4 stycznia 2009

Myśliwi w nas, myśliwi pośród nas

Taka piękna niedziela a mnie męczą mordercze impulsy. Ale zamiast mordować - napiszę.

Jak tu cieszyć się pięknem świata, gdy co i rusz słychać strzały, a Belfegor się trzęsie ze strachu. Bo taka piękna niedziela to wymarzona pora na polowania. Dlatego skorzystam z tego niedzielnego, zimowego, tuż przed końcem urlopu a tuż po pożegnaniu gości, czasu, i napiszę, co mi leży na sercu. I może się narażę państwu myśliwym, może się obrażą na mnie nasi polujący sąsiedzi (owszem, mamy takich, jadamy z nimi przy jednym stole i całujemy na powitanie), ale nie sądzę, bo mechanizmy obronne w tym przypadku działają tak, że dewaluuje się tego, kto ma inne zdanie i dalej przymyka oko na to, co rzeczywiście się czyni i jeszcze dorabia teorie na poparcie swojej tezy, które akurat w przypadku myśliwskich teorii, o konieczności regulacji liczebności pewnych gatunków, są jedynie świadectwem braku podstawowej wiedzy o ekologii. Zostanę więc włożona razem z tym, co napiszę, między nieszkodliwych wariatów, co nie jedzą mięsa, w najgorszym razie zaliczona do ekoterrorystów, co normalnym ludziom nie dają w spokoju żyć. Ale co tam! Moje niusy, przynajmniej mogę sobie napisać.

Więc napiszę, co myślę o myśliwych. Myślę, że są przykładem zatrzymania się w rozwoju w fazie fallicznej i potrzeby posiadania strzelby. Czasem strzelbę muszą posiadać faceci zbyt niepewni swojej męskości, której dziecinnie upatrują w wymiarach i sile rażenia, czasem kobiety, które nie pogodziły się z tym, że są kobietami, a więc przyrządu do strzelania natura im nie dała, dała za to coś innego, równie cennego, ale to ich nie interesuje, bo najwyraźniej podzielają pogląd kolegów, że ludzie dzielą się na tych, co mają coś między nogami, i na tych, którym to ucięto. Myślę też, że mordując zwierzęta, po prostu i wprost realizują mordercze instynkty, które ma każdy z nas, choć nie wszyscy są tego świadomi. Niektórzy je ukrywają pod płaszczykiem „do rany przyłóż” i anielskiej „natury” i daliby się pokroić za to, że są od nich wolni, a zabijanie i krojenie zostawiają innym, po czym ze smakiem jedzą. Inni mordują pod pretekstem ważnych dla świata celów, np. naukowych, konsumpcyjnych lub po prostu wszczynają wojny. Jeszcze inni mordują bez żadnego zacnego powodu, mordują i już, bo nie są w stanie upilnować impulsu. Myśliwi mordują zwierzęta, jak w wesołym miasteczku strzela się do fantów lub wirującej tarczy, problem w tym, że zwierzę jest żywe, czuje i jest przerażone. I oczywiście można powiedzieć, że przecież myśliwy dla zająca, to jak lis, przed którym trzeba uciekać, że dzikie zwierzęta w naturze są wciąż narażone na bycie upolowanym, więc co za różnica, przez kogo. A ja myślę, że pewna różnica jest. Bo lis nie przeżyje, jeśli nie upoluje. A myśliwy ma pełny brzuch i robi to, bo jest niedojrzały psychicznie i nie wykształcił się u niego mechanizm sublimacji. Sublimacja to dojrzały mechanizm obronny, dzięki któremu impulsy, które musimy poskromić dla bezpieczeństwa naszego i innych, przekształcone zostają w coś twórczego, np. zaprzęgnięte w sztukę lub działalność pro społeczną. Ale do tego trzeba wyrosnąć z niemowlęctwa, w którym nam się wszystko należy, mama musi bez słowa skargi wytrzymywać naszą agresję, a pojęcie troski nie mieści się w naszej małej, niemowlęcej główce, bo jeszcze nie czas. A poza tym przecież żyje się w niemowlęcym złudzeniu, że świat należy do nas i możemy sobie z nim zrobić, co chcemy!

Tak wygląda po zimowym spacerze myśliwy z pełnym brzuchem, który nie zaspokoił swoich myśliwskich instynktów odziedziczonych po jamniku i terierze, ale on jest tylko psem, pozbawionym możliwości sublimacji:)

Taka piękna niedziela, ale saren i łani nie uświadczysz - wszystkie przepłoszone, bo polowanie było z nagonką, a pojedyncze jeszcze strzały budzą strach, że gdy się zapuścimy gdzieś dalej w ramach spaceru z psami, jakiś sfrustrowany myśliwy (że do tej pory nie udało mu się wystrzelić ze swojej pięknie naoliwionej fujary) przyłoży oko i dla sportu ustrzeli psa. A że pies w obroży i kagańcu? Co mu tam. Przecież nie ma takiego prawa, które by za to ukarało myśliwego, jest za to takie, które pozwala mu strzelać.

Dlatego przeszliśmy się dookoła jeziora, a nawet trochę po (z wyjątkiem Belfegora, który panicznie boi się wchodzić na lód, bo miał kiedyś przykrą przygodę, ale czasem mylił mu się ląd z lodem, bo rzeczywiście trudno było dostrzec granicę).

Nasza plaża:)

Na szczęście nie ja jedna tak myślę. Zapraszam do artykułów w Newsweeku Filipa Łobodzińskiego "Odrażający, obłudni, z piórkiem", "Zabić jak psa" oraz na strony www.stopodstrzalom.pl i www.zabilimipsa.pl

Komentarze

Janusz z Warszawy, 2009/01/04 23:29
Bardzo dobry tekst. Jest jednak mało prawdopodobne żeby, to co napisałaś, dotarło do adresatów . Przecież to głupki i prostaki zwyczajne, co (z wyjątkiem programów telewizyjnych) nic przeczytać nie potrafią i z trudem podpisują się na listach płac.
jan, 2009/02/10 12:57
Ja glupkiem i prostakiem nazwałbym kogos formułujacego poglądy w sposób taki jak Pan i szkoda, że osoba doceniajaca szczere i mocne opinie, napisane w sposób inteligentny nie potrafi w podobny sposob wyrazić swojej dla nich aprobaty. Co do myśliwych to dodałbym jeszcze jedną motywację a mianowicie aspirowanie do pewnej grupy, grupy która nierzadko jest bardzo wpływowa a przynależnosc do niej daje wiele profitow zarówno emocjonalnych jak i tych wymiernych materialnych.
ania, 2009/01/05 11:00
Z tym bym się nie zgodziła - rozwój emocjonalny sobie, a intelektualny sobie, można być profesorem (owszem, znamy myśliwych - profesorów) a emocjonalnie być na etapie trzylatka:)
Janusz z Warszawy, 2009/01/05 11:19
Profesor - myśliwy? Było kilku, ale nie polowali na zające i dziki. Być może masz rację, ale moim zdaniem, bez rozwoju emocjonalnego nie byłoby i zazwyczaj nie ma, rozwoju intelektualnego. Odwrotnie... może się zdarzyć. Z tego co wiem do Zawad na polowania nie przyjeżdżają "uczeni w piśmie".
Skomentuj:
WPWDQ
 
 
mysliwi_w_nas_mysliwi_posrod_nas.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika