30 listopada 2012

Nie cierpię zwierząt!;)

Wiem, i tak mi nie wierzycie i że na pewno nie dotyczy to tych biało-czarnych kulek zamkniętych w łazience. Ale po kolei.
Właśnie przeczytałam „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. Zupełnie przypadkiem, choć to jedna z moich ulubionych pisarek. O zemście zwierząt na niedobrych dla nich ludziach. Tylko dlaczego mszczą się na nas?? Książkę znalazłam na półce, a półkę nad Piesem, gdy wróciłam za pierwszym listopadowym razem z Warszawy. Tak, niestety w tym miesiącu byłam dwa razy pod rząd i za chwilę znowu jadę:( Ale nie o tym chciałam. Gdy wyjeżdżałam, na podłodze kłębiły się książki z Warszawy. Dla odmiany przywiózł je stamtąd Robert po remontowaniu Grochowskiej, ale nie z Grochowskiej tylko z saskokępnej piwnicy. Jeszcze coś z tego rozumiecie??:) Książki w każdym razie leżały w salonie komputerowym w strategicznym przejściu przez nasz dom zimą, gdy zamknięte i zaklejone są drzwi od łazienki od strony korytarza i wchodzi się przez kuchnię, salon komputerowy i naszą sypialnię. To jedyna droga. Były to książki z naszego byłego mieszkania. Dzieci zostawiły sobie serie beletrystyczne a resztę spakowały w torby i do piwnicy. No i stamtąd właśnie przywiózł je Robert.

A u nas ani jednej wolnej półeczki na książki, ani nawet miejsca na półeczki. Robert pochodził po mieszkaniu, i zadecydował - TU. I tak Pieso został psem książkowym (nie mylić z molem) i nad głową wiszą mu ciężkie tomidła, w tym nad samą - 4 tomy pism Melanii Klein. To się nazywa pies PSYchoanalityczny.

To nie jedyne porządki Roberta podczas mojej nieobecności. Gdy zobaczył zniszczenia w pensjonatowej kuchni, w tym szufladę w kredensie, którą w ostatnim rekonesansie pominęłam, przestał się patyczkować.

Myszy zjadły m.in. pozwolenie na wędkowanie (i w tym je akurat rozumiem) i nie wiedzieć skąd wzięty w szufladzie cukier. Szpara przy kominie została uszczelniona i w ruch poszły prawdziwe pułapki, skoro myszy naigrawały się z żywołownych. No i niestety dla myszy, wyższość chamskich pułapek była spektakularna. Została również zlikwidowana mysia galeria handlowa z ganku, czyli pudło z kukurydzą z wygryzioną dziurką w pokrywie. Puste okazało się niezłą żywołowną pułapką:

czyli ta mysz miała szczęście

Gdy znajdziecie nas (choć to Robert był mysim oprawcą) zjedzonych przez myszy, znaczy wzięły ostateczny odwet.

Kolejne na liście są dziki. W łąkach dziury jak po bombie, ale to nic.

Najgorsze, że zniszczyły nam plażę!

Większą część plaży zryły dokumentnie, na części podniosły wierzchnią warstwę ziemi z darnią niczym dywan. Siedziałam tam z godzinę i robiłam układanki z trawy w dziurach.

tak to wyglądało przed (na małej powierzchni)

a tak po moich operacjach

Pod domem kolejne potwory. Nie mam co robić z ziemią, no nie mam, więc straszą kopce Kościuszki.

I do tego bobry… Zalewają nam łąkę nad rzeczką. Tama coraz wyższa, dopływ Mazurki stał się stawem a Lodzia codziennie na spacerze dostaje amoku i gania sprawców w trzcinach. Wraca na wylot mokra a dziś z kulawą łapą.

Zwierzęta się na nas uwzięły, sprowadziliśmy więc pomoc:) Psy wprawdzie chyba uznały, że panuś przyniósł kolację…

I to całkiem apetyczną:

I tak od środy mamy w łazience dwa kompletne dzikusy, które syczą i prychają na nasz widok, a zdjęcia można im robić tylko z zoomem, bo inaczej uciekają za piec:

Koty są od sąsiadki (jak już pisałam, sąsiadka nie zdążyła wysterylizować ślepej kotki, która przybłąkała się w ciąży). Niestety do tej pory (a mają 9 tyg.) miały zimny wychów i mały kontakt z człowiekiem. Powinniśmy wziąć je wcześniej, ale nasze wyjazdy warszawskie nie pozwoliły. Stąd takie dzikusy. Mieszkały w pustym hotelu będącym w budowie, spały w worku z plewami z mamą i starszym bratem i zachowują się jak koty wychowane w kocim stadzie a nie domowe. Na szczęście starszy brat nauczył je robić do żwirku, więc póki co są kuwetowcami. Nie wiedzieliśmy jak to zrobić, żeby jednak się integrowały i oswajały z nami i psami, co nie mogłoby się dziać, gdyby mieszkały zamknięte w łazience. A poza łazienką miałyby już odgryzione głowy. Bo niestety nasza szajka nie zaskoczyła nas pozytywnie. Pieso, niby ten najgrzeczniejszy, wpada na ich widok w trans, nie reaguje tylko wpatruje się w nie zahipnotyzowany. Znamy jego stosunek do małych zwierząt futerkowych i z pewnością nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia;) Belfegor się obślinia i zapowietrza z wrażenia, uszy mu się robią dwa razy większe i niespokojnie podtupuje. Nie mówiąc o Lodzi. Siedzi pod drzwiami, piszczy i się trzęsie. Natomiast Wilkuś na koleżanki nawarczał i obrażony się zmył a teraz odwraca się tyłem do łazienki, skąd odchodzi pomiałkiwanie lub tupot i ostentacyjnie ignoruje.
Genialnym rozwiązaniem okazały się drzwi z mocną stalową siatką, które niegdyś chroniły Gucia przed szczylem Ryszardem. Jak cały nasz i nie nasz lecz niepotrzebny dobytek trafiły z Warszawy do Zawad i okazały się zbawieniem.

trochę nie pasowały ale Rober po nocy wstawił drąg w światło drzwi od łazienki, przymocował do niego zawiasy, z drugiej strony zaczepy chroniące przed łatwym otwarciem

i tak mamy koty w dużej klatce a psy pewnie sądzą, że tuczymy im je na święta;)

Lodzia po zainstalowaniu drzwi nie zauważyła w amoku siatki i wyrżnęła w nią z całej siły chcąc dopaść to małe co nieco

Tylko co to za koty, co to nie dają się głaskać! Robert więc wziął się do roboty i ogłosił, że do świąt będą to koty uczłowieczone. I rzeczywiście. Dziś już ten z czarnym na twarzy prawie się daje. Drugi trochę też, ale z naciskiem na trochę. Wygląda to tak, że łapiemy je i głaszczemy na siłę:) Robert też bawi się z nimi piłeczką z papieru i taśmy klejącej oraz myszką, ale wszystko jest w porządku, dopóki człowiek jest skupiony na czym innym niż kot. Podchodzą bardzo blisko, a nawet wchodzą na człowieka. Ale gdy goła ręka zbliża się do kota, ten robi szybki czmych.
To dwie dziewczyny. Przynajmniej tak wynika z moich ustaleń 4 tygodnie temu. Bo teraz tak się wiją i drapią, że lepiej nie potwierdzać diagnozy. No ale przecież nie zmieniły płci. Imion jeszcze nie mają, muszą zasłużyć. Ta z białą twarzą, bardziej sycząca, odważniejsza w eksplorowaniu świata, ale bardziej waleczna i szybsza w uciekaniu powinna nazywać się Syczek od sowy, bo chyba jednak Żmiją nie będziemy kota nazywać - wydźwięk żmija ma nieco niemiły, a mają to być pluszaki, przynajmniej taki jest plan. Ta z czarnymi kropkami na nosie najpierw wyglądała na Cykorię, ale teraz jest mniej płochliwa od tamtej. No nic, pożyjemy zobaczymy, a może Wy macie jakieś pomysły, z czymś, kimś Wam się te kićki kojarzą?

Łazienkę mamy więc wyłączoną z użytku, psy głupiejące, kota obrażonego (tym bardziej, że dostaje krople do oka, bo ślepnie), szalejące myszy, bobry, krety, dziki i do tego wszystkiego jezioro wygląda tak…

na wodzie są kaczki, jakby ktoś się pytał, ale te na szczęście nie robią nic złego

a świat ogólnie, w najlepszym razie, gdy nie pada deszcz lub śnieg z deszczem, tak…

Komentarze

Monika, North Carolina, 2012/12/01 05:33
Kotke syczaca nazwalabym Zołzka, od Zołzy. A druga moze byc Cykoria, pasuje do niej.
ania, 2012/12/01 12:49
Problem w tym, że Robert nie lubi cykorii, więc by mu się źle kojarzyło. A Zołzkę weź wypowiedz i nie połam języka!:) Myślałam o Thelmie i Luizie, na cześć syna filmowca, charakterologicznie podobne, Thelma to ta z czarnym noskiem, blada twarz to Louise, ale zapamiętaj która jest która!:) Nie mówiąc o tym, że chyba zbyt wydumane jak na wsiowe dachowce...
Monika, North Carolina, 2012/12/01 14:00
No dobrze, skoro Zołzka za trudna - to moze Białka (blada) i Plamka (zamiast Cykorii)?
Tess, 2012/12/01 09:30
Uśmiałam się - wybacz, bo rozumiem skądinąd frustrację z powodu plag na czterech łapach. Faktem jest, że u nas barokowe kotki skutecznie przyczyniły się do końca mysiego eldorado i w domu nie ma ani jednej myszy! Zapewne jest parę w piwnicy, bo od czasu do czasu widzę łypiące na mnie z róznych zakamarków małe ślepka, ale to jestem w stanie przeżyć. W domu mysie samobójczynie kończą żywot po - góra - godzinie. Dzików - chwalić Pana - koło nas ani na lekarstwo. I tylko muszę jeszcze pieńki małych drzewek zabezpieczyć, bo sarny ogryzą jak nic. Ale nie ogarniam. Bo Wojtka nie ma od miesiaca a remont wre. Za to udało mi się zrobić godną porcję konfitury marchewkowej więc w okolicach wtorku powinnam nareszcie puścić ją do miejsca przeznaczenia:-))) I kajam się za opóźnienie.
Uściski przesyłam
Asia
Ewa U., 2012/12/01 11:43
Dla marnej pociechy powiem, że mam wszystkie te plagi poza bobrami. Kretowiska też takie wielkie - może to coś znaczy? Długą, albo krótką zimę? Nigdy nie były aż takie. Krety w tym roku zmutowały, czy co? Nie martw się, plaża odrośnie, kotki zrobią porządek z myszami, nie wiem tylko, co z bobrami? Spróbuj nikogo nie zabić. Janina Duszejko jednak zabiła...
Nic na to nie poradzę, też się śmiałam. Przypomniałaś mi mojego poprzedniego psa (trochę przypominał Piesa). Próbowaliśmy wprowadzić do domu kota. Oswajanie, a raczej walka trwała dwa miesiące. Nie dało rady. Hukała kategorycznie się nie zgodził, przez te dwa miesiące trząsł się, obśliniał, wpadał w stupor, albo wszystko naraz. Musieliśmy znaleźć kotu inny dom. Teraz mam i psa i kota, ale pomna tamtych doświadczeń boję się kolejnego zwierzaka. Jak znam życie, sam przyjdzie.
Pozdrawiam
ania, 2012/12/01 12:40
To samo mówiłam wczoraj. W tym roku jest najgorzej ze wszystkich naszych tu lat - i z myszami, i z kretami, i z dzikami chyba też. Tylko bobry w normie i jeszcze wszystko przed nimi. Może jednak będzie koniec świata i dają czadu za wszystkie czasy?
Ewa U., 2012/12/01 12:57
A wiesz, coś jest na rzeczy. Takich ilości żurawi na polach tutaj jeszcze nie widziałam. Mnie tam nie szkodzą, wręcz przeciwnie, ale rolnikom chyba tak. To ja już nie będę tych okien myła, bo i po co w tej sytuacji? Przez pierwsze pół roku nie myłam a konto demolki komina, to teraz będę myć? Na koniec świata?
Ewa U., 2012/12/01 13:31
PS. A propos - dla jednej koteczki Demolka, dla drugiej - dla równowagi - Zgoda, albo nie, a co tam - Zgaga! Łatwiejsze w wymowie niż Zołza, a równie wdzięczne.
ania, 2012/12/01 14:46
Wypluj Demolkę, twu, twu, właśnie musiałam zlikwidować swoją szumnie zwaną toaletkę z poniewierającymi się na niej kolczykami, spodnie od piżamy z wieszaka, po którym było wspinane, itd, itp... zaczyna się!
ania w., 2012/12/01 14:45
Śliczne kicie. Ta mysz stojąca na cegle ma takie podkrążone oczy - chyba z niewyspania i jeśli się nie mylę, pokazuje język. Czyżby mówiła: jeszcze tu wrócę ;) Imiona, moja propozycja to: Piegusek i Myszata (może będzie dobrze myszy łowić ;)
ania , 2012/12/01 14:51
Plamka lub Piegusek na czarną kropkowaną podobają mi się! Rozkręcacie się moi mili! Jeszcze w takim razie poczekam:) A do bladej twarzy jakoś nic mi nie pasuje, ona taka jest... wyszczyrzowata? i ciągle syczy! Plamka vel Piegusek już się daje głaskać i sama do psów podchodzi, muszę je mocno za obrożę trzymać i przemawiać, ale z drżeniem serca!
Ewa U., 2012/12/01 16:00
A może Dekompresja, skoro syczy? Tak sobie wyobrażam, że przy dekompresji się syczy. Wyszczyrzowata? To Glapa.
ania, 2012/12/01 16:35
a jakbym na nią wołała? Dekomp? a może Presja? Glapa niezłe, tylko ona bardziej do bociana, ew. pingwina podobna...
Ewa U., 2012/12/01 17:59
Glapa po naszymu znaczy "taka, co się glapi" (gapi), ale glapa znaczy też wrona, chyba nie tylko po naszymu. To może Fala - poeci twierdzą, że morskie odmęty syczą. Fala i Gala. Szkoda, że Dekompresja Ci się nie podoba. Mogłabyś wołać Kompresja, w skrócie i czule Kompres. Kiedy moja córka była mała, kazała nazywać się Metropolia. Proponowałam jej Salmonella, ale jakoś instynktownie nie zaakceptowała.
ania, 2012/12/02 15:54
Donoszę, że skłaniamy się ku następującym, jednak kocim imionom w imię świeckiej Tradycji: Piega dla wiadomo której i Łapa, dla bladej twarzy, ze względu na odciśniętą na boku niedźwiedzią łapę. Najnowsze zdjęcia na https://www.facebook.com/media/set/?set=a.449580321773272.110191.100001639240483&type=1&l=03d9e829fb (w PeeSie link bez konieczności kopiuj-wklej)
ola z Katowic , 2012/12/03 13:12
ja dałabym Biełka i Striełka - ale nie wiem czemu!!! chyba dlatego, że i tak nie reagują..
ania, 2012/12/03 13:41
Genialne! Niewykluczone... Ale to nieprawda, że nie reagują. Te co nie reagują, tylko udają:)
OLQA, 2012/12/07 07:09
Kicie piękne- dla mnie ta "z grzywką na boki" to Agatka, bo przypomina dawną bajkę dla dzieci:)
ania, 2012/12/07 10:29
Szkoda że druga nie może być Jackiem. Ale imiona w zasadzie rozstrzygnięte, o czym w niusie gdy wrócę z Warszawy. Choć oczywiście przydaje się zestaw alternatywny, np. Wikuś vel Szarak, Worek albo An Sary, Lodzia vel Potwora lub Zrzut z Marsa, Pieso vel Dziadulek, Belfegor vel Miś Uszaty...
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/12/09 14:13
Koteczki prześliczne! Są u Was, czyli juz wygrały los na loterii życia. Imiona to sprawa drugorzędna, choć oczywiście ważna. Biełka i Striełka fajnie brzmi, ale mnie, niestety, kojarzy się jednoznacznie (chyba się nie mylę) - one skończyły samotnie gdzieś w kosmosie - a może to jakies inne pieski. W każdym razie na pewno nie cieszyły się z tak dalekiej podróży i bardzo się bały. Moi znajomi nazwali interesująco swoje kotki dziewczynki, buraski dachowe - Coco i Chanel. A inni chłopców kocich - Myszkin i Puszkin. Ale do Waszych te imiona nie pasują, więc myślę dalej. I ściskam mocno cały zwierzyniec i Was
ania, 2012/12/09 16:59
Nie, Biełka i Striełka wróciły i potem dobrze się miały. A nasze koty ze śliniącymi się za kratą psami też czują się jak w kosmosie...
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/12/10 11:42
Oj, to dobrze, że wróciły! Oglądałam kiedyś film o piesku, który nie wrócił (a może to była małpka) i jakoś ten fakt zapamiętałam. I jak to jest technicznie przeprowadzane... brrrrrrrrrrrr. A Biełka i Striełka skoro wróciły, to na pewno potem były już dopieszczone i kochane, bo Rosjanie jako naród mają wiele serca dla piesków.
Skomentuj:
HWCXP
 
 
nie_cierpie_zwierzat.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:38 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika