6 maja 2009

Nie ma czasu...

w związku z tym nius zbiorczy.

Dzień ma tylko 24 godziny, no i wypadałoby pospać, ale obowiązek kronikarza nie daje spokoju. Dużo się działo, dużo zdjęć, chciałoby się kilka niusów zrobić, ale dzień nie z gumy, donoszę więc po czasie i o czasie, co słychać, za jednym zamachem.

Po pierwsze wiosna się rozbuchała, o czym dalej.

Po drugie, goście byli i wyjechali, o czym informują w komentarzu pod poprzednim niusem. Oj pracowici byli ci nasi goście!! Panie Magda i Anita (a w porywach jej dzieciaki – Sebastian i Damian, a nawet ich tatuś Adam raz skalał się zrobieniem kafelka), dzień w dzień szkliwiły dekory do nowego domu p. Anity.

Piec pracował co noc, a efekty można obejrzeć w pracach warsztatowiczów od nr 1 do 23 poza pracami Amelki z nr 15.

Pan Adam naprawiał Robertowego komara, bo jak twierdził, to dla niego najlepszy odpoczynek.

A poza tym z p. Markiem i chłopakami wstawali o świcie i łowili ryby. Jak przystało na otwarcie sezonu, ze szczupakiem pierwszomajowym mogliby defilować w pochodzie, choć nie dla wszystkich to miły widok.

Przy okazji pani Magda, która wiele lat pracowała w lecznicy dla zwierząt, pomagała przy Belfegorze, któremu zaropiał paluch i jak zwykle w takich razach zrzedł mu humor, stał się niemiły, skotłował Piesa i Lodzię, i tylko dlatego, że jako pies dominujący żyje wtedy w stresie, że jego niedomaganie będzie wykorzystane by strącić go z tronu.

Lodzi rozpieszczanie odbywało się notorycznie, pani Magda nawet złożyła niemoralną propozycje, abyśmy jej Lodzię dali, bo się w niej zakochała.

Nic dziwnego, że depresja po wyjeździe gości murowana. Tak wygląda Lodzia w depresji – śpi w koszyku z brudnymi gaciami i skarpetkami pod umywalką,

a tak wygląda Belfegor w dołku:

Gdy panie dekoratorki kafelkowe zwolniły pracownię, zajęłam się zaległymi mebelkami, czego efekt można oglądać w postaci szafki greckiej w dekoracjach Ani, a prowansalski kredens Joanny do zobaczenia wkrótce.

Tuż po gościach na ratunek psom przyjechała Madzia z Borysem i tu odkrywamy wielkanocną tajemnicę – zostaniemy dziadkami!!!

Jak Bozia da, pod koniec czerwca.

Z Madzią i Borysem przybył Ryszard na próbę, i to jest po trzecie albo czwarte.

Ryszard niestety jest nieco psychiczny i z lęku szcza na łóżka, stąd w obawie, że osika nam wnusia, spróbowaliśmy przyjąć go w Zawadach. Próby niestety nie przeszedł.

Jak było do przewidzenia, mieszczuch całą gębą i do tego brytyjski arystokrata nie przyjął się na wsi, a nasze psio-kocie pospólstwo nie dało mu szans. Jest nadzieja że po tym zawadzkim stresie przemyśli sprawę i postanowi szanować warszawski dom, a jak nie, mamy w zanadrzu panią zoopsycholog Jolantę, która ma go odwiedzić.

W międzyczasie przekwitły tulipany,

liście rozwinęły się całkiem, kwiaty na drzewach i krzewach zakwitły (na śliwkach, jabłoniach, porzeczkach)

czeremcha tak pachnie, że aż śmierdzi

a bez gotowy do pełnego rozkwitu, choć w stolicy już prawie przekwita.

No i ogłaszamy, że psy wyczekują nowych gości z wytęsknieniem!

Towarzysz Wilkuś też!:)

Komentarze

Tess, 2009/05/12 23:30
Gratulacje!!!!
mag, 2009/05/20 19:48
taka tajemnica-jejuuu!GRATULACJE!!!
Skomentuj:
OXGHL
 
 
nie_ma_czasu.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika