11 września 2016

Nius zawadzko-warszawski

Miałam dobre chęci, ale sił zabrakło. Nius będzie jutro.

No dobra, jest jutro.

Już po spacerze w oparach mgły (te piękne pajęczyny to robota gościa z mojego szlafroka, patrz niżej). I po kupowaniu jedzenia dla ferajny w bitiba. A to nie takie proste przedrzeć się przez tę masę karm, wszystkich przecież najlepszych dla twojego małego kota i grubego psa. Teraz mogę pisać i mam nadzieję zdążyć przed pracą a właściwie przed obowiązkowym pływaniem przed. A w ogóle wróciłam wczoraj w nocy z Warszawy i jeszcze nie ogarnęłam zawadzkiej rzeczywistości. W Warszawie też nielekko. Powtórzę raz jeszcze. Jestem za stara na takie życie i poza pracą coraz mniej toleruję ludzkie zaburzenia. Nie wiem, co to będzie za parę lat. Pewnie po prostu dołączę do gromady zgorzkniałych staruszek psioczących na świat, wypowiadających sakramentalne „za moich czasów…”. Nazbierało się wieści, więc po kolei.

najpierw krzyżak łąkowy ze szlafroka

W skutek tajemniczej dywersji wyparował fragment siatki w wodzie.

dywersja niestety widać nie była czołgiem i nie dała rady słupkowi, który z resztkami drutu wbija się w oczy chcące podziwiać widok

I w ogóle dawno nie było o sąsiadach, więc może miejmy to z głowy:

więcej w albumie Dawno nie było o sąsiadach;)

To są gluty po lewej stronie naszego zejścia do wody. Nie trzeba być Einsteinem, by wiedzieć, że gdy zwiezie się do jeziora tony piasku i wypłyci dno przy brzegu, to woda będzie się tam nagrzewać nadmiernie i rozwiną się niepożądane glony, zwłaszcza, gdy stoi zatamowana roślinnością. Glony pod wpływem gorąca będą gnić, podwyższać jeszcze temperaturę wody w tym miejscu, więc cokolwiek tam żyje, pomrze.
Ponieważ sąsiedzi, jak od dawna wiemy, z myśleniem mają kłopoty, słowo stało się ciałem. Gluty oczywiście przy najmniejszym poruszeniu wody odrywają się i wpływają do naszej zatoczki, nie mówiąc o smrodzie. Pamiętacie, jak dwa lata temu łamałam paznokcie przy wyrywaniu rozpełzającej się w zastraszającym tempie, wcześniej nasadzonej przez naszych mądrych sąsiadów pałki wodnej w tym miejscu? Bo działo się to samo. No więc teraz w ramach odgradzania się od zła świata na zewnątrz jehowskiej oazy sąsiedzi kibicowali odrastającej trzcinie, zapomnieli tylko, że nie przywrócili dna do stanu, w którym wcześniej rosła.

dla jasności - tak wygląda woda wokół trzcin po prawej stronie naszego kąpieliska, tam gdzie rośnie głębiej w mule, czyli jak Pan Bóg przykazał

Temat sąsiadów w tym niusie ogłaszam za zamknięty. Wróćmy do tematów milszych. Np. do Miodzia.

Bo Miodzio kilka dni przed moim wyjazdem do Warszawy, a dokładniej 2 sierpnia (data historyczna!), został wypuszczony na wolność. Miał sam się wydostać, znaczy ja uznałam, że będzie gotowy, gdy sam, jak kiedyś Białka i Strzałka, rozpracuje system okienek prowadzących na dwór. Ale Miodzio chyba uważa, że znikająca w ścianie Strzała i żółte psy (mieszczą się w okienku z pokoju na korytarz i chętnie z niego korzystają, zwłaszcza że były pozamykane drzwi przed Miodziem) to rzecz normalna, i nie wnika. A zrobiło się lato, goście tylko spokojni, więc kot poszedł zwiedzać świat.

To był prawdziwy Dziwny świat kota Filemona!

a więcej w albumie Pierwsze koty za płoty.

Spotkanie ze Strzałą w ogródku;) Obecnie stosunki się normują a napięcie jest rozładowywane szermierką na łapy od czasu do czasu.

Oczywiście na drugi dzień był odważniejszy, wlazł na świerka i nie mógł zejść.

Ręka Roberta dochodzi do siebie, ale grubo zanim doszła, udawał jednorękiego bandytę, znaczy rębacza, w specjalnej ochronnej rękawicy, którą zakupił po tamtym wydarzeniu. Nie można było marnować słońca. Potem drewno by nie wyschło, nie mówiąc o tym, że dębu nie dałoby się (dąb wysychając twardnieje, tylko mokry da się porąbać). Teraz Robert chodzi i mówi „miałem rację, aż słychać jak schnie, tak trzeszczy!”

W ogródku za to…

maliny oszalały!

Krety jak co roku doprowadzają mnie do szału, ale w tym roku upodobały sobie trampolinę.

Na FB mieliście mnóstwo pomysłów, co one tam robią:

Bi Pi: jak to co? Kopiec Kreta;)
Joanna S-O: Wyglada, jak jakiś pogański krąg 😁
Ewa B: Wyskakują spod trampoliny :)
Ewa L: jak to co robia? Otaczaja…
Iwona R: Ale fantastyczne! One na pewno nocą skaczą :) urocze :)
Galeria Wiejska: też tak myślę:)
Marysia S: moze chca zeby przy nastepnym skoku trampolina wpdła do nich pod ziemie? :P
Gabriela Z: Skacza w nocy jak spicie)))
Stefan Bażant: Jak mają ryć, skoro trampolina im teren zagraca? Moje ryją po bożemu, w rządkach, równolegle.
Galeria Wiejska: ale one tylko tam (póki co)
Stefan Bażant: u mnie ryją prosto, bo nie mam trampoliny (tu było zdjęcie użytkownika Stefan Bażant)
Galeria Wiejska: eetam, u mnie mają mnóstwo miejsca bez trampoliny i wcale tam nie ryją, tylko sobie trampolinę upodobały..
Stefan Bażant: proste rycie jest nudne. Nie to, co rycie w kółeczko, takie bardziej synchroniczne.
Galeria Wiejska: a ja tam myślę, że chcą mieć wyjście nocne na trampolinę i już
Stefan Bażant: wiem! Gucio skakał i tym skakaniem wydmuchnął wszystkie dżdżownice spod trampoliny na boki. Trzyma się to kupy, co nie?
Galeria Wiejska: że niby pod trampoliną było ich więcej niż gdzie indziej?? to kolejne pytanie się nasuwa - co robią/robiły dżdżownice pod trampoliną…
Stefan Bażant: Zawady Oleckie a może one skaczą, tylko od spodu?
Stefan Bażant: Galeria Wiejska, jak to, co? Skaczą!
Galeria Wiejska: chyba walą się w głowę i spadają na glebę; świetna rozrywka!
Stefan Bażant: prosto w krecie ryjki:)

Przed moim wyjazdem jeszcze gościliśmy Elę z Australii. Kolejna odwirtualniona znajomość z fejsbuka. Krótko była ale intensywnie. Ela wynajmuje dom w górach, Blue Mountains, więc zna nasze bolączki od podszewki, a raczej od prześcieradła;) Gdy wyląduje w Australii (jutro leci) to może upubliczni swoje zdjęcia z FB i będę mogła udostępnić. Jak nie, to je pobiorę i będą następnym razem. Póki co zdjęcia z grzybobrania, na którym Pieso upodobnił się do owieczki ew. dzika:

Jeszcze mam dla Was nieudane powtórzenie zdjęcia przez sztachety z Bilbo zamiast z Belfegorkiem (wciąż płaczę)…

ale zero współpracy!

i próbę zrobienia aktualnego zdjęcia do serwisów

przy okazji pochwalę się nową latarenką (stoi na schodach):

która przybyła w takim stanie:(

…oraz ZALEGŁE ZDJĘCIA

W kwestii stosunków kocio-kocich i kocio-psich, znacząca poprawa. Bo odkąd Miodzio na wolności, dużo mniejszy amok go ogarnia i nie napastuje nikogo tak bardzo. Zdjęcia wg kolejności przegrupowywania się:

najpierw psychicznie nie wytrzymał Pieso

potem przyszła Lodzia i kazała się Miodziowi przesunąć

więc Miodzio poszedł w obronę do Strzały

ale Strzała też nie wytrzymała tego psychicznie (więcej w albumie Już jest TAK! )

No to wróćmy do Warszawy.
Przełożyłam pacjentów i pojechałam w środę do sądu. W sądzie skazano mnie na… naganę:) Pan oskarżyciel straży miejskiej argumentował swoją propozycję wyroku tym, że nie widnieję w ich kartotekach jako ustawicznie przekraczający przepisy, wykonuję zawód zaufania publicznego a mój przyjazd na rozprawę, ma nadzieję, podziała na mnie odstraszająco na przyszłość i edukująco. Wyedukowano mnie, że jeśli nie mam oczu na szypułkach, to parkując po lewej stronie dwukierunkowej ulicy moim obowiązkiem jest przejść się/przejechać do najbliższego skrzyżowania i sprawdzić, jakie znaki tam stoją. Ot tak! Straż miejska nadal przychodzi kilka razy dziennie i spisuje w tym miejscu, bo po pierwsze nie ma w pobliżu miejsc do parkowania w wystarczającej ilości, a jest tam szpital, po drugie wszyscy parkują na pamięć bo parkowali całe życie a znak stoi od niedawna, po trzecie, jak mi powiedział pan oskarżyciel w przerwie, jakiś uczynny mieszkaniec kamienicy, pod którą parkują, wydzwania do straży i donosi. Parkują, mimo że znak po lewej stronie ulicy dla wjeżdżających z drugiej strony też już stoi!

Poza tym uczestniczyłam w wizji lokalnej przedstawicieli dewelopera który zrujnował mieszkanie na Inżynierskiej budując przyległą kamienicę przy ulicy Małej.
W mieszkaniu popękały ściany, pękł po całości włoski, nie do odtworzenia ogromny kafel na podłodze w kuchni, odeszły futryny drzwi i okien, w wyniku przemarznięcia ścian od strony budowy wdał się grzyb,

(zdjęcie po odgrzybianiu)

a podłoga pod balkonem wygląda tak

w dodatku zamurowali jedno okno w kuchni, bo jest tam teraz ściana domu:( (dla przypomnienia zdjęcie z oknem )

Na pocieszenie w mieszkaniu mieszkają takie cuda.

Dlatego Robert niedługo jedzie pomóc Borysowi przy remoncie.

No ale przede wszystkim pojechałam do Warszawy do Kseni!!! Nareszcie ją mogłam przytulić! Przestał ją boleć brzuch, zrobiła się całkiem grzeczna i wciąż się uśmiecha!

Tu jednak zdjęcie z cyklu „mamy głupie miny”:)

No i zobaczyłam nowe mieszkanie dzieci, które Magda zdalnie remontowała wzorem mieszkania w Chorzowie. Jeszcze nieurządzone do końca, ale widać, co artysta miał na myśli:

pokój Kseni

pokój Gucia (piękne malowane meble odzyskane z tego mieszkania, z czasów PRL, to dzieło babci Ewy!)

korytarz

kuchnia, w której nasz wkład - lampa na suficie, a Madzia nakłada lody, bo zjechała prawie cała rodzina z mojej strony (ze Stanów siostra cioteczna z mężem i druga siostra z mężem z Pamiętnej:)) podziwiać Ksenię, Gucia i nowe lokum

no i łazienka, gdzie największy nasz wkład i brakuje jeszcze szafki pod umywalko/zlew, którą ma zrobić Robert

zawadzkie okienko robi za industrialne a szafka metalowa ze śmietnika dr Jakuszki (znaczy pani, u której wynajmuje gabinet)

jeden kafelek, ale tylko jeden;) udało się przemycić

A to moje prezenty na nowy dom, do akceptacji wysłane komórką z lidla, gdzie je zakupiłam:

No i tak. Poza tym pracowałam, pracowałam i wróciłam bla bla. A w Zawadach niby lato, woda jak nie we wrześniu, więc lecę pływać przed pracą w Olecku!

ale upały nie oszukają nas, to koniec lata:(

Paaa!

Komentarze

Ewa U., 2016/09/11 22:33
No masz ci los.
Monika, North Carolina, 2016/09/12 05:22
Nawet lepiej - odlezy sie przez noc.
Bo co nagle to po diable.
Monika, North Carolina, 2016/09/12 17:54
No i piekniej, niz pieknie. Mandat zagadalas - brawo! I ogrodzenie czesciowo sie ulotnilo. A Miodzio juz-juz-prawie w objeciach Bialki.
No i te maliny... Moja mama miala takie na dzialce.
Ewa U., 2016/09/12 22:44
Zauroczył mnie dziki dzik Pieso! I Miodzio. I progenitura warszawska. Przekładaniec w wiacie, brak siatki w wodzie i nagana w sądzie.

U nas lepki upał i eskadry krwiożerczych komarów. Trudno - narażę się na ekskomunikę: chcę chłodku!
ania, 2016/09/12 23:11
U nas też tabuny komarów i much. Ale nie są krwiożercze. Szukają miejscówki na zimę. Z chłodkiem poczekaj do soboty - wtedy ma się podobno oziębić.
z FB, 2016/09/14 14:11
Stefan Bażant: Hausapotheke bardzo fajna, ale czerwonej walizeczki Hilti nie mają...

Galeria Wiejska: czerwona walizeczka by im do kuchni pasowała, choć Madzia upiera się głównie przy betonie, w łazience musiałby to być chyba szaro-żółty serwis opla:) a hausapoteke okazała się zabytkiem, wyposażeniem schronów z drugiej wojny od 40 do 150 euro na ebayu!

Stefan Bażant: Jestem skłonna negocjować w sprawie walizeczki. Do betonu pasuje jak najbardziej:)))

Galeria Wiejska: a masz zapasową, że chcesz negocjować?:)

Stefan Bażant: Nieno, ale nie jestem specjalnie przywiązana.

Galeria Wiejsk: hmm... przemyślę to:)

Stefan Bażant: :)

Евгений В: Cat&dog so sweet)
Skomentuj:
EALDL
 
 
nius_zawadzko-warszawski.txt · ostatnio zmienione: 2016/09/12 17:40 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika