2 czerwca 2019

Nius przed trudnymi dwoma tygodniami ✂

i w przeddzień urodzin Roberta

Czeka mnie trudny czas, który głównie spędzę w Warszawie z dwudniową przerwą na pracę w Olecku. Wypieram myśli o tym, dlatego napiszę niusa. No i żeby nie było miesięcznej przerwy.

Zanim przejdziemy do spraw ważnych, zacznijmy od tego, co zawsze na końcu - od przeglądu jeziora:

najpierw cd zagadki z poprzedniego niusa, znaczy oprócz brakującego ogona Dziadka, rozwiązanie

27 maja

28 maja

30 maja

30 maja ale Nikonem po południu, przy okazji sąsiadki sadzącej krzak, ale o tym później :-)

31 maja

1 czerwca
a więcej w albumie Dziś, wczoraj i przedwczoraj

Następnie przegląd spraw domowych:

pod domem z bala z okazji podłączania kabelka, teraz czekamy, aż założą licznik

pensjonacik w wieczornym słońcu (o 19.00)

rozwora Misio

dużo drewna czeka na popiłowanie i porąbanie - najgorzej z piłowaniem - trzeba trafić w dziurę między gośćmi a piła w naprawie:(

nowy upolowany dywan, z petów, znaczy tych butelek, może na niego padać deszcz i nic mu nie jest

drewno z innej perspektywy;)

kwitnie kalina

mieszkaniec w śmietniku

Spacery:

więcej w albumach Dawno nie było spaceru z Ptysiem i Powroty znad jeziora

dzwońce wyjęte z Nikona, którego rzadko ostatnio używam

Byli u nas cudowni ludzie. Uwielbiam takie chwile w Zawadach, gdy odwiedzają nas ludzie myślący, inspirujący i do tego mili. Kasia i Adrian przylecieli z Londynu, gdzie mieszkają od 20 lat. Mieszkali w takich miejscach jak Afryka i już nie potrafią nie widzieć absurdu naszego świata.

Kasia rozpieszczała towarzystwo jak mogła

pływali codziennie rano niezależnie od pogody i nocnych temperatur; podobno w Anglii pływają cały rok w stawie lub zewnętrznym, niepodgrzewanym basenie

codzienne pogaduszki

Prawie równolegle do nich, na górce byli Ewa i Maciek, goście sprzed 3 lat, z 17 letnim psem, który u nas odżył. Ewa podlewała świeżo zasianą trawę (w miejscach po zakopywaniu kabli do paneli i w dziurach). Czyli nasza norma jeśli chodzi o gości. I z tej okazji napiszę co następuje. Nigdy ale to przenigdy nie warto robić tak, aby się podobało największej liczbie osób. Gdy słyszę, że prowadząc biznes należy się dostosować do przeciętnego klienta, widzę podupadające czasopisma kolorowe, bo zniżają loty do najmniej inteligentnych. Jeszcze są biznesy dla określonego targetu. Tylko dostosowywanie się do danego, ściśle zamierzonego klienta jest rezygnowaniem z siebie. A to na dłuższą metę nie popłaca. No chyba że jest się sobą a target pasuje do nas. Nie ma co żebrać od klienta. Przyjdzie do nas taki, któremu zależy na tym, co mamy. Pod warunkiem, że mamy coś wartościowego. Amen.

Znamy swoją wartość. Wiemy, że to, jacy jesteśmy, dla niektórych jest wartościowe. I właśnie tych niektórych chcemy u siebie gościć. Bo ci niektórzy są wartościowi dla nas. I nie tylko dla nas. Po prostu są wartościowi, dobrzy, wrażliwi i rozumieją w czym rzecz. Rozumieją nasz stosunek do zwierząt, do przyrody, do spuścizny kulturowej, itp i itd. I ślepi nie są. Reagują na Magdalenkę adekwatnie.

No i koszenie… Masakra. Owszem, też kosimy - podwórze, ścieżki, wokół ogniska i plażę. Przy gościach inaczej się nie da. Rzadko i cichą kosiarką. Podwórze kosiarką samoostrzącą się, pchaną tylko ręcznie.

Moda na łączki zamiast angielskich trawników cieszy mnie bardzo. Ile to smrodu mniej i zatruwania środowiska, ile mniej hałasu, mniej zarzynania niewinnych stworzeń i ucinania im nóżek, no i zapylacze mają kwiatki. Niestety nasi sąsiedzi chyba nie znają tej mody.

rozpełzłe kosaćce sąsiadów, wobec których mam mieszane uczucia - owszem, ładnie wyglądają, gdy kwitną, choć krótko to trwa; więcej z nich szkody niż urody niestety

Jak napisałam w jednym z komentarzy, ku przypomnieniu, nie nasadza się obcych gatunków w danym ekosystemie, bo wypierają gatunki rodzime i tworzą środowisko szkodliwe dla mieszkających tu organizmów zwierzęcych - wypłycenie jeziora przez sąsiadów i nasadzenia spowodowały nadmierne nagrzewanie wody i rozwój glonów i bakterii, które zabijają raki i inne gatunki potrzebujące czystej chłodnej wody. Nie wszystko co cieszy oko jest dobre.

Kwitnące łubiny na szczęście mogą rozpełzać do woli:

30 maja

31 maja

1 czerwca
a więcej łubinów w albumie Łubiny wczoraj i dziś

oprócz łubinów w ogóle jest pięknie, o czym w albumie Droga do Domku na górce i z powrotem

Na koniec pomęczę Was nieco;)

w ramach wzbogacania diety wegańskiej odważyłam się otworzyć terminującą się torebkę z glonami spirulina i zgodnie z instrukcją wsypać do sałatki… hmmm… ledwo zjadłam;) nie dlatego, że były niesmaczne, w zasadzie nie miały smaku, tylko przez ten szmaragdowy kolor moja mózgownica nie była w stanie uwierzyć, że to jadalne:)

Obejrzyjcie ten filmik, zwłaszcza, jeśli nie lubicie kulturystów!

A poza tym olej palmowy, który jest wszędzie, we wszystkich prawie kosmetykach i nie sposób się przed nim uchronić, bo chowa się pod licznymi nic niemówiącymi laikowi nazwami , właśnie wykończył niebieskie papużki :-(

orangutany są kolejne:(

I jeszcze tylko krowy…

Mam mieszane uczucia. Nie wobec faktu, że wystarczyła komenda prezesa, by wszyscy, którzy do tej pory nie widzieli powodu, by krowy ratować, nagle zmienili zdanie mimo przepisów unijnych. Tylko dlatego, że krowy żyły wolno, wielu ma do nich inny stosunek, niż do tych w przemysłowych oborach, codziennie zabijanych lub dręczonych. Bo jak już wolne, to można się z nimi identyfikować (przypomina mi to historię z Wydziału Biologii, gdzie myszy laboratoryjne, którym udało się zwiać, były dokarmiane i hołubione, a te w klatkach – wiadomo). Z taką krową w barierkach, co nigdy nie widziała pastwiska, trudniej, nie? Ale mleko i serek nie bierze się od tych wolnych, tylko właśnie tych udręczonych. Że też nikt nie organizuje wieców i miasteczek namiotowych pod fermami. Ot ludzka naiwność i skłonność do przymykania oka. Nie, żebym nie kibicowała dalej krowom z Ciecierzyc.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2019/06/03 07:33
Niestety, zycie to nie jest gra w moralnosc. Nie zawsze wygrywa ten dobry, wartosciowy, uczciwy.
ania, 2019/06/03 09:07
Zależy co nazwiesz wygraną;)
z FB, 2019/06/04 09:35
Joanna S: Wszystkiego najlepszego dla Roberta!:) zdrowia przede wszystkim!
Galeria Wiejska: dzięki, przekażę, na razie biega po Olecku ;)

Jolanta E: Wszystkiego najlepszego Panie Robercie 💐🎁🎂

Fela B: 🎂Wszystkiego najlepszego dla Roberta, życzę mu ,aby wymarzony dom Ani postawił nadludzką mocą bez zbędnego umęczenia.Zapomniałam jak wejść bez nożyczek..🤔

Julita K: Sto lat niech żyje Robert nam!

Marzena Z: Robercie, życzę Ci z całego serca kochaj ten kawałek ziemi jak dotychczas, niech Cię zdrowie nie opuszcza, odwaga i inteligencja, a wszystko pozostałe i tak się znajdzie...

Elzbieta K: Wszystkiego Najlepszego Panu Robertowi życzę, Pani również 😀

Krzysztof Anna N: Siedlisko Bliżej Gwiazd śle serdeczne życzenia dla Roberta z okazji Jego urodzin. Życzymy wszelkiej pomyślności, pozdrawiamy i miłego świętowania:)

Ola O: Robert najlepszości od Oli 😺

‎Joanna M-B: 100 lat Robert, zdrowia i szczęścia jeszcze więcej 🎂💚
-r., 2019/06/04 13:55
Dziękuję za wszystkie życzenia! "Bez zbędnego umęczenia" - to ładne i dużo lepsze niż "bez zbędnej zwłoki" (-:
ciemnoszara, 2019/06/05 12:04
TROCHĘ BOTANICZNIE. Z biegiem lat jestem coraz bardziej liberalna w zakresie zasiedlania nowych stanowisk przez rośliny obcego pochodzenia za wyjątkiem tych skrajnie inwazyjnych , które niszczą RZECZYWIŚCIE całą przestrzeń wokół. Inwazja jest procesem nieuchronnym niestety, chyba że wszystkich roślin za chwilę już nie będzie lub pozostaną tylko monokultury uprawne.
Ja rozumiem, że sąsiedzi solidnie zapracowali na krytykę ich nasadzeń ale biedny kosaciec żółty (Iris pseudacorus) jest tu naprawdę niewinny. Bytuje na terenie euro-syberyjskim od wielu tysięcy lat , a to że urósł też na kilku wyspach dziewiczych to już nie jego wina. Jest to nasz ukochany kosaciec rodzimy , oczyszczający podobnież wodę z azotanów, a zatem zalecany w naturalnych oczyszczalniach ścieków jako jedna z roślin filtrujących.
Natomiast moja też ukochana roślina czasów studenckich - łubin trwały jest północnoamerykańskim banitą, rośliną dość inwazyjną ( III grupa) nie zalecaną do nasadzeń w obszarach chronionych ( http://projekty.gdos.gov.pl/kdpo-lubin-trwaly ).
Gdzieś z 15 lat temu rozważałam dosianie jej na nowo tworzonej murawie złożonej z traw i ziół, tolerujących suszę i słabą glebę w celu asymilacji azotu, ale siano z tej łąki (jednokośnej – w czerwcu/ lipcu) miało być użytkowane przez zwierzęta , a przeczytałam wówczas, że nie dość , że cała roślina jest trująca to nasiona w tworzących się owocostanach są bardzo toksyczne, szczególnie dla nie-przeżuwaczy. Stąd też całkowicie się zraziłam , nawet w ogródku nie mam tych przepięknych roślin.
Tak że nie jest tak łatwo z tymi gatunkami obcymi. Pozdrawiam.
ania, 2019/06/05 14:24
Dzięki za wykład. Łubiny zastaliśmy i w jednym roku więcej ich, w innym mniej. Jakoś się nie rozpleniają, choć w tym roku rzeczywiście dały czadu.
Co do kosaćców, są śliczne i gdyby nie to, że rosną na wypłyconej przez sąsiadów części jeziora (za ich sprawą) i od dawna żywego raka nie widzieliśmy, nie miałabym nic przeciwko. Nad jeziorem obok są, ale to płytkie jezioro. Nasze Głębokie nie tylko z nazwy i ani pałka ani kosaćce nie bywały tu nigdy.
Chodzi o zasadę, której sąsiedzi nie przestrzegają - jezioro i jego brzeg to nie ich prywatny ogródek.
darek, 2019/06/05 21:15
Pałka i kosaciec żółty to jednak całkiem rodzime gatunki niezależnie od sympatycznych sąsiadów.

Zresztą tak czy owak sprawa gatunków "inwazyjnych" jest mocno śliska, można przecież uznać działalność człowieka (gatunek wybitnie inwazyjny) za taką samą ślepą siłę natury jak inne wcześniejsze kataklizmy.
ania, 2019/06/05 21:34
Dlatego nie używam pojęcia gatunek inwazyjny, tylko zwracam uwagę, że ekosystem nad naszym jeziorem jest taki, że gatunki nasadzane przez sąsiadów tu nie występowały, dopóki sąsiedzi nie stworzyli dla nich warunków przez wypłycenie jeziora.
Co ciekawe, pałki po jakimś czasie wyginęły, zostały niedobitki. Może z kosaćcami też tak się stanie, choć przez bobry mają jednak warunki także poza wypłyconym miejscem.
darek, 2019/06/05 22:15
Owszem, ale napisałaś "nie nasadza się obcych gatunków w danym ekosystemie, bo wypierają gatunki rodzime" co wyraźnie sugeruje, że nasadzone nie były rodzime. Z pałką nie chce mi się sprawdzać co pisałaś, ale wydaje mi się, że podobnie.

To oczywiście przykre gdy niektórzy ludzie mają mentalność gryzoni, ale może po prostu tacy już są i inaczej nie potrafią.
ania, 2019/06/05 22:18
No tak mój błąd, a raczej myślenie lokalne:) Bo rodzime to dla mnie zawadzkie :)
maciek, 2019/06/11 23:31
Spoznione zyczenia dla Roberta !
Z duzym podziwem czytam wasza dyskusje na temat roznych ekosystemow, rownowagi srodowisk naturalnych itd. Ja sie na tym wogole nie znam, ale podoba mi sie ten sposob szerokiego i ostroznego spojrzenia.
Pan Darek, precyzuje pewne szczegoly, ale bez tupania noga, tak delikatnie.
Porownanie ekosystemu do Historii Polski, choc nie zupelnie adekwatne, bo Polska i religia to tylko 1000 lat a nie miliony, moze sie jednak przydac, by zrozumiec ze nie wystarczy jedna fotografia czy reportarz by ogarnac cala perspektywe.
Zapewniam Pania Monike z N.C. ze Jan Pawel 2 bardzo chcial poprawy rownierz w kwestii maloletnich ministrantow. Zrobil co mogl, w czasie i sytacji jaka byla wtedy z nadzieja ze kiedys jego nastepcom uda sie wiecej. I cale szczescie ze dzis juz nikt nie strzela do Franciszka z pistoletu ! Moze jednak dobrze by bylo zeby Robert kopal te okopy przeciwczolgowe troche glebiej, wtedy kosciol nie bedzie juz naszym jedynym szancem i bedzie latwiej zlustrowac jego zaloge ?
A na pocieszenie dla Anki, mam dobra wiadomosc: Ksiezy juz niedlugo nie bedzie, wygina jak te niebieskie papuzki razem z chlopami i robotnikami. Troche dluzej przetrwaja zielarki-patronki stacji agroturystycznych dla bialych kolnierzykow.
Skomentuj:
QCAPO
 
 
nius_przed_trudnymi_dwoma_tygodniami.txt · ostatnio zmienione: 2019/06/03 11:40 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika