22 kwietnia 2007

Nasz drugi Dzień Ziemi

…upłynął pod znakiem zmęczenia i zimna. Robert umęczony budową kuchni przy pensjonacie miał już niewiele siły na wyrób większej ilości nowych deseczek a oboje nieco przygnieceni wyjątkowym nagromadzeniem wyczerpujących zdarzeń chyba nie byliśmy najbardziej radosną i żywotną parą sprzedawców :) Do tego lodowaty wiatr przy pięknej słonecznej pogodzie, który wprawdzie sprawił, że ludzie zamiast na działki pod miastem, przyszli na Pola Mokotowskie, ale także - że my trzęśliśmy się z zimna i na zmianę chodziliśmy na „ocieplające” wycieczki. Jedno jest pewne - za rok będziemy polować na miejscówkę po drugiej, słonecznej stronie kiermaszowej alei. Wnioski z tegorocznego Dnia Ziemi mamy też takie, żeby za rok serwować moją firmową sałatkę z ziemniaków. Wtedy na pewno będą stały przy naszym stoisku ogromne kolejki, bo jakoś tak się dzieje, że większość ludzi przychodzi na Dzień Ziemi napchać się jedzeniem, a cała reszta oferty, jak podsłuchaliśmy rozmowę przez komórkę jednej z pań, to „takie tam pierdoły”. Na szczęście są ludzie, którym nasze pierdoły się podobają, część naszych klientów wróciła do nas po roku, a niektórzy w międzyczasie zostali fanami naszej strony. Spotkaliśmy warszawskich znajomych, którzy przyszli zobaczyć Roberta w mieście :) a mnie zdybać pośród rozlicznych obowiązków, a także dzieci (z rodzicami), które na nasz widok krzyczały „o, Zawady Oleckie!” bo latem jeździły w Zawadach na koniach i w naszej pracowni malowały kafelki. I jak zwykle pozyskaliśmy nowe kontakty, tak więc spokojnie, jeszcze nie przechodzimy z Galerii Wiejskiej na Bar Sałatkowy :)

Poniżej fotoreportaż z tegorocznego Dnia Ziemi:

Tak było tuż po rozłożeniu stoiska - pusto i lodowato:

A tak przedstawiała się nasza oferta na początku kiermaszu:

A potem ruszyły tłumy:

Wzniosły się w niebo latawce, które sprzedawano w paru stoiskach:

A tu nasza aleja od tyłu, gdzie można było zaczerpnąć nieco spokoju:

No i spotkaliśmy wreszcie sąsiada Darka - Biegnącego Wilka. Mieszka jakieś 20 km od nas w Ściborkach koło Bań Mazurskich, z żoną, dziećmi i sforą psów (jest ich aż 40!) ale do Dnia Ziemi nie widzieliśmy się nigdy, jedynie korespondowaliśmy przez komputer.

To jego indiańska wioska na Polach Mokotowskich:

To Darek (ten w szarym swetrze) wśród odwiedzających ich tłumów:

A to część z jego sfory psów (przyjazne misiaczki):

A to stała bywalczyni naszego stoiska Ania Matyja, pomalowana przez Indian:

Zapraszamy na stronę Biegnącego Wilka

Komentarze

Skomentuj:
NERHG
 
 
nasz_drugi_dzien_ziemi.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika