16 czerwca 2019

Mocno niejawny nius z żakbusa

Siedzę w żakbusie i korzystam z traconego czasu. Ostatnio pisałam, że przede mną trudne dwa tygodnie. No więc są za mną. Co przede mną, tego nie wie nikt, że tak powiem mało odkrywczo. Jedno co dobre, że do września nie mam pracy w Warszawie. Dziś był ostatni raz. Tylko jeszcze do połowy lipca i urlop wiadomo od czego, a od czego wiadomo że nie. Babcia Teresa jeszcze z rurką, ale nie jest źle. Dzięki Madzi i Borysowi mogę wracać do Zawad, gdzie Robert ledwo zipie pod moją nieobecność.

No i sąd w Suwałkach zgodnie z przewidywaniami Moniki z NC oddalił moją apelację i tym samym do kwoty za zakup sąsiadom nowej kamery, za biegłego, którego opinia w ogóle nie została uwzględniona tylko kłamstwa znajomka sąsiada, za podwójną nieuczciwą stawkę kotka mamrotka doszedł koszt za obie instancje w sądzie, zapłacę więc coś koło 5 tysi. I wiecie co? Czniam to. Nie żebym była taka bogata, tylko już po mnie spływa. Może dlatego, że cwaniactwo sąsiadów i karykatura prawnika w wykonaniu mamrotka są niczym wobec tego, co ważne. Wobec ostatnich wydarzeń w moim życiu są jak uciążliwe bzyczenie komara. Cóż… pozapierniczam w pracy jeszcze więcej, w końcu jestem silna i młoda i mam niespożytą energię by rozdawać kujom kasę. Najwyżej wyryjecie mi na nagrobku: Umarła przez kamerę, która ją podglądała ;-) Ale jeśli mamrotek z sąsiadami mają nadzieję, że tym samym nauczą mnie rozumu i zmuszą do tego, bym nie robiła, co uważam za słuszne, to niestety są w błędzie. Nauczyli mnie czegoś zupełnie innego:)

5 czerwca

Spytacie dlaczego tak się stało, zapewne roztoczycie różne spiskowe teorie, a ja wam powiem tylko, że sąd to nie jest miejsce dla normalnych ludzi. Gdy mam bronić innych, wstępują we mnie podwójne moce, a gdy mam bronić siebie, głupieję. Nie nadaję się do własnych rozpraw. Gdy widzę gębę mamrotka i słucham jego szczwanych insynuacji i kłamstw wplatanych w „mądre” wypowiedzi, to jedyne, na co mam ochotę, to podejść i napluć mu w twarz. Żeby nie być gołosłowną przytoczę kłamstwa z apelacji: że wiadomo, że to my rozebraliśmy ogrodzenie, bo tylko my mieliśmy do niego dostęp - podczas gdy dostęp ma każdy; że sąsiad cztery lata nie rozbierał bezprawnie postawionego ogrodzenia bo czekał na wyznaczenie linii brzegowej - podczas gdy najpierw powinien był wyznaczyć a potem stawiać a wg prawa nakazy administracyjne powinny były być wykonane natychmiast a nie dopiero gdy linia będzie wyznaczona; że nic nie stało na przeszkodzie bym poszła do sądu z byciem podglądaną a nie, opuszczała kamerę, bo nie jestem taka słaba i bezradna, żeby tego nie wiedzieć - podczas gdy wtedy jeszcze nie mieliśmy z sądem do czynienia, zwracaliśmy się naiwnie do policji i prokuratury, wtedy nie było rodo i prawnicy nie byli zgodni, czy wygramy a nasze doświadczenia z oleckim sądem są zniechęcające, nie mówiąc o braku czasu, zdrowia i pieniędzy… Gdybym miała przerywać gadkę mamrotka za każdym razem gdy łże, sędzia wyrzuciłby mnie z sali i/lub zapłaciłabym karę. Jedyne, co uzyskałam przez te lata, to że mamrotek przestał mamrotać:) W każdym razie na rozprawach mnie dotyczących ogarnia mnie taka beznadzieja i bezwład, że nie mam siły się bronić i mówić tego, co powinnam. Pojechałam na apelację tylko po to, by nie mieć pretensji do naszego mecenasa, że coś źle robił, mówił, bo nie dopilnowałam. Ale nie mogłam niczego dopilnować, bo procedury sądowe są tak nieludzkie, tak nienastawione na człowieka, który jest sądzony, że mnie osobiście wyłączają pewne obszary w mózgu. Więc gdy spytacie co się stało, to powiem NIC. Temida jest ślepa, a raczej niektórzy sędziowie.

10 czerwca (pomost jeszcze nie na miejscu)

Jadąc samochodem słuchałam niedawno audycji na temat przewidywanego przebiegu rozprawy przeciwko tej kobiecie, co dorobiła tęczową aureolkę matce boskiej. I jakiś adwokat powiedział, że gdy sędzia będzie głupi, to zajmie się suchymi faktami: profanacją, obrazą religijną, itd. A jak sędzia będzie mądry, to zajmie się kontekstem, tym, z czego wypływały motywy tej pani, że protestowała, że musiała, bo jej prawa są łamane w tym kraju i tylko w ten sposób może się bronić. I wtedy to jest inny proces. I to tyle na temat mojej apelacji.

13 czerwca, pomost już na miejscu, choć może z tej perspektywy nie widać różnicy, no i oczywiście w każdej chwili miejsce może zmienić :-)

Odkąd sąsiedzi wprowadzili się do Zawad byłam w sądzie raz w swojej sprawie, bo mnie hydraulik oszukał, wykonał źle dużą robotę i walczyłam o zwrot kosztów. To było ze 35 lat temu. I raz w sprawie pacjenta, który poprosił mnie o zeznania. I to tyle. Teraz jestem w sądzie… byłam kilka dni temu, będę za kilka dni. I rzygać mi się chce. I wiem, że to nie koniec. Bo to odrzucenie apelacji tylko nas motywuje, żeby zrobić z sąsiadami porządek raz na zawsze, za wszystkie rzeczy, które nam i nie nam zrobili, wszystko zgodnie z prawem. Najlepsza kancelaria w Polsce, duża kasa, którą odda potem sąsiad. Koniec prowizorki, bo jak widać z prowincjonalnymi sądami i mamrotkami trzeba z góry.

Przy okazji aureolki maryjnej przypomniała mi się parada równości. Byłam tam, widziałam te tłumy ludzi z dziećmi w wózkach, psami na smyczy, grupy młodzieży, ludzi starszych ze znajomymi, osoby na wózkach inwalidzkich… idących ramię w ramię z osobami LGTB (nienawidzę tego skrótu, ale inaczej będzie za długo) w imię poparcia dla gnębionych w tym kraju mniejszości. I nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy potem reżimowa telewizja i radio na okrągło pierniczą tylko o jakiejś antymszy odbywającej się w namiocie gdzieś na uboczu, której nikt nie widział poza ciekawskim dziennikarzyną, gdzie ktoś sfrustrowany, by nie powiedzieć wku… tym, co mu czynią w tym kochanym kraju, robi sobie jaja z kościelnych sztywniaków. A to potem jest rozdmuchane do granic wytrzymałości, by zdewaluować płynący z serca zryw kilkudziesięciu (jak zwykle są dwie wersje: 45-80) tysięcy ludzi, którzy zamiast nad wodą przy piwku, idą w sobotnie popołudnie, w upale, by okazać swój sprzeciw wobec prawdziwej nietolerancji, brakowi szacunku wobec osób niebędących pod kościelny sznurek, podjudzaniu i katolickiemu zacofaniu.

więcej w albumie Parada równości

Tak, mam znajomych gejów i lesbijki, pracuję z takim osobami, przyjeżdżają do nas goście, jak to niedawno fajnie napisała Oliwia, limited edition, czasem transseksualiści podczas przemiany chowają się w Domku na górce. Uwierzcie ci, którzy czujecie lęk i niezrozumienie dla nich, to osoby takie jak Wy, niczym się nie różnią i niczego od Was nie chcą poza tym, byście traktowali je normalnie. Nie zmienicie tego, że od początku do końca świata wśród ludzi i zwierząt będą homo, będę zagubieni w swojej płci, nieodmiennie przez wieki ten sam procent (ok. 10%). Są wśród Was, tylko może boją się ujawnić widząc Wasz lęk i agresję. Tego się nie leczy, natomiast jak najbardziej leczy się homofobię. Przecież Wasz Bóg kocha wszystkie istoty, a księża gadający brednie na ten temat to nie bogowie i z Bogiem mają mało wspólnego.

W międzyczasie były urodziny i imieniny Roberta. Pomiędzy jazdami do Warszawy wydeptywaliśmy ścieżki w trawie.

Ktoś podpalił gruby piękny klon na drodze z Cichej Wólki do drogi Szwałk-Cichy i niestety dziś doszły mnie wieści, że podpalono także jeden z dębów w alei. Nie będę się wyrażać, ale pewnie myślicie o tym, kto to zrobił, to samo. Trzeba zainstalować kamery, à propos kamer tam, gdzie być powinny, a gdzie nie. Może nasi naszprycowani kamerami sąsiedzi zrobiliby coś dla lokalnej społeczności poza molestowaniem, i zafundowali alei monitoring? Np. za te pieniądze wyłudzone od mnie?

Na górce prąd produkowany jest aż furczy! Myślimy, żeby za jakiś rok założyć fotowoltaikę u nas.

tej zgaduli akurat nie zgadliście - odpoczywałam po sadzeniu kwiatków i krzaków!

Jezioro nieprzyzwoicie ciepłe, jak zupa…

5 i 6 czerwca

9 czerwca

nad jeziorem nie tylko jezioro, zgadywaliście, co to za pusty plac pod płotem sąsiadów, oczywiście częściowo to miejsce na saunę, ale chodziło mi o tę łąkę zasianą w koło:) mam nadzieję, niebawem zakwitłą po nocnych burzach, które nocą straszyły Czarliego gdy mnie nie było

13 czerwca

Poza tym poważnie przygotowujemy się do budowy domu z bala. We wtorek ma przyjechać kopara i usunąć stary fundament (niestety trzeba zrobić nowy) i przymierzamy się do przesadzenia dwóch dębów, które rosną zbyt blisko siebie i domu.

Kwitnie facelia między Baranami a Cichym…

A za stodołą góra do porąbania maleje…

i rododendron już przekwitł, więc wspomnienie z 6 czerwca

Kwitnie za to jaśmin i w ogóle wszystko się rzuciło do kwitnienia, porobię zdjęcia jak wreszcie osiądę w domu.

I na koniec nieco uświadamiania ;-)

Komentarze

Ewa U., 2019/06/16 21:40
No pięknie, a będzie jeszcze piękniej. Nie mogę już wszechobecnej mizerii, okrucieństwa, chamstwa, kłamstwa, kołtuństwa, arogancji i długo można by wymieniać czego jeszcze. I rozumiem. Niedawno przeszłam podobną drogę, chociaż w innej sprawie, ale rozumiem doskonale, że zapłacisz każde pieniądze, byle uwolnić się od goowna. I zrób to jak najszybciej, szkoda każdej minuty - niedawne doświadczenie pcha mnie do pouczeń:)
ania, 2019/06/16 23:40
Na razie przewalamy w głowach mocarnych znajomych, którzy mają mocarne znajomości :)
Monika, North Carolina, 2019/06/17 01:02
Auuu, szkoda forsy, sporo...
Szkoda, ze jest jak przewidywalam. Sądownictwo postPRLowskie jeszcze dlugo takie bedzie. To bylo przewidywane przez niektorych znajomych Taty, naukowcow i politykow. Pisalam Ci juz o tym.
Dla Babci Teresy sle usciski i wielkie zyczenia zdrowia!
Skomentuj:
RTAGC
 
 
mocno_niejawny_nius_z_zakbusabc.txt · ostatnio zmienione: 2019/06/17 11:35 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika