16 lutego 2012

Nigdy więcej zmiany serwera!!!

Długo mnie nie było. Wszystko przez zmianę serwera – nie można było niczego nowego wrzucać na stronę, bo i tak by zniknęło. Ostatnie komentarze pod ostatnim niusem zniknęły, na szczęście miałam je zapisane i są z powrotem. A poza tym byłam w Warszawie i to samochodem, bo zaczął się czas zwożenia zakupów. Wiecie, że 4 kołdry zajmują całego kangura? A gdy jeszcze dorzucicie kolejną porcję gratów, które dzieci usuwają z naszego starego mieszkania, to ledwo mnie w tym kangurze było widać. Ledwo też zdążyłam wrócić przed śniegiem. W ostatniej chwili. Bo od poniedziałku wieczorem stopniowo nas zasypywało, a raczej zawiewało co napadało na pola i w środę ledwo już wyjechaliśmy. Niestety – Mrówka, nasza kotka tulipanowa bardzo się rozchorowała, mieliśmy stracha, nadal mamy, bo kicia ma 14 lat minimum i w tym wieku choroba to nie przelewki. Zmarniała z dnia na dzień, przestała jeść, pić, boki jej się zapadły i była zupełnie nieprzytomna. Na szczęście wyniki krwi pokazują, że nie ma ani chorych nerek, ani wątroby, ani cukrzycy, za to jakąś paskudną infekcję i jeśli bakteryjną, antybiotyk pomoże, jeśli wirusową, zostaje się modlić. Dostała kroplówkę i wenflon na wynos do domu i zalecenie, by pod nos jej podtykać przysmaki, bo musi zacząć jeść. Niestety wczoraj takimi nie dysponowaliśmy, więc na siłę wlaliśmy jej do gardła roztwór wodny kitiketa, dziś rano ku naszej radości popiła sama sporo wody i posadzona w kuwecie wysikała się.

dziś uparcie spała w zimnej garderobie na półce, potem w lodowatym korytarzu, za to na podgrzewanej podłodze (psy przychodzą na kontrol, tu akurat Lodzia, ale najbardziej martwi się Belfegor - w końcu zna Mrówkę najdłużej).

Robert pojechał więc po smakołyki, którym nie można się oprzeć. Sami zobaczcie: „…smakowite mini fileciki marynowane w aromatycznym i soczystym sosie. Specjalna marynata sprawia, że fileciki są bardziej miękkie a ich smak pełniejszy. To nadzwyczajne doznanie smakowe zachwyci intensywnością doznań każde kocie podniebienie.” Mnie niejedzącej mięsa na taki opis trudno nie przełknąć śliny, psy, gdy wypakowałam torebkę smakołyku na talerzyk, trzęsły się dosłownie a Wilkusiowi trzeba było dać to samo, bo inaczej nie można się było opędzić – normalnie zwariował! Mrówka powąchała i… nieco zjadła! Więc mamy nadzieję, że idzie ku dobremu, chyba że te fileciki i martwego kota z grobu by wywlekły:)
Tak więc wczoraj miałam nie mieć niedzieli, bo wzywają dwie zamówione tabliczki na dom i nowe dekory, ale najpierw przedarliśmy się przez złowrogie białe jęzory do weterynarza, potem się okazało, że Robert nie ma wiertła do zrobienia dziurek tabliczce, a później to już było za późno. Więc zamówienie poczeka do soboty i mam nadzieję, że tym razem Bozia nie obśmieje moich planów. Ale jest postęp! Dziś Robert odebrał drzwi do gabinetu! Po pół roku! Oczywiście drzwi wejściowych do domku na górce nie ma dalej, bo najpierw mrozy (gdy byłam w W-wie – minus 29), potem śniegi, a teraz znowu mrozy. W nocy dla odmiany mieliśmy -18 stopni i obudziło nas piękne słonko. Chciałam nawet wyjść porobić zdjęcia, ale stwierdziłam, że poczekam do spaceru z psami. To samo stwierdziłam wczoraj chcąc zrobić zdjęcia jęzorom. Ale w nocy przyjechał nasz wybawca pług i po jęzorach, a przed spacerem słonko zaszło…

przejechał pług, droga wolna!

ale co nieco jeszcze wisi nad nami!

i nie każda droga wolna

przez naszą łąkę już nie tak łatwo przejść

słonka nie było, ale na prawo błękitne niebo

Potem słonko wyszło znowu więc Belfegorek z rozkoszą wrócił na swoją górkę

i nawet Pieso podwórzował

chciałam uchwycić Piesa przechodzącego pod Belfegorem, ale nie wykazałam się refleksem

Teraz (22.50), jak mnie właśnie Robert oświecił, mamy aż/tylko -17. Lepiej więc przytknąć się do Wilkusia!

No i podobno dziś tłusty czwartek. Robert przywiózł jednego pączka, bo go w sklepie Majster poczęstowali z tacy pełnej dla klientów, a potem usłyszał w dzienniku, że jak ktoś nie zje pączka w ten dzień, to do końca roku będzie nieszczęśliwy. Co było robić - zjedliśmy jednego na pół. Zgadnijcie komu przypadła połówka z większą częścią marmolady!?:)
A poza tym nic godnego pisania niusów się nie dzieje, a umęczenie podwarszawskie i po zmianie serwera sprawia, że na nic więcej, niż MUSZĘ, nie mam siły. Doprawdy nie wiem, jak radzą sobie ludzie z komputerową rzeczywistością, gdy nie mają w rodzinie komputerowca! Ja mimo posiadania w rodzinie Darka, ogłaszam wszem i wobec i podpisuje krwią – nigdy więcej nie zmienię serwera – niech mnie ograbiają z kasy twierdząc że przekraczam limity CPU, cokolwiek to znaczy, ale nie dam się! (Na nowym serwerze limitów takowych nie ma, ale na pewno COŚ jest;)) Zabawa z serwerami jeszcze się nie skończyła, ale na szczęście niusy i starusy są już bezpieczne!
Zanim dziś skończę pisanie, jeszcze tylko zaległości Guciowe z nowego pokoju pięknie pomalowanego przez Madzię. Za przedostatnim razem byłyśmy z Guciem kupować farbę, rzecz jasna miała być niebieska, tylko pytanie - jaka? Z różnych niebieskich bez wahania wybrał niezapominajkę:)

Kupiliśmy też naklejki - najpierw w supermarkecie nieco droższe, a potem babcia w słynnym oleckim „wszystko po 5 zł” równie piękne do kompletu!

Gucio znowu był chory (na strychu w porywach w te mrozy było 15 stopni) więc biedak na zdjęciach zakatarzony. Brak przedszkola rekompensuje nowa drewniana kolejka, której nikt poza Magdą nie umie złożyć - zawsze byłam kiepska w układankach i Gucio chodzi skarżyć mamie - a babcia nie umie składać torów!;

ale chyba mi się nie dziwicie!

oraz nowa wykładzina w ulice na antresoli, na której założyliśmy alpinistyczną siatkę, by Gucio mógł do woli wychylać się:) (ale zdjęcia antresoli wyszły nieostre, więc tym razem tylko jedno)

Polubił wysokości, więc obiad zamiast przy to na stole a przy okazji pokaz literek:

literka O po O była niepublikowana U, a następnie ósemka

A gdy robiłam zamach na plecy Gucia ręką upaćkaną oliwą z czosnkiem, słodki wnusio trzymając długą sznurówkę w ręku zagroził: „Jak cię zaraz…tym sznurkiem…zawiążę!” Ciekawe co będzie dalej!:)

Komentarze

Ewa U., 2012/02/17 11:30
Gucio zmienia się dosłownie ze zdjęcia na zdjęcie. Już zdążyłam zapomnieć, jak to jest. Dalej będzie jeszcze szybciej...
Pączki zjadłam cztery. Czy to oznacza poczwórne szczęście? Chociaż pączki niewymiarowe, małe, powiedziałabym - półpączki. Dostałam od sąsiadki jeszcze ciepłe, kto by się oparł? Kotka Grażynka też sobie pofolgowała dobrawszy się do kosza na śmieci (mimo podwójnego zabezpieczenia tegoż) - do resztek wędzonej ryby. Wciągnęła skórę, głowę, ości, wszystko. Potem nie schodziła z szafy przez cały dzień. Odetchnęłam dopiero dzisiaj - rano już normalnie nakłaniała mnie do napełnienia miski. Mam nadzieję, że i Mrówka ma się lepiej.
U nas dzisiaj lazur nieba, 3-dniowy śnieg topnieje w oczach, jakie -17?
Pozdrawiam
ania, 2012/02/18 23:02
Tym, którzy pytają tu i tam, donoszę, że niestety Mrówka bez zmian. To najwyraźniej jakiś paskudny wirus i antybiotyk działa tylko osłonowo, a na wirusa nic a nic. Jedyne pocieszenie, że bez zmian oznacza, że nie jest gorzej. Dziś dostała kroplówkę i trochę polizała jedzenie. cały czas śpi i czasem nawet sika przez sen:( Podobno kot nie może nie jeść. Pies może i tydzień, byleby pił, ale kot nie może nie jeść dłużej niż 3 dni...
Egretta, 2012/02/19 06:56
Gucio niezwykły jest i basta !! :) Póki co mogę tak napisać . Moje wnuczę ma się narodzić na początku czerwca, więc potem będę chwalić własne :))))
ania, 2012/02/23 12:20
Wow! No to gratulacje babciu:)!!!
Ola z Katowic, 2012/02/19 18:58
Trzymamy z Alienkiem "łapki" za zdrowie Mrówki!!!
OLQA, 2012/02/19 21:34
mam nadzieję,że Mrówka wydobrzeje. Gucio choć zakatarzony nadal jest debeściakiem:)
Aurela, 2012/02/21 08:07
Dużo zdrowia dla was wszystkkich i dla Mrówki jeszcze więcej;)!!! oby się wykaraskała:))
ania, 2012/02/21 10:06
Dzięki Olu, OLQO i Aurelo! Niestety z kicią bez z mian, a nawet gorzej, bo dostała wylewu do oczu i nikt nic nie wie... Dwóch weterynarzy w Olecku się nią zajmuje i jedna sława weterynaryjna przez telefon, wykluczona białaczka i koci HIV, antybiotyk zmieniony, ale nic nie wynika z tego:( Trzymajcie kciuki.
Monika, North Carolina, 2012/02/23 09:55
W kocim tak bardzo podeszlym wieku zawsze sa klopoty ze zdrowiem, przy tym koty lubia kurowac sie zimnym chowem. Nasz Domino, zaledwie 10-latek, niedomaga od kilku m-cy - a leczy sie chowajac w najzimniejsze miejsca domu, gdzie odpoczywa od bolu, krwotokow jelitowych, wymiotow i ogolnego rozbicia. Koci doktor z miejscowego uniwersytetu leczy go antybiotykami, sterydami, podaje tez prometazine, ketamine i meloxicam. Sa lepsze i gorsze dni. Razem z Dominem trzymamy kciuki za Wasza Mrowke.
ania, 2012/02/23 11:36
No niestety Mrówka bez zmian poza tym że jest ślepa już kompletnie:( Byliśmy wczoraj w Ełku w gabinecie, gdzie możliwa była diagnostyka, niestety niczego konkretnego nie wykazała, ale przynajmniej wykluczyła parę rzeczy. Najbardziej prawdopodobny jest chłoniak czyli to kwestia max. tygodni, albo toksoplazmoza o nietypowym przebiegu i wtedy za kilka dni się poprawi i będzie wiadomo (badań nie ma co robić bo wyniki z krwi byłyby za późno, więc trzeba leczyć zanim wiadomo, a kału nie ma od ponad tygodnia). No niestety, zaczęło się. nasze wszystkie tu domowe zwierzęta poza Lodzią są bardzo wiekowe i teraz już należy spodziewać się takiego obrotu sprawy w każdej chwili:(
Monika, North Carolina, 2012/02/24 09:03
Oj, smutno... Wyglada na to, ze Mrowka kladla sie w zimnych pomieszczeniach w celach terapii przeciw-wylewowej (aby skurczyc naczynia). Niestety - wylew ja oslepil. Brak pasazu jelitowego wskazuje chyba na krwotoki wewnetrzne, albo na multi-organ failure. Moze byc tez chloniak. Tak czy siak - nie jest dobrze.
ania, 2012/02/25 17:31
No niestety, możemy właściwie być pewni że to chłoniak. Dziś do apteki w Olecku sprowadzono dla nas lek przeciwnowotworowy Leukeran, mający działanie cytotoksyczne szczególnie wobec komórek szybko dzielących się (w których mechanizmy naprawy DNA są niewystarczające) jakimi są komórki nowotworowe. I właściwie po godzinie gwałtownie cofnęły się najgorsze objawy, bo Kicia trochę zaczęła widzieć. Niestety lek powstrzymuje rozwój komórek rakowych ale nie eliminuje chłoniaka. Dzieje się tak, że w miarę stosowania lek coraz mniej działa aż w końcu w ogóle przestaje. No chyba żeby stał się cud...
Monika, North Carolina, 2012/02/25 20:39
Robicie co mozecie, a nawet wiecej. Niejeden kot chcialby byc Wasza Mrowka.
Skomentuj:
OBPUR
 
 
nigdy_wiecej_zmiany_serwera.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika