11 sierpnia 2009

Marzenie narcyza

Narcyz to niekoniecznie ten zachwycony sobą z obiegowej opinii. Główną cechą narcyza jest to, że panicznie boi się zależności. Jego marzeniem jest być od nikogo niezależnym. Bierze mu się to z czasów, gdy był totalnie bezradny, skazany na śmierć bez opieki a więc całkowicie zależny od mamy. W dorosłym życiu całym swoim jestestwem krzyczy NIGDY WIĘCEJ. W tym celu unika sytuacji zależności, gdzie może radzi sobie sam, a gdzie nie może, udaje, że mu nie zależy.

W takich zaroślach tkwiliśmy do 3 sierpnia

Nasz narcyzm w czasie sianokosów wystawiony jest na wielką próbę. Udawać, że nam nie zależy na unijnych dopłatach, nie umiemy. A niestety w tej kwestii całkowicie zależymy od okolicznych rolników. Robert musi zorganizować kosiarzy, potem tych, co zgrabią i zrobią kostki, a następnie tych, co odbiorą. Muszą zdążyć póki pogoda, w dodatku jedni muszą liczyć się z drugimi, zrobić szybko co do nich należy, bo następni czekają z robotą, a nie, kiedy im się chce. W tym roku cała ta użerka zajęła 8 dni a nierealizowalność marzenia narcyza była wyjątkowo frustrująca.

Najpierw przyjechali jedni. Traktorem z kosiarką wjechali w pułapkę bobrową, czyli taką wielką dziurę zrobioną przez bobry pod ziemią, która się zapada, gdy się wjedzie, traktor wpada i się uszkadza. Uszkodzili tak, że nie mogli kontynuować, albo tak powiedzieli, by nie musieć się więcej męczyć z naszymi łąkami:)

Na początku powstała autostrada, którą można było wygodnie chodzić na spacery

Potem coraz więcej miejsca było do swobodnego ganiania

I nareszcie odzyskaliśmy widok na jezioro

No więc szukaj człowieku (Robercie) następnych. Przyjechali drudzy, pokosili prawie cały dzień, ale dnia następnego wsiadł nieco zmęczony życiem traktorzysta, spieszyło mu się (czego na takich zrytych i dziurawych polach robić nie wolno) i zerwał wszystkie paski klinowe.

Na takie właśnie zryte miejsca trzeba było uważać

Znowu było po koszeniu.

Dnia kolejnego Robert kupił komplet pasków, ale zasugerowano mu, że może ktoś inny by kosił. Zasugerowany traktorzysta stwierdził, że nie ma czasu, ale za odpowiednio wysoką cenę może by się namyślił. Tu nawet zdrowy narcyzm zacząłby nie wyrabiać, więc skończyło się tym, że Robert udał się do sąsiada, który zakupił nowiutki traktor i używa go głównie na budowie swojego czterogwiazdkowego hotelu, przeszedł przeszkolenie, pojechał po nocy naprawiać kosiarkę do Cichej Wólki a z rana (kolejnego) udał się na łąki i przez dwa dni kosił SAM.

Robert kosi

Bez obawy, ciągnik nie pracuje, gdy psy są w pobliżu

Robert będzie mył kosiarkę przed oddaniem ciągnika

Na szczęście ten od pozrywanych pasków zlitował się i dołączył do koszenia, bo pewnie do tej pory Robert by kosił, o ile przeżyłby ilość adrenaliny, która wydzielała mu się przy pracy na górkach.

Typowy widok podczas sianokosów -

korzystające z okazji, że myszy i żaby nie mają gdzie się ukryć, bociany

Kolejna kwestia – odbiór siana. Myślałby kto, że siano to towar chodliwy i każdy z pocałowaniem ręki weźmie. Najpierw jeden, co ma kozy zadeklarował, że zabierze wszystko, tylko musimy zebrać (czyli zgrabić i zrobić kostki). Po jednym dniu zwożenia zadzwoniła jego żona, że już im starczy tego siana, więc Robert znowu w samochód szukać kolejnego odbiorcy. Kartkę nawet w sklepie wywiesił, że jest siano do wzięcia. Nieco baliśmy się, że nikt go już nie zechce, bo najlepsze zabrano i tylko takie lewe zostało.

Siano zgrabione i ułożone w wałki czeka na maszynę do kostek

Na niektórych kawałkach w przewadze rosła dziwna roślinka z puchatymi kulkami, która nie wyglądała na jadalną.

Sprawdziliśmy w zielniku – nazwę miała obiecującą – koniczyna polna, tyle że to roślina wydmowa i napisano, że na karmę dla zwierząt się nie nadaje, bo za twarda i gorzka. Ale może przynajmniej na ściółkę?

Na szczęście pojawił się wybawca, co drugą część naszego skoszonego siana zgrabił sobie, skostkował i zabrał, trochę wzięli wynajęci grabiarze i kostkarze, a trochę najbliższy sąsiad, co to jego pół krowy na ha pasie się na kawałku naszej łąki.

Nareszcie pokostkowane także na łące przed domem

Taki widok cieszy oko - siano w kostkach, drewno na zimę porąbane i ułożone

Wybawca niestety na drodze do plaży zapchał naszą pokrzywą swoją kostkarkę i już nie zebrał stamtąd siana ani z pola za górką. Więc jeszcze dziś rano walczyliśmy, w tym grabiliśmy na piechotę sprzed domu niedoróbki, robiliśmy ręcznie wałki, przez które miała przejechać inna maszyna do robienia kostek.

No i wreszcie przyjechał wóz wielki i zabrał kostki.

Tylko z małej polany nie zabrał, bo lunął deszcz. Ale i tak Bozia była łaskawa, bo cały tydzień była pogoda w sam raz na sianokosy, a jak już siano w kostkach, to deszcz tak mu bardzo nie wadzi. Tyle, że nie możemy powiedzieć TO JUŻ KONIEC, lecz, że prawie koniec. Jedyne, co było jak należy, to chłopaki z Cichej Wólki, co zgrabili ponad połowę siana i zrobili z niego kostki – wszystko o czasie i zgodnie z umową.

I przyszedł deszcz

Kolejna kwestia to krew, która nas zalewa za te tony siana, za zebranie którego płacimy krocie, by je oddać za darmo. I o ile sfrustrowany narcyzm Roberta najpierw podpowiadał mu, że trzeba kupić traktor i w ten sposób uniezależnić się od kosiarzy, co to grymaszą na nasze dziurawe i zryte przez dziki łąki, to nie jest to dobra podpowiedź, bo jaki jest sens tyle kasy wydawać na te kilka dni w roku?? Druga podpowiedź była znacznie bardziej sensowna – zamiast oddawać, zacząć przerabiać siano na opał! No i teraz Robert siedzi w internecie i bada sprawę. Brykieciarki na siano, rozdrabniarki ma już w małym palcu, są tylko dwa problemy, których żaden narcyzm nie cierpi – brak bogatego wujka z Hameryki, co to sfinansuje, no i gdzie te kostki z 12 wielkich przyczep składować??? Gdy rozwiążemy problem stodoły/wiaty, której nie mamy, no i wujka, może za rok zamiast rąbania drewna Robert będzie robił zgrabne brykiety a nasz narcyzm tak nie ucierpi…

Komentarze

Monika, North Carolina, 2009/08/16 08:39
Ojejej... Szkoda, ze nie potrzebujecie cioci z Ameryki...
ania, 2009/08/16 10:44
Ciocia może być, byle bogata i nieskąpa:)
Iza, 2009/09/07 20:19
Uwielbiam czytać, Pani Aniu, Pani wiejskie opowieści. Czuje się w nich i zapach siana, i potu. Radości i trudu. Wszystko takie nienadmuchane, bez megalomanii, którą mają czasem właściciele pensjonatów. Cieszę się, że tu trafiłam. Na razie wirtualnie. Może kiedyś...
ania, 2009/09/09 20:13
Dziękuję i zapraszamy!
Hermenegilda Kociubinska, 2010/01/15 17:06
Piekne.Znam to z autopsji.Moja rada.Wziac "chruszczowa",rozdrobnic i pozostawic na lace.
ania, 2010/01/15 18:01
Mieliśmy kiedyś taki zamiar, ale to nie w porządku. Opłaty dostajemy za utrzymanie ekosystemu w niezmienionej postaci, a nawożenie łąk rozdrobnioną masą zmienia warunki bytowania dla roślin, a więc zmienia w konsekwencji ekosystem.
wrc, 2011/01/13 23:44
siano w kostkach jest stanowczo bardziej narażone na deszcz gdyż po nasiąknięciu nie da się go tak łatwo wysuszyć jak te leżące na pokosie, a tak poza tym to spoko tekst:)
oksa, 2011/01/15 21:37
zdjęcia z koszenia na wszelki wypadek bym usunął (chyba że nie bierzecie dopłat rolnośrodowiskowych)
ania, 2011/01/16 13:58
nie wiem za bardzo dlaczego mielibyśmy usuwać zdjęcia, koszone jest z małymi wyjątkami (gdzie się nie da) od środka, więc chyba wszystko ok
wrc, 2011/01/17 00:47
faktycznie całości nie da skosić się o środka a na zdjęci przy podpisie Robert kosi widać dokładnie że skoszony jest obszar w środku łąki a brzegi czekają na swoją kolej czyli nie ma się do czego przyczepić. No chociaż nie macie zamontowanych tzw. wypłaszaczy, kiedyś był chyba taki wymóg ale nie widziałem by ktoś go stosował, w koszenie od środka też mało kto się bawi choć na pewno lepiej to zrobić i mieć spokój.
Skomentuj:
CXCKL
 
 
marzenie_narcyza.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika