14 października 2018

Nius po podróży żakbusem

Wróciłam w nocy. Obiecuję sobie, że będę pisać częściej i krócej, ale nic z tego. Odwlekam, bo mi się nie chce siedzieć przed komputerem, gdyż siedzę tyle, że mi bokiem wychodzi. Nie chcem ale muszem, więc jak nie muszem to teraz znowu się nazbierało i o. W dodatku jestem po podróży żakbusem, gdzie w ramach wytracania czasu patrzyłam, co piszczy na fejsbuku, i teraz jestem zdołowana. Wszyscy tak macie?
Pewnie gdybym była grillowanym pożeraczem żeberek przy muzyce discopolo, którego niewysterylizowane psy i koty pętają się pod nogami dopóki nie znikną z oczu i nikt nawet nie zauważa kiedy, bo taka jest wiejska kolej rzeczy, miałabym podobnych sobie znajomych, lubiłabym strony lekkie, ładne i przyjemne, a nie same o pomocy bezdomnym zwierzętom, walce z niszczeniem środowiska, z głupotą polityków… i nie pokazywałyby mi się na fejsbukowej ścianie same wgniatające w ziemię informacje. Mogłabym oczywiście nie oglądać fejsbuka ale czy nieszczęście i głupota zniknęłyby wtedy z tego świata? Nie, byłoby to tylko przymykanie oczu na rzeczywistość, a tego nie umiem, nie chcę i okropnie mnie wkurza, gdy to robią inni. Jedyne co pocieszające z tego fejsbuka płynie, to ilość ludzi, których to wkurza/smuci tak jak mnie i w dodatku próbują coś zdziałać w ramach polepszania świata. Choć moim zdaniem świat już jest nie do uratowania. Znaczy świat ludzi. Tak więc dziś nius bez pudrowania. I cała masa jesiennych zdjęć. Bo jesień piękna.

A poza tym odlatują na potęgę gęsi i całe tabuny małych ptasiorów, liście dostały przyspieszenia w spadaniu i to też dołujące.

i jeże kładą się spać

Tak ostatnio się dzieje, że gościmy szczególne osoby. Znaczy jakiś czas temu, ale zapomniałam donieść. To też jest pocieszające, tylko co z tego. Najpierw byli u nas przypadkiem/nie przypadkiem dwaj panowie z Komitetu Ochrony Orłów (w tym prezes) by zdjąć kamery z gniazd rybołowów, które się całkiem blisko nas gnieżdżą i w dodatku rozmnażają. Sami, mimo innej rekomendacji, wybrali sobie nasz pensjonacik i oczywiście się okazało, że mają z Robertem mnóstwo wspólnych znajomych, nie mówiąc o tematach do całonocnych rozmów. Robert towarzyszył im przy zdejmowaniu tych kamer. Wiecie, że w Polsce zostało niecałe 30 par rybołowów (z czego dwie pary u nas!)?? Jakiś czas temu było 70. Kamery są po to, by zbadać, czemu tych ptaków ubywa. Prawdopodobnie dlatego, że jacyś idioci, zwłaszcza ci, którym rybołowy ze stawów kradną ryby, strzelają do nich.

A potem była (i jest nadal) sprawa alei dębowej biegnącej z Cichego (tak naprawdę z Cich) na cmentarz.

Gdyby nie garstka ludzi z okolicy, już by pewnie była wycięta (11 drzew). I to kolejna sprawa z gatunku dołująco-pocieszających. Dołująca jest beznadzieja urzędników odpowiedzialnych za ratowanie takich miejsc i za ochronę przyrody, pocieszające zaangażowanie może nie jakiejś wielkiej, ale zawsze, ilości ludzi. Robert jak zwykle w pierwszym szeregu! ;) A na czele jak zawsze Andrzej Sulej, Zbyszek Sienkiewicz… Są ludzie, którym się chce, którzy prywatny czas poświęcają na sprawy olewane przez tzw. większość. Tym razem silna grupa nie dała się! Nie będę wymieniać, bo może sobie nie życzą. Ale tym, kto ma na tym etapie chyba największą zasługę w ratowaniu alei, jest dr hab. Jakub Dolatowski, wybitny specjalista od drzew, który na spotkaniu w sprawie wycinki w gminie Świętajno (aleja leży u nich) zadał kłam specjaliście z RDOSiU, który wmawiał zebranym, że drzewa zgniły i tylko można je wyciąć. Profesor pana Polewko z RDOSiu zmiażdżył wiedzą i argumentami, co było tym bardziej smutne, że pan Polewko jest współautorem książki o ratowaniu drzew.

mój widok w pracy na pięterku

Jakub mieszkał u nas i się zaprzyjaźniliśmy, mamy z nim i jego żoną wiele wspólnego (podobną historię, takie same poglądy i wartości) a przyjechał z południowego krańca Puszczy Białowieskiej. Stanęło na tym, że siłami społecznymi wg wskazówek specjalistów od drzew mają być wykonane zabiegi pielęgnacyjne, co oznacza zrzutkę kasy, co oczywiście jest grandą, że nie ma pieniędzy na to z budżetu i że takie rzeczy zwala się na zwykłych ludzi. Ale cóż, albo to zrobimy i uratujemy aleję, albo będziemy się kłócić i ciągać po sądach a aleję w tym czasie zniszczą. W każdym razie nasze osobiste podtulipanowe sprawy leżą i kwiczą przez zaangażowanie Roberta, także w kronikę szkoły, której wydawanie krańcuje (książka zaraz pójdzie do drukarni). Wcześniej kwiczały przez sąsiadów i niestety niebawem znów zaczną :( Piszę o tym zaraz przed wyborami. To nie tacy jak Robert powinni walczyć, tylko ci, których wybierzemy. Problem w tym, że dobrzy, porządni ludzie, wrażliwi na sprawy lokalne, nie bawią się we wspinaczkę po stołkach i brzydzą szemraną polityką. Jeśli jednak znacie takich niefarbowanych, zwłaszcza nie farbujących się tuż przed wyborami, głosujcie właśnie na nich!

Poza tym dołuje mnie sprawa śmieci, zwłaszcza plastikowych. Tak à propos pchlego targu Stowarzyszenia Szeskie Wzgórza pod hasłem wyluzuj z plastikiem.

I niby staram się nie kupować rzeczy w plastikach, w supermarketach np. przyklejam wydrukowane metki z ceną do warzyw i owoców luzem, a po odejściu z kasy wrzucam zakupy do materiałowej siatki, ale nie sposób się przed tym plastikiem uchronić. Tak, przyznaję się, czasem kupuję takie zważone w folii czy w plastikowym pudełku, bo wpadam po 20.00 po pracy do sklepu i nie mam siły stać, ważyć, porywam z półki, bo tak mi wygodnie, bo nie mam już siły po tylu godzinach pracy i głodna chciałbym jak najszybciej znaleźć się w domu, czyli tak, jestem leniwa. Do tego mam dylemat moralny czy kupić warzywo BIO w folii (bez folii nie ma) czy naszprycowane chemią bez folii.
To jest jakiś koszmar z tym plastikiem. Aby się nieco odbarczyć z poczucia winy wrzucam te plastikowe opakowania do naszej segregacyjnej skrzynki a ona… wypełnia się w dwie doby! :( I gdy pomyślę, że aktualnie tylko 15% plastiku jest ponownie wykorzystywane, bo tak wysoki jest koszt recyklingu, z powrotem czuję się winna.

Przy okazji plastiku :(

Zwłaszcza, że Madzia jest na etapie usilnych starań, by być zero waste , więc nie sposób przymykać oko na te śmieci. Owszem. Nie biorę przy kasie reklamówek - chodzę z siatkami w torbie, tępię jednorazowe kubeczki, słomki, talerzyki, torebki (te ostatnie, jeśli już, używam wielo, wielokrotnie). Byliśmy bliscy kupna syfonu do robienia wody z bąbelkami (innej nie lubimy i nie napijamy się wodą bez gazu) ale niestety czasy zwrotnych i od nowa nabijanych nabojów do syfonu skończyły się wraz z PRLem. I to mnie zatrzymało. Co z tego, że przestanę kupować wodę w petach, jak zaczniemy produkować tony metalowych nabojów… Z opakowań po szamponach, płynach do kąpieli i takich tam robię pojemniki do celów różnych … Ale nie zaznaję spokoju.
Zazdroszczę tym, którzy nie widzą dwóch stron medalu. Że produkcja szklanych opakowań zużywa dużo więcej energii a współczesne normy czystości każą używać do mycia butelek zwrotnych detergentów szkodliwych dla środowiska. To samo produkcja papieru nawet najbardziej szarego (czyli bez użycia chloru, który potem wędruje do rzek). Że wiatraki produkujące „czysty prąd” są brudne że aż strach (są szkodliwe dla przyrody, ludzi i także zużywają prąd z elektrowni węglowej), to samo samochody na prąd. Itd, itp…

Niedługo Święto Zmarłych. Gdy sobie pomyślę o tych wszystkich badziewnych zniczach z biedronek, walających się potem po grobach a następnie wypełniających cmentarne kontenery… wrrr. A może tak znicze ze śmietnika?

Ale i tak to już droga bez powrotu… Świat już jest nie do uratowania. Znaczy się nasz świat. Bo Ziemia pewnie jakoś przetrwa. Jakoś. Ale my już nie. I pewnie zacznie się to już za naszego życia. To znaczy nasz widoczny gołym okiem upadek. Zmiatające nas z ziemi zmiany klimatu, bakterie odporne na antybiotyki… Biedna Ksenia i Gucio. Oni już raczej nie będę chcieli mieć dzieci na stracenie :( I Jehowa nie będzie miał z tym nic wspólnego :) tylko my sami.

Podeprę się wypowiedziami z rewolty.

W kwietniu na spotkaniu na Wydziale Biologi UŚ była mowa o tym, że aby można było mówić o równowadze między ludźmi, a przyrodą to połowa lądów powinna być zamknięta dla człowieka i zostawiona naturze. No to równowaga w dosłownym znaczeniu tego słowa. Recepta jest prosta. Zmniejszyć populację do poziomu, w którym nie będzie ona w stanie niszczyć przyrody szybciej, niż ta nadąży się regenerować. Wszelkie inne działania opóźniają tylko katastrofę. Zakładanie, że ludzkość się opamięta moim zdaniem jest naiwne i bardziej skłaniam się ku opcji, że do samego końca ludzkość będzie wyznawać zasadę „po nas choćby potop”.

A ja myślę, że jeśli ktoś ma w pompie to, że zużywa bezsensownie masę plastiku, to tym bardziej nie zainteresuje się globalnymi zagrożeniami. Zgodnie z regułą „Chcesz coś zmienić - zacznij od siebie”.

Nie dociera do mnie jak można nie czuć absurdu obranej pomarańczy w plastiku albo ofoliowanej cukinii czy brokuła.

Martwi mnie to, że ludzkość zawsze była, jest i będzie egocentryczna i kretyńska. A że mamy coraz więcej możliwości to pięknie wszystko spi***imy.

Uratuje co i kogo? I czemu tylko połowę? Cały absurd/paradoks rozważań eko polega na tym, że los planety Ziemia Zupełnie nie zależy od nas, maluczkich (choć sakramencko licznych), tylko od takich rzeczy jak słońce, czy temperatura jądra Ziemi. Dopóki tutaj sytuacja nie bryknie, Ziemia będzie sobie trwała a trwała, przyroda też będzie się miała świetnie - tylko ludzi na tej planecie nie będzie. Rozważania eko typu przerzedzić populację są bez sensu, bo sam wymóg eko jest nie ku dobru planety (ta sobie da radę, w perspektywie tysiącleci na pewno), tylko ku komfortowi części ludzkiej populacji. Także komfortowi emocjonalnemu. „Jak to??? To JA już nie spotkam białego nosorożca?! No podli CI ludzie, którzy do tego doprowadzili, no jak tak można!” Planeta ma w d* czy żyją nosorożce czy żółwie, w końcu wykończyła dinozaury, zanim człowiek był w planach. To my mamy hopla, „żeby było jak było” - ten cudny, zielony świat (i żadnej chemii na komary, przecież, ani na końskie muchy). I jakoś mamy nadzieję, że inni umrą (lub włożą trud, bezcenny czas swojego życia), aby nam było milej „w przyrodzie”. Niech szczezną, ci podli, ku dobru Moich dzieci. Czyż nie? No nie. Jesteśmy elementem tej przyrody. Od dawna namnożonym powyżej mocy przerobowych środowiska. Jesteśmy takim zwierzęciem, które produkuje plastik.

więcej zdjęć podwórzowych i zapłotowych w albumach: Z cyklu "Podwórzowe" i Z cyklu "Za płotem"

i tu:

Czy to znaczy że mamy olać kwestię plastiku czy ekologii?
Myślę, że powinniśmy się STARAĆ. Swego czasu na fanpage strony sciencechallengeday.eu przeczytałam, że w związku z tym, że morza toną w śmieciach (ponad 70 proc. odpadów w morzach i oceanach to dziś plastikowe przedmioty jednorazowego użytku), ENVI czyli Komisja ds. środowiska i zdrowia publicznego w Parlamencie Europejskim przyjęła 10 października rezolucję dotyczącą wprowadzenia w 2021 r. zakazu stosowania takich produktów. Bardzo mnie to cieszy, bo co z tego, że tacy jak ja będziemy omijać to jednorazowe G, skoro większość dalej wybiera brak zmywania na rzecz śmieci. A tak nie będzie mogła. Tylko… Europa, Unia, to ułamek ludności na tym świecie :( Wystarczy wyjechać w kraje trzeciego świata, zejść z plaży dla turystów… Pamiętacie Wyspy Zielonego Przylądka? :(

No dobra. Na dziś starczy dołowania;)

Teraz jesień!

4 października:

więcej większych w albumie Bardziej niż zwykle poranny spacer

8 października:

więcej większych w albumie Jesienne spacery z komórką

10 października:

więcej większych w albumie Calutki spacer w zamglony poranek

11 października:

więcej większych w albumie Bardzo poranny spacer przed wyjazdem do Warszawy

a dziś po powrocie z Warszawy zasmuciły mnie spadające w dużych ilościach liście:

I jeszcze bydlątka.

Lodzia dziurkuje dalej

Ptysio ostatnio woli łapać myszy niż z nami chodzić, ale czasem spotykamy Misia

nieustająco Misio-Ptysie w pozycjach

Z powodu Misio-Ptysiów biedny dyskryminowany Dziadek robi furorę w koszyczku:

a w jeszcze mniejszym koszyczku jeszcze większą:)

a dziś mu przygrzało;)

A nie chciałby ktoś takiego Dziadka z Palucha, co 8 lat siedzi już w schronie??

I na koniec wieści agroturystyczne;)

trawka przy Domku na górce rośnie bez deszczu tylko na rosie, ale gadzina w nią wlazła :(

aktualne zdjęcie spod żurawia, bo mieliśmy przez dwa dni gości z dostawką

na przyjazd gości ostatnie pewnie podrygi wiaty

i pokój marokański po wyjeździe babci Teresy

a w Domku na górce kleją się płytki na wykamieniowanym w czerwcu fundamencie - Robert musi zdążyć przed zimą, inaczej wykamieniowanie szag trafi!

PS z dnia następnego

Wracając ze spaceru poszliśmy sprawdzić, co dzieje się z ogrodzeniem po drugiej stronie posesji sąsiadów. Sukces! Siatka odczepiona od żywego drzewa stojącego w wodzie! Ciekawe czy to oni czy znowu tajemniczy ktoś. Przejście zostawione jest wprawdzie symboliczne, nie da się swobodnie przejść wzdłuż brzegu, więc przeszliśmy furtką nadal ze stosownymi napisami. Wzięłam Dziadka i Lodzię na smycz, aby królików nie zeżarły (bo przecież po to one tam luzem chodzą), zostaliśmy napadnięci przez Baszę (Max ujadał na nas z pewnej odległości), ale nie sfilmowałam na użytek policji, bo zajęłam się wydzieraniem się na Baszę, by mi psów na smyczy nie pogryzła. Na szczęście Basza mnie zna i jakoś tam się słucha.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/10/15 16:54
Na poczatku wpedzilas mnie tym plastikiem w taka depresje, ze przerwalam czytane niusa i poszlam szukac sznura. Mocnego, zeby sie nie zerwal, gdy bede sie wieszac. Ale w miedzyczasie zwyciezyla ciekawosc i doczytalam do konca. Przy zdjeciach jesiennych krajobrazow, wiaty i pokoju marokanskiego po poprawkach Babci Teresy - odzylam. No i na deser wrocilam jeszcze do Misio-Ptysiow i Dziadka w za malym koszyczku. A co to ja jestem - od macochy, zebym sie przejmowala niechybna smiercia planety? Wg mnie, ta glupia planeta na nic lepszego nie zasluguje. Wola boska i skrzypce. A jako ze ludzkosc jest w swej bezgranicznej tepocie jednak bardzo ulomna - watpie, zeby misja zniszczenia Ziemi calkiem sie powiodla. Ludzie nawet tego nie beda potrafili zrobic.
ania, 2018/10/15 22:53
Gdyby nie wnuki, może też bym się nie przejmowała. Ale chyba nie. Nie znoszę niszczenia i marnotrawstwa;)
Ewa U., 2018/10/15 16:57
Plastik nie od dzisiaj spędza mi sen z powiek. Nie sposób się przed nim obronić, bo jak piszesz, jest dosłownie wszędzie i nie ma wyboru. Albo eko w folii albo syf nadźgany chemią. W eko zresztą też do końca nie wierzę. Widziałam kiedyś rolnika z zamaskowaną twarzą, który w tv mówił jak naprawdę wyglądają eko-uprawy. Na pewno nie wszystkie, ale nieufność została. A nawet jeśli sama wyprodukujesz przysłowiową marchewkę - ona przecież rośnie w skażonej chemią ziemi i podlewana jest skażoną wodą. Pewnie nieco dramatyzuję, ale i ja uważam, że dla świata nie ma ratunku, człowiek w swojej chciwości nie opanuje się nigdy. Zawsze taki był, tylko narzędzia dewastacji były mniej "doskonałe". Upadek zaczął się w chwili, gdy człowiek zaczął świadomie uprawiać rośliny i szybko wpadł na to, że nadwyżkę można na coś wymienić/sprzedać. Potem już poszło.
Wczoraj segregowałam śmieci (nawiasem mówiąc zalegają na ulicy dwa, czasem trzy dni mimo harmonogramu) i podobnie jak Ciebie zadziwiła mnie ilość plastiku, jaką wyprodukowałam przez dwa tygodnie. A przecież uważam i wystrzegam się! Najbardziej wkurzają mnie kremy do paszczy. Co z tego, że wybieram takie nietestowane na zwierzętach, skoro pojemnik z kremem zapakowany jest w pudełko z fikuśną klapką, w środku znajduje się 10-stronicowa instrukcja użycia kremu w siedmiuset językach, całość jest zafoliowana, a panienka w drogerii pakuje to jeszcze w foliowy worek! Normalnie bebechy mi się wywracają i nie mogę pojąć dlaczego to się dzieje, dlaczego nikt tego nie widzi i nikomu (poza mną) to nie przeszkadza!? Panienki w drogerii na ogół są zdziwione, że nie chcę worka!
Tak się rozpędziłam w temacie plastiku, że zapomniałam co jeszcze chciałam powiedzieć:)
Ewa U., 2018/10/15 20:56
Przypomniałam sobie co jeszcze chciałam powiedzieć! Że fb też mnie męczy, zniesmacza i zrozpacza, ale tam mogę przynajmniej udostępniać zwierzęta potrzebujące pomocy. I że u Was wszystko jest takie piękne, że zwykłe ochy i achy są banalne. Pokój marokański, pokój z żurawiem, ach! A zwierzęta to już wogle och i ach! Fb psuje niespodziankę, bo wchodzę do niusów i wszystko (prawie) już wiem.
ania, 2018/10/15 22:45
No wiem, że FB psuje niespodziankę, ale wciąż są tacy, którzy FB się brzydzą a chcę im też pokazać, co pokazuję na FB. Poza tym to, co na FB, znika, przepada w czeluściach a tu zawsze można wrócić do tych rzeczy.
Monika, North Carolina, 2018/10/16 08:32
Tak katastroficzny nastroj tu sie robi, ze jednak troche Was pociesze: Pomimo, ze globalna sytuacja ekologiczna nie jest zbyt wesola - nie popadajmy w kompletna desperacje. Wszyscy pamietamy obawy 18-wiecznych myslicieli i filozofow, ktorzy przepowiadali ekologiczna katastrofe np. w Paryzu, gdy mial on zostac zasrany po miejskie rogatki odchodami konskimi, w nastepstwie rozwoju ruchu ulicznego i komunikacji za pomoca tramwajow konnych. Mowili, ze nie nadazy sie wywozic konskich paczkow, ze rynsztoki beda zbytnio zapchane, ze w efekcie - miasto umrze! Nikt wowczas nie przewidywal, ze dzieki ewolucji technicznej powstana pojazdy samobiezne. Jest wiec mozliwe, ze i na ten potworny wszedobylski plastik tez znajdzie sie JAKIES rozwiazanie, abysmy nie utoneli w jego masie smieciowej. Tak wiec Gucio i Ksenia na pewno beda mogli cieszyc sie nasza ulomna planeta do konca dni - swoich i swoich wnukow.
PS. Rozwoj technologii towarzyszy ludziom od ~100 lat, gdy czlowiek skupil sie na produkcji jak najwiekszej ilosci jak najtanszej, najlatawiej dostepnej zywnosci, by zlikwidowac wszechobecny glod. Ten cel udalo sie osiagnac, w wielu (chociaz wciaz nie we wszystkich) rejonach ziemi. Do niedawna jednak ludzie marnieli/umierali z glodu lub chorowali/krotko zyli z powoodow niedozywienia. I co byloby atrakcyjnego w swiecie bez plastiku, gdybysmy walczyli o kazdy kes chleba wyrywajac go bolesnie matce-naturze?
ania, 2018/10/16 10:59
Żeby to tylko o plastik chodziło... Na niego może ktoś znajdzie sposób, ale na całą resztę wynikającą z ludzkiej pazerności i egocentryzmu to już nie.
Marysia, 2018/10/16 21:59
Sie rozpisalas..😊 piekne foty..smutna prawda o plastiku..😕 dobrze ze istnieja ludzie co wspierają przyrode☺
ania, 2018/10/16 22:01
Zazwyczaj się rozpisuję. Tak mam;)
Skomentuj:
ITAKV
 
 
nius_po_podrozy_zakbusem.txt · ostatnio zmienione: 2018/10/16 11:25 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika