28 marca 2008

nareszcie

Nowiny wiosenne

Wystarczy spojrzeć na zdjęcie powyżej, żeby wiedzieć, że mamy w Zawadach mieszankę nastrojów. Całe połacie śniegu na przemian z łysymi wzgórzami.

Wczoraj nad ranem było jeszcze –9 stopni, ale dziś w nocy ciepły deszcz wziął się za przeganianie zimy. Na nocnym wypadzie na siku spotkaliśmy nawet traszkę na schodach, wprawdzie taką na +3, ale jak ją wzięłam do ręki, by znaleźć jej lepszą miejscówkę, poruszyła łapami. Za to dziś rano nowina! Przyleciała nasza pliszka domowa („wciąż na ten sam dach”)! Bo jeśli ktoś myśli, że ze zwierząt domowych mamy tylko psy i koty, to grubo się myli! Mamy z tuzin (w porywach do 20) osobistych cimelków (mazurków czyli) oraz pliszkę, która zakłada gniazdo gdzieś na pensjonatowym dachu. Od wiosny do jesieni przechadza się dumnie po kalenicy a czasem chwali ogonek na podwórku pod samym nosem Wilkusia, tak, że czasem trzeba ją ratować z opresji.

A nad jeziorem iście letnia aura, brr..

Za to wczoraj widzieliśmy skowronka. Ale wczoraj była jeszcze zima. Wisiał na ten swój skowronkowy sposób w powietrzu i machał skrzydełkami nad ogromną połacią śniegu. Czyż to nie dziw przyrody? A może w ten sposób przepędzał zimę? Wczoraj też niestety doszłam do wniosku, że trzy psy to za dużo, by chodzić z nimi na spacery. O ile dwa psy to po prostu dwa psy, to trzy są już zgrają. A gdy jeszcze jest to pitbulowo– terierowato–belfegorowata zgraja, to strach się bać. Razem są kompletnie nieprzewidywalni, nawzajem się nakręcają, odzywają się w nich najgorsze stadne instynkty i nie ma nad nimi żadnej kontroli, bo to nie ja jestem przywódcą poza domem, lecz Belfegor. Gdy zobaczą jakiegoś zwierzaka, wstępuje w nich łowca i nie oglądają się na nic. Wczoraj zginęli wszyscy, choć specjalnie chodzę z nimi w „bezpieczne” rejony, do żadnego lasu, lecz na otwarte przestrzenie lub po nieuczęszczanej, bo zbyt podmokłej drodze. Przekroczyli rzekę i pognali przed siebie nawet nie wiem za czym, zniknęli za kolejnym wzgórzem i tyle ich widziałam. Chodziłam, wydzierałam się, ale ani widu ani słychu. W końcu zrezygnowana zaczęłam iść do domu, gdy pojawili się panowie, lecz bez Lodzi. Więc z powrotem na łąki, nad rzekę, ale nigdzie jej nie było. Panna Lodzia niestety ma już za sobą parę samotnych eskapad, gdy pognała za jakąś sarenką lub lisem i odłączyła od stada, biegła na oślep nie oglądając się nawet na Belfegora. Z początku zdenerwowana, że nie zna terenu i zginie, chodziłam jak głupia i na próżno zdzierałam gardło, a ona potem noga za nogą wracała sama, albo czekała pod furtką, gdy wracaliśmy. Ale tym razem byłam pełna obaw, bo nigdy w życiu tak daleko nie była i w dodatku wartka rzeka po drodze. Wróciłam z chłopakami do domu zmienić kompletnie przemoczone skarpetki i buty, namówiłam Roberta byśmy poszli we dwoje, każdy inną stroną rzeki, wychodzimy, a tu Lodzia w najlepsze wraca, mokrzuteńka, znaczy pływała w rzece. Trzęsła się potem pół dnia mimo ciepłej kąpieli, nacierania ręcznikami i ciepłego kocyka na taborecie przy otwartym palenisku. Ale dziś zdrowa jak ryba. Dziś więc poszliśmy tylko drogą, Lodzia z serduszkiem z adresem przy obroży, nic się ciekawego nie działo, więc musieli zrobić jatkę pod płotem sąsiadów.

Za nic nie mogłam ich odciągnąć. A jakie to zajadłe! Więc gdy pomyślałam o tych młodych nieporadnych zwierzakach, co to to niedługo będą chodzić po łąkach i lesie, to myślę, że koniec ze spacerami wszyscy razem. Tylko nie wiem, jak to rozwiązać. Bo na dwa spacery to ja nie mam siły i czasu, a poza tym jazgot, który Lodzia urządzi, gdy zostanie sama, będzie nie do wytrzymania…

No ale póki co dziś jeszcze wszyscy razem po błotnistej drodze, raz w zimowej szacie, raz przedwiosennej. No bo trudno te bure łąki nazwać wiosennymi.

Powysypywany w doły gruz już tylko gdzieniegdzie wystaje, w innym dołach wsiąkł, zniknął, przepadł jak kamień w wodę

To nie jest padnięta Lodzia, lecz Lodzia, która się tarza w śniegu. Przed chwilą robili to razem z Belfegorem, ale nie zdążyłam ich pstryknąć:)

Nasze bagienko z Psa Baskervillów wreszcie odmarzło!

Wracając do wiosny, obiecane na dziś słonko świeci, żurawie wróciły (po kolejnym napadzie zimy widzieliśmy, jak uciekały czwórkami) i radośnie drą dzioby. Latają dwójkami, a to dobry znak!

I tradycyjnie na koniec parę miłych fotek bardzo grzecznych piesków :-) (już wszyscy w przeciwkleszczowych obrożach, bo inwazja zaczyna się - kolejny znak, że wiosna!)

A to dodatek wiosenny z niedzieli - znalezisko z piwnicy, traszka, którą wyniosłam na dwór całą utytłaną w resztkach cementu i kocich włosach:

traszka_001.jpeg traszka_002.jpeg

Umyliśmy ją, to wybiera się w świat:

traszka_003.jpeg

Komentarze

ania, 2009/03/28 17:06
Właśnie zostaliśmy uświadomieni, że Lodzia ma wszczepionego w schronisku czipa! Tylko czy na wsi ktoś się domyśli? No i kto go tu odczyta??!!
nikanna, 2009/03/28 18:40
Znalazłam Was wśród SPA ...takie SPA dla duszy ;)...chociaż jak byście mieli np.ruską banię, żartowałam. Pozdrawiam
ania, 2009/03/28 21:45
Ruska bania jest w planach!:)
Janusz z Warszawy, 2009/03/28 20:45
Niektóre fotki jak z rosyjskiej północy - ni chałupy, ni człowieka tylko rozjeżdżone błoto - ale jeszcze kilka dni... i jest nadzieja, zę wrócicie do europejskiej cywilizacji. Pozdrowienia (z wiosennej dzisiaj stolicy) przesyłam.
pałuk, 2009/03/30 20:56
Ejże nie zazdroszczę -na Pałukach wiosna ,słonko grzeje ptaszki śpiewają ,muchy srają .Pozdrowienia z Pałuckiej Bazy.
Skomentuj:
XFIOO
 
 
nowiny_wiosenne.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika