18 grudnia 2013

Nius z za dużą ilością zdjęć

Ale tak już jest, gdy się nie pisze 12 dni a na świecie krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie.
Dużo rzeczy się dzieje, choć akurat najmniej w Zawadach, za to zima nas zdążyła nawiedzić w całej okazałości a teraz nas opuszcza. Byłam w Warszawie, piszę pracę zakończeniową, pomagam w kolejnej inwestycji Borysa i Madzi (na razie głównie przeżywam, rezerwuję i planuję;)), ale jeszcze cicho sza, użeramy się ze zwierzyną i robimy nową stronę zawadzką, znaczy realnie robi ją mąż naszej czytelniczki (pozdrawiamy!) a ja zaocznie. A raczej robimy ubranko dla starej czy jak twierdzi Darek, który się stroną na co dzień opiekuje, robimy „atrapę przykrywającą bajzel pod spodem.” Lecz jeszcze się taki nie urodził, kto chciałby ten bajzel posprzątać za cenę, na którą nas stać, więc jest jak jest i będzie jak musi. Prace na ukończeniu, dam znać, jak będzie finito.
Ale od początku.
Najpierw nas zasypało:

zima_fest_004.jpeg

ale jak wiadomo żadna aura nie jest przeszkodą w spacerze:

zamówione kręgi, przywiezione w ostatniej chwili przez ciężarówę, obawiam się, będą musiały poczekać do wiosny…

i tikuś w zimowej szacie

Potem zrobiła się słoneczna, piękna zima jak z bajki a raczej jak z pocztówkowego Bożego Narodzenia:

i znowu - nie ma lekko, trzeba spełnić swój psi obowiązek!

Potem zmroziło (we wtorek tydzień temu, gdy wybierałam się do pracy, było -14)

gdy zeszła ta mrożona mgiełka, ukazał się naszym oczom przykry widok - lód:( (więcej pięknych widoków w albumie Nieoczekiwana zmiana nastroju! )

Robert wciąż cierpiący, więc, w związku z zaistniałą sytuacją, zmieniliśmy priorytety i kupiliśmy… odśnieżarkę. I to była najlepsza decyzja od.. hmm… no nie wiem od kiedy:) Nie było wyjścia. Ilość śniegu powalająca (ok. 40 cm napadało w 2 dni), a dwa podwórka, dwa parkingi i dwa podjazdy od drogi odśnieżanej przez gminę chyba by zabiły Roberta. Najpierw zrobił rekonesans w sieci a następnie pojechał do Olecka kangurem i przywiózł to oto cudo:

Nasza nowa pomoc podwórkowa jest strzałą w dziesiątkę! Gdy wróciłam z pracy odśnieżony był cały podjazd, parking i ścieżki na podwórku i podobno zajęło to niecałą godzinę:

teraz ścieżki są w kancik

A potem Robert się rozgonił i odśnieżył ścieżkę do Domku na górce, by zamiast wozić odśnieżarkę samochodem, doprowadzić ją do roboty w drugim obejściu.

Ale wstrzymał się z odśnieżaniem wszystkiego, bo zaczęliśmy topnieć a aż tak mokry śnieg zapycha machinę.

tam gdzie odśnieżone machiną, wyszła zielona trawka

Jezioro odtajało i takie teraz mamy konflikty wewnętrzne - czy ma być ładnie, słonecznie ale jezioro pod lodem, czy też buro z topniejącym na święta śniegiem, za to drogi przejezdne;)

na środku widać resztki lodu

Ale czasem konfliktów nie ma - wczoraj wracałam z pracy o zachodzie słońca i nie mogłam się oprzeć. Zdjęcia komórką z jadącego samochodu, więc niektóre nieco krzywe:)

więcej widoczków w albumie Droga z Sokółek

Napisałam, że użeraliśmy się ze zwierzyną. Musieliśmy podawać różnym kotom różne tabletki, Wilkusiowi 2x dziennie antybiotyk na szmery w oskrzelach, a jak wiadomo, gdy się ma podać kotu tabletkę, lepiej zamiast kupić chomika;) Burasek stłukł łapę, bardzo miał opuchniętą, ale chłopak jest dziarski i samo mu przeszło. Do tej pory Robert kombinuje z kocimi okienkami, które nasze koty w szacie zimowej (czytaj: grube) notorycznie psują. No a przede wszystkim posprzątał piwnicę, w której lemury urządziły sobie… sralnię. Śnieg oczywiście sprzyjał ich decyzjom, gdzie się załatwić. Czasem przyłączał się Wilkuś, gdy po braniu antybiotyków nie zdążył do kuwety (a tym bardziej na dwór, gdzie robi, gdy są warunki). Nasza piwnica przypominała pomieszczenia z niektórych odcinków Policji dla zwierząt, w których odbierają niepojęte ilości kotów szmyrgniętym staruszkom;)
Kolejnym problemem do rozwiązania było dokarmianie ptaków. My tu niby dbamy o ptaszyny, a tymczasem napędzamy je do paszczy dziewczynom. Dlatego karmnik został ogrodzony:

Ptaszki nie są już napadane cichaczem z krzaków, tylko zauważają lemury, zanim te się wdrapią przez siatkę

Gdy zobaczycie w niusach, że niepokojąco zbliżamy się do tej granicy, o której pisałam wyżej, interweniujcie!:) Niewiele nam brakuje;) - tu towarzystwo grzeje się gdzie może:

Białka na dekoderze cyfry, choć spływa ze wszystkich stron:)

czasem w fotelu w gabinecie, ale tylko po tym, gdy ja przestaję pracować i jest jeszcze ciepła koza

w różnych pozach i konfiguracjach:

Przy okazji zgaduj zgadula:

co to?

Tak wygląda nasze łóżko za każdym razem, gdy oddalamy się od niego na dłużej a psy zostają same w domu:

tym razem skończyło się wymianą pościeli

No i jeszcze były świąteczne zamówienia, pozimowe oporządzanie ogródka (zanim śnieg spadł, było tak ciepło, że nie przycięłam ani malin, ani floksów, ani róż, bo niektóre wciąż miały liście, nie sprzątnęłam badyli i nikogo nie opatuliłam, więc musiałam to zrobić teraz, gdy śnieg nieco stopniał) i takie tam.

W międzyczasie cała okolica szukała psa z zaprzęgu Biegnącego Wilka. Kruak wrócił po 2 tygodniach! Nieco wychudzony i sponiewierany ale wrócił!

No dobra idę, reszta innym razem, bo idę oglądać ostatni odcinek Top of the Lake.
Może potem wrócę i napiszę na co zamieniłam Polonusa!

No dobra, wróciłam, to jeszcze o podróży do Warszawy słów kilka. Tym razem udało się znaleźć przejazd na Bla Bla Car i pojechałam w jedną stronę z Ełku (do Ełku miałam akurat pasujący pospieszny do Białegostoku) i całą drogę przegadałam z przemiłym panem Tomkiem, programistą pracującym w… Gliwicach, gdzie musi być raz na 2 tygodnie (a ja narzekam, że muszę do stolycy raz na miesiąc!, na swe usprawiedliwienie mam, że pan Tomek ma 26 lat a ja dwa razy więcej). Za to w drugą zaryzykowałam i wsiadłam do samochodu jadącego do Suwałk, skąd Robert miał mnie odebrać, bo niestety nigdzie po drodze nie było w co się przesiąść. Moja praca w warunkach ściany wschodniej jest pracą sezonową i mam teraz mnóstwo pacjentów, nie jestem więc w stanie w poniedziałek pracować, a potem zaraz we wtorek rano, jeśli wracam nocnym polonusem z Warszawy. Już za stara jestem na bycie taką biznesłomen. Ale raz, widać, na coś zasłużyłam, bo w pełnym samochodzie do Suwałk była młoda osóbka z Olecka, po którą gotowy był do Grajewa przybyć chłopak! A nawet, jak się okazało była z Duł, więc poczekałam sobie na szczęśliwego, że nie musi dygać po ciemku do Suwałk (razem 104 km), Roberta, na drodze do Cichego na pustym przystanku ciemną nocką. I to tyle na dzisiaj. Następny będzie nius życzeniowy!

Komentarze

Ewa U., 2013/12/18 23:27
Wybrałabym wersję "buro", chociaż czy ja wiem, teraz, z odśnieżarką to i do Warszawy dojedziesz! Ta zima Wasza jest niewiarygodna, u nas ani śladu i niech tak zostanie! Okropnie lubię oglądać Wasze zwierzaki.
ania, 2013/12/18 23:52
Wpisałaś się zanim skończyłam niusa:)
Monika, North Carolina, 2013/12/19 01:13
Teraz z odsniezarka lada chwila dorobicie sie nie tylko trotuarow w kancik, ale lada dzien zalozycie swiatla na skrzyzowaniu na lace i rychlo postawicie znaki pierwszenstwa przejscia dla psow. Proponuje jeszcze na podworzu wyciac rondo. Jak sie nie uda "Pod Tulipanem" to chociaz niech bedzie "Na Gorce".
Tess, 2013/12/19 08:21
My już się do tej niebezpiecznej granicy zblizyliśmy... Koty widać wszędzie. Na ekspresie do kawy, na lodówce, na stole, pod stołem, na fotelu, obok fotela itd, itp... Do piwnicy zbóje nie wchodzą, ale na strych to i owszem. Kuwetę tam postawiłam bo już mnie sprzątanie zaczynało wkurzać. A łozko Wasze coś mi przypomina... stempelki z brudnych, kocich łapek też macie?
Uściski
Asia
ania, 2013/12/19 11:53
Stempelki psie i kocie, ale najgorsze są stempelki Lodzi i Piesa na czystym, eleganckim ubranku, gdy wracam z pracy.
Gdy utyskujemy z Robertem na ilość zwierząt, to zawsze myślę o Tobie i Twoich kotach:)
Skomentuj:
KRLBF
 
 
nius_z_za_duza_iloscia_zdjec.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 19:36 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika