19 października 2012

Myszy jedzą kangura

Pochłonęła mnie najpierw Warszawa, potem dostosowywanie się do nowego komputera. Bo nieoczekiwanie moje życie zmieniło się na lepsze! Za sprawą szwagra, który jest opiekunem naszych komputerów i stron www. Po spotkaniu z moim netbookiem w Warszawie załamał się i na drugi dzień przyniósł nowiutkiego laptopa! Stwierdził, że przy ilości programów używanych przeze mnie na co dzień, mój komputerek nie ma prawa działać! Ciągle to mówiłam, ale nikt mnie nie słuchał. Mówiłam, że za mały, że nie wyrabia się na zakrętach, wiesza się, usypia, marudzi i klęłam, aż psy się chowały po kątach. Ale przy obecnym stanie zasobów mówić i kląć mogłam sobie do woli… Za to teraz wyczerpałam limit prezentów na różne okazje na dłuuuugi czas:) Mam więc cudowną maszynę szybką jak szczała, ale jak już nieraz pisałam - nigdy więcej zmian, a lepsze jest wrogiem dobrego. Teraz więc klnę, ale ciszej, z powodów wiadomych - co i rusz mi czegoś brakuje, jakiegoś niezbędnego do pracy programu, no i z powodu przestawiania się z XP na windows7. Rozumiem, że przemysł komputerowy runąłby, gdyby nie wymyślali nowszego, którym bezlitośnie zastępują mniej nowe, i że stara mózgownica się ćwiczy nie leniąc się w znanych labiryntach, ale… W siódemce widzę tylko jedną zmianę na lepsze! Dobra, dosyć narzekania, wiadomo, że kiedyś było lepiej;) a tak czy siak z większym życie stało się lepsze:)

Wracając do tematu. Pod ostatnim niusem Ewa opisywała, jak to myszy chrupią jej kable w samochodzie. A ja, jak to zwykle bywa w takich razach, myślałam, że nieszczęścia są tylko cudze. Jakoś wyparłam fakt, że pryskanie na szyby nie działa, choć rozlega się zapach płynu. Owszem, leciał, tylko nie dolatywał… Przegląd samochodu potwierdził najgorsze obawy. W dodatku takich pojedzonych rurek i kabli było więcej a w filcowej wyściółce maski - mysie gniazdo, oczywiście z tejże wyściółki. W Roberta samochodzie nie lepiej. W kuchni pensjonatowej myszy rozdzierają torebki z mąką, w pracowni w szkliwach gówienka a na strychu domu - lepiej nie mówić. Tymczasem polskie myszy okazały się inteligentniejsze od amerykańskich i wyżarły zawartość robertowych pułapek i dalej się w najlepsze przechadzają. Problemem jest nieodpowiednia wielkość PETów, powinny być dwulitrowe, by myszy nie doskoczyły z dna do odwróconej szyjki butelki. Robert już nad tym pracuje, co oznacza, że trzeba się przerzucić na odgazowaną kokakolę, bo goście żadnych plastikowych dwulitrówek do recyklingu nie zostawiają. Cóż, sprawne koty mamy w domku na górce a pod tulipanem mamy kota emeryta, który przeszedł na zasłużony odpoczynek i zajęty jest głównie poniższym:

(na łóżku gustowne kocyki zakrywają nową narzutę, by nie podzieliła zbyt szybko losu poprzedniczki; gdy pierwszy raz zaścieliłam nią elegancko łoże, Robert kazał zrobić zdjęcie, oprawić w ramki i powiesić nad, bo to ostatni raz, gdy widzimy nasze łóżko w takim stanie;))

Myślimy więc poważnie o próbie introdukcji w stado młodszego pokolenia kotów. Zwłaszcza że u sąsiadki okociła się niewidoma kotka przybłęda. Na razie maluchy mają 3 tygodnie i mieszkają w worku z trocinami, gdzie odwiedza je starszy braciszek Bandziorek. Sąsiadka, jako niedoświadczona w materii, nie zdążyła kotki wysterylizować - nie wiedziała, że kotki produkują kotki w trybie „na okrągło”.

Nie wiemy, czy to dobry pomysł i czy nie skończy się odgryzieniem im głów, zwłaszcza gdy, jak to małe koty mają w zwyczaju, zaczną wchodzić na głowę psom, szczególnie Belfegorowi. Robert mówi, że zimą częściej siedzimy w domu, więc może dopilnujemy. Tak jakby małego kota dało się upilnować, nie mówiąc o psach… Pewnie weźmiemy na próbę, byle próba nie skończyła się tragicznie, twu, twu.

A poza tym wciąż lecą żurawie…

w ogródkach, poza niezłomnymi marcinkami, same badyle (mieliśmy już mrozek, nie wiem jak duży, ale gdy o 5 rano wypuszczałam Lodzię, suszące się na sznurku prześcieradła można było łamać)…

bobry dostały amoku, narobiły tam i rozlewisk, w tym znowu próbują na skrzyżowaniu,

a w lesie, wzdłuż odpływu z jeziora Cichego zrobiły sobie bobrowy raj, nie powiem, piękny i tajemniczy…

wędrując po bobrowym terytorium nagle, nie wiadomo skąd, w milczeniu, niczym łodzie na Czasie Apokalipsy lub motorówka z elektrycznym silnikiem strażników wodnych łapiących nielegalnych wędkarzy, pojawiły się…

no właśnie, co to takiego?? Lodzia nie wiedziała, czy wskakiwać do wody, czy lepiej się z godnością wycofać…

więcej łabędzi i bobrowej roboty w albumie Październikowy spacer przez bobrowe terytorium

a poza tym piękne jesienne widoki…

więcej w albumie Październikowy spacer przez nasze łąki

a goście nas nie opuszczają…

Lodzia z Piesem wyjadają wędkarzom zanętę:)

Ale podobno ta sielanka tylko do niedzieli.

Komentarze

Ania, 2012/10/20 13:29
Ja też przesiadłam się na Windows7 i parę razy miałam ataki histerii, kiedy rzeczony Windows wyłączał mi komputer w środku pracy oznajmiając, że komputerkowi grozi jakieś straszne niebezpieczeństwo. W końcu odkryłam, że to chodzi o jedno USB, którego nowy program nie jest w stanie "usunąć bezpiecznie" i się na nim zacina. Wyrywam więc USB bez żadnych korowodów z bezpiecznym usuwaniem i Windows jest zadowolony:).
Cudne te łabędzie. W zeszłym roku pływała łabędzia rodzina po stawach w Królikarni. W tym roku ich nie ma, więc nie mam szansy popatrzenia na łabędzie. Z Łazienek już dawno się wyprowadziły :(. Korzystam jednak z ostatnich podrygów jesiennego słońca. Takich widoków jak u Ciebie nie mam, ale wizytuję wszystkie parki w Warszawie, w wolnych chwilach między akordową produkcją tekstów do internetu dla jednego wydawcy i urządzaniem nowego gabinetu kosmetycznego, bo przenosimy się z naszym Cudem Piękności do nowego lokalu.
Pozdrowienia dla Ciebie, Roberta, psów i kotów (bez względu na ich stosunek do myszy) i rzecz jasna dla bobrów.
Ania
Ewa U., 2012/10/20 16:10
Jesień przepiękna, także u nas i bardzo, bardzo ciepła. Dzisiaj było 26 stopni w słońcu! Gęsi przemieszczają się dosłownie tysiącami, raz obsiadły pole po kukurydzy, to samo, na którym czasem zasiadają żurawie. I kopciuszki jeszcze nie odleciały! Nie wiem, jakim cudem nie mamy myszy w domu, bo na strychu są - ale tam jest ocieplona, ciężka i szczelna klapa. Próbują ciągle wygryzać ocieplenie na werandzie, ale jakoś na wylot - po ubiegłorocznej akcji "parapety" - na razie nie dały rady. A w samochodach masakra. Trzymamy je na zewnątrz, to pomaga. W oborze widać uznały je za swoje. Ale jak prawdziwa zima przyjdzie, to ja nie wiem. Mam skrobać szyby mając dwa puste pomieszczenia garażowe???
Pozdrawiam
ania, 2012/10/20 16:20
Zimą to myszy będą już na swoim, wyszukanym jesienią miejscu, więc jak się skończy mysi exodus, możesz wstawiać. Zresztą kangur stoi cały czas na polu nie tylko z krakowska mówiąc. Może myszy uznały, że to dom, bo wielki jak stodoła. Tikuś mały a też go jedzą, choć nie stoi w garażu - w garażu rzeczy ważniejsze czyli worki ze śmieciami na recykling. Więc nie dojdziesz...
Ewa U., 2012/10/20 16:30
A gdzie tam! Zimą też włażą. Podejrzewam, że jak do środka wjeżdża rozgrzany samochód, to pokusa jest za silna. Mnie to tych myszek nawet żal. Głodne takie i zmarznięte - zaraz pewnie ktoś się oburzy. Gdyby nie ten samochód i lęk przed pogryzionymi kabelkami, pewnie dokarmiałabym je po cichu...
Ewa U., 2012/10/20 16:33
Mój zostawił kiedyś w aucie czekoladę. Wrąbały caluteńką, tylko trochę sreberka zostało! A samochody czuć myszami, nie mówiąc o bobkach.
ania, 2012/10/20 18:48
Czekolada w ciepłym wnętrzu zimą - kto by się oparł!
OLQA, 2012/10/21 22:49
U nas w zeszłym roku za myszami wlazła żmija i mieliśmy na łóżku piękną niespodziankę a podłoga została uszczelniona w trybie natychmiastowym!
ania, 2012/10/21 23:06
U nas niestety niemożliwe jest uszczelnić dom, znaczy dach (stare deski poszyciowe i poniemieckie dachówki to żadna zapora, a z folią, papą, ociepleniem i zbyt wąskimi szparami w odeskowanym suficie myszy dawno już sobie poradziły), a po chropowatym tynku i dzikim winie przemieszczają się bez problemów. Sądząc po tupocie to tamtędy głównie wchodzą, no i po prostu drzwiami, bo póki ciepło jako tako, drzwi są otwarte dla psów.
Ewa U., 2012/10/22 10:40
Łomatko, Olqa, jak w jakiej Kaliforni! U nas dzięki myszom na werandzie natychmiast zjawiły się parapety (4 lata nie było) - tamtędy właziły i nadal próbują. Podejrzewam, że między murem a ociepleniem mają niezłe osiedle.
Skomentuj:
PQVCS
 
 
myszy_jedza_kangura.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:17 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika