Najpierw o pierwszym dniu zimy, która się szybko skończyła i znowu mamy jesień…

Zima trwała dwa dni. Pięknie było na świecie, choć w czarno-białej fotografii. Znaczy zdjęcia są w kolorze, ale gdyby nie prześwity błękitu i nasz niebieski dom, można by pomyśleć, że są ze starych dobrych czasów, gdy przed pstryknięciem trzeba było dwa razy pomyśleć, by nie marnować klatek kliszy. Niestety, taka jest prawda, aparaty cyfrowe, tak jak komórka, internet…, oduczają pokory wobec ograniczeń i nakręcają eksploatacyjny stosunek do świata;)

Potem wróciła jesień, żeby nie powiedzieć – nastała wiosna. Bo wiał ciepły wiatr, w nocy było +8 stopni, jezioro z powrotem rozmarzło, chociaż, gdy przyjechał Gucio i przypomniał sobie zabawę w plum, plum kamnienie, oczywiście nazywaną już inaczej , kamyki pod cienką warstewką wody uderzały o lód.

Na kolejnym spacerze przebijały podwodną skorupkę i robiła się śmieszna dziurka w lodzie.

Po świętach jezioro wróciło do mojego ulubionego stanu, czyli stanu żywej wody. I tak trzymać! A gdy wyjdzie słońce, robi się październik:

O bobrowej robocie będzie przy okazji spacerów z psami.

Komentarze

Skomentuj:
BRKDU
 
 
najpierw_o_pierwszym_dniu_zimy.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 01:12 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika