11 marca 2018

Na nic przyrzeczenia

Na nic przyrzeczenia, gdy brak czasu. Najpierw walka ze skutkami mrozu, potem przyjazd dzieci na narty, potem Warszawa. I dziesięć dni poszło się…
Poza tym wyjechałam zimą, a wróciłam wiosną.

Ale po kolei…
Zima dała nam popalić przez tydzień, rury jednak zamarzły i to tak, że gdy przyjechały dzieci, nie miały ciepłej wody. Zamarzła rura doprowadzająca wodę do termy, a oni w pensjonaciku, bo w domu remont. Zmieścili się wszyscy w romantycznej dwójce, gdzie najcieplej, a jadaliśmy w pensjonacikowej kuchni.

1 marca jeszcze nic nie zapowiadało katastrofy, woda owszem przymarzała, ale zaraz puszczała. Drugiego stało się!

Od rana poszły w ruch farelki. Oni pognali na narty zaraz po przyjeździe, by nie marnować czasu. Ja pracowałam, a Robert biegał z farelkami;) Do północy podgrzewał opalarką neuralgiczne miejsca. I w końcu Madzia wysłała SMSa, że jest! Leci!

3 marca pojechaliśmy na narty wszyscy bez Roberta - ja w charakterze babysitter;)

Szybki spacer z Ptysiem przed wyjazdem na narty

I już na Pięknej Górze:

więcej zdjęć z nart w Albumie na stronę: Atrakcje turystyczne w okolicy

Jedni oddawali się zdrowemu trybowi życia, inni rozpuście;)

4 marca też byliśmy na nartach (kolejki do wyciągu, bo wszyscy się rzucili na zapowiadany ostatni dzień zimy), ale po południu nasi narciarze odjechali do Warszawy.

5 marca przymierzaliśmy kapliczki, o czym jeszcze niżej…

już wtedy niektórzy się opalali!

6 marca wciąż była zima, ale zaczynało się ocieplać…

a więcej w albumie Wczoraj jak przedwczoraj

8 marca było bardzo mglisto

A dziś wiosna!

Przyszły do nas sarenki

À propos Czarlisia…

Czarliś dawał czadu, gdy mnie nie było, już tak, że pora na specjalistę. Ale nie takiego, co uważa, że smaczkami się da wszystko załatwić. Tu potrzeba jakiegoś znawcy watahy i zachowań hierarchicznych. Pierwszego dnia Robert wyprowadzał go na smyczy, potem pies raz wyszedł z Lodzią i wrócił, a potem to już spał cały czas na dworze i to za płotem pod sosenką:( Jadł na podwórku, bo nawet na jedzenie nie chciał przyjść. Gdy widział Roberta, spierniczał. Gdy wróciłam, skowyczał z radości z ogrodu, przyszedł oczywiście do domu i… łasił się do Roberta. Teraz też leży u niego pod łóżkiem. No nie dojdziesz.

No i remont. Się posuwa;)

stan kuchni tuż sprzed mojego wyjazdu

Sugerowaliście, że zrejterowałam;)

Ale tak naprawdę dla mnie będzie teraz najtrudniej - zostały do zrobienia rzeczy, które trwają najdłużej, bo…
Gdy powie się A, trzeba powiedzieć B. Niewinne odmalowywanie ścian i szpachlowanie szpar nie tylko wykazało konieczność podlania fundamentów, ale też:
a) naprawy stołu, który się rozkleił (zanim całkiem się rozpękł na pół, okruchy wpadały przez szpary w szafki, na których stół stoi)
b) zrobienia okapu nad kuchnią kaflową, aby tym razem dym wchodził bardziej do komina niż na ściany
c) wyremontowania zlewu, co oznacza częściowo wymurowanie go od nowa i położenie nowych kafelków
d) wyklejenia kafelkami nowego blatu pod kuchenką elektryczną, bo stary popękał a w dodatku jeden kafelek odleciał i się stłukł
a remont łazienki:
a) pociągnięcia elektryczności w celu zainstalowania lampki nad wanną
b) wyczyszczenia i zaolejowania od nowa podłogi drewnianej
c) uzupełnienia pękniętych kafelków na podłodze
d) zrobienia nowego blatu pod umywalkę
e) uzupełnienia fug pod prysznicem i jeszcze w paru miejscach

Jak wiadomo lampka nad wanną wisi, stół naprawiony, podłoga raz zaolejowana, ale cała reszta… Wolę nie myśleć, kiedy się stanie, bo jak wiadomo a) w sprawach glazurniczych niektórzy wykazują bierny opór, b) do zrobienia inne wciąż rzeczy, lepiej nie wymieniać, bo mi ciśnienie rośnie;) A jak wiadomo wiosna puka w okienko, dom z bala miał zaraz ruszyć, nie mówiąc o tarasie a przynajmniej barierce na schody, żeby klienci galerii nie spadali z dachu na pysk;)

Są na szczęście tacy, którym ciśnienie nie rośnie, no chyba że im wejdzie do domu szary, chyba leśny norweski, który się czasem zapuszcza na nasze pokoje, poza tym oszczywa ganek, bo ktoś go nie wykastrował. Ostatnio oszczał torbę na drewno i drewno, którym palimy w piecach. Kot najwyraźniej szuka dobrego domu, więc może go przygarniemy. Ale najpierw pójdzie pod nóż, bo jak wiadomo dodatkowi zapładniacze na wsi niepotrzebni, bezdomnych kociąt i bez niego w bród. Bez pomponików na pewno by chętnie dołączył:)

Zdradzę Wam jeszcze, do czego najbardziej przydaje się megafon. Do przywoływania Lodzi z trzcinowiska! Ostatnio z uwielbieniem chodzi tam na dzika. Dzik oczywiście ma to gdzieś, czasem wyjdzie z trzcin znudzony jazgotem Lodzi.

O kolejnym akcie nękania nas przez sąsiadów nie będę za wiele pisać. To jest tak chore, że wszystko opada. Wspomnę tylko, że znowu nas wzywają na policję, bo kamera nagrała Roberta, jak chodził po pasie przybrzeżnym (ścigał pewnie jakiegoś włochatego myszołowa albo co innego;)) a ja widziana byłam na naszej plaży 1 lutego, jak zawsze na koniec spaceru, czyli wtedy, gdy ten śmieszny pan opowiadał, że drapię mu samochód. Skojarzył moją tam obecność z wyjętą furtką i uznał, że to ja:) Wiadomo, mocarna jestem! No i zniszczyliśmy coś tam za 500 zł znowu. Ale przynajmniej wiemy, że za brakiem furtek nie stoją sąsiedzi. Chyba więc wypada pozdrowić miłego pana! 💚

I chwila wspomnień z okazji opróżniania aparatu, bo chyba św. Franciszek nagonił Robertowi krzyżodzioba. Niestety zdjęcia nie wyszły:( Od tego jest pewnie inny święty:)

misiowa puma zawadzka

i Ptysio dziś

W sprawie kapliczek - Franciszek już nawet wisi, ale pogoda nie sprzyja ładnej fotce, więc trochę musicie poczekać. Planuję mu zrobić światełko, zwierzątka i stosowny podpis: Patron zwierząt i ekologii. Przyda się jezioru taki patron!

Przy okazji zeszli się podopieczni Franciszka:

Sesja koło ściany galerii

Podopieczny Misio znowu zrobił furorę na FB (4 tys. obejrzeń):

À propos naszej sprawczości w ważnych sprawach:

Niespodziewanie także w sprawie tej, choć wyglądała na beznadzieją. Niestety został jeszcze senat, więc nie składamy broni!

A na dobranoc Misio-Ptysie i Piesokot proszą o komentarze, bo ja już dobrze Was znam! - nius sprawozdawczy sprawia, że spoczywacie na laurach:)

Komentarze

Ewa U., 2018/03/11 23:38
Ciśnienie mi się podniosło na samą myśl o reakcji łańcuchowej - zbyt dobrze to znam. Na Misio-Ptysie nie mogę się napatrzeć i ciągle pamiętam, jakie to były zdechlaczki. A jakie z nich pumy wyrosły! Sprawa z sąsiadami jest tak durna, że gadać się nie chce. Obawiam się, że kapliczki niewiele pomogą. Chyba że będziesz miała objawienie i pielgrzymki do Was pociągną. Jednak chyba autobus dla krwiodawców byłby lepszy i mniej kłopotliwy...
ania, 2018/03/11 23:43
Autobus póki co utknąłby w błocie;)
Może lepiej krwiopijców? A właśnie, jak ŚJ mają się do kleszczy? Bo zaraz wysyp!

PS. Kapliczki są super niezależnie od wszystkiego!
Monika, North Carolina, 2018/03/12 10:34
Sasiedzi nie odpuszczaja - jak widac, zywia sie aferami. Ich kwerulanctwo wskazuje, ze nie bedzie konca tego wariactwa. Pozostaje chyba sie przyzwyczaic. I ignorowac, naile mozna. Bo dzieki kamerze - zawsze bedzie jakies straszne nagranie: Robert podszedl, Ania przeszla, Lodzia podbiegla, Charlie powachal, koty cos zadrapaly... Acha, a przeciez samochod robotnika ma nowe rysy.
Ale Misio-Ptysie zalatwiaja w mig kazda depresje! Swietne basiory sie z nich porobily.
ania, 2018/03/12 11:30
Piękne słowo kwerulanctwo i tak pięknie oddaje stan umysłu sąsiadów.
A prawnik ma krowy dojne...
ania dla pani Doroty!, 2018/03/12 22:58
Komentarz specjalnie dla pani Doroty, która wpisała się dawno temu po raz pierwszy i jak dotąd ostatni pod niusem "Żebrzę i wzbudzam": proszę skopiować ten link i skoczyć pod niego:http://zawady-oleckie.com/wiki/pytania_bez_odpowiedzi#comment_068e0b865a479c924106279c7a929233
Żaneta, 2018/03/15 01:11
Dawno nie zaglądałam na państwa stronę, brakowało mi Misio-Ptysiów i tych pięknych zdjęć ze spacerów.Kuchnia zapowiada się pięknie, czekam na efekt końcowy.Tak jak czekam na wiosnę.Tulipany wychodzą już z ziemi, sieję kwiaty, sadzę canny , begonie do doniczek i czekam , kiedy zima się zakończy.Zazdroszczę tych sarenek podchodzących pod sam dom, cudowny widok.Rekompensata za uciążliwe sąsiedztwo. Zdjęcia coraz okrąglejszych Misio-Ptysiów cudowne.Chyba dogonili pod tym względem Strzałę? Strzała tez cudna.Moja Siwka też jest podobnych , rubensowskich kształtów.Trzymam kciuki za dom z bala.Lubie te wpisy i czekam na nie.Czyta się je jednym tchem, z przyjemnością ogląda zdjęcia i tylko sąsiedzi zakłócają idyllę.Ale jak widać , nie może być za dobrze.Pozdrawiam
ania, 2018/03/15 11:25
No nie, Tygrysom na szczęście jeszcze dużo do Strzały brakuje:) poza tym wiosna idzie, coraz więcej będą biegać zamiast siedzieć pod piecem, więc jestem dobrej myśli!

Ja też nakupowałam cebulek, właśnie siadam do komputera, by sprawdzić co kupiłam:)
Skomentuj:
XDLBC
 
 
na_nic_przyrzeczenia.txt · ostatnio zmienione: 2018/03/18 13:52 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika