21 lutego 2016

Niedziela pod psem

Życie z psami nie jest usłane różami, choć to głupie powiedzenie, bo kto wie, którą część róż autor ma na myśli. To nie jest jakiś szczególny dzień i szczególnie ostre łodygi, ale podzielę się z Wami, jak nam minęła niedziela. Począwszy od północy.
Już w sobotę zmartwił nas fakt, że Belfegor coraz gorzej chodzi. Kulał na łapę, którą miesiąc temu pogryzła mu Lodzia. Robert nawet spytał, czy nie pogryzła go znowu. Ale nie. Łapa Belfegora była coraz grubsza i grubsza i pod wieczór już nie wstawał. Było widać wylizany ślad po zębie Lodzi. Dziwne, bo dawno noga mu się zagoiła, a śladu już nie było. Gdy położyliśmy się spać, z pokoju obok, gdzie ma kanapę Belfegor, doszły nas odgłosy szamocącego się psa.

Belfegor próbował wstać i dyszał. Robert założył pas podtrzymujący kręgosłup przy dźwiganiu i wyniósł Belfiego na dwór. Tam biedny pies kręcił się w koło próbując ustać na jednej sprawnej łapie. Bo Belfegor ma bardzo słaby tył i gdy przód ma niesprawny, tył nie działa. Robert aż myślał, że to jakieś neurologiczne zaburzenie, ale to przerażony Belfi starał się przybrać pozycję, w której by mógł się wysikać. Udało się. Nie chciał jednak ani się napić ani nic podjeść, choć nie robił tego od dawna. Położony z powrotem na kanapie zsunął się i smętnie wisiał na brzegu a oczywiście się szczerzył przy próbach ułożenia go dobrze. Gdy coś mu dolega, boi się, że chcemy go dobić:( W końcu zasnął, my, gdzieś koło drugiej, też. Przed szóstą obudził mnie, bo zrobił pod siebie kupę (to niestety już norma, na ogół nie czuje przez sen, dopiero smród go budzi, wtedy próbuje wstać i ląduje z powrotem w odchodach). Gdy dotarłam do niego, o dziwo stał już o własnych siłach i ledwo bo ledwo, ale sam dotarł za drzwi. Oczywiście w tym czasie skorzystała reszta i zanim wszyscy raczyli wrócić, ja się zdążyłam rozbudzić. Belfegor dużo lepiej chodził, znaczy w ogóle chodził, łapa była mniej opuchnięta, za to z otworu po zębie Lodzi ciekła czerwona ropa. I całe szczęście. Łapa widać już go tak nie ciągnęła, ropa znalazła ujście, a Belfegor uwalił się w korytarzu, by wylizywać ranę. Trochę miałam stracha, czy nie spadnie na schody do piwnicy. Nie ma barierki, a wciąż się zataczał, ale jak się już ułożył, poszłam spać. Z rana, jak tylko była szansa, że dr Jakuszko jest już w lecznicy, Robert wsiadł w samochód i pojechał po antybiotyk. Dr Jakuszko kazał przywieźć psa, ale w końcu stanęło na tym, że najpierw podamy antybiotyk, żeby Belfi sam na nogach dał radę dojść do weterynarza. Bo wszystko przez to, że po ostatnim ugryzieniu nie miał założonego sączka i jakiś ślad ropy musiał się ostać w łapie i bakterie znowu odżyły. Tym razem trzeba oczyścić porządnie ranę i założyć na dwa dni sączek. Będzie trzeba zabrać jednak Belfiego do Olecka, co jest dla niego dużym stresem.

Po powrocie Roberta poszliśmy na spacer, oczywiście bez Belfegora. Ale myślicie, że się z tym pogodził? Nic z tego, ledwo idąc wydostał się za furtkę. Przeszliśmy z nim razem kawałek, by mu nie było smutno a potem na smakołyk dał się zaciągnąć z powrotem.
W tym właśnie tkwi tajemnica sprawności Belfegora (o ile oczywiście nie pogryzie go Lodzia) – mimo sztywnych tylnych łap, chudej dupiny, która siada, ten pies choćby na uszach, ale musi iść ze stadem! Zmusza zanikające mięśnie do pracy i dzięki temu jeszcze chodzi! Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek psa z niedowładem, zmuszajcie go do spacerów ile się da!

tak było wczoraj podczas rannego wypuszczania psów

U nas dziś znowu padało. Znaczy mokry śnieg. Wróciliśmy cali mokrzy, ja z mokrymi nogami. Pora kupić jakieś porządne nieprzemakalne buty! Tuż przed ogrodem Lodzia czmychnęła. Na szczęście zaraz wróciła z… nogą sarny w zębach.

to noga, którą w styczniu Lodzia wyniosła z lasu - tak samo na chwilę zniknęła i wróciła ze zdobyczą w pysku. Nogę powiesiłam na krzaku przy plaży gminnej. Albo to noga zostawiona przez myśliwych, ale oni chyba z nogami zabierają, tylko flaki wypruwają. Albo jakieś szwendające się nocą psy załatwiły tę sarnę i zgubiły nóżkę. Więc obawiam się, że znowu ktoś sarnę upolował niedaleko nas:(

Oczywiście ani jej nie upolowała ani nawet nie zdążyłaby odgryźć, gdyby znalazła martwą sarnę, zresztą wtedy z pewnością dobrałaby się jej do bardziej smakowitych części. Noga była już obrana z mięsa, tylko na przegubach były resztki. Nogę odebrałam przed furtką, gdzie została a Lodzię wpuściłam.
Jak zwykle po spacerze odbyło się karmienie (nie, nie sarniną;) tylko chrupkami z trzech różnych toreb). Następnie psy zostały wytarte i poszły spać.

niektórzy w towarzystwie

Podczas snu Belfegor zrobił kupę. Czasem sobie z niego jajka robimy, że jest jak Breżniew: 6.00 rano siusiu, 6.15. kupka, 6.30 pobudka… A że widocznie wcześniej pobrudził dry bed ropą i miał opory, by się na nim położyć, podłożyłam mu elegancki kocyk, który musiał być natychmiast wyprany, bo kupy Belfegora śmierdzą okrutnie!
Potem zaczęły się popołudniowe korowody z miskami w czasie których Bilbo został poproszony o wyjście na dwór. W tym czasie Lodzia z Piesem mogli pojeść chrupki bez obaw. Gdy poszłam po Bilbo, zadowolony wkroczył do domu z… nogą sarny w zębach. Nie wiem jakim cudem wyciągnął zza furtki. Noga komisyjnie trafiła za płot ale już w miejsce niedostępne, a Bilbo tęsknie jej wypatrywał, ilekroć wyszedł na dwór. W domu za to wyskrobał wszystkie szpary w podłodze i wetknął nos pod każdą szafkę podejrzaną o ukrywanie zagubionych chrupek. Nie było rady. Trzeba było trochę dać mu jeść. Na co przyszła Lodzia z Piesem, więc karmiłam chrupkami z ręki, po cztery chrupki Piesowi, dwie Lodzi i jednej Bilbo. Trochę oszukiwałam, znaczy czasem pomijałam kolejkę Bilbo. Potem stoczył się z posłania Belfegor, odcięłam resztę psów od kuchni, w kuchni zostawiłam uchylone drzwi do korytarza a stamtąd na dwór i trzy miski, w każdej co innego, do wyboru do koloru. W międzyczasie Strzała otworzyła drzwi do kuchni, więc pobiegłam uchronić miski przed biegnącym już Bilbo. Ponieważ to niedziela pod psem, pominę sprawę żonglowania miskami Wilkusia i złodziejstwo Strzałki. Wieczór spędziliśmy oglądając Endeavoura w oparach bąków Bilba, z kilkoma krótkimi przerwami na wnoszenie/wynoszenie misek i otwieranie/zamykanie drzwi na ganek. I mogę się z Wami założyć, że w tych oparach będę czytać książkę i będziemy zasypiać, bo Bilbo tak już ma. Odkąd wiozłam go z Warszawy z głową na kolanach, niezależnie od tego co je, puszcza zabijające bąki! Tak naprawdę powinien się nazywać Bączuś. Ale jemu i tak wszystko jedno, bo niestety leczenie uszu skończone a słuch nieodzyskany:( I jeszcze o jedno mogę się założyć. Że jak tylko zasnę, obudzi mnie szamoczący się Belfegor, który zrobił kupę a między 3 a 6 rano wypuszczać będę Lodzię z Bilbo. I w tym momencie mogę tylko przypomnieć słowa Roberta: Patyczaki! Trzeba było sobie sprawić patyczaki!

A poza tym, jak już napomknęłam, wróciła zima:(

więcej w albumie A dziś zima

Mam nadzieję, że nasze przeprawy z psami nie zniechęcą Was, bo pani Jola z Radomia, nasza wieloletnia klientka szuka dobrego domu dla suni amstafki, którą ktoś wyrzucił, prawdopodobnie z pseudohodowli. Szpula to ledwo przeżyła, na szczęście trafiła na dobrych ludzi, a teraz szuka swojego człowieka, bo obecnie mieszka w ogródku, na szczęście zima w tym roku łagodna.

Wyrzucona jak rzecz Szpula z Radomia, pojedzie, gdzie zechcesz!

Komentarze

okunie@op.pl, 2016/02/22 10:42
Od soboty mamy ten sam problem co pani Jola. Nie wiem który już raz wyrzucono w lesie zwierzę. Pies ok. pół roku. Tym razem trafił do nas i szukamy dobrego domu. Piesek przesympatyczny póki co nie szkudny i prawie usłuchany. Nie ma w Okuniach domu który by kogoś nie przygarnął ale miejscówki się kończą. Jutro na fb znajdziecie zdjęcia. Aniu roześlij proszę Twoimi kanałami wieści może i tym razem uda się znaleźć dom dla tego biedaka, ofiary ludzkiej głupoty i ... tu cisną mi się na usta niecenzuralne słowa.

pozdrawiam, Asia
ania, 2016/02/22 11:35
Oczywiście będziemy szukać razem!
okunie, 2016/02/22 11:50
Dzisiaj wizyta u weterynarza. Pomogli nam już z kotem Mańkiem więc i moze tym razem się uda! Dziękuję za wsparcie i działamy!

pozdrawiam, Asia
z FB, 2016/02/22 12:03
Ewa N: No, no... macie przeprawy... Belfiemu można zakładać ewentualnie pampersy na noc :( I oczywiście życzę mu zdrówka! :) A Wam wytrwałości :)
Galeria Wiejska: jeszcze poczekamy z pampersami;)

Monika L: Oj, bidna psina! Lece, mimo wszystko, czytac, bom ciekawa.
Monika, North Carolina, 2016/02/22 12:17
Oj, jak bardzo meczy sie (i Was) biedny Belfi. Ale starosc Stworcy sie nie udala. Blad planowania.
Psy/koty sa dla nas b. waznymi czlonkami rodziny, a ich choroby/smierc chyba najbardziej bola NAS, bo jestesmy za nich odpowiedzialni, za ich dobrostan. Szkoda, ze niewiele mozna pomoc. To naprawde boli.
Zima znow piekna w Zawadach. Tak u Was dziewiczo, czysto.
Bilbo fajny z tym bakowaniem. Uwazajcie, zeby Was kompletnie nie zagazowal!
ania, 2016/02/22 12:32
Obawiam się, że może mu się udać;)
Skomentuj:
MJRIX
 
 
niedziela_pod_psem.txt · ostatnio zmienione: 2016/02/22 11:57 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika