14 marca 2012

Nurzamy się w błocie i niebycie

Przywiozłam z Warszawy wirusa i zapadłam się w błoto. Nie. Wróć. W poniedziałek, gdy wracałam, w Zawadach leżał jeszcze śnieg po niedzielnej śnieżycy a kangur robił za lodołamacz w co głębszych kałużach. Po wyrzuceniu z samochodu pięciu materacy i jednego metalowego krzesła (tyle się zmieściło, zostały do zwiezienia jeszcze 2 materace i 3 ogrodowe krzesła), które skutecznie zasłaniały wszystko poza przednią i boczną szybą od strony kierowcy, musiałam zawrócić do roboty w Olecku. W Olecku też śnieg na dachach, podczas gdy w Warszawie piękna wiosna, przebiśniegi na działkach bez śniegu, wiosenny deszcz i Gucio słaniający się od gorączki. Ledwo przyjechałam, odebrałam go z przedszkola, rozchorował się. A wczoraj z powrotem był w przedszkolu. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Za to jego tatuś, potem ja a Robert następny w kolejce, przerabiamy jego wirusa. Dopóki nie miałam wnuka, przechodziłam dwa kontrolne przeziębienia w roku, z apogeum w niepracujący weekend lub w moją niedzielę czyli środę. Teraz niczym Indianie w amazońskiej dżungli łapię każdą warszawską odguciową zarazę (a Robert zaraz po mnie), ale na szczęście choroba nadal nie śmie rozwijać się w dni pracujące. Wczoraj zaczęło się na dobre choróbsko oraz życie w błocie, bo gdy puszczą nocne lody, grzęźniemy aż miło. Robert zostawiał samochód przy zlewni mleka i wchodził na górkę pieszo. Ale dziś w nocy znowu był mrozek, a ból gardła obudził mnie przed szóstą, w sam raz na wschód słońca, poszłam więc z w koszuli (no w kurtce też) dosypać ptaszkom i z aparatem. Żurawie nadawały aż miło!
Oto część plonu:

sam początek wschodu słońca

Potem słonko nieco się podniosło i oświetliło pięknie drzewa wokół jeziora i puszczę:

i mały kicz: jeden rozmazany nieco żuraw we wschodzącym słonku

Nocny mrozek pozwolił rano dojechać na górkę, potem słonko nieco osuszyło drogi, ale koleiny są tak wyrobione, że lepiej się na kółkach nie poruszać.

na spacerze w samo południe

W samo południe było jeszcze tak:

jeszcze zamrożone bobrowe rozlewisko

ale rzeczka przy domku już rozmarza

W domku padają kolejne narzędzia a tak zwani specjaliści nie zawodzą w wyrabianiu normy niesłowności. Mam wrażenie, że w okolicy ta norma jest jeszcze bardziej zawyżona. Może dlatego, że dobrych fachowców jest mało, mogą więc sobie robić z ludzi jaja bezkarnie. Nie ma wyjścia, nie można kopnąć w tyłek fachowca i zawołać następnego. Dzięki ostatniemu - od promienników mamy kolejne 3 tygodnie w plecy. Czarno widzę otwarcie sezonu w domku, ale Aurela, nie bój! – Wasz pokój na lipiec wykończymy, najwyżej będzie stawka promocyjna:)

O zachodzie słońca nie wytrzymałam i znowu wywędrowałam z aparatem na łąki:

O zachodzie słońca też różni nad nami latają (w tym żurawie, bo gęsi odleciały zanim wyostrzyłam)

Zanim wyjechałam do stolycy, robiłam dwie tabliczki na dom na zamówienie. Śmieszne to było nieco, bo obie panie na Allegro zażyczyły sobie tabliczki na tym samym tle, w podobnej kolorystyce i w dodatku z tym samym numerem, a jak najbardziej były to dwie nie wiedzące o sobie panie.

tabliczka dla pani Gabi z Orzesza

tabliczka już u pani Izy na płocie

A w ogóle proszę przypadkiem nie odwiedzać naszej galerii w realu, bo świeci pustkami! Wszystkie nasze wyroby wyjechały do Warszawy! Będzie je można zobaczyć na żywo i kupić 23 (piątek od 13.00 do 20.00) i 24 marca (sobota) w Galerii Żoliborz, ul. Broniewskiego 28, Warszawa, w ramach imprez z cyklu Polska Kulturalnie, organizowanych m.in. przez naszą starą znajomą Małgosię Wilczyńską z Lady Godiva PR. Jeśli ktoś byłby w Galerii wcześniej, to od dziś do 22 można wpaść do biura Lady Godiva na 1 pietrze i tam obejrzeć i coś zakupić powołując się na nas!

A propos dyskusji pod niusem poprzednim:

gdy zamieściłam to zdjęcie na FB, jedna oglądaczka spytała, czy mamy fermę kretów:)

Wieści Mrówkowe bez zmian, jeden dzień cudów, potem 5 dni leżenia bez śladu życia pod piecem i wstrzykiwania w nią jedzenia. Wczoraj mieliśmy dzień po oxazepamie - nasz weteran weterynarii dr Jakuszko dał Robertowi i kazał dać ćwiartkę kotu na apetyt! Kot dostał szwungu, popylał kompletnie nawalony po mieszkaniu, wywracał się ale parł dalej dokąd nie wszedł w psią miskę i zaczął wyjadać psie chrupki, po czym wrąbał kilka kawałków wątróbki, mięsko z torebki, mleko, chrupki, po czym zrobił kupę, następnie dostał lekkiej sraczki a potem musieliśmy kici odebrać jedzenie i zamknąć w łazience, by w nocy w tym amoku lepiej na dwór nie wychodziła. Dziś oczywiście leży pod piecem i nie rusza się cały dzień…

I już nic więcej rodem z Zawad, może poza tym, że zadałam pisemnie pytanie Nadleśnictwu Czerwony Dwór i Wojewódzkiemu Inspektorowi Ochrony Środowiska, jaki jest status pomostu sąsiada, na jakiej podstawie zezwala się na jego istnienie i szpecenie i czy to oznacza, że ja też mogę sobie zbudować jakąś maszkarkę na jeziorze i wszyscy przymkną na to oko, czy tylko wybrańcy mogą?

A pchnęły mnie do tego odwiedziny plaży, gdzie znowu zakuł mnie w oczy rzeczony potwór, właściwie bardziej, bo szczwany sąsiad wymyślił sobie, co zrobić, żeby mu obcy na pomost nie wchodzili i chowa część, która jest na wodzie, pod tą, co na lądzie i zostają tylko 4 pale w wodzie i koszmarna metalowa rama.

na tym zdjęciu inteligentnie zostawiona na zimę łódka dzierżawcy jeziora

Póki to był za duży, ale drewniany pomost, mogłam zdzierżyć, ale takiej paskudy psującej mi i naszym gościom widok na jezioro nie daruję!

a lód ma się dobrze

Więcej większych zdjęć przedwiośnia w Zawadach o świcie, w południe i o zachodzie w w albumie publicznym na FB

I tylko jeszcze warszawska guciowa historyjka, żeby nie zniknęła w mroku niepamięci, zwłaszcza że Madzia nie ma czasu i na blogu Guciowym nic nie zamieszcza. A Gucio fascynuje się dorosłością i filozofuje że aż strach!
No więc odbyłam z Guciem rozmowę o tym, że jeszcze nie używa biurka (czyli takiego blatu we wnęce) w swoim pokoju, bo jest za mały, ale jak będzie duży, to będzie miał laptopa dla dorosłych i będzie tam siedział. Wtedy też będzie tatą i będzie miał dziecko. Powiedziawszy te słowa zadumał się i po chwili spytał: A kto będzie mamą? Może Kasia? (koleżanka nieco starsza, z którą często się bawił, zanim poszedł do przedszkola) A może Nadia? (koleżanka z przedszkola, która chyba najbardziej wpadła mu w oko!)
Kolejna rozmowa odbyła się przy okazji oglądania zdjęć mamy, gdy była mała. Od słowa do słowa do Gucia dotarła straszna prawda, że był to czas, gdy nie było go na świecie. Rozpłakał się wtedy i łkając rzekł: to wtedy nie miałem mamy! I tak, jak się okazuje, stan niebytu w umyśle Gucia to potworna samotność w kosmosie – ma rację chłopak! W ten oto sposób Gustaw przedstawił sedno schizoidalności;) a ja mogłam studentom w niedzielę wytłumaczyć problem w najbardziej zrozumiały sposób:)

Komentarze

Ewa U., 2012/03/15 10:33
Przyzwolenie na szpecenie jest u nas dość powszechne, zdaje się. Pewnie zresztą nie tylko u nas. W naszej wsi gospodarstwa do niedawna były ogrodzone ceglanymi murami, charakterystycznymi dla poniemieckiego budownictwa. Murki były śliczne - w jednym miejscu zachowały się resztki - z cegły stawianej na zakładkę, nie wiem, jak to się fachowo nazywa, efekt jest taki, że mur jest ażurowy i daje wrażenie lekkości. W Wielkopolsce dość często widuje się takie ogrodzenia, nie wszyscy się ich pozbyli, ale w naszej wsi i owszem. Mieszkam tu tylko trochę ponad 4 lata i nie widziałam jak wieś wyglądała przedtem. Któregoś dnia, w rozmowie sołtys pochwalił się, że parę lat temu wreszcie "zrobił z tym porządek", mianowicie doprowadził do wyburzenia murków. Teraz na ich miejscu wzdłuż drogi straszą betonowe koszmary zdobne w takież girlandy, gdzieniegdzie urozmaicone rozpadającym się płotem z siatki czy innego czegoś - w zależności od zamożności gospodarza. Zesłabiła mnie ta informacja, ja również zadaję sobie pytanie (retoryczne, niestety) kto na to pozwolił? Przecież sołtys sam tego nie zrobił, musiał mieć wsparcie gminy? Nie jestem pewna, czy takie mury nie są przypadkiem objęte nadzorem kuratora, nie jestem historykiem sztuki. Zresztą nawet jeśli są, i tak już ich nie ma. Pomost Waszego sąsiada jest przynajmniej odwracalny.

Ta ilość kretowisk wcale mi nie imponuje...
Pozdrawiam
ania, 2012/03/15 10:55
Tak, to załamujące, mój znajomy spod Giżycka dlatego jest przeciwnikiem dopłat unijnych - gdy była bieda, gospodarzy nie było stać na takie "modernizacje". Problem z sąsiadem i jemu podobnymi jest taki, że jest wyłomkiem i czarną owcą zawadzkiej społeczności. Miastowi a zwłaszcza znienawidzeni tu warszawiacy pielęgnują tradycję w obejściu, odnawiają domy pieczołowicie zachowując ich niemiecki styl, dbają o środowisko i harmonię z przyrodą. Napiszę kiedyś o tym więcej, zwłaszcza w kontekście wizji nowego świata (która zresztą bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że się ziści) Houellebecqa - póki co można przeczytać w jego ostatniej powieści.

A krety na zdjęciu to tylko nikły procent naszej populacji:)

PS. Dostałam potwierdzenia i z Olsztyna i z Czerwonego Dworu że moje pismo zostało przeczytane. Zobaczymy co dalej.
ania, 2012/03/15 10:58
I jeszcze poprawka!!! Nasze wyroby będą sprzedawane 23 i 24 w Galerii Żoliborz, a jeśli ktoś tam trafi 17-tego lub w dowolny dzień do 22-go, to może udać się do biura Lady Godiva na 1 p. i tam je obejrzeć i zakupić!
Ewa U., 2012/03/15 12:27
O matuchno, nie strasz, świat Houellebecqa jest dosyć nikczemny i przygnębiający, a jeśli rozpadnie się w pył, zrodzi się coś nowego? Niby taka jest prawidłowość dziejowa i oby nowe okazało się lepsze! Jego wizje i ironia dotycząca świata w ogóle, a świata sztuki w szczególności, aż prowokują do dyskusji, ale to temat-rzeka na inną okazję. Rozbawiło mnie zwłaszcza zdanie na temat takiej świętości, jaką był i jest Picasso - że musiał być podłym człowiekiem, skoro malował takie pokrzywione paskudztwa. Coś w tym jest, powszechnie wiadomo, że żył według sobie tylko znanych zasad. Houellebecq (za każdym razem sprawdzam pisownię!) naszego sołtysa, ani Waszego niereformowalnego sąsiada raczej nie oświeci. A może???
ania, 2012/03/15 13:13
Mam na myśli tylko ekonomiczno-społeczną wizję świata, którą roztoczył na końcu "Mapy i terytorium" - gdy jego bohater po 10 chyba latach wyszedł ze swojego wiejskiego, szczelnie odizolowanego od świata domu do najbliższego miasteczka. Ta wizja mi się bardzo podoba zwłaszcza że jestem pionierem jej realizacji:)
Oczywiście nie podejrzewam sąsiada o przeczytanie Houellebecqa, on niczego nie czyta poza biblią wg świadków Jehowy i chlubi się tym. Raczej dzielę się z Wami swoją nadzieją, że jednak będzie lepiej:)

PS. Właśnie u pomostu byli przedstawiciele Nadleśnictwa!
Ewa U., 2012/03/15 14:42
No proszę, jak szybko działają! Skutecznie?
ania, 2012/03/15 15:58
To była wizja lokalna. Panowie z Nadleśnictwa nic nie mogą, mogą skierować sprawę dalej a to dalej do sądu, a sąd może tylko nakazać rozbiórkę sąsiadowi, sam jej nie wykona... Pożyjemy zobaczymy, a maszkara z pewnością długo jeszcze będzie kłuć w oczy. Takie prawo.
Egretta, 2012/03/15 21:55
Jeśli chodzi o zarazę... jakis czas temu poradzono mi, żebym natychmiast kiedy pojawią się w domu najmniejsze oznaki tejże, rozłozyła w kilku miejscach, zwłaszcza w sypialni przekrojone na pół cebule. Niekoniecznie obrane,byle przekrojone. Podejście miałam dość sceptyczne, ale okazało sie to skuteczną barierą dla zarazy wszelakiej. Otóż cebula chłonie ponoć wirusy i inne paskudy jak gąbka, więc w czasach zarazy jest nieodzownym elementem wystroju wnętrz :)) Po każdym dniu należy wymienić na świeżą. Zużytą oczywiście wywalić na kompost, nie wolno jej używać w celach spożywczych bo jest toksyczna.
Osobiście wypróbowałam i w ten sposób uchroniłam "nosicielkę" mojego przyszłego wnuka ;) i pozostałych domowników od wchłonięcia bakcyla, którego przyniósł do domu mąż :)
ania, 2012/03/15 22:02
Dla mnie za późno... Jestem głucha na jedno ucho i ledwo zipię. W lodówce jedna cebula. Musielibyśmy chyba z nią spać;) Starczy jedna na Roberta?
Magda, 2012/03/15 22:40
Dzieki za info o cebuli, F zmaga sie z wirusem, zobaczymy czy pomoze. Zdrowia zycze!
ania, 2012/03/16 11:22
F też życzymy zdrowia!:) Cebula leżała dziś w nocy na półce nad głowami, Robert póki co się trzyma, ja gorzej - ale przetrwam na gripexie dzisiejsze popołudnie i do poniedziałku mam czas na chorowanie.
Monika, North Carolina, 2012/03/20 10:09
Cebula? Przekrojona na pol? I jeszcze "Po każdym dniu należy wymienić na świeżą." Chyba, zeby bardziej zasmradzala te sypialnie...
Drogie Panie, ja rozumiem wiele, ale tu chyba lobby hodowcow cebuli sie zaleglo, i metod uplynniania towaru szuka.
Raczej odpoczywajcie czesciej i dluzej, bo... Starosc nie radosc - smierc nie wesele. Co ma wisiec - nie utonie. Itp.
Mnie, odkad sie lenie - nic sie nie ima.
ania, 2012/03/20 16:01
Tak myślałam że pani doktor obśmieje cebulę:)
Monika, North Carolina, 2012/03/22 20:03
Ja tylko sie za glowe zlapalam, chociaz rozumiem, ze agroturystyka ma swoje prawa, ale na Boga! Ciemnogrod z ta cebula nadajecie. Gdybyz tylko zarazki tak poslusznie wskakiwaly do cebuli jak pisze Egretta - dawno by juz wytepiono wszelkie choroby...
ania, 2012/03/22 20:22
Nie sądzę żeby wskakiwały. To co nazywasz smrodem cebuli jest cebulą w aerozolu, cząsteczkami jej soku rozsianymi po całym pomieszczeniu i to raczej one oddziałują na zarazki rozsiane pod pokoju lub w drodze z człowieka na człowieka:) a nie że zarazki gdzieś wskakują. A oddziaływanie cebuli na bakterie i wirusy jest ewidentne, żadnego w tym ciemnogrodu - stara metoda pozbywania się wyprysków - wystarczy przyłożyć cebulę surową na czas jakiś, jedzenie cebuli i czosnku przy zaziębieniu - nie ma lepszej metody leczenia, albo wyrównywanie blizn i leczenie podrażnień gotowaną - sama doświadczyłam po pogryzieniu Berty. Jedynie do czego bym się przyczepiła to do konieczności wyrzucania całej cebuli po jednym dniu - moim zdaniem wystarczy odkroić zeschniętą a więc nie wydzielającą już smrodu warstwę:) Przeważnie "przesąd" ma swoją racjonalną stronę!
Monika, North Carolina, 2012/03/24 06:57
No to juz lepiej o tych zarazkach, co NIE wskakuja, chociaz tak poczatkowo wnioskowalam z wpisu Egretty... I oczywiscie, Aniu - jak najbardziej zgadzam sie z pozytecznym oddzialywaniem cebuli, czosnku, a nawet roznych nalewek. Moja Babcia jeszcze miala w zanadrzu soki malinowy i porzeczkowy (oczywiscie z dzialki), oklady z gotowanych lisci kapusty, mleko z miodem, rumianek. I od razu wszystko co zle przechodzilo (na sasiadow).
Skomentuj:
QGUTK
 
 
nurzamy_sie_w_blocie_i_niebycie.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 17:35 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika