16 lutego 2010

Nasze pociechy

Najpierw nasze pociechy zawadzkie bez komentarza:

W ramach przewietrzania szaf znaleźliśmy starą kurtkę Roberta, której Pieso dawno temu używał jako obiektu przejściowego. To takie coś, co pomaga w separacji od mamy, w przejściu od cycusia do samodzielnego życia, wykorzystywane, gdy mama się oddala, np. idzie do pracy i dziecko zostaje bez niej. W takim przedmiocie (smoczku, misiu, poduszeczce…) może przechować obraz mamy do jej powrotu. Obiekt przejściowy pełni jeszcze jedną bardzo ważną funkcję - uczy tolerować, że mama to ktoś oddzielny. Posiadanie jej substytutu i dzięki temu możliwość dawkowania sobie „jej” podług potrzeb, pomaga przejść trudny okres utraty złudzeń, że mama jest i zawsze będzie, kiedy się tylko jej zachce. Bo jak kiedyś pisałam, Pieso, gdy przyszedł do nas, był tak malutki, że wciąż piszczał i Robert musiał go nosić na rekach. Mógł wrócić do pracy, gdy odkrył, że kurtka, w której wtedy chodził, Piesowi wystarcza. Najwyraźniej stary dziad Piechul przypomniał sobie swój obiekt przejściowy i z uwielbieniem teraz w nim śpi:)

kurtka jak każdy taki obiekt jest nieco sfatygowana

a Lodzia mu nieco zazdrości:

Tu kolejny przykład na to, że psy dzielą się na takie, które zabawkami się bawią, i na takie, które je przerabiają na bardziej przydatne. Niestety nie zdążyłam zrobić fotki zabawce tuż po przyniesieniu do domu. Był to rodzaj liny do przeciągania, dobrze znanej psiarzom - jedno ucho trzyma właściciel, drugie pies, w naszym wypadku, z jednej strony jest jeden pies z drugiej drugi pies/suka. Ta wersja zabawki z jednej strony miała dodatkowo piłkę taką niby tenisową, która została skonsumowana w pierwszej kolejności, następnie plastikowe elementy aż wreszcie lina została rozczapierzona i w tej postaci dopiero nadawała się do zabawy - teraz można ją ciągać po podłodze, polować na nią, majtać na wszystkie strony, itd, itp…

najpierw się nią sprawiedliwie podzieliły

A tu już pociechy warszawskie, oczywiście największa pociecha - Gustaw…

…wybierający się w chuście na spacer

…z tatusiem i lwami na stopach

i życia kuchennego cd, bo odkąd w kuchni jest wykładzina w ulice i domki, życie całkowicie przeniosło się do wykładzinowego miasta

nawet jest tu zakład fryzjerski dla Ryszarda. Ryszard niestety nie daje się czesać, gryzie i drapie dotkliwie przy próbach szczotkowania, a włos ma dość długi i wełnisty, robią mu się więc dredy. Magda te sfilcowane dredy wycina i kot wygląda jakby go Krecik wyskubał.

No i Gustaw w charakterze siódmego dziecka stróża, niedożywione biedactwo przy koszu na śmieci dorwało się wreszcie do bochenka chleba:)

A tu już stół zastawiony do uroczystego obiadu:)

Istny kołchoz:)

Komentarze

Ania znad morza....., 2010/02/20 22:41
A Ryszard to na deser ????
ania, 2010/02/20 23:23
:) nie, w ramach czegoś żywego na stół, bo bukiety teraz drogie.
Skomentuj:
HEMUH
 
 
nasze_pociechy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika