3 lutego 2013

Nius opiniotwórczy nie o sierściuchach;)

To ja dziś przy niedzieli o związkach partnerskich w tym o homoseksualnych. Żeby nie było, że mnie tylko żyjątka futerkowe obchodzą. A że miało nie być o polityce, nie będzie. Gdybym była wszechwładna, oprócz wprowadzenia pipczących przy kłamstwie aparacików i zakazu reklamy, to ostatnie uczyniłabym także względem polityki;) Uważam ją za kompletnie niepotrzebną. Zaś wybieranie ludzi, którzy nami rządzą, w demokratycznych wyborach, uważam za ogromne nieporozumienie. Już we wspólnotach mieszkaniowych i sołectwach można zobaczyć do czego prowadzi demokracja, a co mówić o tak poważnych sprawach jak Państwo.

W ważnych sprawach powinno się kierować obiektywną prawdą i merytorycznymi przesłankami a nie przesądami, uprzedzeniami i osobistymi lękami. A od tego jest nauka i doświadczenie na ich polach naukowych specjalistów, by umieć to oddzielić. Choć czasem wystarczyłoby zrobić „po ludzku”. Mam na myśli prawdziwe znaczenie tego określenia, na przykład reakcję Adama Wajraka na FB - na wieść o wyrzuceniu do kosza ustawy o związkach partnerskich napisał, że trzeba nie mieć serca, by to zrobić.

to obrazek krążący na FB

Takie chwile, gdy wybrani przez nasz naród politycy jawnie pokazują swój stosunek do 1/5 społeczeństwa (podobno 22% Polaków żyje w związkach nieformalnych) a prof. dr. hab. K.P. wygaduje bzdury, przywołują mnie do rzeczywistości. Bo moja rzeczywistość prywatna jest zupełnie inna. Brak ślubu w moim środowisku jest normą (my sami wzięliśmy ślub po 25 latach, właśnie dlatego, że w końcu uznaliśmy, że w naszym wieku w tym kraju to zbyt niewygodne go nie mieć, a nasz wnuk jest bękartem:)), mam homoseksualnych przyjaciół samotnych lub żyjących w związkach, homoseksualnych gości i nie myślę na co dzień o tym, jakiej są orientacji seksualnej. W codziennym życiu to po prostu nie ma znaczenia.
Niestety, co jakiś czas dociera do mnie, że moja opinia, powszechna w „moim świecie”, iż obowiązek brania ślubu, by np. partnerzy mieli prawo do odwiedzin na OIOMie czy dziedziczenia po sobie, to jawna dyskryminacja tych, którzy z różnych względów ślubu nie biorą (i co to kogo obchodzi dlaczego), powszechną nie jest. I mogłoby się wydawać, że podzielanie jej jest wprost proporcjonalne do poziomu inteligencji, wykształcenia i obycia w świecie… A tu figa!

Ale, o ile można powiedzieć – sami sobie jesteście winni (ślubu nie biorąc), co z tymi, co chcieliby, lecz nie mogą, bo nie pozwala im prawo, gdyż są tej samej płci? Z tymi, którzy żyją często dłużej razem niż niejedno małżeństwo, prowadzą wspólny dom, nierzadko wychowują razem dzieci (w lęku, co będzie, gdy tak zwana opinia publiczna dowie się, że dziecko wychowywane jest tak naprawdę przez parę gejów czy lesbijek, a nie, jak wszyscy sądzą, przez mamę czy tatę, z którą/ym mieszka kuzynka/kuzyn)?
Niestety z racji zawodu i wielu homoseksualnych pacjentów wiem, że nie jest różowo i że mój świat nie jest światem powszechnym. Ilość zła jakiego doświadcza wielu z nich, lęku, jak sobie poradzą w tak zacofanym kraju i co na to inni, jest niepojęta dla heteryków.

Jak wiadomo większość życia mieszkałam w Warszawie. Jak każde duże miasto to tygiel różnorodności i chciał nie chciał uczy tolerancji. Nawet mając zacofanych rodziców, młody człowiek obcując z potępianym, widzi, że to bezpodstawne opinie i na własnej skórze doświadcza normalności uważanych za nienormalnych. Środowiska twórcze i otwarte to takie przedszkola integracyjne:) Będąc w nich zaczyna się mieć obraz świata, w którym jest miejsce dla każdego i każdy wnosząc swoją inność wzbogaca nas. Pod warunkiem, że nie dokonujemy projekcji swoich własnych niechcianych inności, jak na przykład w homofobii.

Gdy miałam 17 lat, za czasów głębokiego komunizmu, kiedy jak wiadomo nie było żadnych homoseksualistów ani transseksualistów;) wyjechałam do Londynu, gdzie przez miesiąc pracowałam jako pokojówka w guesthousie. Z racji cen w tym przybytku mieszkało wielu młodych ludzi, „odmieńców”, punków (wtedy punk się dopiero zaczynał), a pary homoseksualne stanowiły połowę gości. To byli najfajniejsi ludzie z jakimi miałam w Anglii do czynienia – mili, usłużni, nieupierdliwi. Potem, już jako dwudziestolatka, pojechałam do Hiszpanii. Zjeździłam ją całą. Mało co pamiętam z zabytków Grenady czy Toledo, ale jak dziś widzę kolorowych ludzi bawiących się w nocy na ulicach – najlepiej bawili się geje i najfajniej było bawić się z nimi. Zresztą najfajniejsze dyskoteki, w każdym miejscu na świecie, są zawsze gejowskie:) Jeśli chcecie się wytańczyć za wszystkie czasy, idźcie do klubu gejowskiego, ale jeśli jesteście hetero, lepiej z gejem lub lesbijką, bo inaczej was nie wpuszczą;)
I tego mi żal najbardziej. Że żyjemy w kraju, gdzie źle rozumiana wiara katolicka takie społeczeństwo, w którym wszyscy są równi i czują się razem bezpiecznie, zabiła.

Jest taki film „Coming out po polsku”. Dobrze, że jest, że ktoś porusza te sprawy w TV, ale to film o wybrańcach. Osobom, które w nim wystąpiły i opowiedziały, jak to było wyjść z ukrycia ze swoją orientacją seksualną, nie było łatwo, ale mogły to zrobić. Po pierwsze były silne psychicznie, wyposażone, jak wynika w większości historii, w siłę do bycia sobą w domu. Po drugie żyją w większości w dużych miastach, gdzie na szczęście, zwłaszcza w pewnych środowiskach, traktowani są jak każdy inny i z tej racji mieli wokół siebie takich jak oni, którzy się nie kryją, do tego mają miejsca, kluby, kawiarnie, dyskoteki, gdzie czują się u siebie…
A co z tymi z małych miast i wsi? Wiecie ile cichych tragedii rozgrywa się na prowincji (na filmie jest raz o chłopaku ze wsi, który po tym, gdy prawda wyszła na jaw, powiesił się)?

Nie będę się tu popisywać wiedzą na temat homoseksualizmu ani doświadczeniem klinicznym. To nie miejsce. Choć może zajrzy tu ktoś, komu przydałoby się poszerzyć horyzonty. Kiedyś popełniłam artykuł na ten temat, który do tej pory krąży po internecie, zwłaszcza zawłaszczyli go sobie geje:) Pamiętam, dostałam po nim mnóstwo mejli. To jeden z nich (teraz się popiszę:)):
Chciałbym Pani podziękować za wprost doskonale napisany artykuł. Mam 21 lat i nie mam żadnego problemu ze swoją homoseksualnością, w przeciwieństwie do wielu innych osób, gdyż rzadko zdarza mi się poznawać bezpośrednio ludzi agresywnych w stosunku do samego „tematu”. Również zdarza mi się pisać artykuły dotyczące kwestii „życiowych”, ale nie umiałem do tej pory dobrze napisać tekstu dot. tolerancji wobec homoseksualizmu, mimo że często się na ten temat wypowiadam. Pani artykuł zawiera po prostu całą esencję moich myśli i tego, co chciałbym przekazać społeczeństwu. Szczerze mówiąc brakuje mi słów na opisanie wdzięczności Pani za napisanie tego tekstu i danie do myślenia choćby paru osobom.
Mam nadzieję, że pisanie daje Pani naprawdę wiele satysfakcji i jest Pani świadoma, że wpływa Pani na tok myślenia wielu istot:) Link do artykułu będę promował wszędzie gdzie się da w sieci i w życiu:)

Jak ktoś dociekliwy, na pewno ten artykuł znajdzie:) W każdym razie już wiecie, co myślę na temat.

PS. Ilustracją obrazki z dzisiejszego spaceru z psami, a biurko schnie, więc zdjęcia dopiero po moim powrocie z Warszawy, gdzie niebawem muszę się udać za chlebem, w nadziei, że pekaes nie weźmie przykładu z wczorajszego Warszawa – Augustów:(

A na deser jednak sierściuchy:)

Komentarze

ola z katowic, 2013/02/03 22:35
i wszystko kończy się na sierściuchach... Biełka i Striełka górą :-)
brokowa, 2013/02/03 22:59
Po tym tekście wiem, że przyjadę w odpowiednie dla mnie miejsce :) Na wiele kwestii patrzymy bardzo podobnie.
zośka, 2013/02/04 12:54
Jestem jak najbardziej za tym, żeby mogły istnieć małżeństwa, lub inne związki regulujące sytuację prawną, homoseksualne. Jestem przeciw adopcji dzieci przez takie pary, i przeciw, bardzo przeciw - demonstracjom i darciu ryja przy każdej nadarzającej się okazji. Zresztą jestem przeciwna wszelkim demonstracjom.
ania, 2013/02/04 13:09
Też jestem przeciwna demonstracjom, ale czasem to jedyny sposób, by być wysłuchanym, zobaczonym i niepomijanym. Kiedyś słyszałam też słuszną opinię - "czyż wystawne śluby i wesela osób heteroseksualnych nie są demonstracją?"
zośka, 2013/02/04 14:41
Ładnych parę lat temu koło nas mieszkała para homoseksualistów. Byli to panowie ujmujący, kulturalni, obaj pracujący naukowo. I sobie byli - i oni, i my, i nikomu to nie przeszkadzało: ani im że my jesteśmy inni niż oni, ani nam - że są właśnie tacy. I ani im, ani nam nie przyszło do głowy, że są w jakimś stopniu gorsi. Jeśli dajemy się tak traktować przez świat - to znaczy, że tak się czujemy, a nie że świat chce nam zrobić kuku. A co do odwiedzania w szpitalach - to jakaś bzdura jest. Kiedy ja "szłam się kłaść", to musiałam wypełnić formularze, na których podawałam dane osób, które mogą otrzymywać informacje o moim stanie zdrowia, i mogą mieć wgląd w moje papiery. I za każdym razem był to mój "mąż nie mąż", czyli dla urzędów człowiek zupełnie obcy. Nikt nigdy nie robił z tego powodu kłopotów, ani jemu, ani mnie. Czemu więc ktoś inny miałby mieć z tym problem?
ania, 2013/02/04 14:56
Mało znasz życie:) Nie zawsze człowiek się "kładzie" do szpitala. Czasem go tam zwożą nieprzytomnego np. z wypadku. A ze zdaniem "Jeśli dajemy się tak traktować przez świat - to znaczy, że tak się czujemy, a nie że świat chce nam zrobić kuku" trudno się zawsze zgodzić, zwłaszcza słuchając wypowiedzi z mównic. Czasem nie mamy wpływu na to, jak nas traktują, bo jest to kwestia psychologicznych problemów tych, co to robią.
zośka, 2013/02/04 15:52
Może znam mało, może dużo - nie wiem, i nie chcę wiedzieć. I owszem, nie mamy wpływu na to czasem, jak nas traktują, ale możemy mieć wpływ na to, jak my to traktowanie odbieramy, i o to mi w poprzednim wpisie chodziło. Jasne, jest to trudne, o tym nawet ja wiem, mimo że zaledwie niecałą pięćdziesiątkę żyję na świecie ;) Ale czasami się udaje. Taka samoobrona. Na zasadzie podobnej, na jakiej moja Ciocia mawiała, że jej komunizm nie dotyczy, bo w promieniu metra od niej go nie ma, gdyż jest to jej przestrzeń prywatna, i zaprasza do niej kogo chce ;) Wiem, trochę to może "głupie" i "mało życiowe", ale niezbyt się tym martwię.
Agnieszka za skrzyżowania, 2013/02/04 16:54
Podpisuję się obiema rękami.
Tess, 2013/02/04 18:50
Jako osoba żyjąca w wolnym związku od ponad 20 lat mogę się zasadniczo pod tym postem podpisać. Tolerancja jest jedną z najważniejszych moich zasad i " wyznawanych " przeze mnie wartości.
Uściski przesyłam
Asia
kinga, 2013/02/04 22:22
Nie chce mi się wsadzać kija w mrowisko , aby nie wywoływać zbędnych dyskusji.... Cóż, temat chomo jest mi nie obcy, gdyż znam wielu , pracuję dla nich i mam też w rodzinie...Rzeczywiście są to wrażliwi ludzie - czasami aż za bardzo ,gdy chodzi o ich własne ego,ich interes,ich prawa do życia , ich przywileje i ich egoizm. Jako ludzi - nawet ich lubię - fajnie jest mieć męską koleżankę,z którą można sobie porozmawiać i nie być narażoną na umizgi :).Niestety mało się mówi o tragediach wielu kobiet, porzuconych przez biseksualnych mężów ,których jedynym celem była chęć posiadania potomstwa.
Nie mówi się także ,że geje z braku własnych rodzin poświęcają się tylko i wyłącznie karierze i przyjemnościom . Mają gdzieś rodziny i ich problemy. A te ich związki to najczęściej przygody 2,3 miesięczne.Oni nie są w stanie przejąć się kimkolwiek- zawsze najważniejsza jest ich wygoda.Proszę mi wytłumaczyć jak mogą się więc poświęcić dzieciom , utrzymywaniem ich , wychowywaniem?

Nie pisałabym tego , gdybym ich nie znała.Niestety domagają się przywilejów - czasami większych niż mają zwykłe rodziny. A nie są to ludzie biedni - o nie......:)
ania, 2013/02/04 23:04
Rzeczywiście masz Kingo zdolności:) Pewnie dlatego, że opierasz swoje widzenie świata tylko na subiektywnym doświadczeniu. Nie sądzę, abyś znała tylu homoseksualistów, żeby móc wyrokować na temat wszystkich, poza tym sądzę, że kierują Tobą osobiste animozje. Masz rację że wielu homoseksualnych mężczyzn tak się zachowuje jak opisałaś, gdyż często męskiemu homoseksualizmowi towarzyszy narcyzm i to on jest odpowiedzialny za takie zachowania, a nie ich orientacja. Osobiście też znam wielu homoseksualistów i ręczę, że dla większości Twój opis jest bardzo krzywdzący. Część z nich jest w długotrwałych związkach, w których troszczą się o swoich partnerów, a ci, którzy je mają, także o swoje lub partnera dzieci - i to bardzo. Natomiast homoseksualne kobiety mają się już zupełnie nijak do Twojej opinii. Taki sam wśród nich odsetek narcystycznych jak nie mniejszy, co wśród heteroseksualnych;)
ania, 2013/02/04 23:22
A tu coś a propos od Tyma: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1535137,1,pies-czyli-kot.read
Ewa U., 2013/02/05 14:52
Upraszczasz Kingo i generalizujesz. A gdyby Twój syn/córka okazali się homoseksualni? Sposób życia i bycia w dużej mierze zależy od wychowania, orientacja seksualna nie ma tu nic do rzeczy. Co jest złego w robieniu kariery i oddawaniu się przyjemnościom? Wszak nikt, nawet homoseksualista nie jest w stanie oddawać się im WYŁĄCZNIE, chociaż byłoby pięknie, czemu nie? Hetero tego nie robią? Ty sama nie oddajesz się przyjemnościom? Hetero nie zaniedbują dzieci i rodzin? Nie są egoistyczni i wygodni? Nie miewają 2-3 miesięcznych przygód? Nie porzucają dzieci i żon? Twoje zarzuty w stosunku do homoseksualistów można odnieść do każdej grupy społecznej: urzędników, prezesów, nauczycieli, lewo i praworęcznych. Czy dom dziecka jest lepszy dla tegoż dziecka, niż adopcja przez dwie homoseksualne osoby? Homoseksualizm nie jest zaraźliwy.
Na szczęście to się zaczyna zmieniać, aczkolwiek za wolno. Ale jeszcze 25-30 lat temu życie w związku partnerskim (hetero, bo homoseksualiści wtedy jeszcze nie istnieli...) było praktycznie nie do pomyślenia. Takich ludzi również odsądzano od czci i wiary, w najlepszym wypadku było to zjawisko wstydliwe. Dziś nikogo nie dziwi, szkoda tylko, że za przemianami obyczajowymi nie nadążają stosowne ustawy. Obawiam się, że akceptacja osób homoseksualnych i ich związków nastąpi wraz z wymianą pokoleniową. 25-30 lat.
Pozdrawiam z partnerskiego związku
Ewa U., 2013/02/05 17:16
PS. Tym, jak zwykle, niezawodny i w samo sedno. Mnie też wstyd.
kinga, 2013/02/05 21:31
Nie znam kobiet homoseksualnych.(ch:) Opisuję tylko facetów ,jakich znam. Niejednokrotnie rozśmieszają mnie bardzo i gdyby nie tragedia jaka wydarzyła się bliskiej mi osobie - pewnie nic bym do nich nie miała. To nie uczciwe rozkochiwać w sobie kobietę i informować ją o swojej prawdziwej orientacji dopiero po przyjściu na świat dziecka. Pomyślcie o tym ,zanim tak bardzo będziecie ich bronić.Nie znoszę kłamców , a oni wciąż kłamią,są przy tym tak bardzo wyrachowani i nieuczciwi .Myślę,że właśnie to, tak BARDZO ludzi denerwuje.

Adopcja dzieci przez dwie homoseksualne osoby...raczej głupi pomysł.( W moim odczuciu)RACZEJ TO SPRAWA NIENATURALNA. Inną rolę ma do odegrania matka, a inną ojciec.Dziecko potrzebuje obojga rodziców. Zdrowych rodziców - bez zawirowań psychicznych. ( Tak myślę)
ania, 2013/02/05 22:32
Wiesz Kinga, jaki jest Twój problem? Że słuchasz tylko siebie;) Wiesz co to jest doświadczenie subiektywne? Kiedy ktoś doświadcza tej samej rzeczywistości co inni, ale widzi co innego, niż reszta, widzi tylko to, co mu pasuje do jego obrazu świata. Więc można Ci tylko przytaknąć. OK - oczywiście homoseksualiści to kłamcy, Polacy to złodzieje samochodów, nie mówiąc o szlachetnych myśliwych:) A na temat dzieci, choć miałam o tym nie pisać, bo nie na temat, pozwolę sobie skopiować moją rozmowę z dziennikarką Anią Ł. z innego bloga, ale to poniżej i dla tych, którzy są gotowi zastanowić się nad swoim dotychczasowym zdaniem.
KINGA, 2013/02/05 21:34
I WSZYSTKO JEDNO , CZY W FORMALNYCH LUB NIEFORMALNYCH ZWIĄZKACH.
ania, 2013/02/05 22:38
Aniu z prowincji :)
Nie może mi wyjść z głowy debata o związkach partnerskich. Słowa, które tam padły, ta fala pogardy i nienawiści. Odbieram to osobiście, bo sama żyję w związku partnerskim i chociaż heteroseksualnym, to przecież według super-katolików grzesznym i nie zasługującym na ochronę prawną tak, jak małżeństwo. Ciągle mam w pamięci przypadek mojej znajomej, której partner zasłabł na łódce i został odwieziony do szpitala. Jej przy tym nie było, umierała z niepokoju w domu. Ale nie ją, kochającą, zawiadomiono o wypadku, tylko byłą żonę mężczyzny, która go nienawidziła. Facet umarł bez szansy pożegnania się z ukochaną kobietą – bo takie jest u nas prawo!
Kiedy pomyślę co przeżywają u nas geje i lesbijki, którzy mają tysiąc razy trudniej niż ja, to mnie szlag trafia na to państwo, tę faryzejską religijność i pochrzanioną moralność. Jeden jednak problem ze związkami homoseksualnymi mam – dzieci. Co prawda pewna młoda dama, kiedy użaliłam się nad losem dziecka wychowywanego przez dwójkę gejów czy dwie lesbijki – że rówieśnicy nie dadzą mu spokoju – popukała się w głowę. Jej zdaniem ktoś taki byłby super popularny, miałby szanse na zostanie gwiazdą w szkole. Mieć rodziców gejów, WOW! Ale panna obraca się w środowisku filmowo-fotograficznym w wielkim mieście. Ja nie byłabym taką optymistką. Może to tylko dysonans poznawczy, a może jakieś uprzedzenia, ale z tą sprawą nie mogę sobie poradzić.
Anna, dziennikarka

Aniu z wielkiego miasta :)
Nie Ty jedna masz kłopot. O ile zwolenników regulacji prawnych związku homoseksualnego jest mnóstwo, wielu z nich co najmniej nabiera wody w usta w temacie posiadania przez te pary dzieci. Związek partneski – proszę bardzo, ale… W głębi duszy widzą taki rozwój sprawy – „jak pozwolimy na związki to utoruje to drogę do małżeństw, a jak małżeństwo to będzie im wolno mieć dzieci”. Obserwuję, co dzieje się we Francji, gdzie związki partnerskie są od dawna i teraz trwa debata nad małżeństwami – adopcja dzieci to podstawowa oś konfliktu. Posłanka Grodzka też się zastrzega, że ona tylko o związki walczy, o dzieciach nie ma mowy. Ale pewnie wszyscy dopowiadają sobie „póki co”.
O ile lesbijki mają mniejszy problem, bo gdy chcą mieć dziecko, to po prostu jedna z nich zgłasza się na inseminację do prywatnej kliniki i może dokonać zapłodnienia nasieniem dawcy anonimowego, albo może się umówić z zaprzyjaźnionym gejem i tak są „dwie pieczenie przy jednym ogniu”:). To gejom trudniej. Nawet będąc w takim układzie biologicznym ojcem, gej nie jest nim na co dzień.
Inną kwestią są dzieci biologiczne z poprzednich związków. Na szczęście rzadko się zdarza, że jest jakaś odgórna ingerencja (chyba że lesbijka ma wroga w postaci własnej matki, teściów lub byłego i ci występują o odebranie jej praw do dziecka) w wychowywanie dziecka biologicznego z poprzedniego związku w parze dwóch kobiet. Trochę ma gorzej homoseksualny mężczyzna, gdy traci żonę i wychowuje swoje dzieci z partnerem. Jeśli ktoś ma pomysł, że takim dzieciom lepiej byłoby w rodzinie zastępczej, adopcyjnej czy innej, niż z własnym rodzicem, który jest w związku z osobą tej samej płci, to znaczy, że ma małe pojęcie o potrzebach dziecka. A może taki rodzic powinien samotnie wychowywać dzieci rezygnując z życia osobistego lub spotykając się z kimś w skrytości na boku, czy też udawać przed dziećmi, że to tylko wynajmujący u nich pokój wujek/ciocia do którego zakrada się w nocy? W pierwszym wypadku dzieci żyją z nieszczęśliwym, w gruncie rzeczy samotnym rodzicem, który nie może ułożyć sobie życia, w drugim dzieci nie są takie głupie, w pewnym wieku doskonale wiedzą w czym rzecz, a życie w rodzinnym kłamstwie bardziej niszczy im psychikę niż prawda. Oczywiście pozostają utarczki z otoczeniem i problemy psychologiczne dziecka przez to, że na ogół musi skrywać prawdę, żyje w lęku przez wyśmianiem, wytykaniem palcami albo staje się ofiarą rówieśników. Te dzieci często w naszym kraju izolują się. Tylko czy to wina pary homoseksualnej? Raczej nietolerancji społeczeństwa i krzywdzących stereotypów. Na pocieszenie – dzieci par homoseksualnych są bardzo mądre, poważne choć przedwcześnie dorosłe, co może nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale po tym co przeszły w dzieciństwie, mają dużo więcej siły i mądrości w zmaganiu się z dorosłym życiem.
Anna psychoterapeutka

Aniu, która rozumiesz więcej
To, co piszesz otwiera mi oczy i każe spojrzeć na sprawę wychowywania dzieci przez rodziców homoseksualnych nieco inaczej. Masz rację, to jest fakt. Spora grupa gejów i lesbijek próbuje z różnych powodów przykroić się do związków heteroseksualnych i rodzą się dzieci. I to okrutne, gdy znajdują się teściowe oraz byli, próbujący, w przypadku rozpadu związku, rozerwać więź dziecka z rodzicem homoseksualnym. Zderzenie z innością mamy czy taty jest dla dziecka na pewno trudne, ale odebranie go całkowicie to może być śmiertelny cios dla delikatnych uczuć, poczucia bezpieczeństwa i stabilności jego świata. Rozumiem też potrzebę, by dopełnić związek pary homoseksualnej trzecim bokiem trójkąta miłości – dzieckiem. Ale... Zaraz dzwoni mi w głowie, że przecież dziecku dwóch kobiet czy dwóch mężczyzn brakuje wzorca drugiej płci. Czy nie zaowocuje to jego homoseksualizmem? Co na to nauka i badanie nad zachowaniami i tożsamością płciową? Wiem tylko, że homoseksualizm może zrodzić się na różnych etapach rozwoju jeszcze w łonie matki, mają na to wpływ i geny, i działanie hormonów. A czynniki środowiskowe? Tu zaczyna się moja niewiedza, a z niewiedzy, jak wiadomo często rodzą się uprzedzenia i stereotypy. Co tu kryć, mam trudność z zaakceptowaniem adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Choć jak pomyślę sobie o tych okrutnych heteroseksualnych rodzicach zastępczych, którzy zakatowywali dzieci na śmierć... I przypomnę sobie różnych kolegów wychowywanych przez samotne matki – niestety, byli często mocno porąbani. Chyba nie ogarniam :)
Anna dziennikarka

Aniu dociekliwa
No właśnie. Choć ten sam problem występuje u par homoseksualnych posiadających biologiczne dziecko jednego z partnerów, najwięcej emocji budzi adopcja dzieci przez takie pary - dziecko nie wychowuje się w normalnym układzie, gdzie jest trójkąt mama-kobieta, tata-mężczyzna i dziecko. Przypomnę w tym momencie, że ten „zdrowy” układ nie występuje także w przypadku, gdy rodzic wychowuje dziecko samotnie, co przecież nie jest zabronione.
Moje doświadczenie pokazuje, że dużo więcej szkody przynosi brak trójkąta niż ta sama biologiczna płeć jego dwóch rodzicielskich boków. W parach homoseksualnych partnerzy dzielą się rolami – jedno występuje bardziej w rolach kobiecych, drugie w rolach męskich. Dzieciak często ma matkę i ojca nie tylko z nazwy, bardziej, niż w tradycyjnych rodzinach. A fakt, że tak jak dzieci mające rodziców różnej płci mierzy się z istnieniem rodzicielskiej sypialni, jest rozwojowo ważniejszy niż tej sypialni brak. Natomiast nie udowodniono, że homoseksualni rodzice stają się wzorcem homoseksualnego związku, który następnie będzie powielany w dorosłym życiu dziecka. Homoseksualizm to coś bardzo złożonego, nie można go wypromować, zachęcić do niego czy wmówić. Na ekspresję genów nie bardzo można wpływać, a czynniki środowiskowe, które oprócz genów warunkują orientację seksualną, mogą tak samo wystąpić w parach homo- co heteroseksualnych. Choć doświadczenie pokazuje, że to właśnie w typowych rodzinach częściej występują nieobecni, niedostępni, okrutni ojcowe czy matki i tęsknota za bliskością z rodzicem tej samej płci.
Poza tym ani samotne matki i ojcowie, ani pary homoseksualne nie żyją na bezludnej wyspie. Jeśli żyją w normalnym, przyjaznym środowisku, role brakującego pierwiastka męskiego czy żeńskiego pełnią ciotki/wujkowie, babcie/dziadkowie, przyjaciele domu, wychowawcy od przedszkola począwszy (choć tu z pierwiastkiem męskim może być kłopot:)) , itd., itp. Dlatego dyskusja nad prawem do adopcji przez homoseksualistów ma sens dotąd, dokąd będą na świecie ludzie, którzy to potępiają, a więc ci, którzy tak naprawdę decydują o jakości życia takiego dziecka. A czy lesbijki czy geje są dobrymi, odpowiedzialnymi rodzicami, to zadanie specjalistów od adopcji, aby rzetelnie sprawdzić, tak jak w przypadku par heteroseksualnych.
Anna psychoterapeutka
kinga, 2013/02/06 13:27
Specjaliści od adopcji - właśnie. Gdzie byli , gdy zabierano biologicznym rodzicom dzieci i umieszczano ich w rodzinach zastępczych , które to z kolei katowały ich na śmierć ?
Dlaczego zabiera się dzieci zdrowym , nie patologicznym rodzicom , których jedynym problemem jest brak odpowiedniej ilości gotówki, pomimo,że ojciec pracuje?
Czy nie lepiej jest pomagać rodzinie ,a nie przekazywać pieniądze jakimś chciwcom , którzy z zastępczego rodzicielstwa robią biznes?

W ogóle ,co to jest ,do cholery,? - dziecko przedmiot i własność Państwa a nie rodziny?
ania, 2013/02/06 13:46
Kinga, miesza Ci się! To sądy odbierają dzieci a nie specjaliści od adopcji:) A poza tym widzicie jaki postęp!!?? Siedzę w pekaesie z laptopem na kolanach podłączonym do gniazdka pod siedzeniem i komentuję! Może doczekamy postępu i w innych dziedzinach:)
ania, 2013/02/19 22:54
oto przykład postępu: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Para-Austriaczek-wygrala-sprawe-o-adopcje-przed-trybunalem-w-Strasburgu,wid,15347884,wiadomosc.html
Skomentuj:
LOWOW
 
 
nius_opiniotworczy_nie_o_siersciuchach.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 14:39 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika