15 października 2016

Nieodwołalnie idzie zima

Dziś w Cichach (tak, tak, w żadnym Cichym, tylko w Cichach) Dzień Ziemniaka. Ale nie mieliśmy siły iść. Mnie dodatkowo, gdy nie muszę, nie chce się ubierać, malować, czyli do ludzi upodobniać;) Temperatura dziś nie wskoczyła ani razu na plus, wicher przenikliwy wieje, co było do zrobienia na dworze, zrobiłam, więc z przyjemnością w cieple domowym niusa popiszę. Bo 13 dni minęło jak z bicza trzasł, a tu już inna pora. Od dwóch dni w nocy minus trzy. I znowu nocne spuszczanie wody, owijanie szalikami kranów zewnętrznych i korowody z kwiatami. Angielskie pelargonie poszły do domu, a pelargonie gruboskórne do pracowni, na ganek i za drzwi pensjonatu. Za te pierwsze, bo za drugimi goście. Kwiaty skazane na wymarcie też do pracowni, bo szkoda, by tak szybko zmarniały, może jeszcze pocieszą oko, gdy odpuszczą mrozy. Choć na razie zapowiadają śnieg:(

moja pracownia;)

Nieodwołalnie idzie zima:(

liście spadają na potęgę, to stan z wczoraj, dziś jeszcze więcej na ziemi, choć wiatr je zaraz przepędza

zamrożone bagienko za ogrodem

dzikie wino dziś

dzikie wino wczoraj po pierwszej mroźnej nocy

Zaczęliśmy palić w kozie, w pokoju komputerowym…

Miodzio coraz bardziej psieje

Miodzio w ogóle ma przechlapane. Oczekuje się, że dorówna Wilkusiowi. Jako następca ma być równie inteligentny:) Stara się jak może. Kilka dni temu opanował przechodzenie przez kocie drzwiczki na korytarz, a dziś przymierzał się do drzwiczek drewnianych do piwnicy, skąd już umie wyjść na dwór. Przypomnę, że drewniane, to wyższa szkoła jazdy - kot musi podnieść drzwiczki za „klamkę” i zdążyć się wsunąć pod nie, nie przytrzaskując ogona, zanim opadną. Dziewczyny opanowały to mając pół roku ( specjalnie sprawdzałam ), Miodzio ma 5 miesięcy, czyli tyle co Ksenia, choć panie weterynarki rozmijają się nieco w zeznaniach. O pół miesiąca.

Przedwczoraj jeszcze zdążyliśmy zebrać trochę kurek. Już nieco łykowate po mrozie i ukryte w liściach brzóz,

ale na kluski z kurkami starczyło

Niestety droga na kurki była rozjechana a las nas powitał jazgotem pilarek. Po miejscu, gdzie chodziliśmy na podgrzybki, została pustynia:(

zobaczcie dyskusję pod postem na ten temat

tak by się chciało, by las był lasem, a nie kopalnią drewna:(

ale Pieso był bardzo zadowolony ze spaceru:), zwłaszcza gdy się już wyplątał z chaszczy na brzegu lasu, a tu więcej zdjęć z wyprawy na kurki

A jeszcze parę dni temu było tak…

Domek na górce zza owocującej trzmieliny (pod linkiem Domek na górce do znudzenia:) )

cmentarz rodzinny za łąką facelii

wicher przed zmianą pogody

i jeszcze możecie zobaczyć aktualny stan tamy bobrowej - bobry dają czadu, ale słabo widać przez krzaki .

I Robert przed mrozem zdążył dokończyć mój blat!

więcej w poście na FB

tylko w sprawie zdywersjonowanej siatki w jeziorze bez zmian, następna rozprawa w sądzie już w listopadzie.

No właśnie - à propos siatki…

Sarenka dla naszego nadleśniczego, kontynuacja

a tu rozmowa na FB i pomysł Stefana Bażanta;):

Eee, miałam chytry plan dać link do całej dyskusji pod postem, ale nie wkleja:( więc kopiuję:

Stefan Bażant: Omatko, ale nie pogoniły?
Galeria Wiejska: nie, bo na szczęście akurat były w depresji bo byłam w W-wie
Stefan Bażant: Może trzeba by na tym pierdzielonym płocie jakiś performance uskutecznić? Np. nadleśniczy wisi na płocie, a psy już, już dobierają mu się do d…? On przeskakuje w desperacji płot (jak człek w strachu, to nadludzką siłę ma) i rzuca się w odmęty. Ty, jako człek szlachetny i pływający, ratujesz mu życie i wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
Galeria Wiejska: gdyby żył Belfegor… poza tym leśniczy ma rączki w przeciwieństwie do sarenki i by sobie furtkę otworzył, o ile nie wystraszyłby się tabliczki uwaga zły pies (po przeciwnej stronie płotu;))
Stefan Bażant: Nieno, performance zakłada fikcję. Zamek byłby zacięty.
Galeria Wiejska: ale Max po drugiej stronie to nie fikcja
Stefan Bażant: Tym lepiej!
Stefan Bażant: Ty jako człek szlachetny i pływający ratujesz go z paszczy dzikiej bestii i wyciągasz w ostatniej chwili z odmętów. Albo nie.
Sylwia S: Nie ma co! To byłoby piękne i arcy artystyczne! Warte realizacji :)
Stefan Bażant: Widzę tę scenę bardzo wyraznie. Szkoda to zmarnować, nie?
Sylwia S: jasne! jestem za!
Stefan Bażant: No to jazda! Ale kto odegra rolę nadleśniczego? Myślisz, że R. się zgodzi? Jeśli nawet nie, to przymusimy tego sąsiada-co-wiesz. Chyba
Galeria Wiejska: ja bym jeszcze gniew Jahwe odegrała:)
Stefan Bażant: Dobra. Masz tę rolę w kieszeni.

Skoro już jesteśmy przy kulturze i sztuce…
Bardzo się zainteresowaliście i tłumaczeniem Kroniki Szkoły Zawadzkiej, jak się okazało pisanej przez trzech ostatnich niemieckich nauczycieli, i mapą a właściwie szkicem, na którym zaznaczone są wszystkie siedliska z 1945 roku. Kiedyś, nie wiedzieć czemu, dałam się przekonać, żeby mapy nie zamieszczać, bo to spowoduje wzrost lęku w mieszkańcach (że niby przyjdą Niemcy i odbiorą mieszkańcom Zawad istniejące jeszcze domy). Tylko że byłaby to paranoja nie lęk, więc idę po rozum do głowy i tę niezwykle ciekawą mapkę i nazwiska gospodarzy z wojennych Zawad zamieszczam na oddzielnej stronie, ku wiadomości ogółu, dla niemieckich potomków zawadzkich rodzin w szczególności:

TU JEST STRONA Z MAPĄ ZAWAD z 1945

Pamiętacie, że już dwóm osobom, które były w tym celu u nas w gościach, ta mapa pozwoliła odnaleźć szczątki gospodarstw ich przodków. Mąż jednej z nich, Hermann, to ten od przetłumaczenia ze starego niemieckiego na nowy niemiecki wzmiankowanej kroniki. Mąż drugiej jest spirytystą i uspokajał duchy, a dzięki temu żonę, bo historia, która się w tamtym miejscu rozegrała, gdy przyszli Rosjanie, była straszna. Ale to nie koniec! Robert odkrył (i zakupił natychmiast książkę z wierszami mazurskich poetów), że prapradziadek tej drugiej pani, z domu Lustig, mieszkający w Zawadach Małych (teraz ich nie ma, ostał się jeden dom, a były, jak się idzie drogą za jeziorem w stronę Mazur, na skrzyżowaniu szutrowej drogi z Cichego/Cichów do Szwałku) był znanym mazurskim poetą, w dodatku piszącym po polsku!

A oto wiersz Jana Luśtycha z 1866 roku „Gorzałka źródłem zła”:
Starą gorzelnię w Cichach rozwalono
I nie za dawno większą postawiono.
Bo ona stara już za mała była (…)
Pożal się, Boże, mili przyjaciele!
Co się to dzieje w Cichach przy kościele.
Tam nie o Bogu świętym rozmawianie,
Lecz o gorzałce wciąż rozprowadzanie.
Biada ludowi, który o tym baje,
Głupiej gorzałki pijać nie przestaje.
Biada pijakom! Rozum pożerają,
Trują swe zdrowie, panów wzbogacają (…) (wiersz znaleziony na stronie www.olecko.info/czasy )

à propos pożerania rozumu, robal znaleziony w drewnie zanim przymroziło - więcej o nim w niusie przyrodniczym Spotkanie przy rąbaniu drewna

No dobra, to jeszcze Warszawa.
Szykujcie się niebawem na nowe wnętrza, nie wiem jeszcze, czy to będzie to mieszkanie,

ale jak dla mnie to jest piękne!:)

Byłam w pracy w tę sobotę, co grali na Narodowym. Gustaw oczywiście musiał mecz obejrzeć, a że nie ma telewizora, oglądał u babci Ewy. Przy okazji miał z okna piękny widok na stadion. Zrobiło się z tego spotkanie rodzinne, które musiałam opuścić w trakcie, by dołączyć po meczu do wracających do Olecka kibiców. Dzięki temu miałam blisko, bo mimo zamkniętych na Saskiej Kępie ulic, udało im się zaparkować samochód niedaleko warszawskiego domu. Blabla zaczęło pobierać 6 zł za rezerwację, które można było płacić tylko kartą, co skończyło się przeciekiem numeru karty Roberta i próbą ukradzenia kasy z jego konta. Na szczęście bank stanął na wysokości zadania, a Blabla poszło po rozum do głowy i można już płacić szybkimi przelewami.

progenitura warszawska (bardzo mi się Stefanie podoba to określenie:))

A ostatnia dobra informacja jest taka, że znaleźliśmy projektanta, który zgodził się zrobić projekt naszego domu z bala. To wcale nie było łatwe. Inni albo się nie znali, albo nie mieli czasu albo im się nie chciało. Bo pomimo, że wiadomo, jak dom ma wyglądać, musi być normalny projekt jak przy każdym domu poprzedzony inwentaryzacją bali. Trochę nam się humor poprawił w związku z tym.

A na koniec prezent od wujka Gugla (znowu przerobił mi zdjęcie:))

Komentarze

-r., 2016/10/16 01:03
To jest jedynie fragment wiersza Jana Luśtycha. Gdy pisał po niemiecku podpisywał się Johan Lustig. Ale wysyłał do druku w Lecu (Giżycko) głównie wiersze pisane po polsku. Kupiłem kilka książek (jedna przyszła, reszta w drodze) ale tego wiersza w niej nie ma. Cichy pojawiają się w co najmniej jeszcze jednym wierszu - o wdowie po księdzu (protestanckim pastorze) z tamtejszego kościoła. W ogóle ciekawa lektura, no i w końcu twórczość sąsiada wypada znać! Dom w którym żył Jan Luśtych znajdował się niecałe 2 km od nas. Planuję skontaktować się z panem, który jest ekspertem i opracował antologię mazurskich poetów ludowych. Jana Luśtycha wymienia się w pierwszej trójce i sporo jego wierszy się zachowało.
-r., 2016/10/16 11:01
No i zapomniałem o 'pieśni duchownej' pod tytułem "Kościół Cichowski", którą trzeba śpiewać na nutę "Tobie, nieśmiertelny Panie"
-r., 2016/10/16 01:10
Jan Luśtych napisał też smutny wiersz o tym jak to w okolicy Zawad jezior dużo tylko ryb dla okolicznej ludności mało, bo łowić nie wolno.
150 lat minęło a brzmi całkiem znajomo....
Marek, 2016/10/16 01:39
Podajcie mi prosze namiar pod ktorym mozna zakupic ksiazki Herr Johanna Lustiga. adres i ew. telefon.
-r, 2016/10/16 10:28
Sporo wierszy jest tu:
Autor: CHOJNOWSKI Zbigniew
Tytuł: Pieśni duchowne i poemata światowe. Antologia mazurska
Miejsce wydania: Gołdap
Data wydania: 2004

Trzeba szukać po antykwariatach.
Poza tym nie jestem pewien. Jak książki przyjdą, to będę wiedział.
Monika, North Carolina, 2016/10/16 10:09
Ale sie porobilo historycznie, prawie antycznie, a na pewno - powaznie. Az sie wzruszyc mozna.

I tylko dzieci nic sie tym nie przejmuja. Pomimo, ze dorosli kopia w historii, wynajduja przodkow sasiadow sprzed stuleci, czytaja dawne wiersze, odrysowuja stare mapy, odtwarzaja domy z bala, restauruja siedliska i nie wiadomo co jeszcze robic beda - dzieci najzwyczajniej w swiecie rosna! Kolejno maja pierwsze (i nastepne) zęby, ucza sie chodzic, jesc, pisac, czytac, ogladac mecze i byc radoscia i sensem zycia.

Progenitura warszawska - przeurocza!
Ewa U., 2016/10/16 11:59
U Was to jednak z klimatem o jakiś miesiąc do przodu. U nas ciągle w miarę ciepło - w każdym razie temperatura nawet nie zbliżyła się do zera, winobluszcz pyszni się wszystkimi odcieniami czerwieni, chociaż jest tak paskudnie, jak tylko może być jesienią.

Jaki fajny jest Twój blat! Chyba nawet już raz Ci go zazdraszczałam:)

Miodzio chyba będzie wielkim kocurem, przynajmniej tak wygląda.

I progenitura. To jakiś chichot z góry chyba, czy cuś. Przecież Ksenia dopiero się urodziła, a na zdjęciu siedzi! O Guciu nawet nie mówię, bo już się przyzwyczaiłam:)))



PS. Żurawie w konwulsjach urocze.
elak, 2016/10/16 13:04
Zdjęcia są piękne!
ania, 2016/10/16 16:34
Dzięki, ale odkąd naoglądałam się zdjęć niektórych naszych gości, zwłaszcza tych z niusa "Baba sama na gospodarstwie", stwierdzam, że nie robię ładnych zdjęć, a jeśli Wam się podobają, to tylko dlatego, że to co fotografuję, jest piękne. Moja w tym słaba zasługa i żałuję, że nie mam już miejsca w życiu na naukę fotografiki. Może w następnym wcieleniu, o ile nie zostanę żabą;)
Skomentuj:
ESOPT
 
 
nieodwolalnie_idzie_zima.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/16 14:14 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika