11 listopada 2012

Niepodległość małych stworzeń

Dzisiaj był piękny dzień, urodziny koleżanki z podwórka, którą rzuciło do Północnej Karoliny (wszystkiego najlepszego Monika!) i dzień zadymy daleko stąd. A u nas dzień cudów listopadowych i święto wielkiego sprzątania kotów i psotów. Sucho nareszcie, więc można było dywany, dywaniki i psie posłania wywalić na podwórze. Zdjęcia wprawdzie sprzed dni kilku, po deszczu i znowu przed, ale widoki na miarę dzisiejszego święta. Więc najpierw widoki:

cuda_listopadowe_026.jpeg

Na niektórych widać jak pięknie nie widać mola sąsiadów (bo go nie ma!!!). Drzewa prawie wszystkie bezlistne, modrzew w ogrodzie nie wiadomo kiedy zżółkł, tylko młodszym brzozom na czubku zostały czuprynki, które błyszczą w promieniach słońca (więcej większych takich pięknych widoków w albumie Po trzech dniach deszczu... ) Od razu chce się żyć, nic dziwnego, że się wreszcie wzięłam za porządki, zwłaszcza że psy korzystały z pogody i nie zawadzały w domu. Bo noszenie koszy drewna, ubłocone po deszczu psy i robota drewniana na pokojach dopełniły dzieła entropii. A na ganku dzieła dopełniły myszy:

najpierw zjadły kwiaty gerberom, teraz wykopują korzenie

w pojemniku na zanętę dla leszczy zrobiły sobie elegancki otworek

w środku urządziły przybytek rozpusty a w nim fragmenty robertowej pułapki:) (te zółte strzępy)

To naprawdę frustrujące, gdy zaraz za drzwiami napotykasz czyjś bezczelny wzrok. Małe ślipka oceniają sytuację, czy spierniczyć czy może nie warto. Gdy podnoszę wieczko pudła z kukurydzą, mysz mam w środku jak w banku, czasem zaczajam się z aparatem, ale myszy z pudła w buty na półce nie da rady uchwycić w locie. Nie wiedziałam że myszy umieją tak skakać!

Nie lepiej w kuchni w pensjonacie. Załamka. Gdy złowiłam w pułapkę Roberta dwie myszy, uznałam, że to chyba koniec (wcześniej kilka zaplątało się w segregowane plastiki i zostały z nimi wyeksmitowane). Posprzątałam więc wszystkie gówienka i rozsypaną mąkę, wyszorowałam wszelkie półki i blaty, wchodzę na kontrol za parę godzin, a tu mysz siedzi sobie na pułapce a druga obok na pojemniku na papiery.

z nogawki, po której miały się wspinać i wpadać do środka, zrobiły sobie frędzelki, a następnie wymościły nimi gniazdko…

I hyc na stojak od wina, potem na butlę z gazem i gdzieś pod stół, na którym stoi kuchenka. Zaglądam do szuflady… a tu miła mysia kwaterka z lokatorką (oczywiście bez szans na zrobienie zdjęcia):

Tymczasem droga profesjonalna pułapka została obsrana za przeproszeniem a myszy siedzą na niej i kpią ze mnie, gdy wchodzę. Ani jedna się w nią nie złapała!

Ale najbardziej załamujące jest to, że żadne wyłapanie myszy w kuchni nie wchodzi w grę, bo myszy zrobiły sobie przejście między kominem a ścianą:( a że poza kontrolą pułapek co kilka godzin nikt w kuchni myszom nie przeszkadza… mogę sobie sprzątać do woli.

Nie lepsza zabawa z kretami, na razie im odpuściłam, dopóki Robert nie upłynni gdzieś nowej partii ziemi.

Ale czasem miłe stworzonka robią bałagan, np. zrzucają bomby na moje magazynowane na ganku z braku innego miejsca dywaniki, poduszki z wiaty i koce. Ostatnio taki maluch zaplątał się i nie umiał trafić do wyjścia. W jednej dłoni delikwent, w drugiej aparat, bałam się więc, że umknie, zanim mu zrobię fotkę,

tymczasem on się wziął i zasiedział! W takim był szoku, że nie dowierzał, że jest wolny. Obcykałam go ze wszystkich stron

(cały reportaż o strzyżyku wśród innych ptaków na Picasie , większe zdjęcia też w albumie Lepszy wróbel w garści )

a ocknął się dopiero, gdy szczeknął Belfegor. No właśnie, Belfegor! Co ze mnie za pani! Zapomniałam o urodzinach Belfegora! Skończył umownego 5-tego 13 lat! Dziad z niego straszny, głuchy na oba uchy, co jest pocieszne z jednej strony, bo nareszcie może się wyspać, śpi jak zabity, po nosie można mu chodzić, ale to też niebezpieczne, bo nie słyszy, gdy ktoś przyjdzie a jak się ocknie, zrywa się do ataku. Nie słyszy grzmotów (no chyba że walą tuż obok), ani dział armatnich na poligonie w Węgorzewie, ani nawoływań Piesa i Lodzi do gonitwy za sarenką czy zającem. Więc ma to swoje dobre strony. Tylko czasem coś mu tam doleci w te uszy, nie wie za bardzo co, szczeka na wszelki wypadek, a małe za nim, bo myślą, że coś się dzieje, tymczasem to tylko dziadkowi coś się przesłyszało. Tak poza tym dalej kopie doły, robi z radości kółka po podwórzu, tylko już Lodzi całkowicie ustąpił, dzięki czemu jest spokój w stadzie. 20 lat Belfegorku!

Komentarze

Ewa U., 2012/11/12 10:55
Przyłączam się do życzeń dla Belfegora - 30 lat piesku, co tam 20!

Historia z myszmi mnie rozśmieszyła, chociaż wiem aż nadto dobrze, że jest to średnio zabawne. Mamy taka samą pułapkę i sprawdza się znakomicie (w samochodzie, bo z domu udało się skutecznie myszy wyeksmitować, poza desperatką, która zjechała na tyłku po nowych rurach kominowych). Może jakaś klapka jest za bardzo przygięta i nie uchyla się na widok myszy? Na temat kretów już nawet się nie wypowiadam, bo widok na ogród mnie zesłabia. A kretowiska są wielkie jak wulkany.

Do jesiennych porządków zabieram się od 2 tygodni. Każdy pretekst dobry, żeby to odłożyć na jutro...

Pozdrawiam
Monika, North Carolina, 2012/11/12 11:25
Ach, jak milo! Czuje sie doceniona i porzadnie uczczona! Wielkie dzieki ;)))
A co do myszy... Zawsze myslalam, ze wystarczy miec w domu kota i bedzie mysi spokoj...
ania, 2012/11/12 11:33
Spokój owszem ale tylko tam, gdzie kot urzęduje. Na parterze domu owszem, względny spokój:) na strychu już jurysdykcja Wilkusiowa nie działa - za zimno na co dzień:) Kuchnia gości bez gości to królestwo niczyje, na ganku przeważnie śpi głuchy Belfegor, a w samochodzie na parkingu hulaj mysia dusza! Więc jest jak jest.
Monika, North Carolina, 2012/11/12 11:49
No to klops z tymi myszami... I ze nawet do samochodu sie dobieraja...
ania, 2012/11/12 11:55
Jak Saskiej Kępie groził potop, to wywoziliśmy samochody w wyższe partie miasta. Może zacznę tę samą strategię stosować - jesienią będę trzymać auto w Olecku:( Tylko wtedy na hulajnodze będę do gabinetu jeździć o ile mi jej myszy nie zjedzą;)
Monika, North Carolina, 2012/11/12 11:44
A co do kretow... moja Babcia na dzialce odstraszala krety wsadzajac im w nore szmate nasaczona nafta. Krety przezywaly, ale uciekaly na dzialke do sasiadow.
ania, 2012/11/12 11:51
Szmat mi nie starczy, ale... Ewa, może warto spróbować!
Ewa U., 2012/11/12 12:08
Muszę Cię rozczarować. Szmat próbowałam... Piołun też nie zadziałał. Niektórzy mówią, że śmierdzące śledzie powtykane w kretowiska to jest to! Jeszcze tylko to mi zostało, jako ostatnia deska ratunku.
ania, 2012/11/12 12:40
Obstawiam, że śledzie skończyłyby się wielkimi dołami w miejscu kretowisk w celu pobrania śledzia przez psy...
Monika, North Carolina, 2012/11/13 06:27
Acha, o sledziach tez slyszalam - Babcia je stosowala oprocz naftowej szmaty.
Żurek ze skrzyżowania, 2012/11/13 19:48
Belfegorku! Tyś przy mnie młodziak! Życzę Ci pełnych miseczek, spacerków, przytulania i najmilszych psich senków. I jeszcze wielu, wielu lat szczęśliwego życia, bo Państwo Ci się trafili superowi, więc i szanse masz ogromne na kolejnych kilkadziesiąt wiosen. Podaję Ci urodzinową łapę
sąsiad Żurek ze skrzyżowania, osiemnastoletni notabene...
Skomentuj:
PEHCF
 
 
niepodleglosc_malych_stworzen.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:31 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika