22 lipca 2018

Niemarketingowy nius o tym, jak sąsiedzi zmarnowali urlop naszym gościom

Trudno, może część osób zniechęci do przyjazdu do nas, ale mam nadzieję, że ta historia naszych bezmózgich sąsiadów (sorry, nie będę się już mitygować i czniam kotka mamrotka) zmusi wreszcie do ogarnięcia psów. Psy jak straszyły tak straszą ludzi nad jeziorem, w tym naszych gości, przybiegając na brzeg na granicy z naszą plażą. Ale to, co stało się wczoraj, przebrało miarę. A pomyśleć, że olecki sąd miał możliwość zapobiec tej tragedii. Sprawa, którą ponad rok temu, w moje urodziny umorzono , dotyczyła m.in. psów blokujących swobodne przejście, puszczonych samopas i grożących ludziom i zwierzętom. Czy doprawdy musiało do tego dojść? Wstyd, że w takich sprawach, jak życie/zdrowie ludzi i zwierząt oraz bezpieczeństwo nad jeziorem (nierespektowane przez sąsiadów prawo wodne m.in. po to jest) sąd skrywa się za proceduralnymi bzdetami. Bo że sąsiedzi zamiast mózgu mają wersety z biblii, to już wiemy od dawna. Ale co ma sąd? Teraz chyba nie będzie miał wyjścia. Mimo zarzekań, że mamy dość procesów i „sprawiedliwości” polskich sądów, jesteśmy to winni Dafiemu i naszym gościom.

Oto Dafi. Czteroletni wilkowaty łagodny kundelek ze schroniska, 18 kg wagi, nieznana historia, od pół roku szczęśliwie ma dom a do nas przyjechał na górkę ze swoją panią i jej rodziną. Spędzili cudowny tydzień, ale ostatni dzień pobytu położył się cieniem na idylli. Goście wprawdzie zapewniają, że to należy oddzielić - cudowny pobyt od tego, co się stało. Ale ja wiem swoje. Już na zawsze w ich głowach pobyt w Zawadach będzie kojarzony z cierpieniem Dafiego.

Wczoraj pani Dafiego z siostrą poszły popływać do jeziora. Była 22.30. To miał być romantyczny czas spędzony na koniec w Zawadach. Dafi siedział na brzegu przywiązany do ławki na naszej plaży, żeby przypadkiem nie wszedł na posesję sąsiadów. Panie były na środku jeziora, gdy usłyszały tętent wielkich psów i głośne ujadanie, a potem już przeraźliwe skomlenie Dafiego, który nie miał jak uciec i był bez szans. Ja też to usłyszałam, akurat szłam z pracowni do domu. Nogi się pode mną ugięły, ale pognałam wołać Roberta. Zanim wyciągnął giwerę (mamy na tę okoliczność pistolet hukowy) i pobiegł nad jezioro, było już po wszystkim. Na wrzask, jaki panie podniosły z jeziora, zjawił się wolnym krokiem sąsiad i odwołał psy. I jeszcze głupa strugał, że przecież nic się nie stało, że przecież psy są przy nim. Nic się nie stało??

Nie lubię epatować ranami, ale chcę, abyście to zobaczyli. Żeby już nikt nie miał wątpliwości, o co z sąsiadami chodzi. Na co narażają, nie tylko nas i naszych gości, ale każdego, kto jest nad jeziorem. Czego ich ciasne główki pojąć nie mogą. Że nie są panami jeziora, że brzeg musi być dostępny dla wszystkich a psy nie mają prawa się na nim znajdować bez opieki. I jeśli jeszcze raz ci ludzie będą komuś wmawiać, że ich psy są pod opieką zawsze a poza tym są łagodne, niech pokaże im te zdjęcia.

To nie wszystko. Piesek ma prawdopodobnie uszkodzony staw biodrowy. Ale to już się okaże w Warszawie. Trzeba go nosić na rękach, nie je, nie pije. Poza tym miał jechać na dalsze wakacje, a pojechał do domu leczyć rany.

To zdjęcia z dziś, po wizycie u dr Jakuszki, którego wczoraj nie wydzwoniliśmy, bo w Olecku przystanek Olecko i dr nie usłyszał telefonu (jego okna wychodzą na plac, gdzie jest scena). Powtórzyła się historia Belfegora, który z tego samego powodu nie doczekał opieki lekarza. Dafi na szczęście żyje. Ale mogły go zagryźć. Niewiele brakowało.

Wezwana wczoraj policja przyjechała jak najszybciej, pan z patrolu sam ma psa, więc bardzo się przejął, spisali wszystko, poszli do sąsiadów, a ci… nie otworzyli im. Tacy to ludzie.
Dziś panie też do nich poszły, pouczone przez policję, żeby zażądały zwrotu kosztów leczenia psa, zanim wejdą na drogę sądową. Ale sąsiedzi mieli ważniejsze sprawy, niż zainteresować się tym, co zrobiły ich psy. Zapewne byli na swoim jehowskim zebraniu po którym nachodzą ludzi.

Na wypadek, gdyby ktoś wysunął argument, że gdyby była siatka wgłąb jeziora i furtka, to by się nic nie stało (przypominam, częściowo siatka jest zdjęta przez kogoś, furtka też), uświadamiam, że psy przechodziłyby swobodnie, nawet gdyby siatka była, mimo zarośli, co zresztą widać, bo roślinność jest wygnieciona a woda płytka, w końcu jest susza. Po drugie, przypominam, żadnej siatki i furtki tam nie powinno być, od dwóch lat sąsiedzi nie stosują się do urzędowego nakazu rozbiórki ogrodzenia. Gdy ktoś ma psy albo z innych powodów powinien mieć zagrodzoną szczelnie posesję, robi płot równolegle do jeziora, zostawiając swobodne przejście, uwzględniające zmienny poziom wody i grasujące bobry, między ogrodzeniem a brzegiem. Albo tak jak my - grodzi podwórze, gdzie biegają psy, a poza teren nie puszcza ich wolno. Ale nasi sąsiedzi chcą mieć ciastko i zjeść ciastko i mają w dupie wszystkich poza sobą.

(Tych, którzy nie znają naszej smutnej historii z sąsiadami a mają siłę przeczytać, zapraszam do wpisu Ostatni raz o łamaniu prawa przez naszych sąsiadów świadków Jehowy i ich prawdziwym obliczu )

*

Wasze reakcje na FB:

Komentarze

Ewa U., 2018/07/22 21:17
Nie znajduję słów żalu nad psem i słów oburzenia. Mam tylko nadzieję, że Dafi wyzdrowieje. Kolejna tragedia wynikająca ze skrajnej głupoty, złośliwości, tępoty, bezmyślności, a może i premedytacji. Nie wiem co powiedzieć, poza stekiem bluzgów, które cisną mi się na usta. Sąsiadowi życzę, żeby rozpruł sobie na płocie jeziornym dupę do samej kości.
Monika, North Carolina, 2018/07/22 22:24
Cos potwornego, okropnego, strasznego. Bardzo mi zal tego pieska.
Zastanawiam sie, gdzie jest/bedzie granica tego bezprawia, bezczelnosci, naduzycia, nielegalnosci?
Szymon, 2018/07/23 14:41
Kurcze szkoda pieska. Co do sprawców...jaki Pan taki kram. Psy pewno skrzywione i pozbawione doczesnych przyjemności, ale to właściciele są winni nie zwierzęta. Dobrze, że to małe dziecko bawiące się na czworakach nie było, bo było by pozamiatane. Lini brzegowej grodzić nie wolno, ale na parę metrów siatki drucianej dla własnego bezpieczeństwa chyba każdego stać i wyjdzie taniej od adwokata. U nas w okolicy tez dużo kociaków się pałęta, ale odbijają się od płotów i grzeczne są bo ludzie mniej cierpliwi i pokojowi...powinny Wam pomruczeć i docenić Waszą cierpliwość i wyrozumiałość!
ania, 2018/07/23 18:41
Pisałam, że to nic nie da, jest susza i psy swobodnie przechodzą wodą, a przecież nie wrzucę drutu kolczastego do jeziora, bo inne zwierzęta zranię, w tym swoje psy kąpiące się tam po spacerze.
Poza tym pozorne grodzenie już ćwiczyli sąsiedzi a ich psy nadal chodziły jak chciały. Walczymy z tym pozoranctwem i pseudochronieniem się przed wychodzącymi poza posesję psami, a nie wspomagamy ich durne myślenie, że tak właśnie należy czynić.
Psów ma nie być, a przejście brzegiem ma być swobodne, bezpieczne i stałe. Od, będzie zaraz, czterech lat udają idiotów, od dwóch uchylają się od wykonania zarządzenia pokontrolnego, i się doigrali. Szkoda że kosztem niewinnego stworzenia.
Monika, North Carolina, 2018/07/24 13:04
A czy jest szansa, ze sasiedzi w ogole poniosa jakiekolwiek konsekwencje ostatniego zajscia? Czy znowu nic, jak zwykle?
ania, 2018/07/24 13:49
Policja wlepi im mandat, który spłynie po sąsiadach jak po kaczce.
A my musimy dobrze to przemyśleć, jak rozegrać tę kwestię, żeby wreszcie zaczęli ponosić konsekwencje swojej arogancji.
ania, 2018/07/24 14:24
Ostatnie wieści na temat Daffiego (okazuje się , że pisze się go przez dwa f;)) od jego pani:

Weterynarz sprawdził i potwierdził, ze sączki dobrze działają. Po obejrzeniu i pomacaniu psa stwierdził, że Daffi miał sporo szczęścia. Wygląda na to, że tylko pomiażdżone mięśnie, ale wiązadła całe. Najgorsze zakażenia bywają podobno zwykle w 3-4 dobie, więc jutro też wizyta.
elaja, 2018/07/24 22:40
biedny Daffi :( oby wyszedł z tej "przygody" bez dodatkowych problemów!
Wam też współczuję, kiepskie samopoczucie na długo Wam pewnie zostanie :( i niepokój, żeby się to nie powtórzyło!
ania, 2018/07/24 22:41
Na razie po tej historii nie widujemy psów przy brzegu. Oby tak właśnie się skończyło.
Szymon, 2018/07/25 08:48
Znaczy psy poniosły kare za głupotę swoich właścicieli. To też kiepskie rozwiązanie, ale zawsze lepsze niż nadgryzione zwłoki dziecka na plaży....dobrze że u nas kociaki traktują na równi z cyganami. Ci drudzy przynajmniej mają alergię na psy i nawet mały dupelek goni ich spod posesji ze swoimi agregatami, piłami i poduszkami. Ci pierwsi są twardsi, ale młodych już nie widuję, tylko same dziady z wózeczkami zbierające punkty na wjazd do nieba. U nas zgrana ekipa, jak czarny nas kiedyś wkurzył to go ludzie 4 lata po kolędzie nie wpuszczali to tym bardziej ciapatych i szturmowców z wachturmu gonić zawsze będą. No ale Wy bardziej na wschód...:-) Trzymam kciuki!
ania, 2018/07/25 10:44
No niestety. Radość była przedwczesna. Właśnie wróciłam ze spaceru, gdzie nad wodą Basza w przejściu na naszą plażę rzuciła się na Lodzię. Lodzia na szczęście uciekła. Było to przy naszych gościach. Jakiś horror.
Policja przyjęła zgłoszenie, dzielnicowy jest niedostępny.
A myślałam, że to psychiczny Max pogryzł Daffiego, a być może jednak Basza, albo oba na raz :( Zdaje się, że im się spodobało :(
a ja mam podejrzenie, że ktoś od nich czyta te komentarze i złośliwie, z premedytacją, po moim ostatnim, znowu puścił wolno psy na brzeg.
Monika, North Carolina, 2018/07/25 12:12
To sa jednak aspoleczne psychole. Dramat.
Andrzej, 2018/07/26 20:28
Słusznie starałem się dostosować skrzynie na zabawki wodne jako schronienie. Czas zakupić albo gaz lub wręcz paralizator. Pieski ogólnie bardzo lubię ale jednak tych się naprawdę boję. Lęki na urlopie, podczas relaxu w postaci łowienia ryb nie są przyjemne.
ania, 2018/07/26 20:43
Mamy gaz i giwerę, ale jakoś nie mieściło mi się do tej pory w głowie, żeby na spacery i do pływania brać taki sprzęt :(
ania, 2018/07/26 12:33
Kolejne wieści o Daffim:
Wizyty mamy codziennie, bo wprawdzie Daffi m coraz więcej energii, ale wdaje sie zakażenie , rana jest dość paskudna. Przemywamy specjalnym środkiem, pies na antybiotyku i inne podobne przyjemności.
Orka, 2018/07/27 16:36
Bardzo mi przykro z powodu wypadku Daffiego.Mnie na miejscu właścicielek Piesa natentychmiast trzeba by było zamknąć w odosobnieniu bo"właściciele"tamtych piesków byli by w wielkim niebezpieczeństwie!
MACIEK, 2018/07/30 08:11
Pani Aniu, ja tego niusa nawet zonie nie przetlumacze, bo wole jej nie straszyc. Nawet wasi najwierniejsi goscie moga podswiadomie unikac teraz tej plazy (a wiec i calego gospodarstwa). Pani ma odwage rzetelnie opowiedziec o tym niebezpieczenstwie wiedzac ze jak to dziala na gosci, wiec czapki z glow, ale z tego na wasz chleb nie bedzie.
Skomentuj:
MEIYD
 
 
niemarketingowy_nius_o_tym_jak_sasiedzi_zmarnowali_urlop_naszym_gosciom.txt · ostatnio zmienione: 2018/07/23 14:00 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika