17 luty 2009

Międzynarodowy Dzień Kota

Każdego, kto kota ma lub miał (o ile kota można mieć:)), nie dziwi takie święto. Tego dnia wprawdzie żadnemu bezdomnemu kotu nie dzieje się lepiej, a temu, który śpi w piernatach, wszystko jedno, ale liczy się fakt, bo oznacza, że jest wystarczająca do ustanowienia światowego dnia ilość ludzi, którzy na punkcie kotów mają kota. Bo ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty (= ci, którzy kiedykolwiek z kotem mieszkali) i na tych, którzy ich nie lubią (= nigdy kota nie mieli). Świetnym przykładem jest mój nieżyjący ojciec. Gdy pojawił się pierwszy kot w naszym domu, tata oznajmił – „kot albo ja”. Trzeba go było zobaczyć z tym kotem jakiś czas potem! Kot z brzuchem do góry na jego kolanach, kot pojawiający się znikąd, gdy ojciec wracał z pracy i łaszący mu się do nóg, ojciec płaczący, gdy kota z licznymi obrażeniami trzeba było uśpić…

A to Robert, którego ulubionym powiedzeniem było „koty to dranie”. Gdyby ktoś nie wiedział, co to jest Robert, informujemy, że jest to podstawka na koty:

Światowy Dzień Kota jest okazją dla imprez na rzecz kotów bezdomnych lub w azylach i w ogóle zwracania uwagi na niedolę kotów, bez których, zwłaszcza w miastach, już dawno zjadłyby nas myszy i szczury. My też korzystamy z tej okazji. I choć koty nasze i naszych przyjaciół, oraz wielbicieli Zawad, Galerii Wiejskiej i zawadzkiej strony mają jak w raju, nie zawsze tak było.

Wilkuś z Pumą

Wilkuś z Mrówą

Mrówka z Piesem

Historię naszych kotów już Państwo znacie. Dziś przedstawiamy znajome koty, którym też się poszczęściło. Z OKAZJI MIĘDZYNARODOWEGO DNIA KOTA ŻYCZYMY WSZYSTKIM KICIUSIOM, BY SPOTKAŁ JE TEN SAM LOS, CO TE PONIŻEJ!

To Dyzio, który powinien nazywać się Oponka albo Guma:) bo przyszedł do nas, gdy zmienialiśmy oponę na poboczu drogi między Sokółkami a Stożnem. Kot się przymilał i najwyraźniej chciał z nami jechać. Był w wieku typowym dla kotów, które przeganiane są przez kocie matki i dorosłych współtowarzyszy ze wspólnego gospodarstwa. Albo był kotem dokarmianym przez letników, a potem zostawionym samemu sobie. Był zbyt przyjacielsko nastawiony do ludzi, by nie miał z nimi dobrych doświadczeń. Był koniec października, robiło się zbyt zimno na szwędanie więc postanowił znaleźć sobie dom. Problem w tym, że jechaliśmy akurat do Olecka załatwiać ważne sprawy i w dodatku baliśmy się, że przez złapanie gumy nie zdążymy. Rozwiązanie spadło z nieba a właściwie nadjechało w postaci Basi i Piotra, naszych sąsiadów, od niedawna w Zawadach na stałe. Zabrali kota ze sobą. Mam podejrzenia, że nasza sflaczała opona to sprawka Dyzia, który następnie sprowadził sobie zastępczych opiekunów:) To jest kot podejrzany o siły nieczyste!!! A jaki inteligentny się okazał potem! Oczywiście podbił serce Basi i Piotra i teraz jest najmądrzejszym i najpiękniejszym kotem w całej wsi:)

To Beżyk i jego matka… nie, to nie nasza Mrówka, lecz jej siostra - Beżowy Nosek, która razem z Mrówką została wyłowiona z rzeczki, gdy płynęły w reklamówce. Beżyk i Beżowy Nosek mieszkają u naszych zawadzko-warszawskich przyjaciół w „szkole”, a gdy z domu wyjadą ludzie, kotami opiekuje się Robert na zmianę z panem Romanem.

Powyżej koty Moniki z Luizjany: Hektor, Lucky i Benjamin (ten duży rudy i na hamaku ze swoją ukochaną paniusią). Wszystkie znajdy, ale ten pierwszy, mały rudzielec Hektor to najnowszy szczęściarz, zwabiony frytkami do mercedesa. Prawdziwie amerykańska kariera - z brudnej ulicy do posiadłości z basenem:)

To Ryszard. Kot Borysa i Magdy. Brytyjczyk, którego ktoś uwiązał w szelkach i na smyczy do płotu i zostawił tak w 30 stopniowym upale. Przyniesiono go w końcu do lecznicy pani Agnieszki przy ul. Zwycięzców w Warszawie a stamtąd trafił do naszego warszawskiego domu, w którym już nie mieszkamy, ale pozwalają nam przenocować, gdy gościmy w stolicy:) Po bliższym poznaniu z Ryśkiem mamy cień zrozumienia dla osoby, która tak z kotkiem postąpiła.

To prawdziwa cholera, ale jak go nie kochać!

Tu z Modelem, naszym ukochanym kotem, synem Lunetki, z którą musieliśmy pożegnać się na zawsze w maju zeszłego roku. Wszystkie zostały z naszym synem i synową, ale płacimy alimenty:)

Lunetka z również nieżyjącym już królikiem Misią

Lunetka vel Lunecik

Mama z synalkiem Modelem

Modelek z nieodżałowanym Suczusiem

Koty Darka (który pomaga mi w prowadzeniu naszej strony i opiekuje się naszymi komputerami), brata Roberta, oraz Janusza znanego z niusowych komentarzy (ich ojca) to moja sprawka.

To jedne z dzikich kotów wyłapanych przez Fundację Św. Franciszka „Pomóż zwierzętom - naszym małym braciom” w celu sterylizacji i kastracji, które następnie trafiają do azylu i szuka im się właścicieli. Pojechałam po koty, zanim trafiły do azylu, gdy jeszcze dochodziły do siebie w lecznicy. Łaciata vel Kocia i Czarny vel Kiciuś są już domowymi pieszczochami od kilku lat i zadają kłam twierdzeniu (jak Boniek Joanny), że z dorosłego kota, dzikiego lub wziętego ze schroniska, nie ma pożytku i radości.

A to jeden z trzech kotów Baśki - Czacza (miał być kotką, ale okazało się inaczej:)):

Czacza z Muminkiem

Prawdziwy postrach myszy, żadnych potworów się nie boi:)

A tu siedem z dziewięciu kotów naszych pensjonariuszy - Doroty i Daniela, z którymi wciąż utrzymujemy kontakt z racji różnych wspólnych tematów. Mają jeszcze do kompletu większą ilość psów. Wszystko znajdy i podrzutki.

Na zdjęciu: Zosia, na drugim planie - Hans (rudy), Zdzisław (bury), Klaus, na oparciu Bruce, a na pierwszym bliźniaki Mikado i Focus ale, jak pani Dorota napisała: bij zabij na tej fotce nie wiem który jest który , Focus ma białą końcówkę ogona:)

No i koty naszych znajomych, stałych klientów Galerii Wiejskiej:

Boniek Joanny,

który swego czasu sprowadził się z nią do dwóch kocich dam Grzegorza, Tosi i Soni:

Sonia, sądząc po tatuażu na uchu, musiała być wzięta ze schroniska, po czym jej pani zmarła i Grzesiek przygarnął kotkę do towarzystwa Tosi. Sonia ma do dzisiaj psychozy i psychodermatozę, ale jest cwana i bija Bonia. Bońka odłowiły panie, odławiaczki kotów z piwnicy gdzieś w Sadach Żoliborskich. Gdy zamieszkał z Joanną, żył pod wanną ok. 3 miesięcy. Ale jak dał się wreszcie pogłaskać, uznał, że mu się to podoba i przeniósł się na łóżka i kanapy. Lubi przeprowadzki i odmłodniał w towarzystwie koteczek, choć również przytył. Jak zapewnia Joanna życie nie jest jednostajne w takim zestawie:)

Koty pani Doroty, a wśród nich także Boniek:

A to ich historia: „Boniek i Brazylia (bo nosi oczy jak dwa ziarenka kawy). Brazylia wbrew pozorom nie przyjechała z Ameryki Południowej na statku pasażerskim, ale moim autem ze śmietnika na starej Ochocie. Gdy znalazłam ją miała może miesiąc, mieściła się na dłoni i widziała na jedno oczko, bo drugie, było całkowicie zaropiałe. Zapiszczała do mnie błagalnie wychylając niepewnie łepek zza opony samochodu, który stał przy kontenerze na odpadki. Był marzec, dość zimno, więc ta biało czarna kuleczka chętnie pozwoliła wziąć się na ręce, przytulić i zabrać do domu mojej przyjaciółki. Pewnie gdyby umiała mówić, wręcz zaproponowałaby to. Od początku czuła się w domu, jak u siebie. Zero lęku, stroszenia ogona, pełne zaufanie. Dostała ciepłe mleczko, ale nie umiała wypić. Pipeta poszła w ruch i zastąpiła dziecięcą butelkę ze smoczkiem. Udało się. Najedzona odtańczyła taniec radości, biegając jak oszalała po mieszkaniu i obijając się o meble. Trzeba było odciągnąć ropę z oczka. Zabieg u weterynarza, codzienne podawanie kropel do oczu i przemywanie pyszczka lekarstwem pozwoliły w końcu ujrzeć najśliczniejsze na świecie kocie oczy jak dwa ziarenka kawy. Po dwóch tygodniach zapadła decyzja o szukaniu domu dla Brazylii. Mój Boniek miał wtedy 4 lata, pomyślałam a co tam. Mała samiczka może być świetnym dla niego towarzystwem. No i przypadła mu do gustu od pierwszego wejrzenia, cierpliwie znosił przez wiele miesięcy skakanie mu po głowie, podgryzanie ogona i pchanie łepka w jego miskę z jedzeniem. Bo Brazylia musiała jeść koniecznie z tej samej co Boniek i to jednocześnie z nim. Swojej własnej miski nie uznawała. Skończyło się gdy pewnego dnia Boniek trzepnął ją dyscyplinarnie łapą. Wychował ją jak własną córkę. Uwielbiają się :)”

A to koty Ani Ł:

Cecylka i Misza są rodzeństwem, które urodziła dzika kotka, zabrane w porę, zanim dostały kociego kataru czy innej zarazy dziesiątkującej koty w piwnicach.

To też Misza, ale naszej świadkowej Doris:

Półpers Bruce Krysi:

Kiciusie Magdy:

Niestety 27.09.09 przyszła smutna wiadomość, że Miłosz nie żyje, coś go zagryzło.

A to historyjka nadesłana przez Magdę: „Pierwszy to Miłosz, słynny na wiosce z dużych jajeczności. Dostałam go od dzieciaków ze świetlicy na której pracuję. Wcześniej ostro nabroiły, więc chcąc mnie udobruchać przyniosły tego małego brudasa. Drugi kocio, to Tośka. Dostałam ją od teściów. Rewelacyjny kicior z akrobacyjnym zacięciem. Była jeszcze Vena, ale dusza z niej niecierpliwa była i poszła sobie z takim tam czarnym wioskowym lowelasem. Słuch o nich zaginął.”

Kotka pani Alicji:

Lalcia ma 12 lat. Została znaleziona w pudełku po butach pod sklepem obuwniczym. Miała wtedy kilka tygodni. Była zapchlona, brudna i wycieńczona. Pani Alicja, która ją przygarnęła, karmiła ją najpierw pipetą, a dopiero później butelką i smoczkiem.

Koty Adama:

„Rudy ma prawie 17 lat - mój ulubieniec, od czasu jak pojawiła się zaraza zw. Zarą. Zara - ulubienica mojego starszego syna, a i całej reszty rodziny. Mnie wkurza, bo się znęca nad Rudym, a dzieli ich różnica 15 lat!” - i tak koty pełnią również ważne funkcje psychologiczne w rodzinie:) Zamiast pretensji do siebie nawzajem, można się podzielić kotami i wykorzystywać je do rodzinnych rozgrywek:) U nas dotyczy to całego zwierzyńca, są koty Roberta i moje psy (choć to ja zawsze byłam kocią mamą, zawadzkie koty wyraźnie wolą panusia), oraz „ten Twój Belfegor” (jako, że to ja kiedyś przywiozłam Belfegora od dr. Jakuszki) i „ten Twój Pieso” (bo Robert przyniósł go z budowy obok), co nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, bo Pieso jest ciężko zależny ode mnie, nie może mnie stracić z oczu na dłużej niż minutę, jeśli jednak musi, ma ciężką depresję, a Belfegor abstrahuje na posłaniu w korytarzu bez względu na okoliczności. To wyraźny dowód na to, że do zgody rodzinnej potrzebne jest więcej niż jedno zwierze w domu!

A to nowy kot, który miał szczęście - Alien Oli z Katowic:

No i koty Joanny - Tess, która za zasługi ma już zaklepane miejsce w kocim niebie (w samym zeszłym roku znalazła domy dla ponad trzydziestki kociąt). W jej domu, obecnie na wsi w Dłużynie, zawsze są jakieś nadprogramowe mruczanki. Na stałe mieszkają z nią i Wojtkiem oraz ich córką Ewą dwa wielkoludy a właściwie wielkopiesy - berneńskie psy pasterskie Czoper i Mila i, o ile dobrze policzyłam stan obecny, 7 kotów:

Jolcia

Ziutka

Nora

Tosia

Rychu

Bazylia

Agat

A to opis nadesłany przez Tess:
Najstarsza jest trójkolorowa Joleczka. Do niedawna zwana przez nas „Ciotką Jolką” z uwagi na hmmm dosyć wyrazisty charakter niczym nasza ciotka z Warszawy. Po przeprowadzce na wieś i „zrobieniu porządku z hormonami” charakter nieoczekiwanie złagodniał i nasza Jo została Joleczką. Jolcia została kupiona na gdańskim targowisku za 10 zł przez 5-letnią wówczas Ewę. O rok młodsze są czarna Nora i bura Ziutka. Ziutka trafiła do nas z sopockiego schroniska jako mały kociak, a Nora została wraz z rodzeństwem „wyrwana” spod strzykawki weterynarza (szczegóły tutaj). Tosia czyli błękitnooki złocisto biały anioł pochodzi z gdańskiej dzielnicy Nowy Port - podczas interwencji w kociej sprawie zauważyłam małego białego kociaka. Kociak był kompletnie dziki i kompletnie chory. Po przywiezieniu do domu oswajała się przez 3 miesiące - siedząc w kącie za kwiatami i wychodząc z rzadka pod psem (bez przenośni - po mieszkaniu chodziła przemieszczając się pod berneńskim brzuchem Czopera). Przed Bożym Narodzeniem pierwszy raz przyszła sama na kolanka - wiadomo, że wybredny cud został u nas. Najmłodszy jest Ryś. Kot również z Nowego Portu, wszechstronnie uzdolniony koci literat cud urody. Wiem, że jestem ciut nieobiektywna, ale go uwielbiam! No i jeszcze mała Bazylia, czyli Dziecko Małe Doskonałe znalezione w nocy na rynku we Wrzeszczu (mieszka z nami razem z Ciocią, do której trafiła - szczegóły tutaj) oraz mały Agat, czyli kocię, które niedawno pojechało do nowego domku podobnie, jak jego rodzeństwo (szczegóły tutaj).

pamiętnik burego kota Przy okazji zareklamujmy uzdolnionego Rycha!

Zapraszamy do przesyłania zdjęć swoich pupili z krótkimi historyjkami na adres ania@zawady-oleckie.com

Komentarze

Janusz z Warszawy, 2009/02/18 13:28
Chwała Wam za upowszechnianie Dnia Kota (nie ważne czy jest to dzień międzynarodowy,światowy, czy inny). Moje koty także Wam dziękują, a zwłaszcza dziękują Ani, która być może uratowała im życie. Proszę pogłaskać ode mnie Mrówkę i Wilkusia
Lubomir, 2009/11/18 17:28
A ja cieszę się, że Międzynarodowy Dzień Kota to też dzień moich urodzin ;)
agimatrix, 2010/11/09 20:21
super
Kika, 2010/02/07 19:36
ja mam w domu kota i tez bardzo sie ciesze ze mowicie glosno o swiatowym dniu kota. pisze to a na moich kolanach lezy puma.. i glosno mruczy .. nie wiem co by bylo jakbym nie miala kota! pozdro dla wszystkich kociarzy!
Ola z Katowic, 2010/02/17 08:39
Pozdrawiam dziś wszystkich wlascicieli kotków, kociąt, kocurów i kotek. Świat jest fajniejszy z kotem...
Kociarze z Biłgoraja, 2010/09/08 23:16
My też kochamy koty. Uważamy że to najlepsze zwierzaki na świecie!!!!!! Znamy dużo ludzi którzy myślą podobnie i wspólnie organizujemy kocie olimpiady.Pozdro dla wszystkich kotów i kociarzy.:)
agimatrix, 2010/11/09 20:19
wszystkie te koty są super ja sama mam kota i też jest słodki
agimatrix, 2010/11/09 20:20
Uwielbiam koty szkoda tylko że drapią wszystkie zwierzęta są ekstra
jowanna, 2011/02/17 14:01
Jestem kociarą mam dwie kotki, staruszki. Mama ma 17, a jej jedyne dziecko 16. Są cudowne, oby miały naprawdę siedem żyć. A w tym, obecnym cieszyły się długowiecznością. Pozdrawiam wszystkie kociaki i ich właścicieli.
Skomentuj:
QFQUK
 
 
miedzynarodowy_dzien_kota.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika