadach nie było. Ale od początku.
Jako specjaliści od remontów na ostatni moment najpierw zafundowaliśmy sobie przedmajówkowe szaleństwo. Przed przyjazdem gości w Domku na górce był taki bajzel jak za dawnych dobrych czasów. A to tylko Robert instalował opaski na drzwiach, robił zagłówki a ja malowałam ściany w korytarzach, no i wieszaliśmy makatki, obrazki i inne duperele. Tylko goście wyjechali, robót ciąg dalszy. A oto efekty:

nareszcie nie wstyd wpuścić ludzi do korytarza

w romantycznej dwójce 2 przybył zagłówek, obrazki, lusterko, było małe przemeblowanie…

w apartamencie w „pokoju dzieci” zawisły przesuwane po desce poduszki w ramach zagłówka, makatka, półka z belki a przy okazji majówki ćwiczyliśmy wersję pokoju z podwójnym łóżkiem

w „pokoju rodziców” łoże dostało zagłówek i deskę chroniącą przed zetknięciem z zimną ścianą

obiecany obraz znad mojego stołu do pracy, który zmienił miejsce zamieszkania - wisi teraz w jadalni w Domku

a ten witrażyk mojej produkcji we wnęce odkrytej po skuciu tynku z domku, podświetlany wieczorem, miałam pokazać dopiero po pomalowaniu elewacji, ale kiedy to będzie…

Za to pod tulipanem zasadzone kwiatki i znowu jest jak w niebie…

i kolejne czekają na posadzenie:

Co do samej majówki, jej niezwykłość polegała na tym, że wszyscy goście byli mniej lub bardziej… starymi przyjaciółmi. Do apartamentu pod tulipanem przyjechały moje koleżanki z podstawówki - Marzena i Basia. Baśka to już właściwie stała bywalczyni Zawad, ale tym razem ściągnęła Marzenę. Do Domku na górce przyjechała Dorota z mężem, nasi goście, o ile dobrze udało nam się ustalić, sprzed prawie 5 lat. Z Dorotą od tamtej pory jesteśmy w ciągłym, wirtualnym kontakcie - prawie codziennie gadamy na GG, choć jak była 5 lat temu, to tylko dwa dni. Dorota przywiozła ze sobą swoich przyjaciół, a wiadomo - przyjaciele naszych przyjaciół… Jak należało się spodziewać okazali się ludźmi z naszej bajki.

po gościach w Domku zostały nam brzydziaki (zrobione z T-shirtów przez Dorotę i Grażynę)

Przybyła też Doris, nasza świadkowa, ukochana Lodzi, do której Lodzia jest przyspawana przez cały czas jej pobytu zapominając o moim istnieniu;)

nic dziwnego, skoro przyjazd Doris oznacza dłuuugie spacery, a Lodzi nic innego w głowie! Niestety po ich ostatnim spacerze Lodzia wróciła poszkodowana - chyba jakiś zwierz kopnął ją w żebra (wciąż ją boli) i bardzo spuchła jej tylna łapa w stawie i chodziła na trzech. Żółty czyli przyjaciel naszych przyjaciół kazał jej dać przeciwzapalnie ibubrom (przy okazji dowiedziałam się, że psom nie wolno dawać paracetamolu, za to ibuprom jak najbardziej) i po tym opuchlizna jej zeszła. Pieso za to nie mógł wskoczyć do wczoraj na łóżko (nie mógł się odbić z ziemi) i tylne nogi wlókł za sobą, ale dziś wydaje się, że wracają do normy. Chyba następnym razem Doris pójdzie sama na spacer:)

A do dwójki w Pensjonaciku właściwie też już starzy przyjaciele, skoro przyjechali po raz drugi, pierwszy raz tak daleko od domu z maleńką Zosią (urodziła się w styczniu) właśnie do nas!

pod pensjonacikiem pojazd Zosi, w którym zjeździła polnymi drogami całą okolicę!

Jak się domyślacie ciężko pracowałam w tę majówkę… towarzysko. Nic innego nie dało się robić:) Z wyjątkiem warsztatów i przy ich okazji kilku małych zamówień. Za to Robert walczył z wiatrakami, ale to już wiecie z przedostatniego niusa.

W ramach obowiązków towarzyskich odbywały się posiadówki w wiacie,

na ogół w asyście Białki i Strzałki przechadzających się po szczebelkach

ognisko,

tu już po ognisku

wspólne spacery, wspólne obiadki i kolacyjki z pewną dozą procentów;), pogaduszki na leżakach i takie tam:) a w międzyczasie zrobiło się i u nas całkiem zielono!

Ostatni goście wyjechali w poniedziałek, ale Marzena jeszcze załapała się na przytulenie do kominiarza, który przyjechał wyczyścić nam po zimie kominy:

Co dobre szybko się kończy i może dobrze, bo w tym nieróbstwie bym posmakowała i dopiero by było w sezonie!

i tyle zostało po gościach - pranie:)

Za to wiosna w pełni, a nawet lato, gdyby nie temperatura wody w jeziorze. Na dowód:

na majówkę przyleciały też słowiki - specjalnie dla Basi, która chciała usłyszeć ich śpiew! Przyleciały i śpiewają po nocach np. w tych krzakach nad jeziorem.

ja też już bym chciała!

drewna do przerobienia ubywa, ale roboty w majówkę stanęły, bo nie można było warczeć

kwitnie forsycja jak chyba jeszcze nigdy (są lata, gdy w ogóle nie kwitnie)

tulipany za moment

powrót z łapania kleszczy - niestety jest ich mrowie:( i zakraplanie nie pomaga

z naszym stawem pewien problem - jest za głęboki, żeby go czyścić z brzegu, a do środka by wjechał, to ino czubek kabiny byłoby widać, ale już mamy prywatny rezerwat:) - w bajorze nadają kumaki, brodzą żurawie, pływają sobie kaczuchy…

więcej wiosny w Zawadach w albumie Zawady Majowe

No i szczęśliwe majowe dziewczyny!

I to było na tyle majówkowego reportażu.

PS.

A właśnie że nie!:) Skoro Grażyna obdarowała mnie takimi zdjęciami, trzeba uzupełnić majówkowe wiadomości o garbusa na plastry i szczęśliwe górkowe koty. Bo musicie wiedzieć, że nasi goście z górki są wielbicielami i posiadaczami garbusów i ogórków i stąd właśnie się znają, znaczy z jakiegoś zlotu. Dorota z Danielem nawet odważyli się przyjechać do Zawad swoim pojazdem, tym samym zresztą, co 5 lat temu, ale trzeba powiedzieć, że jak my wszyscy, nieco się chłopak posunął…

Karoseria (jak nam wszystkim:)) sypie się nieco, ale jak wiadomo nie ma nic lepszego na rozsypkę niż srebrna taśma. Zapowiadają, że następnym razem przyjadą w nowym ubranku, a ja mam nadzieję, że następne zdjęcie będzie przedstawiać odstawionego garbusa na tle naszego odstawionego (czyli wreszcie pomalowanego) Domku!
A z racji gości, którzy oprócz garbusów i ogórków uwielbiają koty i psy, Łatka i Burasek byli przeszczęśliwi. Sypiali z nimi w łóżkach

a czasem gdzie bądź:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/05/09 06:29
Piekna wiosna!
k., 2013/05/09 07:57
jeśli niebo istnieje, to jest u Was;-)
OLQA, 2013/05/09 12:59
Po prostu cudnie!!!!!!:)
Aurelia, 2013/05/09 18:42
och jak cudnie:) a serce nam pęka bo nie wiem czy w tym sezonie letnim do was dotrzemy;(
ania, 2013/05/09 19:57
Mnie też pęka, ale może się uda, wysłałam Ci na FB dwa terminy w Domku, które pewnie na Was poczekają
Ewa U., 2013/05/09 21:32
Nareszcie! Nareszcie wiosna, nareszcie ciepło i pięknie, i wreszcie udało Wam się trochę polenić w miłym towarzystwie. Czego chcieć więcej? Chwilo trwaj - ot czego! I tego właśnie życzę.
Gadają, że dużo u Was kleszczy. To specyfika regionu, czy co? U nas nie ma (odpukuję!). W ubiegłym roku znalazłam na psie jednego opilca (opoja?). Też dostaje w szyję, a jakże, ale mimo wszystko...Po każdym spacerze iskasz psy, czy co? To za co biorą kasę, jeśli te masakrycznie drogie środki są nieskuteczne? Dotąd myślałam, że właśnie dlatego mój pies nie łapie kleszczy, a tu proszę, żywa nieprawda? Czy Wasze kleszcze się uodporniły? Mimo kleszczy, świat jest u Was zabójczo piękny. U mnie też. Dzisiaj za płotem stacjonują dzikie gęsi. Dzięki Bogu właściciel daleko, nie widzi, co mu tam wyżerają.
ania, 2013/05/09 23:59
Mnie się udało polenić, Robert agitował, biegał po sąsiadach, dzwonił i denerwował się wiatrakami.
A co do kleszczy, mają u nas kleszczowy raj - granica lasów i łąk, nieco wody i to na wschód od Wisły. Firmy produkujące replementy powinny u nas testować, wtedy by im mina zrzedła. Iskamy psy, iskamy a i tak niejeden kleszcz się przemyci. Nie wiem dlaczego, myślę, że po prostu przy takiej ilości co któryś z natury jest twardszy i niepokonany.
grazyna, 2013/05/10 13:53
domek na górce, wiosna rozkręciła się na dobre... dookoła zielona przestrzeń i duuuużo niebieskiego nieba, do tego kotki, pieski, ptaszki i żurawie... to była cudna majówka; rodzinnie i z przyjaciółmi; pierwsze malowanie kafelków; jeszcze nie wyjechaliśmy a już myśleliśmy o powrocie... Wielkie dzięki Aniu i Robercie:)
ania, 2013/05/10 14:22
Oj jak miło! My też dziękujemy i też czekamy na Was!! A nie zrobiliście przypadkiem zdjęcia garbusa na tle Domku?? Bo moja skleroza i zamieszanie...
grazyna, 2013/05/10 14:54
a zrobiliśmy:) prześlę na maila:)
Monika, North Carolina, 2013/05/10 23:12
Garbusek fajny. Co nawazniejsze - wiecznie zywy i na chodzie, czyli typowy niemiecki samochod - marzenie naszej polskiej mlodosci. Na pewno przezyl i jeszcze przezyje niejednego wloskiego Fiata
ania, 2013/05/10 23:35
z wyjątkiem malucha:)
Monika, North Carolina, 2013/05/11 09:33
No tak.... Bo maluch NA WSI to ewenement motoryzacji i prawdziwy cud techniki.
kinga morderczyni:), 2013/05/11 19:00
Piękny Garbusek - ale pewnie starszy niż moja Tigra.
DOROTA , 2013/05/21 11:03
Grabusek nazywa się Greta i jest z "najlepszego rocznika" ;) bo mojego tj 1969 r. :)
własnie została odstawiona do mechanika po nowe ubranko :)
Jak już będzie gotowa zaprezentujemy ją w nowej sukience :)
ania, 2013/05/21 15:04
ciekawa jestem koloru nowej sukienki i czy będzie pasować do Domku:)
dorota, 2013/05/23 14:03
kolor sukienki Grety jest owiany tajemnicą :)
powiem tylko że mial być kompletnie inny i w oststniej chwili nastąpiła kompletna zmiana decyzji co do koloru :)
wszyscy znajomi czekają z niecierpliwością na efekt końcowy ... i kombinują co to też tym razem wymyśliliśmy ... zgaduj zgadula
Skomentuj:
JYHUU
 
 
majowka_starych_przyjaciol.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 00:15 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika