15 listopada 2009

Nasze domo

Od jakiegoś czasu jestem wielbicielką kanału telewizyjnego DOMO. Mogłabym siedzieć ciurkiem przed telewizorem, na szczęście programy powtarzają się, są też takie, które interesują mnie mniej, dzięki czemu całkiem nie zawalam obowiązków:) Uwielbiam zwłaszcza te o dokonywaniu cudów we wnętrzach za małe pieniądze

Tu łazienka w gabinecie w Olecku wyłożona kafelkami z odzysku, czyli skutymi ze ścian rozebranego pensjonatu Basi (lustro ze starego okienka).

Każdy wyszlifowałam z fug i kleju, a następnie poszkliwiłam i wypaliłam kilka razy - kupa roboty, ale niech ktoś powie, że efekt niewart!

i o ludziach, którzy zajmują się odzyskiem architektonicznym. W następnym wcieleniu (bo w tym już nie starczy mi życia i chyba nie w tych czasach i nie w tym kraju żyję) chciałabym mieć taką wielką stodołę i plac a tam skład starych elementów: pięknych drewnianych belek konstrukcyjnych, kamiennych części domów, do tego obudowy kominków, żeliwne rynny i wanny, stare kaloryfery, drzwi, deski podłogowe, cegły i kafle z rozbiórki, stare kraty i balustrady.. i żeby przyjeżdżali do mnie tacy wariaci jak ja, którzy lubią, gdy przedmiot ma duszę, historię i których serce boli, gdy tyle piękna idzie na gruz, zostaje spalone lub rdzewieje.

Ta szafka szpitalna, która stoi u nas w łazience (można ją obejrzeć w dekoracjach Ani )…

i to szpitalne, dziecięce łóżko, które robi za ulubioną kanapę gości (i zwierzaków:)) w wiacie, zardzewiałyby na złomowisku, o ile śmieciarze tam by je wywieźli.

Uwielbiam patrzeć jak demontują takie rzeczy ze starych domów przeznaczonych do rozbiórki, których nie da się uratować, z kościołów, fabryk, magazynów.. potem jak ci sami ludzie lub inni, zajmujący się tylko konserwacją, wydobywają z nich dawną (lub nową) urodę oskrobując z warstw farby, czyszcząc z rdzy, polerując i nasączając. U nas nie ma takich firm, są mnie lub bardziej uczciwi handlarze staroci, tacy, którzy jeżdżą po wsiach i za grosze kupują od nieświadomych wieśniaków, choć takich miejsc jest coraz mniej, są regiony, gdzie każda drewutnia, komórka i szopa dawno jest już przeczesana wzdłuż i wszerz (np. w naszych okolicach), oraz tacy, którzy rozkradają walące się domy.

To jedyne meble, które zostały w naszym domu po starych gospodarzach - tylko dlatego, że stały w drewutni przygotowane do spalenia, szabrownicy ich nie wynieśli

…no i ten zydelek znaleźliśmy w chlewiku utopiony w odchodach zwierząt - miał spróchniałe nogi, więc dostał nowe

Jedna z szafek z drewutni ze zdjęcia wyżej robi za szafkę na ręczniki w naszej łazience (można ją zobaczyć z bliska tu )…

…druga na garnki w kuchni (do obejrzenia tu )

Tę dębową komodę (nie miała jednej szuflady) mamy od ludzi, którzy zwabili nas do siebie, mówiąc że mają stare meble na sprzedaż, ale chcieli za nie tyle, że na Kole wyszłoby połowę taniej. Zapłaciliśmy w imię wspierania wiejskiej ludności (komodę można zobaczyć ze wszystkich stron tu )

To kredens pochodzący z domu nieżyjącego sąsiada. Dom został rozebrany i na jego miejsce wybudowany drugi, niezbyt gustowny.

Wieszako-półka, jak i dębowy stół i stół do maszyny poniżej także z tego domu - wszystko dostaliśmy od robotników, którzy mieli spalić stare meble.

Wyremontowany stolik od maszyny do szycia robi za moje biureczko w pokoju do pracy na strychu.

Są targowiska typu Koło w Warszawie, gdzie wciąż jeszcze, zwłaszcza pod koniec handlu w niedzielę, można za grosze kupić cuda od Cygana lub nie wyrafinowanego handlarza z drugiego krańca Polski, pod warunkiem, że nie ogląda się tylko eleganckich, odrestaurowanych antyków, lecz potrafi dostrzec efekt końcowy w przypalonej szafce lub po trzema warstwami sraczkowatej, łuszczącej się farby. Wiecie, jaki jest mój ulubiony sen? Tak, owszem, takie miewam sny, tylko przebudzenie jest przykre – że chodzę po takim placu pełnym tanich staroci, na które patrzę i widzę oczami wyobraźni, co z nich da się zrobić i planuję, że to kupię, i to, i to, i to… Dawno, dawno temu mieszkaliśmy niedaleko Koła i bywałam tam co tydzień. Handlarze znali mnie i moje nietypowe zainteresowania, wołali mnie i proponowali jakieś interesujące kicze, na które często dawałam się skusić.

np. na ten maszkarowaty nieco kwietnik - teraz stoi w kącie i czeka na lepsze czasy i póki co lądują na nim ozdóbki z parapetu, gdy na zimę zastępują je pelargonie.

Teraz niestety rzadko bywam i może dobrze, bo już nie ma gdzie tego stawiać, strych nad stodołą pełen jest mebli, które czekają na pokoje na górze pensjonatu, bo tylko jeszcze tam zostało do urządzania. Do tej pory poza wystrojem nie swoich tymczasowych mieszkań w młodości, budowaliśmy od podstaw i urządzaliśmy strych w Warszawie, gdzie mieszkają teraz nasz syn Borys z Magdą i Guciem, dom w Zawadach, pensjonat i mieszkanie w starym poniemieckim czterorodzinnym domu w Olecku, w którym jest mój wyremontowany i urządzony już gabinet i wciąż nie zrobiony pokój na wynajem. I jak już wszystko urządzę, to nie wiem, co zrobię, chyba trzeba będzie kupić jakiś kolejny dom:) - gdy Robert to przeczyta, to mogą to być moje ostatnie słowa:) Póki co oglądam Domo i zachwycam się, jak różne ekipy zmieniają wnętrza na funkcjonalne, piękne i zwiększają ich wartość o kilkanaście tysięcy mając w ręku 700 – 1000 funtów.

W naszym korytarzu przykład kreatywnego wykorzystania rosyjskiego wieszaka ze stadionu (był lakierowany na czerwono i czarno) i okienka z obory

Jest tam program „Dekoratorzy na start”, w którym znana angielska projektantka szuka na drodze konkursu dekoratora z talentem, który będzie z nią współpracował i zanim go wyłoni, konkursowicze w zespołach mają zwiększyć wartość domów, które idą na sprzedaż, robiąc w kilka dni remont i dekoracje razem za 700 funtów. Jest program o ekipie składającej się z paru fachowców od remontów i dekoratorki, którzy dostają 1000 funtów i mają 3 dni na zwiększenie wartości domu o 10 tys., jeśli im się to nie uda, zwracają różnicę między wyceną początkową a końcową. Do tej pory zawsze im się udawało, średnio o 15 tys., ale ostatnio tylko o 8,5, więc musieli właścicielce z własnej kieszeni zapłacić te 1,5 tys., którego zabrakło – wypadło po 300 funtów na twarz, a narobili się i naprawdę wyszło świetnie! Jest program „Materialistki” o 3 panienkach – krawcowej, „tapicerce” i dekoratorce, które ktoś zaprasza, by za pomocą tylko tkanin zmieniły mu wystrój pokoju. Jest taki program o tym, jak sąsiedzi przy pomocy dekoratorów i majstrów zamieniają się mieszkaniami i urządzają je sobie nawzajem mając tylko najprostsze wytyczne, więc efekt końcowy też jest kompletną niespodzianką i oczywiście też ma to być jak najtaniej. A także „Kochanie, zniszczyłem nasz dom” o domach, które w wyniku remontu straciły swoją wartość i wzywana jest specjalistka, która ma naprawić szkody dysponując niewielką sumą oferowaną przez właścicieli. I wreszcie korpulentna Murzynka z kwiatem we włosach i ekipa sprzątająco-dekoratorska zmienia zagracone mieszkania w piękne i przestronne za pieniądze uzyskane na wyprzedaży rupieci (przydałoby się ją do nas zaprosić:)). Raz był cudowny program o podobnej ekipie, która dostała stary wielki magazyn do przerobienia na w pełni wyposażony apartament i mieli to zrobić za 1000 funtów a jeśli im się nie uda, to zostanie on zburzony. Decydentami było trzech sztywnych menadżerów, którzy wypowiadali się na koniec, czy mogliby tu zamieszkać. Ostateczny efekt był rewelacyjny, a tylko przy użyciu rzeczy z recyklingu! I udało się, choć nie wszyscy menadżerowie poznali się na takim wnętrzu… Ach, mogłabym jeszcze opisywać i opisywać, ale jeśli ktoś ma Cyfrę+, może sam zobaczyć, a jak nie ma, niech wejdzie na stronę www.domomo.pl i przeczyta, jak może odbierać ten kanał.
Ja przy okazji nałogowego oglądania Domo mam pewne przemyślenia o tym, jak to w niektórych mieszkaniach (np. na naszym starym strychu, gdzie mieszkają teraz dzieci) marnuje się przestrzeń za tysiące dolarów, bo stare rozwiązania nie pasują do nowego stylu życia, albo do nowych właścicieli, albo po prostu dzieci wyfrunęły z gniazda. Serce mnie boli i ręce swędzą, gdy o tym myślę. Przy kolejnej okazji, choć tak niewiele mi zostało, planuję jeszcze bardziej wykorzystać recykling budowlany i inne ekologiczne rozwiązania i mam już parę pomysłów!
Galeria Wiejska to takie właśnie przedsięwzięcie, bo deski pochodzą z odzysku i dajemy im drugie życie - większość z nich dawno skończyłaby w piecu, a kafelki to także w większości rozbiórkowa glazura i terakota albo resztki ze sklepów.

Nie tylko nasze wyroby pochodzą z recyklingu, ale i meble w naszej tymczasowej realnej galerii (w przyszłości galeria wyląduje na górze pensjonatu i będzie bardziej profesjonalna:)) Fotele i stolik z lat 50. zostały znalezione na mokotowskich śmietnikach.

Nasz dom i pensjonat urządzony jest w połowie meblami ze śmietnika, w drugiej – ze starych domów (np. z nieistniejącego już domu mojej babci), od znajomych lub kupionych za grosze na pchlich targach, a wszystkie „szmaty” czyli np. kapy, firanki, obrusy pochodzą z ciuchlandów.

Krzesełko łazienkowe i dostawiony tu na zimę taboret z kuchni, aby wszyscy chętni mogli korzystać z pieca, oczywiście z warszawskich śmietników

Szafka bez szuflad, na której jest kocia stołówka, pochodzi spod rodzinnego bloku Roberta, kosz na psią karmę zresztą też.

Szafki podtrzymujące blat stołu (blat ze zdobycznych desek z rozbieranego domu sąsiada) to także śmietnik - były białe i „obrzygane”. Jak wygląda całość, można zobaczyć tu )

Krzesełka w naszej kuchni miały uszkodzony fornir i gniły w piwnicy mojej cioci.

Szafka na sprzęt grający z naszej sypialni to ten sam śmietnik, co szafki spod stołu i żółta nadstawka z naszej kuchni

Brakowało szafki nocnej w pokoju Borysa w Zawadach, trzeba było więc pójść z Sunią na obchód śmietników:)

Meble z domku rekreacyjnego na działce w Jachrance, nieco podrasowane. Ze sprzedaży tej działki kupiliśmy gospodarstwo w Zawadach.

Zanim trafiły na działkę, szlajały się po piwnicach sąsiadów.

To stary stolik Ani Ł. która ma swój znaczący udział w umeblowaniu naszych domów:) Miał kiedyś szybę, która się stłukła.

Szafa bez drzwi z rozebranego domu sąsiada. Sąsiad miał kiedyś nielegalny sklep i służyła w nim za szafę sklepową. U nas stoi na strychu na zimowe kurtki, ale zasługuje na lepszy los.

Kanapa ze śmietnika ubrana, jak i następna, przez babcię Teresę, w zasłony i kapę z taniej odzieży.

Fotel nieco nadgryziony przez myszy, w którym pracuję, z działki znajomej babci.

Szafka na leki z wysypiska śmieci na blokowisku przy Międzynarodowej w Warszawie - kolejnego źródła skarbów.

Skrzynka na zapasy toaletowe z naszego ulubionego śmietnika przy garażach.

W pensjonacie nawet drzwi są z odzysku, skupowane na moje życzenie po Lubelszczyźnie (bo tam miałam swoją „wtyczkę”)!

To drzwi z jakiegoś poniemieckiego domu ze Śląska, teraz w pokoju na strychu naszego domu, bo kiedyś był tu magazyn na zboże i wędzarnia, nie było ścian a więc i drzwi.

Żałuję, że nie ma u nas jak w Wielkiej Brytanii takich złomowisk, na których można kupić stare wanny i oddać je do renowacji, po której wyglądają jak nowe, a raczej lepiej, a nie kosztują ponad 6 tysięcy. W ogóle pieniądze są wrogiem wnętrza! Im jest ich mniej, tym lepsze ma się pomysły! W Polsce są za to świetne śmietniki, na których bywają taaakie skarby, trzeba tylko umieć patrzeć! Czasem nie rozumiem, jak coś takiego ktoś może wyrzucić!

Szafa spożywcza ze śmietnika pod domem, w którym mieszkaliśmy w Warszawie. Teraz szafa na ubrania w romantycznej dwójce (do zobaczenia w pełnej krasie tu ). Ten śmietnik to najbardziej zasłużony śmietnik!

Szafka w naszej sypialni z tego samego śmietnika…

…i ta też

…te szufladki także

…i chlebownik, który po wyszlifowaniu i pomalowaniu stoi w pensjonatowej kuchni (ze wszystkich stron wygląda tak )

…oraz taca wyłożona kaflami, która służy w naszej kuchni.

Szkoda, że nie ma u nas zwyczaju wyprzedaży garażowych, czy takich dni, w które wystawia się na ulice meble, by ktoś mógł je sobie wziąć, gdy nam nie są potrzebne. U nas wystawia się na śmietnik, sikają na to psy i koty, więc trzeba szybko ratować!

Najszybciej trzeba ewakuować ze śmietników stare kanapy, bo jak zostaną obszczane, to już koniec…

Ile już razy panowie pukali się w czoło, gdy prosiłam Borysa, by pomógł mi coś targać do samochodu i gdy zwoziłam kolejne graty Robertowi do remontu:) A potem odszczekiwali!

Ta piękna grecka szafka znaleziona przy sklepowym śmietniku na podwórku Borysa i Magdy. Oczywiście nie była grecka ani piękna, miała blat z dykty z wyciętą dziurą na rurę i parę warstw farby na drzwiach. Jak dokładnie wygląda teraz, można zobaczyć tu .

Wiele z naszych mebli to efekt wspólnych wypraw z Sunią, nieżyjącą już suką ze schroniska. Każda z nas miała w prawdzie inny interes w chodzeniu po śmietnikach – Sunia miała za sobą ciążę w poniewierce o głodzie, więc do końca życia nie odstąpiła od poszukiwań jedzenia, choć do szczupłych nie należała!

To jedna ze zdobyczy z wyprawy z Sunią. Robert odmówił targania nadstawki na 5 piętro (bez windy), na którym wtedy mieszkaliśmy, tak była zniszczona. Teraz jest podstawowym meblem w naszej kuchni w Zawadach.

Wiem także, jaką formę przybrałaby moja schizofrenia, gdybym się upsychotyczniła – byłabym taką babcią, co w mieszkaniu ma górę cuchnących skarbów, z której do mieszkań sąsiadów ruszają pielgrzymki robactwa:)
Jedno jest pewne – styl vintage to mój styl, choć był nim, zanim ktoś uknuł mu nazwę.

PS. Przypominam także, że takie mebelki z odzysku wykonujemy na zamówienie. Np. naszymi wiernymi klientami są Joanna i Grzegorz, których kredensik można obejrzeć oczywiście w dekoracjach Ani .

Komentarze

Ania LJ, 2009/11/16 20:15
Domo to główny program, od którego zaczynam przeglądanie stacji TV i najczęściej na nim kończę, bo "już czas". Nawet Julka, która ma 5 lat, domaga się i woła "mamo włączmy sobie DOMO!" :) Klimatyczne te Wasze mebelki. Na wiosnę zaczęłam robić swój mebel kuchenny, który znalazłam w letniaku u teściów. Jest już prawie skończony, czeka jeszcze na nowy blat. Pozdrawiam serdecznie!
ania, 2009/11/19 12:46
Pozdrowienia dla Julki, może zostanie architektem wnętrz!
Magdalena, 2009/11/19 12:35
Ma Pani wspaniałe pomysły i bardzo pogodną osobowość. Regularnie zaglądam na tą stronę i zawsze sprawdzam niusy. Marzę aby mieszkać na wsi,w starym domu, ze starociami, które na razie gromadzę w domu rodziców, i zwierzętami, ale na razie siedzę w mokrej Irlandii i zarabiam na to marzenie, i jakoś ciągle coś stoi na przeszkodzie. Mam nadzieję, że kiedyś jednak się spełni. Chciałabym kiedyś przyjechać do Państwa na kilka dni, tylko, że jak jestem w Polsce, to zawsze w Krakowie,a Zawady są dość daleko... Czy do Państwa najlepiej przyjechać z Warszawy? Pozdrowienia!
ania, 2009/11/19 12:45
Tak, z Krakowa to najlepiej przez Warszawę, na stronie agroturystyki, w Położeniu jest link do niusa "Jak dojechać". Dzięki za miłe słowa, życzę jak najszybszego spełnienia marzeń ale i tak jest dobrze jeśli ma się marzenia i cel:)
Monika, North Carolina, 2009/11/29 05:17
Podziwiam, cmokam i wciaz sie zachwycam! Swietne masz restoracyjne pomysly, Aniu, ale sadze, ze fachowa reka Roberta tez ogromnie sie przydaje, bo bez odpowiedniego zadbania o stary grat nie zmienilby sie on nigdy w ladny uzytkowy przedmiot. Ja tez uwielbiam restorowac rozne sprzety. Moim zrodlem staroci byly dotychczas domy, do ktorych sie wprowadzalam, bo zawsze cos bylo zostawiane przez uprzednich wlascicieli. Tak sie dorobilismy kilku ciekawych krzesel, foteli, stolow, obrazow, rzezb, komody, szafek na bielizne, zastawy stolowej, mebli i sprzetow ogrodowych. Przy kazdej MOJEJ przeprowadzce (a bylo ich juz 5!) zawsze zabieram ze soba WSZYSTKO - moje i znalezione, wiec po mnie nigdy nic nie zostawalo... W nowym domu w North Carolina ledwo sie juz moge pomiescic z dobytkiem. Ale kazdy sprzet ma swoja historie i dusze, gdyz wklada sie wen wiele pracy i uczucia, by nadac mu nowy wyglad i (niekiedy) znaczenie. Czasami tylko podaruje komus cos, jesli wiem, ze na pewno osoba i przedmiot beda do siebie w zyciu dobrze pasowaly.
ania, 2009/11/29 10:55
Myślałam, że to jasne, że najwięcej wkładu w drugie życie przedmiotów ma Robert. Składa do kupy, skleja, zbija, dorabia brakujące elementy czyli doprowadza do porządku. Potem odskrobujemy z warstw farby i to najżmudniejsza robota, a że on ma więcej cierpliwości, ma na swym koncie więcej oczyszczonych powierzchni. Bywa, że przychodzę już na gotowe, robię ostatni szlif czyli to, co najprzyjemniejsze i spijam śmietankę:)
Anka, 2010/10/08 10:50
Kocham starocie. Też chodze po śmietnikach ale u nas takich skarbów niema :( U mojej babci w domu kiedys było duzo takich rzeczy, kufry, kredens, zegary, lampy natowe,kołowrotki, koła drewniane,podkowy, zelazka z dusza.... ale ktoregoś dnia babcia zrobila bez naszej wiedzy z tym porzadek. porąbała i zezłomowała. Serce płacze.i teraz kupujemy to na targach staroci.jedyne co uratowałam to kołyska taty mego na biegunach. Zapraszam do KIERMUS na targi staroci. PS> naprawde zazdroszcze tych śmietników. I tez kocham DOMO!!!!
kornelia, sztuka dizajnu, 2012/08/13 20:38
trafiłam tu dzięki facebookowi i jestem zachwycona! same piekności, zazdroszczę takich bogatych śmietników! nie rozumiem ludzi, którzy wyrzucają te wszystkie skarby, ale z drugiej strony się cieszę, bo wtedy trafiają w nasze ręce :) pozdrawiam !
ania , 2012/08/13 20:58
Nie wiem, czy te śmietniki są szczególnie bogate. Myślę, że to kwestia patrzenia w ich stronę - no bo ilu z nas idąc przez miasto ma oko wyczulone na sterty śmieci i to, co ludzie znoszą pod śmietniki?:) Choć ostatnio chyba więcej takich chodzi po ulicach - czasem trzeba szybko biec po samochód, by coś zabrać,czasem się nie zdąży, bo ktoś był pierwszy... Ja w każdym razie przy każdej wizycie w Warszawie podczas spacerów z warszawskim psem Krecikiem mam oczy dookoła głowy i na tym pewnie polega moje śmietnikowe szczęście:)
PS. Dzięki za linka!!!
justa, 2014/10/10 08:49
Masz niesamowity talent do przywracania życia przedmiotom, ja również kocham stare meble, pachnące przeszłością. Staram się wyszukiwać takowe ale głównie na internetach ;) brak czasu na łażenie.Też uważam, że wyprzedaże garażowe to byłaby super opcja dla taki osób jak my. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Kiedyś odwiedzę Wasz pensjonat!!!
ania wyjątkowo z Prowansji:), 2014/10/10 09:21
Czekamy w takim razie, pozdrawiam serdecznie!
Skomentuj:
GUSRZ
 
 
nasze_domo.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika