16 kwietnia 2010

Narodowa rozterka

Nie powiem – jestem w rozterce. No bo jak pisać niusa w takiej sytuacji? Nie dać ukojenia tym, którzy zajrzeli do nas w nadziei, że uciekną od nakręcających emocje mediów? Pisać o wiośnie, o Guciu, o sprawach, które toczą się MIMO TO, bo przecież życie toczy się dalej, bez względu na to, przy czym jest nasza uwaga i nie pisnąć słowem? Ale wtedy to będzie zmowa milczenia, wszyscy będą wiedzieć, że o CZYMŚ się tu nie pisze, coś pomija specjalnie.
Miło jest myśleć, że Zawady żyją swoim życiem i żadne wstrząsy nas nie dosięgają, ale zawadzki raj to taki mit na użytek umęczonych mieszczuchów. Z drugiej strony to prawda – życie w Zawadach toczy się…
znowu kretyni wypalają suche trawy, a w poniedziałek nawet udało się jednemu z nich zrobić pożar w Cichej Wólce

tak wyglądał z naszego rozebranego tarasu

jak co roku o tej porze trzeba uważać, żeby nie rozdeptać jakiejś ropuchy

wiosna zieleni się i rozkwita…

Lodzia w bandamce od Belfegora, bo dla niego za mała, a to on dostał w prezencie przy okazji kupna obroży przeciwkleszczowej Kiltixa (Belfegor jako pies wielki jest podwójnie zabezpieczony - kropelkami i obrożą). Po jednym spacerze z chusteczki zrobiła się brudna szmatka - Lodzia najpierw wykąpała się w niej w rzece, a potem wytarzała w błocie

nieświadomy niczego Gucio robi swoje…

kontempluje na spacerze wiosennym

puszcza bańki

uczestniczy w życiu kuchennym

nabywa nowych umiejętności - tu „nie ma Gucia, jest Gucio”

raz mu smakuje, raz nie

myje zęby i to nic, że tam jeszcze ich nie ma

poznaje przyrodę w Skaryszaku

chodzi coraz żwawiej

przyucza Krecika, kto tu rządzi, ale tylko gdy Krecik w kagańcu!

ma za sobą nowe odkrycie - otwieranie lodówki, a tam, bardzo proszę…

spirytusik…

prochy też się nadadzą…

no i oddaje się ulubionym rozrywkom - tu codzienna dawka chlapania w wiadrze z wodą do podlewania kwiatów/poidła kotów i psa:

i jak zwykle pokazuje co myśli o zawijaniu w chustę, bo czego jak czego, ale krępowania i w ogóle robienia inaczej niż by chciał, NIENAWIDZI!!!

i to wszystko bez względu na to, co stało się w ostatnią sobotę, mimo trzęsienia ziemi na Wyżynie Tybetańskiej, w którym zginęło ok. 1000 osób a 11 tysięcy jest rannych, mimo ulewnych deszczy w Rio de Janeiro, po których miasto spłynęło błotem, pod którym zginęło 145 a zaraz będzie, że ponad 200 osób, mimo zamieszek w Tajlandii, w których zginęło kilkadziesiąt osób, mimo wybuchu wulkanu Eyjafjoell na Islandii i chmury popiołów spadających nam na głowę i paraliżujących loty samolotów… - i tak wracamy do punktu wyjścia.
Każdy ma prawo mieć swoją wyjątkową tragedię, udawać, że czas stanął, bo nic się poza tym nie liczy. Ale czy ma prawo narzucać to innym? Każdy może przeżywać jak chce, w egzaltacji a nawet histerii. Ale jakoś nie przypominam sobie, by ktoś ze znanych mi osób przeżywał tak śmierć najbliższych. Odwieczna potrzeba idealizacji zmarłych, czynienia z nich bohaterów, stare jak świat wykorzystywanie chwili – nie dzieje się nic niezwykłego, nic nowego. Banał o kruchości życia znowu na wierzchu, zaduma nad straconym czasem, zaangażowaniem w nieważne, niepotrzebne z tej perspektywy sprawy, bunt wobec miałkości życia – i co? Za chwilę przecież wrócimy w to znowu.
A jednak… jest coś, o czym warto pamiętać, choć pewnie to nic nie pomoże: TRAUMA DĄŻY DO ODTWORZENIA.
Można znajdować pocieszenie w wyjaśnieniach, by tak całkiem się nie poddać świadomości, że są sprawy, na które nie mamy wpływu, których nie możemy przewidzieć - bo Katyń to ziemia przeklęta, bo pilot popełnił błąd, bo zapomniał, że tupolewy opadają szybciej, bo Rosjanie powinni byli zamknąć przeklęte lotnisko…
Ludzie są tylko ludźmi, nie tylko dlatego, że popełniają błędy, ale przede wszystkim – bo ulęgają nieświadomości. Bo podświadomość to siła, której nikt się nie oprze. Chciałoby się powiedzieć – nieczysta i pewnie stąd wziął się pomysł na piekło.
Gdy ktoś pracuje z ludźmi, którzy przeżyli traumę, wie to, co teraz napiszę. Trauma domaga się ujawnienia, krzyczy o to, by ją uznać, pokazać i ukarać winnych, zrobić wszystko, by nie wróciła. Dopóki leży w zapomnieniu, dopóki jest tylko w czczych słowach, dopóki ktoś w nią nie wierzy lub nie przejmie się zbyt głęboko, poczeka na właściwy moment, by rozegrać się na nowo. I używa do tego ludzkich słabości popychanych największą z sił – podświadomością.
Podstawowa wiedza, jaką musi pobrać terapeuta pracujący z kimś, kto doznał głębokiej traumy, dotyczy tego, jak uchronić siebie i pacjenta przed bezwiednym odegraniem tej traumy. Jak rozpoznać, że ich relacja zmierza w tym kierunku i, jeśli trauma rozegra się na symbolicznym poziomie, jak to przepracować w terapii. Szkoda, że rzadko kiedy jakiś specjalista ma szansę uczulić na to pracowników organizacji zajmujących się pomaganiem tym, których granice cielesne, psychiczne zostały przekroczone w dramatyczny sposób. Bo to właśnie tam dochodzi do największych nadużyć i w dodatku długo nikt tego nie rozpoznaje, a potem długo nie nazywa po imieniu. Nikt tego nie chce, a jednak dzieje się.
Każdy, kto o tym wie, wie również, że cała wyprawa samolotem na obchody 70. rocznicy zbrodni w Katyniu miała wpisane odtworzenie traumy. Oni tam lecieli z traumą i to trauma w każdym z uczestników tej wyprawy doprowadziła do katastrofy, a nie pilot czy obsługa lotniska. Co najwyżej byli oni jej marionetkami. Od samego początku do końca, każdy, kto brał udział przy organizacji i wykonaniu tego zadania, miał udział w nieświadomym dążeniu do odegrania tragedii. Ale przynajmniej tym razem ze skutkiem! Zbrodnia katyńska wreszcie wyszła na pełne słońce, została uznana, nagłośniona, poszła w świat… przyznano się, powiedziano pełnym głosem, pokazano w godzinach największej oglądalności… I za to należy się największy hołd wszystkim poległym, a nawet Wawel;) i to nic, że nie wiedzieli, jakie ich czeka zadanie.

PS. Link do wywiadu na temat tego, co działo się po katastrofie, którego udzieliła moja koleżanka po fachu w Gazecie Wyborczej

Komentarze

Magdalena z Dublina, 2010/04/17 10:45
Bardzo mądre słowa o katastrofie pod Smoleńskiem, zgadzam się z Panią całkowicie. A propos podpalania traw, byłam w kraju na Wielkanoc, i podpalanie traw mi niemal spędzało sen z oczu, nie mogę tego zrozumieć czy ludzie naprawdę myślą, że wypalanie traw pomaga? Wypalono trawę, i drzewka również, na moim polu, od dziadków, które stoi odłogiem, jak zresztą wszystkie pola w okolicy. Sadzę na nim co rok drzewa, aby je zalesić, choć wszyscy mówią że nie ma sensu, ponieważ i tak spłoną. Jest to taki brak szacunku dla przyrody i dla naszej Ziemi, taka straszna głupota, a wręcz okrucieństwo. Mam nadzieję, że się to kiedyś w Polsce zmieni. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!
dorota, 2010/04/24 12:37
Niezwykle trafne spostrzeżenia o tragedii "Smoleńskiej", "Katyńskiej"... zwłaszcza o traumie, która doprowadziła do katastrofy, od razu mi to przyszło do głowy .... no może dopiero po tym jak nieco ochłonęłam po usłyszeniu o tej tragedii - podpisuję się pod nimi obiema rękami Wypalanie traw, palenie zagrabionych liści, peudo porządki .... to wszystko odbywa się nawet u nas , na działeczkach czasem o niewielkiej powierzchni . dosłownie pod samym domem .. własnym i sąsiada ... zagrożenie olbrzymie, dym i smród niemiłosierny .. Pogratulować pomysłu :( U nas w lesie z kolei wzmożony ruch jeżyków , niestety przebiegających także przez ulicę :( bardzo trzeba uważać żeby takiego ryzykanta nie rozjechać . Z pozdrowierniami . Dorota
Ania LJ, 2010/04/25 00:22
też tak kiedyś zrobiłam; wówczas skończyło się na kasacji samochodu; dziś gdy nachodzi mnie natrętna myśl o jakimś nieszczęściu od razu wymyślam sobie jakiś pozytywny "the end"; "za dużo ludzi myślało tam o śmierci" tak powiedziałam mężowi, oczywiście popukał się w głowę; po wypadku pojawiła się Julka, bo wszystko co się dzieje ma swój sens; może ten piękny nowy pomost na jeziorze też? :) w Łodzi nic wywąchałam spalania za to bardzo głośno śpiewają ptaki pozdrawiam serdecznie Ania
Skomentuj:
ITCQD
 
 
narodowa_rozterka.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika