30 listopada 2016

Nie ma Miodzia, są Tygrysy

Robert się zarzekał, ja nie mogłam sobie wyobrazić żadnego kota na miejscu Miodzia, a stało się. Znowu łazienka za kratami, a w łazience dwa tygryski. Oba chore na koci katar. Jeden w złym stanie, drugi w całkiem dobrym. Jeden już bez oka, nie je, ale na szczęście pije i choć głównie śpi i przytyka się do pieca, gdy wchodzimy do nich, łasi się, mruczy i wchodzi na głowę. Drugi też, ale oprócz tego bawi się i pałaszuje za dwóch. Gdy pracowałam, Robert pojechał do dr Jakuszki po zastrzyki z antybiotykiem. Maść do oczu mieliśmy w domu. Mam nadzieję, że drugi kotek jutro będzie lepszy. I możemy uprawiać myślenie magiczne ile wlezie;)

No więc historia magiczna jest taka. Uratowaliśmy koty dzięki temu, że Czarli uciekł… nie… najpierw przez bobry… Bobry zatopiły łąkę pani z Dybowa, dlatego była przy drodze z Cichego Młyna do Nowin. Oglądała straty i wtedy jej kolega zauważył Czarliego, jak biega po polach i węszy. Prawdopodobnie polował na myszy z głodu. Pomału podjechali samochodem, ale Czarli dał dyla. Więc pani Ula zadzwoniła do Roberta, gdy tylko dotarła do domu. Dalszą historię znacie. A wczoraj ja wreszcie znalazłam czas, by w drodze do pracy wpaść do Dybowa z upominkiem. Gdy jechałam do pracy zaczynał się mróz i koty mieszkające na posesji pani Uli siedziały nastroszone i przytykały się do drzwi od domu. To typowy wiejski obrazek w sprawie kotów. Zwróciłam uwagę na dwa najmniejsze. Jeden miał zaklejone oko. Spytałam, jakiej są płci, choć w zasadzie to bez znaczenia. Pani nie wiedziała ale poprosiła, byśmy je wzięli, byłaby szczęśliwa wiedząc że są u nas. No i pojechałam do pracy. Gdy byłam w Olecku, w porywach było już -12. Nie mogłam o tych kotach zapomnieć. Wróciłam do domu późnym wieczorem, powiedziałam Robertowi. Dziś od siódmej rano umówiony był na holowanie kangura, który głuchy jest od czasu pościgu za Czarlim. Sypał śnieg, urwało się ucho od holowania, hol, samochód holujący trzeba było odwieźć do właścicielki, bo jechała do pracy, holowali innym, więc potrwało to do 12.30. A ja o 15 w pracy. A koty marzną, choć na szczęście w dzień była odwilż, no ale padało. Gdy Robert odtajał i się najadł, zadzwonił do pani Uli, że zdecydowaliśmy się zabrać kotki (ona mówi na nie Tygrysy). Tylko jeszcze przed wyjściem zainstalował zakratowane drzwi do łazienki, za którymi i Lemury i Miodzio przyzwyczajały się do psów a one do nich.

Tygryski znaleźliśmy w kłębowisku kotów (oprócz nich są dwie psie znajdy, prawie labrador i prawie Pieso;))w przedsionku obory. Koty mieszkają tam, gdy jest zimno. Ten zdrowszy z białym śliniakiem i skarpetkami od razu przyszedł, a wzięty na ręce zaczął się łasić. Drugi wyłowiony ze stada też na rękach był bardzo milusiński. Oko zaropiałe, ale wtedy jeszcze myśleliśmy, że może do odratowania.

Poznaliśmy historię Tygrysów. Zostały podrzucone w sierpniu, płakały gdzieś w chaszczach jak Miodzio, ale były tak małe, że gdyby akurat jedna z kotek nie karmiła i ich nie przyjęła, nie przeżyłyby.

w samochodzie jechały w pudle grzeczniutkie takie, tylko rozmazane nieco, bo było za ciemno

ostatnia droga do domu

I już w łazience:

po zbadaniu zawartości pod ogonem okazały się chłopakami!

Robert napalił im w piecu, dostały kuwetę, choć nigdy do kuwety nie robiły, zabawki po Miodziu, jedzenie po Miodziu (wciąż w jego misce pod talerzykiem stał suchy pokarm dla małych kotów), w drugiej miseczce mokre jedzenie, zamówione kiedyś dla Miodzia, potem ja do pracy a Robert za ratowanie Tygryska w gorszym stanie. Pojechał do Olecka po zastrzyki. Poinstruowany przez doktora w sprawie smarowania oczu otworzył na siłę zalepione oko, ale niestety tam oka już nie było:( Zrobiliśmy każdemu zastrzyk, po którym powinna być szybka poprawa, o ile stan nie jest zbyt ciężki. Tygrysek bez oczka wciąż nie jest zainteresowany jedzeniem, ale nie zachowuje się jak trup nieboszczyk, więc mamy nadzieję.

Gdy kotki się wygrzały, zaczęły się przemieszczać, więc wzbudziły zainteresowanie:

Strzała też już zdążyła na nie nawarczeć zza kraty.

No i mamy znowu trzy koty w domu i dwa na górce. Trzymajcie kciuki za Tygryska bez oczka! A Robert zapowiedział, że nie wypuści ich z domu, zanim nie staną się pełnowymiarowymi kotami. Jak to zrobi ze swobodnie przemieszczającą się systemem kocich okienek Strzałką, jeszcze nie wiemy. Może okażą się mało inteligentne i nie rozpracują za szybko drogi na dwór;)

Przy okazji - Czarli wczoraj wreszcie dostał lokalizator (ORLLO). Jeszcze wczoraj na spacerze z moją duszą na ramieniu, ale dziś już z poczuciem bezpieczeństwa. Tydzień trwało, zanim udało się rozpracować, który operator się nadaje. W końcu padło na orange na kartę. Widać, że w Polsce to świeża sprawa, nikt nic nie wie. Robert właściwie zaryzykował po kolejnych perypetiach w kolejnym salonie i kazał mi kupić starter za 7 zł. Teraz telefony na kartę też trzeba rejestrować, żeby anonimowo nie można było odpalać bomb, więc gdy wreszcie się wszystko udało, wczoraj w nocy Robert pierwszy raz odpalił lokalizator i Czarli został zlokalizowany… w Chinach, niedaleko Hongkongu;) Za drugim razem było o wiele lepiej, bo za Dybowem, jakieś 10 km od nas. Dopiero za trzecim razem wskazał na Pensjonacik pod tulipanem. No cóż, musiał się odnaleźć w tym wielkim świecie i, jak napisała Ania Ł, musiał zajarzyć, że nie tylko Chiny są na świecie. Dziś mieliśmy lokalizować psa w ruchu, gdy będziemy na spacerze, ale kangur pokrzyżował plany. Jutro jadę do pracy za Ełk (żegnajcie niektóre niedziele w czwartki), więc jutro znowu nie, w piątek od rana, w sobotę do Warszawy do niedzieli… ale może w końcu się uda (to tak w ramach nic nie robienia;)).

to białe pudełeczko na obroży

PS.

Zdjęcia Tygrysów z 1 grudnia

Wieści z wieczora 2 grudnia:

Komentarze

Aneta, 2016/12/01 00:48
Tygrysy piękne:-) Można by im w ramach wspomagania walki z katarem kupić preparat poprawiający odporność z beta-glukanem, np. Immunodol. Moja kota, która ma nawracajacy koci katar też to dostaje.

U mnie też nowy kotek się pojawił, piękna rudo-biala dziewczyna, więc teraz stadko liczy 7 sztuk.

Trzymam kciuki za Tygrysy, niech rosną zdrowe :-)

A problem okienek można przynajmniej częściowo rozwiązać kupując okienka z regulowanym zamykanie. Można je na razie zablokować tak, żeby kotka mogła swobodnie wchodzić do srodka, a wypuszczać ja wtedy drzwiami. To może być dla Państwa nieco kłopotliwe, ale małolaty nie wyjdą :-)
ania, 2016/12/01 18:30
Tak, mamy takie, ale to skończy się tak, że już w ogóle nie będę spać;(
sylwia, 2016/12/01 00:52
Niech się tygrysy chowają! wszystkie dwa! Brawo Wy!
Monika, North Carolina, 2016/12/01 01:12
Takie sliczne buraski, jak moj znajdek Lucky (najmadrzejszy ze wszystkich kotow na swiecie).
Niech sie biedaki wykuruja szybko!
Tess, 2016/12/01 08:16
Życie biegnie dalej. Jak zostaje pusta miejscówka to człowiek nie może się powstrzymać. Tylko w sercu jest tak pojemnie, ze kazdy kolejny futrzak się tam mieści. Trzymajcie się Tygrysy!
Asia
-r., 2016/12/01 12:28
Tygrysek mniejszy ma drugie oko! Wyłoniło się dziś z zaropiałej czerwonej dziury i zaczyna już łypać. Po trzech podaniach detreomycyny.
Tylko, że problemem jest jego stan ogólny. Mleka dla kotów nie chciał tknąć, dostał 10 ml ringera a potem wepchnąłem w niego kawałek wątróbki. Całkiem spory. Kupiłem mu też pastę dla kotów kosmonautów...tzn. rekonwalescentów. Tubka kosztuje tyle co dwie duże pizze w Olecku, tyle, że z kota kosmonauty jest więcej uciechy.
Jak nie kijem go, to pałą aż się odchucha albo pójdzie do piachu. On chyba w ogóle nie ma węchu i dlatego micha go nie interesuje.
kingaM, 2016/12/01 16:30
Brawo! przyjęliście kolejne ! Tak bardzo Wam gratuluję , A Tygryski niech się zdrowo chowają !
ola z Katowic, 2016/12/01 18:12
Tygrysku walcz!!!
Ewa U., 2016/12/01 23:05
A gdyby mu tak strzykawką do paszczy, na siłę?
ania, 2016/12/01 23:24
Dostaje na siłę. Wątróbkę w małych kawałkach to nawet sam już wciąga, tylko trzeba mu włożyć do gęby, bo sam nie pobiera. Ale jak już mu włożysz, to z chęcią połyka. I dostał tę pastę dla kosmonautów i też wciągnął. Do tego ringer pod skórę strzykawką.
Tamten drugi za to nareszcie zrobił kupę. Bo od wczoraj jadł, jadł, był coraz bardziej pękaty, aż baliśmy się, że pęknie.
W nocy ten zdrowszy spał wciśnięty między piec a ścianę, ledwo go znalazłam. A dziś Robert im tak nahajcował, że przeniosły się na podłogę;)
Zważyliśmy je. Te zdrowszy waży 1,5 kg, a ten chorszy 90 dkg i w ogóle same kosteczki i pokurcz. Nie wiadomo ile czasu nie jadł, a podobno koty nie mogą nie jeść dłużej niż 3 dni, bo im się wątroba stłuszcza, cokolwiek to znaczy, w każdym razie się psuje. Wczoraj wcisnęliśmy w niego nieco jogurtu, bo nic innego nie mieliśmy, więc w zasadzie zaczął jeść, na siłę, ale jeść, dopiero dziś po południu.
Monika, North Carolina, 2016/12/02 05:51
Nie wiem, czy juz probowaliscie, ale dla malych kotkow-niejadkow czasami atrakcyjne sa tez platki owsiane na mleku, podgrzane, rozmamlane-rozciapciane. Moje maluszki jadly to chetnie.
ania, 2016/12/02 13:25
Tylko on nie jest niejadek, jak już ma w buzi to je łapczywie, problemem jest, żeby mógł sam pobierać z miski.
ania, 2016/12/02 14:11
Kolejny przełom. Szkieletorek zaczął sam jeść z miski!!! Tylko tak pomału je, że tego drugiego przez ten czas trzeba zagospodarować, żeby mu nie wyjadł:)
Ewa U., 2016/12/02 16:14
To już z górki! Może po prostu sam nie umiał jeszcze jeść i dopiero załapał. Nigdy nie miałam takich maleństw. Czaj był malutki, ale już wiedział gdzie wsadzić paszczę. Malinka musiała przełamać strach, bo przedtem jadła tylko w szafie:) Teraz - dla odmiany - je wszystko i wszędzie.
Co z okiem? Da się uratować?
ania, 2016/12/02 16:25
Właśnie pojechali de weta do Ełku (ja pracuję i pilnuję srających psów;))
One nie są tak małe rozwojowo, tylko małe, bo niedożywione, zwłaszcza ten chorszy - tamten, jako dominujący, pewnie zawsze mu wyjadał, nic dziwnego, że ten, jako słabszy, mocniej zachorował.
A czy Ty masz apetyt gdy masz cały nos, gardło i zatoki zawalone? Wtedy nie ma się ani węchu, ani smaku i wszystko boli. I w takiej ostrej fazie kataru kociego koty tracą apetyt w ogóle, przygotowują się do śmierci.
Dziś rano zaczął wątróbkę pobierać z ręki aż wreszcie załapał saszetkę. Najwyraźniej mu się poprawia.
Oko, myślę, że się uratuje!
Monika, North Carolina, 2016/12/02 21:02
Ojojoj, ale wciaz duzo nowych wiesci. Zmienia sie u was jak na froncie.
ola z Katowic, 2016/12/04 21:58
Dobre wieści! Tygryski trzymajcie się!
Skomentuj:
XVPNX
 
 
nie_ma_miodzia_sa_tygrysy.txt · ostatnio zmienione: 2017/08/01 19:53 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika