w nocy z 27 na 28 kwietnia 2013

Nius tuż przed urodzinowy

A co tam, mam urodziny, to sobie mogę pozwolić;)

Robert ogłosił strajk. Leży przed telewizorem i ogląda maraton filmów Sergio Leone. Na dziś odmówił dalszej pracy w Domku na górce, a sama nie mam tam nic do roboty – co mogłam, zrobiłam, łącznie z pomalowaniem korytarza i korytarzyka (zdjęcia będą jak zrobi opaski na drzwi). Sprzątać nie mogę, bo oczywiście roboty i sajgon narzędziowo-materiałowy w pełni. Robimy zagłówki za łóżka, wieszamy co jeszcze niepowieszone, Robert dokonał rzeczy niemożliwej – wstawił prostą szybę w zwichrowane drzwi i nie pękła przy ich zamykaniu, a żeby się zamykały, też wykazał się nie lada talentem. W dzień posadziłam krzaki zakrywające oczyszczalnię ścieków a że pod tulipana pierwsi goście już przyjechali (goście zeszłoroczni ale rozmnożeni i bardzo to miłe - tacy goście, co z nabytkiem przyjeżdżają ponownie i to na dłużej), wszystko gotowe i moja robota skończona, nic innego nie pozostaje jak pisać niusa przy akompaniamencie Ennio Morricone.

krecio-psia robota, znaczy małe żółte tropiły kreta, a na to wszystko przyszły koty. A w międzyczasie odzyskaliśmy całą łazienkę, nawet kuweta poszła do piwnicy więc żadnego żwirku pod stopami po wyjściu z prysznica, gonitwy kocie na podwórzu i w ogóle takie koty to nareszcie koty właściwe.

Z okazji posuwania się informuję, bo niektórzy pytają w kuluarach, jak tam moje odchudzanie, że po miesiącu wyrzeczeń (mniejsze porcje żywnościowe, żadnych słodyczy i zero piwa), zważyłam się będąc w Warszawie (sama wagi na wszelki wypadek nie posiadam) i ważyłam całe półtora kilograma mniej. W związku z tym chrzanię takie odchudzanie. Widać nie ten moment, nie ta gospodarka hormonalna, nie ten wiek, poczekam na lepsze czasy;) Nigdy nie byłam mocna w walce z samą sobą. Nie to nie.

A poza tym, z racji mijającego w takim tempie czasu, dalej oddaję się depresji i niezgodzie na świat. W czasie gdy się nie czytaliśmy, denerwowałam się dopuszczeniem uboju rytualnego w Polsce i kolejny raz mam smutne refleksje, że nie chcę żyć w takim świecie, gdzie względy ekonomiczne wygrywają z sumieniem, a przecież sama to robię, dokonuje wyborów niezgodnych z sumieniem np. używając materiałów budowlanych czy proszków nieekologicznych, bo mnie nie stać na przyjazne środowisku (choć w kwestii prania jest postęp - zakupuję właśnie kule piorące BIO CERA Waschball lub MOLLI ale to zasługa nie tylko względów ekologicznych lecz i rozsądnej ceny). Marzy mi się świat, gdzie to, co szkodliwe lub krzywdzące przyrodę, zwierzęta, kosztuje tyle, że każdy zastanowiłby się kilka razy, zanim by kupił i skonsumował, tak jak napoje w puszkach w Norwegii. Świat, w którym promowana jest ekologia i troska o czujące istoty i Ziemię. Póki co proekologia jest zbytkiem i ma cenę zaporową (na szczęście są wyjątki – np. produkty do czyszczenia Frosch) a na produkcji mięsa kraj się bogaci. Wiem, że to niewielka różnica – ubój rytualny a ubój w ogóle, że cały proces produkcyjny mięsa jest tak straszny, iż śmiem podejrzewać, że ci, którzy jedzą produkty mięsne, zwłaszcza kupione w sklepie, robią to tylko dlatego, że nie mają odwagi przyjrzeć się, jak wygląda hodowla, transport, ubojnia i zakład mięsny. Gdyby mieli, poważne by się zastanowili, nawet jeśli nie obchodzi ich, co przeżywa zwierzę. W uboju rytualnym dodatkowo dusi się własną krwią i jest całkowicie świadome, co z nim zaraz zrobią i co właśnie robią. Wkurza mnie okropnie, że strach przed niezadowoleniem ludzi, którzy z tego żyją, jest ważniejszy, niż strach zabijanych w ten sposób zwierząt. Nie wiem, czy dożyję czasów, gdy coś się zmieni. Gdy niektórzy zrozumieją, że świat się zmienia, pewne rzeczy przemijają, pewne wartości się dewaluują, poglądy starzeją, pewne produkty przestają być ludziom potrzebne, a więc i pewne zawody i miejsca pracy. To już trwa od dawna, a wciąż tyle protestów, np. że zamykają kopalnie produkujące surowiec na brudną energię a ludzie tam pracujący muszą się z tym pogodzić, znaleźć inny sposób na zarabianie pieniędzy albo uznać, że skoro umieją tylko to, znaczy że w nowym świecie nie ma na nich miejsca, bo takie jest życie – nic nie jest dane z racji urodzenia, trzeba umieć się dostosować i odnaleźć w zmieniającej rzeczywistości, a nie oczekiwać, że zawsze będzie jak chcemy, a jak przestanie być, to mamy prawo położyć się do łóżeczka, rozdziawić buzię i czekać aż pomoc społeczna, państwo, czyli ci którzy ciężko pracują i płacą podatki będą nas karmić do usranej śmierci. To dopiero na emeryturze, gdy na nią zarobimy a ZUS nas nie okradnie;)

Wiem, robię się na stare lata jak Tomaszewski, który na każdy temat zieje ogniem i toczy jad;) ale to przywilej starzejących się ludzi – pierniczyć, co myślą inni i mówić, co się chce:) I co ja poradzę, że jakoś nie mogę w pełni osiągnąć pozycji depresyjnej i uznać, że świat jest i dobry i gówniany, tak jest i już. No jest. Ale jak dla mnie, miejscami jest zbyt gówniany. A przecież to nie świat, lecz MY. Nawet jeśli na większą skalę zaczną się zmiany prorokowane przez Houellebecqa, to i tak zacznie się od cywilizowanych krajów. My będziemy tym rozwijającym się, do którego inni przegonią przemysł, by się nie truć (Chińczycy opamiętają się wcześniej niż my;)), betonowe fermy produkujące trującą gnojówkę, farmy wiatrowe z turbinami, których inni się pozbywają, niszczące krajobraz i rujnujące ludziom zdrowie… Będziemy potentatem w uwiązywaniu byków na półmetrowych linkach za kółko w nosie całe życie nieruchomo, co tam byków – we Francji pewnie się opamiętają i zabronią tuczyć cielęta przywiązane tuż przy ścianie, by nie miały zbyt żylastego mięsa jak w Polsce (opinia Francuzów dotycząca polskiej cielęciny) i zaczną przywiązywać w Polsce, tak jak teraz muzułmanie i Żydzi mają u nas tanie miejsce do produkcji swojego mięsa.
Dlaczego w rozwijającym się kraju nie można uczyć się na błędach innych, bardziej rozwiniętych, lecz trzeba przejść całą gehennę rozwoju z butelkami PET i foliowymi torebkami na czele, z niedozwolonymi antybiotykami i hormonami w kurczakach, herbicydami i sztucznymi nawozami, centrami handlowymi, które w innych krajach kruszeją, bezdusznymi supermarketami zabijającymi małe sklepiki, ulicami bez klimatu, bo nikogo nie stać poza bankami na wynajem, itd., itp., trzeba się zachłysnąć kapitalizmem z jego najciemniejszymi stronami? Czy to możliwe, by w tym świecie z Polską na czele zysk i miejsca byle jakiej pracy przestały być priorytetem, a bebechy pełne schaboszczaka nie były wyznacznikiem szczęśliwego życia? By nie taki byt upragniony określał świadomość - móc w majówkę, a propos majówki, pogrillować tłustą karkóweczkę?

Wizja Houellebecqa, w której ludzie wrócą do natury, miasta opustoszeją, będą tylko dla młodych, z racji edukacji i rozrywek, a dzieciaci i starsi osiądą na wsi, wrócą stare zawody, kowalstwo, garncarstwo, rzemiosło w ogóle, rolnictwo tylko ekologiczne i nastawione na specjalizację, typu pszczelarstwo, serowarstwo, małe browary, każdy będzie miał swój ekologiczny warzywnik i będzie się karmił płodami swojego kawałka ziemi i tym, czym wymieni się z sąsiadami, gdzie mięso będzie rarytasem, za który trzeba słono zapłacić, bo wymaga troski i osobistej straty, śmierdzące fabryki znikną a ludzie nauczą się korzystać z dobra, którego naprodukowano tyle do tej pory, że starczy do końca ludzkości, byle tylko o nie dbać… powoli staje się faktem, ale baaardzo powoli i niestety wiem, że nie dożyję tej chwili, bo „względy ekonomiczne” i lęk przed roszczeniowością tych, którzy mierzą sukces pełnym mięsa brzuchem i boją się zmian, bo te skonfrontowałyby ich z tym, że niewiele umieją a ich możliwości starczają na mniej, niż potrzeby rozpasanego Ego. Ale może to będzie jak z jeziorem?? Twierdziłam, że nie odmarznie na majówkę, tym czasem ścichapęk (jak zwykle) odmarzło już tydzień temu! To tyle urodzinowo;)

Dalej fotoreportaż z postępów wiosennych, oczywiście zdjęcia znowu nieaktualne, bo wiosna nadrabia.
Zdjęcia wtorkowe:

teraz wszystkie relikty zimowe są na wykończeniu, pewnie dziś już nie będzie czego fotografować

wawrzynek wilczełyko przekwita

jezioro - stan z wtorku, choć pewnie było już rozmrożone w niedzielę, tylko nie miałam czasu iść na plażę gminną, by zobaczyć, czy w każdym kąciku

po drzewach i kamieniach oddzielających u sąsiadów plażę piaszczystą od trawy widać, jak podniósł się poziom wody w jeziorze

Zdjęcia piątkowe i sobotnie (trochę pokropiło i zrobiło się nawet zielono):

stan pąków bzu

stan lilii

dziewczyny nie uznają picia wody z miski do tego przeznaczonej. Piją wodę z konewek, ze zlewu, z garnka z ziemniakami, wiadra z moczącą się gliną a najchętniej z mydlinami spod prysznica.

nasionka posiane w donicach, zobaczymy, co tego wyniknie…

Belfegor na stanowisku (te dziurki zrobiła mu Lodzia)

za płotem

i życie podwórzowe:

A wczoraj w nocy wylądowało na naszej łące UFO:

PS.

A to laurka od Gucia:

Belfegor jak żywy a tytuł laurki: „Babcia Ania w czarnych koralach”

I życzenia:
„żebyś dostała książeczkę, żebyś do mnie przyjechała, żebyś się czuła szczęśliwie i tak naprawdę to już chyba koniec”.

Komentarze

Ewa U., 2013/04/28 11:35
Temat jest nie do ogarnięcia w kilku zdaniach. W porównaniu ze mną, jesteś optymistką, bo ja sądzę, że człowiek się nie opamięta, póki coś nie tąpnie tak, że nie będzie wyjścia. Bukoliczna wersja Houellebecqa jest tak nieprawdopodobna, że aż zabawna. Podobnie jak Ty, nie do końca jestem eko, bo zwyczajnie albo mnie nie stać, albo nie mam możliwości, dostępu - powodów jest co najmniej kilka. Dopóki ludzie będą myśleć, że np. nowe zasady wywozu śmieci są stworzone tylko po to, by im dowalić, to co tu mówić o reszcie? Ustawa o śmieciach może i nie jest doskonała, to całkiem inna sprawa. U nas będzie się płacić od głowy, a nie od pojemnika. Dla wsi to tragedia, co się działo na zebraniu! Na razie 6-osobowa rodzina wystawia pół pojemnika raz w miesiącu i jeszcze przywożą śmieci z pracy w mieście, żeby było czym palić. Nie wierzę, że cokolwiek zmieni się w tej mierze i znikną śmieci z lasów i rowów. Okaże się zaraz, że palenie śmieci przez okrągły rok i tak się opłaca (ciepła woda), mimo wyższych stawek. Co do reszty poruszonych przez Ciebie kwestii uważam, że łańcuch korzyści jest zbyt długi i dopóki nie stanie się coś drastycznego - nie wiem co, człowiek dobrowolnie nie zrezygnuje z nabijania sobie kabzy i brzucha. Degrengolada zaszła zbyt daleko.
Używam kul do prania od dawna i jestem bardzo zadowolona. Mają jedną wadę - piorą tylko do 60 stopni i plam nie dopierają. Ale ile w końcu masz tych plam? Zresztą nie wiem do końca, może są już lepsze kule, tylko ja o tym nie wiem? Kupuję wkłady do starych, a może w kulach też rewolucja?
Widzę, że Lodzia kotom nie odpuszcza?
Przyjemnych urodzin, pozdrawiam.
ania, 2013/04/28 15:01
Ewo, przecież sama jesteś w awangardzie! To tacy jak Ty rozpoczęli ten proces. I żadna sielanka, co wszyscy, którzy wynieśliśmy się z miasta na wieś, by żyć inaczej, wiemy. Nie ma w tym żadnej łatwizny ani romantyzmu. Ale jest chęć by żyć lepiej, co wcale nie znaczy - łatwiej. Łatwiej jest jechać do Ikei niż odnawiać meble ze śmietnika, łatwiej jest przyjść na gotowe, niż samemu wskrzeszać. To się dzieje! Wystarczy pooglądać Domo, np. "Wielkie projekty" - pozytywnych wariatów jest całe mnóstwo. Albo Akademia Bosej Stopy! Albo ta chmara Brytyjczyków wynosząca się na wieś do Apulii czy Hiszpanii, by wieść nowe ekologiczne życie! Każdy może, kto ma co sprzedać z życia dotychczasowego i ma odwagę! Oto dowód: http://biznes.onet.pl/hiszpania-wsie-na-sprzedaz,18491,5478547,news-detal
Ewa U., 2013/04/28 15:58
Wiem, wiem! Jednak ciągle wydaje mi się, że to fanaberie garstki ludzi, kropla w morzu. Zwłaszcza, kiedy patrzę na moją wieś i ludzi, co robią i jak robią. A to tylko jedna malutka wieś! Zmiany muszą być globalne, i to migusiem. Na początek mentalne, a o to najtrudniej. Cała wieś wylewa szamba gdzie popadnie i pali plastikiem. I to oni uważają się za "normalnych", my to dla nich "nawiedzone", głupie i pozbawione sprytu. Stos drewna na zimę jest miarą naszego bogactwa, a nie konieczności. 6-osobowa rodzina wyprodukuje tyle śmieci, że nie muszą palić buczyną. Sąsiad kiedyś zapytał, czy w ogóle palimy, bo dymu z komina nie widać. Mój odparł, że nie widać, bo nie palimy gównem...Jakoś nie miał kontrargumentu.
k., 2013/04/28 21:18
Uściski! Twoje ręce w laurce mówią wszystko:-)
Ewa U., 2013/04/28 22:21
Belfegor jak żywy, może trochę przypomina cielę, ale Babcia Ania Pięciopalczasta to dopiero coś! A buciki!
anonimowy łoś, 2013/04/28 22:45
Te kule piorące najlepiej piorą kieszenie naiwniaków:
http://en.wikipedia.org/wiki/Laundry_ball
ania, 2013/04/30 10:24
Naiwnym jest wierzyć Wikipedii w takich razach, w której wpis, mogę się założyć, został zrobiony na zamówienie wiodącego producenta proszków do prania. Zanim kule kupiłam, zadałam pytanie na FB i otrzymałam odpowiedź od trzech niezależnych znajomych, że używają i są zadowolone. A że kule zakupiłam na Grouponie, więc tanio, to sprawdzę sama, mam nadzieję, nie ulegając autosugestii (a nawet przyjrzę się im krytycznie, jako przeciwniczka magicznego myślenia).
Ewa U., 2013/04/30 23:22
Mnóstwo moich znajomych pierze z kulami i jakoś nikt reklamacji nie wnosi!
Skomentuj:
KLKKY
 
 
nius_tuz_przed_urodzinowy.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 00:27 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika