6 września 2014

Odloty

Jesień. Żurawie odlatują, sójki wybierają się za morze, dzieci wyjechały do Francji. Już w tamtym tygodniu, a wraz z nimi 3/4 galerii. Nasze wyroby pojechały pogrzać się w prowansalskim słonku, ale i u nas był dziś piękny dzień. Gdyby nie temperatura jeziora, mogłoby tak być przez kolejne pół roku (dłużej pewnie by się znudziło). Pokoje wysprzątane, z pozostałych goście powolnie przemieszczający się nad jezioro lub grzyby, miłe pieski w gościach, słonko w sam raz, niewielka robota w pracowni, dobry obiad w wiacie zrobiony przez męża, pyszne piwo uwarzone przez kolegę, którego Andrzej przyciągnął do Zawad… Żyć nie umierać! Gdyby nie nasz mistrz kosiarki za płotem pod wieczór, dzień byłby idealny!

Lubię tę porę roku. Pod warunkiem, że nie pada. Czas zwalnia w porównaniu z sezonem, nie ma już tego zamieszania, a jeszcze nie ma trudów pory zimnej.

Nie ma też sierpniowych zawieruch

ani takich widoków (ta panoramka z Domkiem na górce z niecodziennego ujęcia Basi, synowej naszej warszawskiej sąsiadki - ja z tej strony nie bywam z aparatem)

Słońce w dzień oznacza lodowate noce a więc i lodowate jezioro,

ale nie poddajemy się!

Ciocia Kinga uchwyciła pływającą Lodzię, trzeba dobrze wytężyć wzrok!

Za to miło posiedzieć w wiacie i nawet bywa na to czas!

tydzień temu ciocia Kinga opiekowała się pieskami podczas gdy byliśmy z Krecikiem na czyszczeniu zębów (wypadły mu tylko trzy)

To pewnie ostatnie chwile wygrzewania się tu i tam…

(i jeszcze taki zakup w supersamie:))

I na niebie się cieszą z pogody…

nasz nadworny orlik krzykliwy!

i na ziemi się delektują (w pozach różnych)…

więcej w albumie Pozujemy

zanim polegną na wyrach:

I grzybiarze się radują, a rok chyba jest prawdzikowy, choć aż tyle czasu nie mam, by sprawdzać osobiście, za to spotkała mnie nagroda, gdy wyciągałam śmieci z przydrożnych zarośli tuż za naszym domem:

Był jednak nieco robaczywy, do suszenia się nie nadawał, bo suszenie choćby najmniej robaczywych grzybów kończy się tak: (nadwrażliwych i obrzydliwych uprasza się o zamknięcie oczu przez najbliższe 2 zdjęcia):

robale czując pismo nosem, że to ich ostatnie chwile, mnożą się na potęgę, grzyb po prostu spłynął na płytę kuchni… fuj!

No wiem, wiem, popsułam atmosferę, a miało być tak pięknie… Sorki. Nie zawsze jest pięknie i nie zawsze tak, jakby się chciało, zawsze jakiś ukryty robal w końcu wyjdzie na wierzch i zrobi wielką kupę;). Cóż, jeśli nie stać cię na kupno bezludnej wyspy i żyjesz obok innych, musisz się liczyć z tym, że prędzej czy później ktoś uwali coś śmierdzącego obok Ciebie, coś ci zakłóci. Jak nie widok, to ciszę, jak nie ciszę, to dobre samopoczucie. Ludzie nie myślą jak ty, nie mają takiego samego systemu wartości, gustu, upodobań… Z drobnymi kupami trzeba nauczyć się żyć. Zresztą nie one są problemem. Z tymi myślącymi inaczej też można by się dogadać, można by przedstawić im swój punkt widzenia, rozważyć ich punkt, porozumieć się, zrozumieć nawzajem. Można by, o ile nie myślimy i oni nie myślą, że jesteśmy/są najmądrzejsi na świecie i wiemy/wiedzą najlepiej, jak powinno być (czytaj: tak jak nam/im wygodnie). Można by, gdybyśmy/gdyby nie głuchli, byleby zostać przy swoim. Jakby posłuchać kogoś znaczyło zaprzedać SIEBIE, polec i oddać się w niewolę.

skoro nawet Krecik z Lodzią umieli się dogadać… (więcej w albumie Jedni leniuchują, drudzy wariują)

Dlatego… Gdy słyszę, że robię komuś przykrość, bo go krytykuję, mam tylko jedno usprawiedliwienie. Większość ludzi zmienia myślenie a więc postępowanie dopiero, gdy zrobi im się przykro. Wtedy dopiero się zatrzymuje i zastanawia nad sobą - czy mogą coś zmienić, by nigdy więcej przykro im nie było. Niestety jest jeszcze druga kategoria. Tzw. Putinki - z wiecznym uśmiechem samozadowolenia robiący, co im się podoba, bo przecież do nich należy świat i co tam jakaś miernota będzie im zwracać uwagę. Takim nigdy nie jest przykro, spływa po nich i są z tego dumni. Szansy, że się zmienią, nie ma żadnej.

Na osłodę życia myszka, która nie odleciała do Prowansji, za to już wybyła do Trójmiasta, zanim na dobre zagościła w galerii:

więcej ostatnich wyrobów w albumie Dziś wyjęte z pieca

To mi przypomina, że zaraz będzie odwrotność odlotów - mysia inwazja!

A propos myszy, a już bym zapomniała! O warsztatach serowarskich!!! Może ktoś się skusi!? Zapraszamy, to już za tydzień!
To odlatuję na wyro, bye!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/09/07 01:02
Myszka jak zywa! Dobrze, ze zostala w PL, zamiast emigrowac do FR.
Psy cudownie u Was maja, jak w raju. Wszystkie spokojnie leza, ciesza sie latem, cieplem, pogoda, a jedynie Lodzia nie daje za wygrana. Tylko zglada, gdzie by tu cos/kogos potarmosic i obszczekac.

A tych grzybow wciaz Wam zazdroszcze. Jutro wybiore sie do naszego "polskiego sklepu", zeby kupic suszonych grzybow (z hurtowni NYC lub z Chicago).
Bonku, 2014/09/09 17:33
Koszenie trawy w sobotę koło 18 jest po prostu boskie, cudowne, jedyne w swoim rodzaju doznanie . Wokół cisza i nagle... silnik start. Czy to bombowce ze wschodu ? Nie , to lokalny mistrz kosiarki, którego ogólną dbałość o przyrodę / Natura 2000 / oceniam na 1 /pałę / natomiast egoizm i patrzenia na czubek własnego nosa maxymalna ocena /!/ , złota szarfa , żółta koszulka lidera a także dyplom uznania . Bywa tak, że wyjeżdzamy specjalnie w odludne miejsce aby odpocząć od hałasu miasta , wartkotu silników i za przeproszenie darcia mord... i co ?? NIC. Ale jedno jest pewne - Zawady są super i jeszcze na pewno tam się pojawię.
ania, 2014/09/12 15:22
Dziś jest piątek, a sąsiedzi znowu koszą. Gdy dowiecie się, że skończyłam w ubranku z zawiązywanymi rękawkami, będziecie wiedzieć, dlaczego.
Poszłam popływać między jedną pracą a drugą, więc nie mogę sobie wybrać godziny, jak sugerują niektórzy, tak jak sugerują, żebym zamykała oczy, gdy pływam, by nie widzieć Magdalenki i hangaru, zmieniła trasę pływania, przyznała, że mogło być gorzej i pogodziła się... (w tym wypadku musiałabym pływać z zatkanymi uszami).
Czy to takie dziwne, nienormalne, że pragnę ciszy na jeziorze, gdy pływam, bo to mój czas odpoczynku, naładowania baterii na drugą połowę dnia, gdy do wieczora z pacjentami, zamiast odgłosu bombowca sąsiadów (niestety kosiarka jest wyjątkowo głośna) niesionego po wodzie? Ludzie! Czy naprawdę trzeba mieć 2 cm trawkę na zboczu jeziora??

O ciężarówce z budowy, która dziś po 6 stała pod naszą bramą na włączonym silniku i obudziła nas i gości w pensjonacie, jak większość pojazdów kierujących się do sąsiadów i mylących posesje, miałam nie wspominać, bo niedługo niusy zamienią się w utyskiwanie na sąsiadów, a wierzę, że nie wszystko zło które nam czynią jest z ich winy i woli, ale... Przecież nie trzeba być specjalnie dojrzałym psychicznie, żeby wpaść na to, iż dość się napsuło krwi ludziom mieszkającym obok przez ostatnie miesiące, więc może wypadałoby wziąć pod uwagę ich życie i zdrowie psychiczne i nie dokładać im np. koszenia co kilka dni.
Skomentuj:
JRWDC
 
 
odloty.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 14:43 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika