14 września 2011

Nius specjalnie dla Ewy U.:)

Nius powinien nosić tytuł „Ostatnie podrygi” i chodzi oczywiście o lato, ale skoro Ewa przebiera nóżkami, to się jej należy:)

Bo nastał czas wyciągania zwierzyny zimnokrwistej z piwnicy (nadal nie wiem, jak tam wchodzi). One niby chcą się przed zimą tam skryć, ale nie wiedzą co czynią! Trzeba im więc siłą przemówić do rozumu i do wiadra, a z wiadra w krzaki.

tu wyjątkowo duży okaz traszki

Czas jesiennych malin, tylko daleko im do tych dzikich z lipca! Znaczy są piękne, dorodne, ale w smaku zupełnie nie TO.

podczas mojego pobytu w Warszawie dobrały się do nich osy i szerszenie

Czas jabłek, których nie ma komu jeść i przetwarzać. Nasza złamana jabłonka lada moment będzie gotowa do zbiorów - ale przydałby się kontrakt z Hortexem;)

Czas nieskoszonej trawy…

Nareszcie dobrze prezentującej się roślinności (poza malwami, kosmosem i floksami, które latem dominują w obejściu, a teraz przekwitają), bo o tej porze nasze róże, paprocie i wiecznie zielone liście pod gankiem wyglądają jak z obrazka.

(krzesło nadal chroni przed Belfegorem, który przed zimą znowu wszedł w fazę kopania dołów)

W wiacie też jeszcze obleci:

Czas komarów. Komary przed zimą grupują się. Gdzie tam grupują! Zwołują w stada! Mamy istną plagę komarów, tyle że nie gryzą. O ile latem prawie komarów nie było, to teraz nadrabiają. Bo to ich ostatnie podrygi, próbują jeszcze coś zwojować przed zimą. Wczoraj w naszym korytarzu przy wejściu do piwnicy buczało, niczym wentylatory. A to komary! Dwa odkomarzacze elektryczne poszły w ruch i towarzystwo się przerzedziło. W domku na górce stosujemy bardziej tradycyjne metody:)

Daniel okadza komary w piwnicy na górce, gdzie są ich miliony!

Czas ostatnich beztroskich zabaw na podwórzu:

No i czas ostatnich kąpieli:( Nasze jezioro chyba najpiękniejsze o tej porze roku. Wciąż pływam, ale dziś, nie powiem, wejście do wody było czynem iście bohaterskim. Potem już nie jest tak źle, po drugiej stronie jeziora nawet całkiem ciepła woda, ale najgorsze zanurzenie. Brrr… Bo noce już zimne, za to piękne mgły!

Sąsiad robi jesienne wykopki, skopał trawę obok siatki, o którą było nieco zamieszania, zanim wyznaczyliśmy, dokąd ma sięgać. Siatkę zainstalował na początku lata, a teraz pewnie posadzi krzaki, żeby nikt mu nie podglądał żony:) Mówiąc szczerze, gdy widzę ruch na działce sąsiada, zamieram ze strachu, co też nowego wymyślił. Molo, przez niektórych zwane wybiegiem z racji nieprzystawania rozmiarami do charakteru jeziora, zostało opatrzone tabliczką „teren prywatny”, choć akurat na pomost może wejść każdy, bo tak mówi prawo wodne - jest to stały element jeziora a na terenie jeziora mogą przebywać wszyscy. Pomost w ramach dobrosąsiedzkich stosunków przełykam za każdym razem, gdy na niego patrzę, ale za każdym razem staje mi w gardle i muszę go nieco przepchnąć;) Najgorsze jest to, że nadleśnictwo z domyślnych dla mnie powodów również pomost przełknęło, choć jest niezgodny z prawem i przepisami ochrony przyrody.

A Robert zwany Robokopem z racji ponaklejanych przez pana magika, który co i rusz go reperuje, rożnych kolorowych taśm podtrzymujących nadwerężone ścięgna i mięśnie, przyszykował sobie następną robótkę, coby mu mięśnie nie zwiotczały;)

Cóż. Jest pięknie, zwłaszcza gdy słonko świeci, ale zima już stoi w kolejce… Lodzia zaś jak to Lodzia - nie bierze do głowy…

Komentarze

Ewa U., 2011/09/14 19:59
Rety! Nie liczyłam na aż tyle! Nóżkami z niecierpliwości przebieram całe życie, tak mam. A syndrom "ostatnich podrygów" dopada mnie już w maju. Jak samorealizująca się przepowiednia. Tak się nakręcę, że czas faktycznie ucieka mi z szybkością światła. A jak jaskółki i kopciuszki odlecą, to właściwie już czekam na wiosnę, z pominięciem zimy! Wypieram. A jaskółki i reszta właśnie zniknęły. Jednak dostarczały nam rozrywki przez całe lato, więc nie ma co się skarżyć. Trochę się martwię o ostatni "miot" - gdzież one takie malutkie za tę wielką wodę? Jeszcze dwa tygodnie temu w gnieździe czekały na pokarm! Gdzie tam, tydzień temu! Piwnicę mamy szczelną (nie mylić z wodoszczelnością, niestety), nie ma w niej życia w żadnej formie - może jedynie plankton, za to reszta pomieszczeń tzw. gospodarczych (dwie obory) jest opanowana przez ptaki wszelkiej maści, zgromadzony tam dobytek (kredens!) musimy okrywać czym się da. Żyją tam sobie jak w rezerwacie (w oborze, nie w kredensie). No, chyba, że z wyboru uwiją gniazdo nad stołem z piłą, zupełnie im to nie przeszkadza. A ja się martwię, że nie dolecą! Pewnie wiedzą, co robią. Eskadry komarów też nam dają się we znaki, widocznie na zimę muszą się porządnie opić. Może to jest jakieś wyjście? Opić się i przeczekać? Opita czy nie i tak już zaczynam czekanie na żurawie i bociany. Można powiedzieć - przebieram nóżkami... Wrześniowe światło trochę mi to przebieranie rekompensuje, kiedy o zachodzie słońca wydobywa z kwiatów (zwłaszcza żółtych) niesamowicie intensywne kolory. Jezioro zapiera dech, a Lodzia wygląda jak Sarah Bernhardt! Serdecznie pozdrawiam
ania, 2011/09/14 20:54
U nas jaskółki jeszcze są! Czekamy ze wstawieniem okien, aż odlecą, bo śpią wciąż w gnieździe na strychu domku. A Lodzia - rzeczywiście! Uderzające podobieństwo do Sarah Bernhardt. Może to jej reinkarnacja! I to by pasowało:)
Ewa U., 2011/09/15 10:09
Lodzia jest tylko współcześniej ubrana. Te sarnie, zuchwałe (o ile sarny mogą być zuchwałe)oczy i wdzięczne wygięcie w talii! Do Zawad wszystko przychodzi trochę później: wiosna, lato, jesień, to i zima! Więc jaskółki też później odlatują. Taką mam teorię!
ania, 2011/09/15 18:14
Niewątpliwie Lodzia ma to samo spojrzenie i gładką buzię:) a w Zawadach owszem wszystko przychodzi później, poza zimą:) tylko ptaszki u nas bardziej zaprawione w bojach (patrz kopciuszek z 28 października i zeszłoroczne zapóźnione żurawie).
Ewa U., 2011/09/15 21:09
Fakt, kopciuszki jeszcze widuję i słyszę, aczkolwiek niewiele. Tego pogwizdywania i cmykania nie sposób przeoczyć. Dobrze się u nas czują, bo tu święty spokój, kot mieszka głównie na szafie, a w oborze pełno dziur, występów i półek skalnych, jak w górach! Jaskółki zniknęły dosłownie z dnia na dzień, jak wymiecione. Jakieś trzy dni temu widziałam ogromne stado na polu pod wsią, na drutach, wszędzie - zgrupowały się, uformowały szyki i tyle je widzieli. Szkoda, że nie widziałam, jak startują. A żurawie, przynajmniej tutaj, czasem zostają na zimę. Wokół dużo jezior i mokradeł, teren jest pagórkowaty, chociaż to nie Mazury. W dołkach cieplej może? W ubiegłym roku widywałam parę (zakładam, że tę samą) od jesieni aż do stycznia. Potem przyszedł siarczysty mróz i nie wiem, czy przeżyły. Mam nadzieję, że poleciały gdzieś, gdzie choć trochę cieplej. A może to ptastwo ma u Was taki popas? I to są te, które lecą na południe ze Skandynawii czy innej północy? I w Zawadach mają przystanek tylko na komary? Bo potem to już jednym cięgiem przez Leszno na Pragę, Wiedeń i Rzym...
ania, 2011/09/16 09:45
Nie, to te same żurawie co latem, na swoim areale za rzeką. Od nas też odleciały dopiero, gdy mróz ścisnął i śniegu dowaliło. Na szczęście nie mają bardzo daleko na zimowisko. Może lecą przez Leszno i Rzym a może to te, co na Bliski Wschód... Kto wie?:)
Egretta, 2011/09/20 09:31
Nasze żurawie jeszcze się odzywają, wiec chyba dopiero się pakują. Natomiast nocami porykują jelenie, co sprawia, że zapatuleni w koce przesiadujemy na ławeczce pod domem i nasłuchujemy z podziwem :)Pozdrowionka
ania, 2011/09/21 20:16
Nasze żurawie dalej gadają a dziś też słychać jelenie.
Skomentuj:
VYSTF
 
 
nius_specjalnie_dla_ewy_u.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 00:43 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika