14 czerwca 2009

No i co?? tym razem bożocielne

Coś sobie pogoda robi z nas w tym roku żarty. Kto to widział taki czerwiec?? W Boże Ciało tam w górze narobili nam nadziei, nawet myślałam, że rozpoczęłam sezon pływacki, ale był to tylko pływacki incydent.

W piątek zrobiło się szaro i zimno i było tak do dziś, za to dziś, ostatniego dnia długiego łykendu, dla odmiany leje i siąpi na zmianę. Zielsko rośnie na potęgę, z podwórka już nie widać jeziora, tylko morze trawy i chwastów. Psy małe na spacerach przedzierają się przez puszczę trawiastą na węch, a Belfegorowi czasem widać uszy. Żeby dojść do plaży, trzeba przedrzeć się przez łany pokrzyw, to samo, żeby pójść do lasu. I tak niestety do sierpnia, a raczej dużo gorzej, bo jak nie przyjdzie susza to zginiemy w tej obfitości natury. Wolno nam kosić ze względu na żywiciela dopiero po 1 sierpnia, do tej pory wykaszamy tylko ścieżki do plaży, plażę, wokół ogniska (miejsce na ognisko jak wyspa wśród traw romantycznie zasłonięte jest przed wzrokiem ciekawskich) i dookoła pensjonatu.

Przez to trzeba się przedrzeć idąc do lasu za jeziorem:

A tak wygląda droga na naszą plażę:

A na plaży przybyła wreszcie ławeczka do kontemplacji lub po prostu do położenia ręcznika:)

Na naszych łąkach zrobiło się żółto i fioletowo. Gdzieniegdzie niebiesko. A na słonecznej stronie pagórków pojawiły się poziomki.

W lesie resztki niezapominajek i przekwitają maliny.

Jezioro było już całkiem ciepłe i znowu ostygło..

A że pogoda przez ostatnie tygodnie jesienna, słońce na zmianę z deszczem i zimne noce, to co poniektórym się pomieszało:

Psy z tej zgryzoty kopią dołki, w które może i same wpadają, ale przede wszystkim robimy to my. Tu wykopały na środku podwórka, mało nogi nie zwichnęłam, więc była panusina reprymenda, którą Lodzia wzięła sobie do serca i zaraz grzebnęła ponownie.

Gdy nie pada, psy oczywiście oddają się ulubionym rozrywkom (gonitwom i obgryzaniu Lodzi głowy) i wiem, że to może być już nudne, więc proszę wybaczyć kolejne zdjęcia, ale nie mogę się powstrzymać:)

Jakby ktoś nie wiedział - ten duży piesek w listopadzie skończy 10 lat!:)

Wilkuś ma swoje rozrywki, mianowicie siedzi w kuchni z gośćmi, którzy lojalnie nas uprzedzają, że kiedyś go porwą i wywiozą, a Mrówka jak zwykle ma oczy dookoła głowy, by sprawdzać w jakim aktualnie nastroju jest Lodzia. Tu zawieszenie broni w przerwach w ganianiu dla rozrywki Mrówki (Wilkuś się w to nie bawi):

Goście dopisali, na szczęście pogoda nie krzyżowała ich ambitnych planów aktywnego odpoczynku (byli na spływie kajakowym i na rowerowej wyprawie).

(taki m.in. cudny rower przywieźli)

A na koniec przykra nowina - na naszej ziemi jacyś odrażający, obłudni, z piórkiem upolowali koziołka, zostały po nich tylko wygniecione w trawie ślady opon a po koziołku efekt wypatroszenia na skraju łąki od strony górki cmentarnej. Wkurzyłam się okropnie. Szkoda, że nie możemy jak Sting mieć tysięcy hektarów za ogrodzeniem, gdzie zwierzyna by się spokojnie pasła. Boję się, że interweniując jutro w tej sprawie powiem za dużo słów pod adresem panów i pań z okręgu łowieckiego, chyba zrzucę to na Roberta, on ma bardziej wyparzony język:).

Komentarze

Skomentuj:
EOTOI
 
 
no_i_co_tym_razem_bozocielne.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika