3 maja 2014

Majówkowa trójca bez szczypania

Właśnie zaczęłam pisać niusa o tym, jaki to dziś był cudowny dzień, pierwszy, gdy nic nie musiałam, znaczy musiałam, ale mogłam przełożyć na jutro, mogłam się wyspać z rana, a mimo to padłam po południu znowu, dzień wolny, czyli taki, gdy nie muszę pilnować godziny i żadna pilna robota nie wzywa, poprawiony kafelek, do wysłania w poniedziałek, się udał, nie muszę więc znowu poprawiać, a że jutro będzie wielkie pomajówkowe sprzątanie pokoi, piszę więc dzisiaj po nocy… ale spojrzałam na termometr za oknem, a na nim… -2! Skoro przed północą -2, to co będzie o 4-5 rano? Prawie niezawodna norweska prognoza twierdzi że +1 i chmury, ale nad nami gwiazdy rzęsiste, a na dworze naszym i górce, w donicach i doniczkach letnie kwiatki za trzy stówy łącznie! I woda w wężach. Tak więc rzuciliśmy się do zapobiegania kwiatowej masakrze i rozrywaniu kranów i węży. Wszystkie podtulipanowe kwiatki trafiły do pracowni i korytarza, górkowe do stodoły z wyjątkiem tych, które w nie do ruszenia donicach – te w torby foliowe.

Wracam więc do pisania…

Majówka jak majówka. W tym roku dość zwyczajna. Przyjechali goście, jutro wyjadą. Pierwsze warsztaty ceramiczne w tym roku. Palenie wieczorami w piecach. W pensjonacie gość, jakiego jeszcze nie było, szczurek Eryk.


Spacery całej szajki z Zenkiem.

Tylko wcześniej kwitną krzaki i drzewa,

bardziej zielono niż zwykle, więcej szczekania i…

hałasy z budowy sąsiadów.

Dziś nawet nasi goście nie wytrzymali nerwowo i zadzwonili na policję. Z pewnością po raz drugi do nas nie przyjadą. Jak zapewne pozostali, którzy przyjadą w tym roku. Potem Robert zadzwonił do sąsiada. Ten ani razu nie zaszczycił budowy, ta żyje więc swoim życiem i będzie trwać chiński rok, bo pracuje na niej 3 kolesi, z czego dwóch głównie łowi ryby. Dziś z okazji święta narodowego jeden skuwał beton młotem pneumatycznym. Ani telefon na policję, ani do właściciela nie podziałał. Udałam się więc na budowę i spytałam tego co kuł, czy słyszał, że w niedziele i święta nie wolno robić hałasu ani wykonywać uprzykrzających innym życia robót, na co ten, że przecież dziś nie niedziela, więc spytałam, czy słyszał o takim święcie – 3 maja, to spojrzał jak na kosmitę, ale kuć przestał. Głównie dlatego, że padło słowo „policja”.

Gdy z budowy przestał wydobywać się hałas, nastała błoga cisza. Zapomniałam już jak to jest… Tak, wiem, ludzie mają prawo budować domy a budowa oznacza hałas w dni robocze. Ale mają też obowiązki, np. naprawiać szkody, które budowa czyni, np. rozjeżdżone drogi. Szczęście, choć nie do końca dla roślin, że od dawna nie pada. Poza obowiązkami jest zwykła przyzwoitość ludzka. A ta nakazuje w dni wolne od pracy, nie tylko ustawowe święta i niedziele, bo wtedy jest obowiązek, dać odpocząć innym, a gdy za płotem budowy sąsiedzi żyją z agroturystyki pod hasłem „odpoczynek na łonie natury”, starać się robić hałas poza sezonem i ukończyć budowę jak najszybciej. I nie zostawia się robotników samopas, do których nie należy myślenie, bo od tego powinni mieć kogoś nad sobą, ale nawet nie wiadomo kogo, bo tablica z informacjami o budowie jest carte blanche tyle że jaune.
Czyli jak zwykle to samo z naszymi sąsiadami – myślenie im słabo wychodzi, zwłaszcza o innych.

Oprócz sąsiadów mamy jeszcze dzierżawcę jeziora, który dziś po raz kolejny pokazał kto zacz. I w tym miejscu przestaję się szczypać. Jeśli o czymś nie piszę, to dlatego, że mi się nie chce. I właściwie cieszę się, gdy coś takiego się dzieje, że tego rodzaju ludzie wypadają z moich kręgów towarzyskich lub już nie mam z nimi żadnych układów, gdy wszystko jasne, żadna zależność nie łączy. Nie muszę być obłudna, bo i tak nie byłabym w stanie. Zazdroszczę tym, którzy umieją udawać miłych, gdy chcą czerpać korzyści. Kurde, ja jakoś nie potrafię. Jakoś mi nie chce przejść przez gardło, wymazać się z twarzy, wystarczy spojrzeć i wiadomo, co myślę;)

Rok temu pan dzierżawca nie dał nam pozwolenia na łapanie ryb. Jego prawo, tylko po co takie dyrdymały opowiadał, jak to tych naszych paru gości (słownie góra czterech na rok), co chcieliby powędkować, zrujnowałoby gospodarkę rybną, skoro Robert był jedynym w okolicy, który pozwolenia nie dostał? Po co te oślizgłe frazesy, zamiast powiedzieć wprost – nie bo nie, nie lubię pana, pana żony, bo np. śmiała napisać w niusach, że was olewam, a jak znany redaktor zadzwoni, zaraz znajduję czas? Albo bo pisze o myśliwych co pisze, a ja jestem myśliwym. Bo śmiała na spotkaniu powiedzieć, że może kwota jaką sobie zażyczyłem za pozwolenie, jest trochę za duża jak na tych trzech-czterech gości rocznie co z pozwolenia korzystają przez dni kilka i wyciągną z dwie ryby na krzyż i jak na to, że moja łódka zagradza wam wejście do wody, moi koledzy budzą wam gości o 5 rano waląc drzwiami samochodów pod oknami, inni i ja sam rozjeżdżamy wam łąkę terenowymi samochodami, a jeszcze inni przychodząc, gdy sezon w pełni, po wiosła, wzniecają jazgot psów i jak na to, że pilnujecie mi jeziora, choć uważam, że niezbyt pilnie… A może nie lubi nas jeszcze z innego powodu, może nie pasujemy mu do koncepcji szczęśliwego świata, jak on nam. Nieważne. Jego prawo nas nie lubić, jak nasze nie lubić go.

Przedwczoraj z głupia frant Robert znowu zadzwonił do dzierżawcy z pytaniem o pozwolenie, głównie z ciekawości, co ten powie, skoro powszechnie wiadomo, że w tym roku jak w tamtym pozwolenia rozdaje. Tym razem, na szczęście, pan nie pierniczył bzdur tylko po prostu odmówił. Po czym dziś wykonał telefon do Roberta z tekstem: widzę, że mimo braku pozwolenia łowi pan ryby. Na co uzyskał odpowiedź: chyba pan żartuje. Zobaczył kogoś w naszym canoe z wędką, uznał więc za wystarczające, by oskarżać Roberta, poza tym oczekiwał, że Robert: a) będzie pilnował, czy aby nikt bez pozwolenia nie wędkuje z naszej łódki lub plaży, b) będzie sprawdzał czy nasi goście mają pozwolenia czy nie, czyli robił za strażnika albo policjanta, c) poda mu nazwisko tego, kto pływa canoe a najlepiej wszystkich podejrzanych czyli tych, co u nas goszczą. Panu się coś pomyliło, albo uważa nas za idiotów, którzy mimo, że świadomi, iż jako jedyni nie dostają od niego pozwoleń, będą mu nadal pilnować ryb w jeziorze i w dodatku donosić na gości. W dodatku będą swoich gości traktować niepoważnie, a nie jak ludzi dorosłych, którzy, skoro dostali informację, że pozwolenia nie ma, chcąc wędkować mogą sobie załatwić pozwolenie sami, albo ryzykują mandat. Czy to przypadkiem nie ich prawo a nam nic do tego? Żeby nie było wątpliwości: Jedyne informacje na temat jeziora, na jakie dzierżawca może od nas liczyć to takie, które nas niepokoją, dotyczące ekologii, zakusów niszczących przyrodę, zanieczyszczenia, kłusownictwa naprawdę zagrażającemu ekosystemowi, tego wszystkiego, co dotyczy dobrostanu jeziora. Po tym, co robi nam, raczej nie powinien oczekiwać, że będziemy dbać o jego dobro. I w tym miejscu tylko dodam, że najlepiej o tym panu świadczy, że zrobił sobie wrogów w ludziach, którym najbardziej na tym jeziorze zależy, którzy bezinteresownie o nie dbają i jako nieliczni w okolicy mają wiedzę, która przekłada się na troskę o nie, którzy jako jedyni na to jezioro rzeczywiście mają oko. Bo przecież nie pan, panie dzierżawco…

I do kompletu tej trójcy wspomnę tylko o jeszcze jednym panu, który sam prowadzi agroturystykę w kurnej chacie pod Nowogrodem i zarezerwował u nas dwójkę na górce. Ta dwójka miała pecha w tym roku. Rezerwacja przez miłą panią wisiała z dwa miesiące na naszej stronie. Potencjalni chętni oblizywali się ze smakiem, niektórzy pytali w mejlach i telefonach, ale zaliczka wpłacona, więc niezmiennie odpowiadałam - nici z majówki w tej dwójce. Niestety pani miała niespodziewany zabieg i na 10 dni przed rezerwację odwołała. A że o takich odległych miejscach na majówkę ludzie myślą dużo wcześniej, ci, którzy wcześniej pytali, dawno znaleźli gdzie indziej, a nikt nowy się długo nie zgłaszał. W międzyczasie pani ozdrowiała i odwołała odwołanie, tak nie do końca, ale znowu na stronie było, że może/chyba zajęte. Na parę dni przed nastąpiła u niej komplikacja. Ku naszej radości w poniedziałek zadzwonił pan z kurnej chaty, że u siebie wszystko wynajął i nie ma gdzie się podziać, a u nas tak wspaniale, więc bardzo się cieszy, że się dwójka zwolniła i z radością przyjedzie z żoną. Poproszony o przysłanie mejla poinformował, że to może trochę potrwać, mejla w końcu przysłał nazajutrz rano. Zanim otworzyłam pocztę, zadzwonił inny pan z polecenia, który bardzo pragnął przyjechać z dziewczyną. Skoro tamten mimo zawracania głowy Robertowi (miał gadane i kilka razy zabierał cenny przedmajówkowy czas) się nie zgłosił, rezerwacyjne instrukcje podałam nowemu panu. Ale w skrzynce był mejl od tamtego, przyszedł 10 minut przed telefonem. Uczciwość nakazywała… choć zwłoka w mejlu w porównaniu ze zdecydowaniem drugiego pana podpowiadała co innego. Ja się łamałam, Robert jednak zdecydował (w końcu on z tamtym rozmawiał), że pobyt w dwójce na górce wygrywa pan z kurnej chaty, a do drugiego musiałam zadzwonić z przeprosinami. Musiałam być nieugięta. Żebyście słyszeli, jak pan nr dwa mnie błagał, żebym odmówiła tamtemu nie jemu! Dostał jednak z dziewczyną namiary na Marię z Jabłonowa i jak nam wiadomo są gośćmi idealnymi, w dzień jeżdżą po okolicy na rowerach, w nocy smacznie śpią.:) Tymczasem pan z chaty dostał nr konta z prośbą o szybką wpłatę i przysłanie potwierdzenia, po czym wydzwaniał do Roberta, że ma kłopoty z kontem, więc może mu się nie udać wpłacić zaliczki, ale na bank przyjedzie, nie ma takiej możliwości żeby nie, znowu pomarnował sporo czasu Roberta, wstępna rezerwacja została więc umieszczona na stronie. I na koniec tej przydługiej opowieści napiszę tylko: I co? I pstro. Pan nie zapłacił, wieczorem przed godziną zero zadzwonił, że nie wie, czy przyjedzie, po czym nie przyjechał a telefonów nie odbierał. Dwójka stoi wolna.
Skutek z tej nauki taki, że od tej pory w podbramkowych sytuacjach chętni będą mieli 3 godziny, by wysłać mejla potwierdzającego rezerwację w odpowiedzi na który dostają nr konta, wpłatę mają zrobić natychmiast a na jej potwierdzenie czekamy godzinę. Jeśli w tym czasie potwierdzenie nie dojdzie, pokój nadal pozostanie wolny. Cóż, człowiek uczy się całe życie.

Ale przejdźmy do milszych rzeczy:

Jak wiadomo miałam urodziny, które spędziłam do 20 w pracy, i do tego czasu, gdyby nie wujek FB, od którego życzenia płynęły dzień cały, zapomniałabym, ale w domu czekała na mnie kolacja do której zasiadłam w roboczych różowych spodniach,

niespodzianką był tort z hiszpańskimi truskawkami, wyrób Piotra i Basi,

przez skype'a z Prowansji odśpiewano mi sto lat,

a od Gucia mejlem dostałam laurkę jak zwykle z cudnym z wierszykiem:
Kochana Babciu Aniu,
nie skupiaj się latem na praniu
ani pensjonatu sprzątaniu.
Dbaj o swoje zdrowie,
a o Twoich latach nikt się nie dowie,
bo jesteś mądra i ładna,
a dla Gucia - także czekoladna.

Dłuższe niż co dzień spacery z Kingą i Zenusiem i odwiedziny w miejscach, gdzie dawno nas nie było:

więcej w albumie Majówka 2014

Tymczasem w Prowansji…

nie tylko sielsko, anielsko…

Z listu Madzi: American Bike Show w Beaucaire - do miasteczka zjechały setki harleyowców i innych miłośników amerykańskiej motoryzacji. Gucio kazał się fotografować co i rusz, czasem od przodu i od tyłu jednego pojazdu

Komentarze

Magda, 2014/05/04 12:56
Pani Aniu, przede wszystkim Wszystkiego Najlepszego!
Pewnie wiele osób to już mówiło, ale wystarczy poczytać, co u Państwa, by choć na chwilę uciec od miejskiej rzeczywistości. Dzięki temu blogowi Państwa Pensjonacik ma naprawdę ludzkie oblicze. Dobrze, że pokazuje Pani też czasem, że nie zawsze jest idealnie mimo najszczerszych chęci (choć na zdjęciach wydaje się niezmiennie, że jest! :D ). Jestem pewna, że te chwilowe trudności nie zrażą Państwa gości!
ania, 2014/05/04 13:39
Bardzo dziękuję za życzenia!
I za słowa o ludzkim obliczu:) Taką mam nadzieję, że ludzie, którzy do nas trafiają, to cenią sobie najbardziej - normalność.
Serdecznie pozdrawiam!
Robert, 2014/05/04 13:23
To nieprawda, że nic mi do tego kto łowi ryby z naszego canoe. Łódź jest zarejestrowana do amatorskiego połowu ryb i w razie użycia jej do nielegalnego połowu mogłaby zostać zarekwirowana przez Straż Rybacką. Ania może o tym nie wiedzieć ale Pan dzierżawca powinien.
I mógłby chwilę pomyśleć przed zadawaniem obrażających mnie pytań.
Monika, North Carolina, 2014/05/04 23:27
Pomimo tych zapowiadanych nocnych przymrozkow - Wasza zawadzkaa wiosna wyglada juz prawie jak lato.
Gratuluje!

A na dluzsza mete, kazde ludzkie oblicze chyba jest najbardziej cenione, przez wszystkich, ktorzy ludzmi sa i chca pozostac.
j. metrycka, 2014/05/05 08:55
Od nas również najlepsze życzenia :) Do nas na szczęście hałasy z budowy nie docierały, ale jak widać Wasz sąsiad jest niereformowalny, a szkoda. Przymrozek był już chyba poprzedniej nocy, bo u nas nawet listki na dębie sczerniały. A co do jeziora, to my w zeszłym roku też nie dostaliśmy pozwolenia na łowienie, w tym roku już nie miałam ochoty próbować. Za to dzierżawca innego małego jeziorka w okolicy zaśpiewał 50 zł za dzień łowienia, a poza tym miał być u niego strasznie gęsto - w sobotę nie było żywego ducha, co sprawdziliśmy na przechadzce. Życzę cierpliwości i uśmiechu pomimo wszystko.
ania, 2014/05/05 09:25
Bo to trzeba umieć;) W tym momencie wstrzymam się temat pozwoleń, bo mnie przeklną ci którzy dostają:)

Dzięki za życzenia, a co do przymrozka, to ten poprzedniej nocy był zapowiadany i też kwiatki chowaliśmy i zawijaliśmy na górce, a u nas czekaliśmy na rozwój wypadków i nic się nie wydarzyło, jeśli to zero nad ranem, ale takie zero kwiatkom nie szkodzi, tylko wyraźna minusowa temperatura. Za to ten następny był niespodziewany, miało już być ocieplenie, chmur naszło po południu, ale je rozwiało... Nie wiem ile było ostatecznie, pewnie -3, o 5 rano było biało. Kwiatki o których zapomnieliśmy, na parapecie w kuchni od strony jeziora, przeżyły jednak.
kinga m, 2014/05/05 13:08
Ach te przymrozki ! Wiele lat się zastanawiałam dlaczego z wiosennych siewów nic mi nie wychodzi - dopiero przestudiowanie paru mądrych książek uświadomiło mi ,że mam to robić po 15 maja a nie przed kiedy,teoretycznie, występuje ryzyko przymrozków. Rok temu w końcu osiągnęłam jakie takie plony . w tym roku spróbuję ponownie. Pokusa siania w marcu była strasznie silna - cieszę się ,że jej nie uległam. :)
Dlaczego człowiek ma wbudowane w psychikę zazdrość ? I zazdrości innym wszystkiego czego sam nie posiada lub też posiada - ale by chciał tak jak inni , nawet jeśli są to najbardziej ,,badziewne" sprawy typu długopis , spodnie z lumpeksu , pomimo że posiada np. markowe ? I dlaczego ludzie zawsze muszą skopać tyłki tym , którzy robią coś nietuzinkowego , zamiast wymyślić też sposób na siebie?
ania, 2014/05/05 13:30
Ja mam to samo z kwiatkami. Gdy wydaję na nie ciężkie pieniądze przed majówką (by umilić majówkowym gościom pobyt) wiem, że będę parę wieczorów a potem poranków kląć, że muszę dźwigać donice i nosić masę małych doniczek w tę i z powrotem. Ale takie życie pensjonacikowca:)

Człowiek ma wbudowaną zawiść, bo na początku życia jest niemowlęciem zależnym od matki, która ma pierś (lub ekwiwalent:)) i wszystko to, czego niemowlę pragnie od i do życia, a ono SAMO TEGO NIE MA. To co je wtedy ratuje, to przekonanie, że mu się ta pierś NALEŻY. I poniekąd ma rację, ale nawet szczęśliwe niemowlę konfrontuje się z tym, że nie jest możliwe by pierś była na każde skinienie. Stąd zawiść od urodzenia gości w naszych sercach:) I nie w tym problem, tylko w tym, że niektórzy z tą niemowlęcą zawiścią sobie nie poradzili i w dodatku wciąż żyją w przekonaniu że IM SIĘ NALEŻY. Jeśli mogą, próbują to wyegzekwować poprzez władzę i kasę, i czynią innych zależnych o nich. Dzięki temu mają nadzieję już nigdy nie być w pozycji zależnego niemowlęcia, tylko są w pozycji matki, która daje pierś wtedy, kiedy ma ochotę:)
kinga m, 2014/05/05 19:31
tylko jak poradzić sobie z tymi co nie chcą przyjąć do wiadomości ,że nie zawsze wszystko musi być po ich myśli :)? a także samemu nie przesadzić z żądaniami ?
Ewa U., 2014/05/05 21:50
Wiesz, czasem jestem tak zmęczona wszechobecną głupotą, bezmyślnością, nieżyczliwością, brakoróbstwem i długo by wymieniać, że przestaje mi się chcieć walczyć z wiatrakami, z obezwładniającą tępotą, tudzież nieść kaganek oświaty (zwierzęta na wsi!). Chyba się starzeję, czy jak? A propos - najlepsze życzenia dla Ciebie - oby Ci się chciało i było skuteczne!
PS. Z kwiatkami też tak mam. Mam sygnały, że ta przypadłość zatacza coraz szersze kręgi.
ania, 2014/05/06 00:14
Problem w tym, że ci, których my uważamy za głupich, bezmyślnych, nieżyczliwych..., za głupich, bezmyślnych, nieżyczliwych... uważają nas;)

Kingo, żeby do kogoś dotarło, musi go zaboleć, musi swoją zachłannością, roszczeniowością, zawiścią zniszczyć sam sobie to, na czym mu zależy (ja sama od tego zaczęłam;)), Ty go nie przekonasz, bo jesteś dla niego prześladowcą, który chce mu odebrać niemowlęce prawo. Niestety - niektórzy/wielu/większość? nigdy tego nie zobaczy, że to oni sami sobie zniszczyli. Ale skoro Ty zastanawiasz się nad tym, czy nie przesadzasz, to moim zdaniem jesteś na właściwej drodze!:)

Ewo, nie wiem, czy chcę aby mi się chciało;) Może pora odpocząć, zająć się swoim ogródkiem, pielić swoje grządki, ewentualnie, co w moim przypadku możliwe, pomóc pielić innym grządki w ich głowach, a niech walczą młodzi.

PS. Właśnie wróciliśmy z ratowania kwiatków. -3.
ania, 2014/05/06 17:25
Skończyło się na minus 6 o 4.20 rano. Można obejrzeć na https://www.facebook.com/media/set/?set=a.712099335521368.1073741967.100001639240483&type=1&l=494ec177ae
Szlag trafił młode listki dębów i młode pędy paproci:(
Skomentuj:
NWNFG
 
 
majowkowa_trojca_bez_szczypania.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:16 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika