20 lutego 2010

No to spływamy...

Przyszło co miało przyjść - odwilż. Na szczęście dopiero wczoraj, a już dziś w południe przybył nasz wybawiciel, miłościwy pług.

Nie zmienia to faktu, że świat jest ponury, biało-czarny, mokry i brejowaty.

droga jeszcze przejezdna, choć przed przybyciem wybawcy - ledwo, ledwo

śnieg obrzydliwie lepki, kagańce wypchane, zwłaszcza Pieso i Lodzia dźwigają na pyskach piguły

jedno co dobre o tej porze roku - wysokie pobocza do obserwacji okolicy

ale już absolutnie nie można zboczyć z drogi - tu zapadłam się do pół uda

Robert znowu w Warszawie pomaga przy remoncie na Starej Pradze, a z nie wywiezionych gór podstępnie sączy się…

teraz brakuje tylko mrozu i będziemy sobie ząbki wybijać*

tylko tuje się cieszą - te przy ganku, bo rozebrane ze szmat

te z podwórza, bo mają wychodne z ciemnej pracowni

a Lodzia znowu zmienia maść, bo mokry kaganiec puszcza farbę

Za to z Warszawy dostałam zdjęcie Gutka z podbitym limem. Nie ma wątpliwości kto wygrał tę bójkę:)

*PS po nocy: Prorok czy co?

W nocy już chwycił mrozek, teraz koło 0, samochody parkują pod naszą bramą, bo pod górę do sąsiadów nie dają radę wjechać, a psy wypadają na zakrętach. Za to mogą chodzić po śniegu jak prorok po wodzie.

ups! czasem nóżka wpadnie

Komentarze

Skomentuj:
JCQVG
 
 
no_to_splywamy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika