Misiek załatwiony odmownie

Wolałabym nie pisać, co mam do napisania, aby znowu się nie denerwować, lecz niestety - nie chcem ale muszem. Dusza dziennikarza interwencyjnego wzywa;) Bo wydarzenia ostatnich dni, czyli nowe doświadczenia z najbliższymi sąsiadami do miłych nie należą. Wczoraj, gdy wreszcie udało mi się odkryć przez okno, gdzie urzęduje zamknięta w domu świnka morska, czara goryczy się przelała. Zobaczyłam skulone zwierzątko w klatce a obok klatki, na podłodze, wywrócone poidło z wodą. Do świnki nikt nie zaglądał przez ostatni tydzień, bo my nie mamy klucza od domu, a byliśmy jedynymi, których los zwierząt u sąsiadów obchodził, więc świnka bez wody (czy miała jeszcze coś do jedzenia, tego nie wiem, ale raczej widziałam przez okno tylko trociny w klatce) musiała być..? Nie wiem ile, nie wiem, czy poidło spadło tydzień temu, czy wczoraj, boję się, że nie wczoraj. Wcześniej ufałam pani Wandzie, że świnka ma opór picia i jedzenia w klatce i na pewno wytrzyma i jakoś udawało mi się wytrwać w przekonaniu, że krzywda się śwince nie dzieje. Już kiedyś była taka sytuacja, gdy sąsiedzi zabrali ze sobą klucz do Warszawy. Odesłali, ale zginął w firmie kurierskiej, odnalazł się dopiero po interwencji Roberta, który, gdy tylko się dowiedział, uruchomił konszachty z okolicznymi kurierami. Wtedy świnka też chyba z tydzień siedziała sama i jakoś to przeżyła, dopiero po telefonie Roberta do sąsiadów Kasia przyjechała świnkę ratować w tym samym czasie, gdy odzyskano klucz. Dodam, że świnka została przywieziona do Zawad i zamknięta w domu, by cieszyć dzieci, gdy przyjadą. Dzieci w domu warszawskim nie mogą mieć zwierzątek, bo są uczulone, a przecież dzieciom nie można odmawiać, trzeba kosztem zwierzątka uczyć je, że można mieć wszystko, nawet kiedy nie można. Problem w tym, że dzieci przyjeżdżają rzadko, zwłaszcza poza sezonem, a świnka samotnie siedzi w pustym domu, doglądana przez panią Wandę. Tyle świnka.

Teraz kot. Kot przybył do Zawad z tego samego powodu. A właściwie kotka. Gdy jest pani Wanda, wszystko jest super, kotka śpi z nią w łóżku, regularnie jest karmiona i włóczy się po polach. Koci raj. Gorzej, gdy jest tak, jak ostatnio – pani Wandy nie ma, a gospodarze nie przyjechali. Kot wtedy teoretycznie śpi w lodowatej sionce (dobrze, że ostatnio pogoda łaskawsza), otwartej (by mógł wejść), co oznacza, że przychodzi do nas z narażeniem odgryzienia ogona przez nasze kundle, przycupnie czasem w warsztacie, czasem w wiacie, a gdy Robert otworzył okna w pensjonacie, bo na dworze było cieplej niż w środku, weszła do romantycznej dwójki i spała na łóżku. Gdy wszedł do pokoju, uciekła pod łóżko i nie chciała wyjść:) Widać, że jest stęskniona bardziej ludzi, niż ciepła. Wspomnę, że istnieje coś takiego, jak kocie okienko, by kot mógł wejść do ciepłego domu nawet gdy nikogo nie ma. Ale do tego trzeba myśleć o zwierzaku, a nie tylko o czubku swojego nosa.

No i psy. Psy, jak łaskawie przypomniała mi w rozmowie telefonicznej Kasia, nie są ich. Misiek rzeczywiście nie jest, choć zwykła przyzwoitość nakazywała, skoro decyzja odmowna była dawno podjęta, poinformować. Do wczoraj wieczorem, czyli do mojego telefonu z pytaniem, czy wreszcie ktoś tu przyjedzie, bo… nie było nam dane wiedzieć, jaki jest status Misia.
Owieczkę gospodarze nabyli razem z domem i dozorczynią. Pies niby pani Wandy, ale przypisany domowi, do szczekania. Ogólnie wiadomo, że pilnować domu powinien ktoś miejscowy, kogo znają okoliczni mieszkańcy i nie będą mu robili w poprzek, w przeciwieństwie do obcych. Uświadomiliśmy to sąsiadom i pani Wanda z Owieczką i jeszcze wtedy z Łilkim, ostała się. Najpierw sunia biegała luzem, potem została zamknięta na stałe w kojcu, co moim zdaniem jest powodem jej łysienia. Sama sugerowałam, żeby zbudować psu kojec na czas remontów i ciągle otwartej bramy, bo wtedy Owieczka parę razy pogryzła dotkliwie bezbronnego w kagańcu Belfegora. Nie sądziłam, że kojec stanie się więzieniem a trawnik i krzaczki będą ważniejsze od psa. Ale OK. Pani Wanda chodzi z Owieczką na spacery raz dziennie, ta się dostosowała, bez słowa skargi wraca do zagrody a że jest osowiała – kogo to obchodzi. Kiedyś sąsiad powiedział, że najchętniej oddałby ją do schroniska, bo się jej brzydzi… Bez komentarza, chociaż ja wtedy skomentowałam a Kasia skrzywiła się wiedząc, co od tego momentu oboje z Robertem będziemy myśleć o jej mężu. Owieczka budę ma z odzysku, którą dostaliśmy kiedyś od dr Jakuszki a Robert ją usprawnił, ale w dalszym ciągu nie jest to najlepsza buda. Każdy, kto wściubi nos w sztachety i zobaczy, na co sąsiedzi wydają krocie, zdziwi się, że pies na ich terenie mieszka w takiej budzie. Dobrze przynajmniej, że kupują psu worki z pokarmem. Świadoma tego wszystkiego, nie mając innego wyjścia, przyprowadziłam tam Miśka. W nadziei, że mniej „paskudny” niż Owieczka;), więcej serca odnajdzie. Ale po ostatniej historii, jeszcze przed decyzją odmowną, miałam poważne wątpliwości.

Co rano szczęśliwy, wolny Misiek

A było tak. Poinformowani przez panią Wandę, że sąsiedzi przyjadą na Wigilię a ją zwolnili do domu w piątek rano, obiecaliśmy karmić do ich przyjazdu psy. Kiedy nikt nie przyjechał do poniedziałku, Robert zadzwonił do pani Wandy z informacją, że nikogo nie ma i chyba czas wracać do Zawad. Na co ona, że kazali jej wrócić dopiero 2-giego stycznia. Potem zadzwoniła, po telefonie do sąsiadów, że ktoś przyjedzie w czwartek. Czyli wczoraj. Wczoraj wieczorem nikogo jeszcze nie było. Znaczy przez tydzień psy miały siedzieć zamknięte w kojcu bez jedzenia i wody? Bo nas przecież nikt nie poprosił, byśmy się nimi zajmowali przez tydzień. Równie dobrze mogliśmy na to nie wpaść, nie mieć czasu, wyjechać, czy co bądź, bo niby dlaczego my mieliśmy obowiązek myśleć o tym, co ze zwierzętami u sąsiadów, a oni nie? Dowiedziałam się od Kasi przez telefon wczoraj, że rozchorował im się syn i oni myśleli, że Robert wie i przychodzi do psów. Indyk myślał o niedzieli.
W czasie tej rozmowy, gdy w końcu zeszłam na temat, dowiedziałam się, że „nie decydują się wziąć drugiego psa, zwłaszcza że to pies długowłosy i będzie to samo co z Owieczką i w dodatku nie nadaje się do tego, by cały dzień siedzieć w kojcu”. Jasna sprawa. Gdy się nie da dostosować rzeczywistości zastanej do swoich potrzeb, należy ją odrzucić.
Misiek może u nich być, dopóki mu czegoś nie znajdziemy. WIĘC SZUKAMY!!! Ale tylko odpowiedzialnych, dobrych ludzi!

bo w pewnych sprawach jest jedna, obowiązująca droga;)

Komentarze

Ewa U., 2011/12/30 20:47
Nie wierzę, nie mogę w to uwierzyć, to ta sama Pani Kasia, której Mama zajmuje się zwierzętami? Obawiałam się, że z Misiem nie będzie tak hop-siup, ale nie sądziłam, że jest aż tak źle. Nie pasuje biedak do okoliczności przyrody? Szkoda strzępić język po próżnicy. Napisałaś wszystko, co tu więcej gadać. Gorzko. Rozsyłam link gdzie się da, mogę zrobić coś jeszcze?
Pani Kasiu! Tak niewielkim kosztem miała Pani szansę na anielskie skrzydła... Nadal ją Pani ma.
Serdecznie pozdrawiam
ania, 2011/12/30 22:04
Obawiam się, że "Pani Kasi" anielskie skrzydła nie interesują... Co do Miśka, mamy kilka pomysłów (słownie: trzy), jutro sprawdzamy pierwszy, ale dzięki za wszelką pomoc!
ania, 2011/12/31 17:04
Mamy dom dla Miśka!!! Jutro napiszę więcej!
Ewa U., 2011/12/31 17:29
To najlepsza wiadomość w ostatnim dniu tego roku. Oby tak zaczynał się nowy rok dla wszystkich Miśków świata!
Skomentuj:
EUCUL
 
 
misiek_dostal_odmowne.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika