15 lipca 2011

Nareszcie!

Po pierwsze NARESZCIE z dniem dzisiejszym nastał pierwszy dzień mojego urlopu od pacjentów. Mimo nawału pracy pensjonatowo-warsztatowej to zupełnie inna inszość, niż codzienne dzielenie mózgownicy na dwie połowy. Gdy przeprowadziłam się na stałe do Zawad, nie mogłam przez dłuższy czas poradzić sobie z przestawianiem się w głowie na dwa różne obszary funkcjonowania. Nie mogłam się odnaleźć. Dopóki jeździłam w te i nazad, było to proste - dojeżdżałam do Zawad i przełączałam się na działanie i wyobraźnię przestrzenno-dekoratorską, wyjeżdżałam do Warszawy - ustawiałam przełącznik na myślenie analityczne. W Zawadach pół dnia pracuję tak, drugie siak, a czasem rano parę godzin tak, potem pół dnia inaczej, by znowu po południu wrócić do prób rozumienia meandrów ludzkiej psychiki. To trudne, choć już się nauczyłam przestawiać. Urlop od pacjentów oznacza urlop od zagłębiania się w swoją i cudzą nieświadomość. To stan, w którym na co dzień żyje większość ludzi, i w czasie urlopu NARESZCIE mogę poczuć się jak normalny człowiek:)

Po drugie NARESZCIE ruszyły pełną parą roboty w domku na górce. Oznacza to całkowity brak Roberta na gospodarstwie. Gdy wpada, mam kolejną relację z nieprawdopodobnie dziwnych kolei losu domku, które odkrywane są przy kolejnych potknięciach remontowych.

A to zgniłe deski i łaty pod dachem, więc trzeba było kupić parę kilometrów nowych łat (dla niewtajemniczonych - łaty do wąskie, grube deski przybite do desek poszyciowych dachu, na których leżą dachówki) i żeby było taniej samemu zaimpregnować, a najpierw przywieźć je przyczepą, z której spadały na zakręcie, a wszystko dlatego, że pan od umówionego właściwego transportu nie doczekał poniedziałku;) A to dwa kanały w kominie kompletnie zatkane. Doprawdy niepojęte, jak tam piece działały, a działały.

kanał w kuchni trzeba było rozkuć

Okazało się że od wielu lat kominy nie widziały kominiarza. Sadzy było ponad metr w każdym kanale, ubitej na kamień, zatykającej wyloty z pieców, oprócz tego gruz i inne dziwne rzeczy.

tak wyglądał Robert po odtykaniu komina, gdy wpadł na śniadanie

i gdy wrócił po całym dniu pracy

Robert musiał je odetkać, zanim położył dachówki na tej połaci, co komin. A swoją drogą komin od poziomu dachu trzeba było rozebrać i zbudować na nowo.

(zdjęcie robione z naszego podwórka)

A to dachówki na jednej połaci popękane, tak że trzeba wyrzucić i ułożyć zupełnie inne, ze stodoły.

A to pod dachówkami gniazda ptasie, które Robert przenosił na drugą połać modląc się, by dorosłe nie porzuciły piskląt. Ale ani sikory, które już z gniazda wyleciały, ani pliszki, które już zmieniały miejsce dwa razy, w tym raz z gniazdem, a dziś po raz drugi każdego oddzielnie małego nielota zdejmował z łaty, bo pliszki siedziały już poza gniazdem, na łacie przytulone do siebie, nie ucierpiały na przeprowadzce. A Robert ciemna masa, za grosz żyłki kronikarza, nie miał choćby małego starego aparatu i nie sfotografował tych cudów! Mnie omijają te wszystkie ciekawostki z domku na górce, bo muszę siedzieć na gospodarstwie i tylko pod wieczór wpadam, gdy już aparat nie łapie ostrości a ptaszki wreszcie w spokoju, bez facetów na dachu, mogą spać.

W domku na górce remont też w środku, znaczy skuwania przesiąkniętych nikotyną, śmierdzących tynków ciąg dalszy:

a pod tynkami odkrycia, np. drzwi między pokojami tak jak to jest u nas, by można było chodzić po domu dookoła.

A poza tym można usłyszeć typowy tekst Roberta: „Gdybym nie miał takiej baby, jaką mam, nie musiałbym marnować godziny czasu na…”

tym razem na odkuwanie starego ceramicznego koryta, bardzo delikatnie, żeby przypadkiem nie uszkodzić.

Po trzecie właśnie dziś wyszła książka "Miastowi. Slow food i aronia losu" Hanny Kamińskiej, w której się udzielamy jako szaleńcy, co uciekli z miasta. Czytaliśmy tylko kawałek o nas podczas autoryzacji, ten sam chyba, który ukazał się w gazecie dla Polonii, i bez rewelacji, ale to dla nas, dla Miastowych może być eureka:) Ta książka ma chyba rozwiać do reszty złudzenia mieszczuchów o nirwanie na wsi. Ale w zasadzie czemu im to odbierać? Niech się łudzą i żyją marzeniami - nadzieja, że gdzieś czeka raj, pomaga żyć i znosić rzeczywistość:)

Po czwarte NARESZCIE przyjechał do nas Gucio!

Bez względu na pogodę i z pewnością ma to po babci, codziennie kąpie się w jeziorze, nadal wypatruje traktorów i korzysta z każdej okazji, by je zbadać organoleptycznie,

na naszej nowej łące zbierano zielonkę

i odwiedza dziadka „na budowie” niepocieszony, że Roberta nie ma w domu.

Robert wyciąga gwoździe ze zdjętych z dachu łat, by nikt się na nie nie nadział

A dziś nareszcie listonosz przywiózł prezent dla Gustawa na drugie urodziny - piękny, drewniany parking/garaż piętrowy na małe samochody.

przy okazji tego zdjęcia widać oklejonego Roberta czyli Robokopa - chodzi ostatnio do magika, który go doprowadza do stanu używalności i między innymi popodwiązywał mu bolące ścięgna. Okazało się, że Robert jest wszechstronnie wysportowany:) - w lewej ręce ma łokieć tenisisty, a w prawej golfisty:) (to takie schorzenia, niewiedzących o co chodzi proszę o wyguglowanie sobie)

Przeszukałam oleckie sklepy z zabawkami, ale tam były tylko takie plastikowe, a ja uparłam się na drewniany, pamiętając ulubioną, solidną zabawkę z dzieciństwa Borysa. Taki garaż, choć dużo bardziej skomplikowany, z czterema a nie trzema poziomami, myjnią samochodową, stacją benzynową, lądowiskiem dla helikopterów, windą dla samochodów, nad którą jednak trzeba jeszcze popracować i ze szlabanem, znalazłam na Allegro, ale przez to było opóźnienie w dostawie jubilatowi.

mama wzięła się do roboty z racji nieobecności dziadka

Madzia do reszty złożyła garaż podczas popołudniowej drzemki Gucia, więc jak się obudził, zastał garaż gotowy. Zrobił okrągłe oczy i krzyknął OJEJ przerwa KU:)

Gustaw w ogóle gada jak stary, odmienia przez przypadki i koniugacje, tylko nie wymawia niektórych głosek, więc należy wiedzieć na jaki temat mówi, żeby wszystko rozumieć. Gdy tak słucha się uczącego się mówić dziecka, dopiero widać, jaki porąbany ten nasz język polski! Gucio sam kombinuje jak coś odmienić, ale nie zawsze trafia:) np. grabuje grabkami. Trzeba też uważać, bo zaczął donosić:) „A babcia powiedziała…” Nauczony dobrych manier wykorzystuje słowo „poproszę” do uporczywego domagania się, czego chce - powtarza to w kółko z dużym naciskiem. Nauczył się też wymawiać imię Belfegora i z lubością go woła.

I po piąte albo szóste NARESZCIE ruszyła nasza nieużywana do tej pory domena TERAPIA, bo nareszcie w Zawadach mają szansę ruszyć warsztaty inne niż ceramiczne. Zgłosiła się do nas pani Basia Wilińska, i tu pozwolę sobie zacytować: „Od wielu lat śpiewa a cappella tradycyjne pieśni polskie i pieśni innych tradycji słowiańskich. Akompaniuje sobie na dawnych instrumentach, m.in. na lirze korbowej i suce biłgorajskiej. Współtworzy zespoły wykonujące muzykę średniowieczną i tradycyjną różnych krajów. Poszukuje pieśni odwiedzając na wsi śpiewaczki starszego pokolenia, korzysta także z nagrań archiwalnych i zapisów nutowych. Od 13 lat prowadzi warsztaty głosowe dla dorosłych, zespoły śpiewające pieśni o wiejskim rodowodzie oraz zajęcia muzyczne związane z kulturą tradycyjną dla dzieci. Od wielu lat zajmuje się kaligrafią łacińską i edukacją w tym zakresie. Jest stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2005 roku.”
Tak więc zapraszam na pierwsze w Zawadach warsztaty ze śpiewu i kaligrafii, w ostatni weekend sierpnia 27-28. Ponieważ mamy jeszcze wolne pokoje od 20 sierpnia, można przyjechać wcześniej i załapać się na ten warsztatowy weekend albo przyjechać w piątek wieczorem i zostać tylko do niedzieli, czyli na same warsztaty, no i trzecia opcja - zostać dłużej. Miejsc na warsztatach jest tyle, co miejsc w naszym pensjonacie czyli 7, jakiś znajomych możemy ewentualnie przechować u nas w domku. Zgłaszać się należy szybko, żeby zwykli pensjonariusze nie zajęli miejsc noclegowych. Więcej informacji na stronie o warsztatach śpiewu i kaligrafii. Na koniec tematu tylko dodam, że to warsztaty zwłaszcza dla laików, oraz takich, co to twierdzą, że nie umieją ani śpiewać, ani rysować, ani ładnie pisać! Chodzi o to, żeby otworzyć się na nowe możliwości i zdziwić się samym sobą:)

A poza tym w lesie NARESZCIE grzyby, ale jak to w lipcu, głównie robaczywe. Kurek w bród (kurek nie zaliczamy do grzybów:)) Dziś jedliśmy pyszne naleśniki przygotowane przez Madzię z kurek uduszonych przeze mnie (umyte kurki wrzucić na patelnię z oliwą i masłem, podziabać drewnianą łopatką, posypać sproszkowanym imbirem i dodać wyciśnięty czosnek, posolić i dusić pod przykryciem a na koniec wlać śmietanę i jeszcze trochę poddusić).

Z Dorotą, która wpadła ku wielkiej radości psów na weekend

nazbierałyśmy 4 słoiki malin i teraz wypuszczają sok,

ale niestety ten sok okupiony jest moim czwartym kleszczem. Pewnie znowu psy mi tego kleszcza wieczorem sprzedały, bo chyba by się utopił pływając wcześniej po przekątnej na drugi brzeg jeziora i z powrotem a potem biorąc prysznic. Niestety był to kleszcz z tych małych pomarańczowych, które wchodzą całą głową, która ma tendencję do urywania się. I tak też się stało - nie pomogły zawodowe kleszczołapki, otrzymane pocztą od fejsbukowej znajomej, którymi ostatnio z sukcesem wyciągamy kleszcze zwierzynie. Paskudnik wgryzł mi się w… tyłek, więc to specjalista Robert go wyciągał, a i tak kleszcz zgubił głowę, którą to następnie Robert wyciągał igłą po kawałku z mojej tkanki tłuszczowej:) Tak więc kleszcz co miał do wyrzygania, wyrzygał do mojej krwi, a ja mam nadzieję na remis. Jeśli tym razem nie zarażę się boreliozą, będzie to wynik 2:2 (na 4 kleszcze, dwa były zdrowe a dwa zarażone).

No i tak… Chyba zacznę częściej niusy pisać, żeby tyle się nie nazbierało. Bo poza tym…

kwitnąco i wokół domu, i pod pensjonatem, i w domku na górce, który to domek, i o mało bym nie zapomniała!, NARESZCIE doczekał się swojej strony w domenie AGROTURYSTYKA - niech się ludzie przyzwyczajają do istnienia nowego obiektu agroturystycznego!:)

nasz pensjonacik chyba musi zmienić nazwę z „Pod tulipanem” na „Pod ujadającym kundlem”;)

nastał czas wszędobylskich w Zawadach rzekotek drzewnych

i mgieł wieczornych

I NARESZCIE koniec niusa:)

Komentarze

Aurela, 2011/07/16 09:25
A to się dzieje;)i jak jest cudnie:) My z niecierpliwością odliczmy dni do przyjazdu;))
OLQA, 2011/07/17 08:06
Tyle się dzieje i tak ciekawie!!!!:)
Egretta i Mąż ;), 2011/07/18 09:52
Budujcie, remontujcie bo w ten sposób mobilizujecie i nas do prac wszelakich. Obserwując Wasze poczynania nie zniechecamy sie pleśnia pod wykładziną z linoleum, tylko zdzieramy, walczymy i łączymy się z Wami w bólu :) Marek ( mąż mój) też narzeka na swoją babę, która absolutnie rozsądkowi i praktycznemu działaniu wbrew, wyrywa z jego rąk a kornikom z gardeł ;) kolejne rupiecie, stare drzwi i okna i zamiast wymieniać na nowe, praktyczne w utrzymaniu, centymetr po centymetrze drze farbe ze starych i dokonuje mordu na małych stworzonkach, którym upodobało się pożerać wszystko co drewniane. Dobrze jest wiedzieć, że kilkaset kilometrów dalej podobni szaleńcy walczą z przeciwnościami losu na podobnie zapadłej wsi polskiej. Pozdrawiamy Was serdecznie
Egretta, 2011/07/20 22:41
Aniu, książkę "Miastowi" nabyłam, jestem w połowie a o Was na końcu. Kusiło mnie więc, żeby zacząć od tegoż końca :) Jednak ćwiczę samodyscyplinę i pokornie czytam historię za historią. Jak skończę, podzielę się swoją opinią :) Pozdrawiam
ania, 2011/07/20 23:53
My w ramach buntu, że nie otrzymaliśmy egzemplarza autorskiego ani odpowiedzi od autorki w tej sprawie, nie zakupujemy książki. Podarowanie nam 1 egzemplarza książki a nie 10 zł upustu (pani z wydawnictwa z taką propozycją zadzwoniła) wydaje mi się właściwszą formą podziękowania nam za czas poświęcony jej powstaniu. Ale cóż...
Egretta, 2011/07/21 08:26
Szczerze mówiąc pierwszy raz słyszę, że od bohaterów książki ktoś żąda zapłaty za nią. To bardzo nieelegancko. Osobiście jestem zbulwersowana. Ale jak to kiedyś ujął pewien wypisujący mi wysoki mandat policjant : " czasy mamy zbójeckie"...
ania, 2011/08/03 12:08
Zwracam honor. Książkę pani Anny Kamińskiej właśnie przyniósł listonosz!
Skomentuj:
SDXTY
 
 
nareszcie.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika