22 października 2016

Odmawiam dalszych testów

Trzeci raz w ciągu ostatnich czterech miesięcy Robert wbił szpadel w ziemię w celu wykopania grobu. W wakacje szłam na spacer z czterema psami. Dziś byłam z jednym (Lodzia znowu cierpi, druga porcja komórek macierzystych przestała działać, i odmówiła spaceru). Nasz sad obsiany nagrobnymi kamieniami. Przez ostatnie półtora roku straciliśmy pięciu członków naszej zawadzkiej rodziny. Tak, nie wstydzę się tego napisać. Nasze psy i koty to też nasza rodzina. Madzia powiedziała, że chyba ktoś tam na górze nas testuje. Więc oznajmiam: odmawiam dalszych testów. Mam dość. Już nie mam na to pojemności ani łez.

zdjęcia z pogrzebu Bilbusia i dalszych pięć też

Wczoraj szliśmy na spacer jeszcze ze zdrową Lodzią i wyłam. Poprzednią noc, mimo wykończenia i słabo przespanej nocy poprzedniej (denerwowałam się widocznie przed tymi zabiegami a jak się czymś niepokoję, zaraz przestaję spać) przepłakałam na zmianę z myślówą. Myślałam, myślałam i nijak nie mogłam sobie przypomnieć, czy Bilbo był osłuchany. Pieso był. Trzymałam go a pani doktor przykładała do niego stetoskop. Ale Bilbo? Uświadomiłam sobie, że owszem, pobierali mu krew, ale przy mnie nikt nie osłuchał mu serca. A byliśmy z każdym psem do końca, zanim zadziałała narkoza. Dwa psy, dwa badania, dwie lekarki… i moim zdaniem w końcu żadna z nich tego nie zrobiła. Być może nic by nie usłyszała. Być może wtedy serce działało normalnie. W końcu Bilbo nie miał żadnych objawów niewydolności serca przed tym nieszczęsnym dniem. Nie kasłał, nie męczył się na spacerach. W końcu cichecki ksiądz Leon i Kulczyk umarli podobnie jak Bilbo, a z pewnością badano im serce. A jednak jest zadra, wątpliwość, poczucie winy, że zamiast pójść jak Pan Bóg przykazał, najpierw z jednym psem na zabieg, innego dnia z drugim, znowu w pędzie, znowu naraz, znowu zabrakło spokoju. I tak k..wa całe życie ostatnio. Ile to już lat. I w dodatku póki co nie widzę rozwiązania. Wiem, nie usprawiedliwia to weterynarza, ale nie pomogliśmy, by były odpowiednie warunki do niepopełnienia błędu. Robert wczoraj oddał niepotrzebne leki, powiedział, że nikt nie osłuchał Bilbo, lekarka się nie odniosła, tylko powiedziała że jej przykro i że czasem tak bywa po narkozie, może myślała, że Robert kierowany rozpaczą próbuje zrzucić na nią winę, by nie uznać nieprzewidywalności wyroków losu. Niestety – kamera nad zabiegowym stołem w gabinecie weterynarek jest tylko atrapą mającą uspokajać właścicieli. Też uważam, że zemsta nie ma sensu, ale wyciągnięcie z tragedii wniosków na przyszłość musi być.

i już leży koło Belfegorka:(

Myślałam też, myślałam, co zrobić, by śmierć Bilbo nie była bezsensowna. Bo była. To tak, jakby pójść do dentysty, dostać znieczulenie, a po powrocie do domu umrzeć. Wiem, takie bezsensowne śmierci każdego dnia zdarzają się na świecie, może nawet w każdej minucie. Nie zmienia to faktu, że nie sposób się z tym pogodzić.

Pieso na kocim cmentarzu

A tak się cieszyłam, gdy pani doktor stwierdziła, że Bilba już nie trzeba odchudzać. Że już jest w sam raz. I że ma takie świetne wyniki, znaczy długo pożyje. Tego dnia, gdy jechaliśmy z psami do Olecka, rozmawialiśmy, że Bilbo jest u nas od grudnia, niemożliwe, że tak krótko. Potem, czekając w poczekalni na Piesa, Robert powiedział, że ponad 3 lata za kratami to długo i że to taki pies, że pewnie nadal by siedział, może do końca. Na co ja, że tak, ludzie mówili, że brzydki, gdy go im proponowano w schronisku. Na co Robert, jak można kierować się urodą psa, że jemu pasuje do butów (miał na sobie czarne), na co ja, że mnie też (miałam rudawe botki, w tym samym kolorze co Bilbuś łapki)… Potem przyszła pani z panem i dwunastoletnim owczarkiem niemieckim (którego Bilbuś obszczekał, jak zawsze dużego psa), na zastrzyk na zwyrodnienie stawów, pytała, co dolega naszemu pieskowi. Robert, że nic poważnego, że tylko zabieg wycięcia niegroźnych guzów… A to dobrze, powiedziała pani.

Bilbo dostał szary nakrapiany kamień, bo wcale sam nie był czarny, tylko taki właśnie pod wierzchnią czarną warstwą; kamień ma oczy, patrzy na dom, kiedyś zrobię mu lepsze zdjęcie, to będzie widać

To naprawdę niepojęte, że go nie ma. Prawdopodobnie pochowaliśmy pieska z najczystszymi zębami, ze świeżo obciętym pazurkami, no i bez guzów… Nie mogę w to uwierzyć. Szok minął, ale niemożność przyjęcia braku wciąż jest.

wciąż mam nadzieję, że odwrócę wzrok od komputera i ujrzę taki obrazek

Znowu, gdy widzę coś ciemnego kątem oka, myślę, że to Bilbo. Wstaję z krzesła, łóżka… i jestem pewna że usłyszę jego kroki za sobą. W gabinecie nawet poszedł ze mną do WC. Lekarka śmiała się, że nie odstępuje mnie na krok. Patrzę na posłania, cztery w pokoju, w którym siedzę, na którymś powinien być Bilbo. Na ganku wiszą dwie bezpieskie obroże.

(więcej w albumie Miodzio nam spsiał )

Bilbusiu, byłeś najgrzeczniejszym pieskiem, jakiego mieliśmy. Bezproblemowo jeździłeś samochodem – po prostu kładłeś głowę na kolanach i spałeś. Z nikim się nie awanturowałeś (no.. poza Maksem:)), schodziłeś z drogi, nie goniłeś kotów, nie gryzłeś nikogo, i wciąż sprawdzałeś, gdzie jestem. Miałeś do mnie takie zaufanie, a ja je zawiodłam. Przepraszam.

taki mamy widok z okna sypialni:( a więcej zdjęć z pogrzebu w albumie Pogrzeb Bilbusia

Pewnie wiecie, co musimy zrobić, by śmierć Bilbo nie poszła na marne. By nadać jej jakiś sens. Tak, skoro Bilbuś zwolnił miejsce, weźmiemy jednego z jego najbardziej potrzebujących kolegów, Czarliego. Dziewięć lat temu jako szczeniaczek trafił do schroniska na Paluchu. Tak się cieszyłam, już po wzięciu Bilbo, gdy ktoś go adoptował. Ale po tygodniu zwrócił. Państwo byli z nim non stop przez 6 dni, po czym poszli do pracy i zamknęli psa w domu. Psa, który nigdy nie był sam, nigdy nie był zamknięty w czterech ścianach. Ze strachu zniszczył drzwi. Dlatego go oddali z powrotem.

Gdy powiedziałam o Czarlim Robertowi, spytał: a gdzie będziesz z nim jeździć do lekarza? Tak, czasem myślę, czy powinniśmy mieć zwierzęta, skoro nie możemy im zapewnić naprawdę fachowej weterynaryjnej opieki. Bez obrazy, ale nie jest tu z tym dobrze. Gdy zwierzę w pilnej potrzebie, nikt nie odbiera telefonu, pomimo, że napisane „w nagłych przypadkach”, kochany dr Jakuszko już na emeryturze, a wiadomo, w tym wieku już nie ta sprawność, nie ma porządnej diagnostyki, najbliższa 50 km od nas, to 100 km jazdy dla zwierzaka, dla naszych ogromny stres… Nie wiem, ale może nie można mieć wszystkiego. Można mieć wokół raj dla psów i kotów ale liczyć się z tym, że nie ochronimy ich przed przedwczesną śmiercią:(

Boję się. Czarli nie jest młodzieniaszkiem, mieszkanie w betonowym boksie pozostawiło na pewno ślad, ale proszę tych na górze, żeby już odwrócili kartę, już nie testowali nas kosztem naszych zwierzaków.

I JESZCZE JEDNO. SERDECZNIE WAM DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE PRZY NAS W TYCH CHWILACH.

PS.

Przy okazji, skoro tu jesteście, prośba moja i Małgorzaty, wolontariuszki z Palucha. Przeczytajcie o Zenusiu pod linkiem.

Zenuś pilnie prosi o dom!

Komentarze

Renata i psia paka, 2016/10/22 18:34
Znowu beczę. Naprawdę BARDZO, BARDZO mi przykro. Jednocześnie chialam sie podzielic taka prosta mysla, ktora mi towarzyszy odkad tutaj trafilam: jacy z Was dobrzy, wrazliwi Ludzie.
ania, 2016/10/22 20:11
Dzięki za miłe słowa, ale ilekroć je słyszę/widzę, dziwię się, bo dla nas to, co robimy, to rzecz zwyczajna i normalna.
Elzbieta, 2016/10/22 20:21
Strugi lez plyna po policzkach za Bilbusiem... spij spokojnie Malenki.

*****

Ogromne podziekowania i poklony Pani Aniu Panie Robercie za Charliego.
Edyta , 2016/10/22 20:26
Jesteście kochani za tę miłość dla Naszych przyjaciół. Nie mogę więcej nic napisać bo łzy zalewają mi oczy....
z FB, 2016/10/22 23:17
Ol Piegusy: A dwa miesiące temu odszedł Piegus, czy Go pamiętacie? Poznał się z Bilbo... i umarł... też nagle, też za szybko. 5 dni od wystąpienia pierwszych objawów, ale choroba musiała być już w nim od dawna - guz mózgu, oczywiście nieoperacyjny... który to guz był przyczyną jego otyłości... a za wszelką cenę próbowaliśmy go odchudzać, tyle czasu...
Galeria Wiejska: ojej, kochany Piegus, tyle znajomych piesków ostatnio umiera, co jest do cholery!:(

Ania M: Boszku, boszku! Kocham Was za to, że weźmiecie tego weterana i przykro mi bardzo że Bilbuś odszedł. To pech po prostu kochani, okrutna przewrotność losu. My pożegnaliśmy zaraz po kastracji psa przebadanego na wszystkie strony....wiem jak boli ale wiem też, że uszczęśliwicie kolejnego. To najważniejsze, żeby te nasze pożegnania na marne nie szły, chociaż serce w kawałkach...

Małgorzata C: Oslabila mnie ta smierc. BB byl moim faworytem, sama chcialam go adoptowac, ale w tamtym momencie nie moglam.
Uwielbialam na niego patrzec, mial taka aure wewnetrznego spokoju i lagodnosci.
Tak jak oslabila mnie smierc Lolka, tak ta smierc mnie rozwalila.

Mam prosbe. Jesli masz sile i nie boisz sie starego psa, prosze, pomysl o Zenusiu. Dla niego to ostatnia prosta, a mialby chociaz przez chwile domek marzen (tak zawsze myslalam o BB w Zawadach - domek marzen).
Galeria Wiejska: myślałam o Zenusiu, ale chyba jednak nie mamy siły kolejnej łopaty wbijać przez najbliższe lata, wyczerpały nas choroba Wilkusia i starość Belfegora, potrzebujemy paru lat spokoju, choć Pieso ma 16 lat, więc może to być pobożne życzenie, mamy dość życia w depresji, a przede wszystkim Zenuś potrzebuje mniej zajętych osób, ale zrobię wszystko, żeby Zenuś znalazł dom. Ludzie, Zenuś Was potzrebuje, proszę o dom w tym miejscu! http://www.napaluchu.waw.pl/.../wszystkie.../011500867

Elizabeth M: kwiatuszek nasz kochany, niech mu bedzie w pieskim niebie jak najlepiej <3
Katarzyna , 2016/10/22 23:39
Aniu. Wet. na trudne przypadki - Agnieszka Skolimowska, ul. Marii Teresy z Kalkuty, Ełk
ania, 2016/10/22 23:41
Tak, oczywiście znamy, jeździmy, ale to daleko od nas, pisałam w niusie - 100 km jazdy dla zwierzaka pawie nigdy niejeżdżącego samochodem, tylko do lekarza, więc zawsze jest w stresie. Poza tym nie ma tam pogotowia niestety:(
sylwia, 2016/10/23 15:11
Aniu, Robercie - współczuję serdecznie!
Monika, North Carolina, 2016/10/24 09:05
Aniu, Robercie... Znowu poplakalam sie. A ja zazwyczaj nie placze, bo sie wstydze. Bardzo sie wstydze.
Bilbo byl przeciez takim fajnym pieskiem, glownie ze wzgledu na swoja historie.
Nie wincie jednak siebie za smierc Bilbo. Tu byl chyba blad w sztuce, zaniedbanie lekarza weterynarii. Oczywiscie, nikt sie tam do niczego nie przyzna, ale... nie wyglada dobrze ta weterynaryjna klinika.

Mam niesmiala propozycje: Czy nie moglibyscie adoptowac teraz, oprocz Czarliego, rowniez tego biednego Zenusia? Ja rozumiem, ze to sa oba psy "obciazone", ale moze beda sie wspierac w procesie adopcji i razniej im bedzie, gdy wyjda zza krat schroniska? Tak tylko pytam...
ania, 2016/10/24 11:01
Ja bym wzięła i Zenusia i Łobuziaka i pewnie jeszcze... ale rozsądek mówi, że nie mamy czasu i siły na opiekę nad chorym pieskiem, nie wystarczy pieska mieć, zwłaszcza jak wyprawa do lekarza to cały dzień, a kto wtedy zostanie z resztą towarzystwa? Śmierć Belfegora, Bilbo, to po części wina naszego napiętego wciąż czasu i zmęczenia. Ja nie mam też siły nie spać po nocach, a z takim starym, chorym, to się nasłuchuje bezwiednie a w końcu trzeba wstawać. To się tak wydaje, że mamy warunki by wziąć dużą ilość piesków, przecież były u nas już cztery... Ale przede wszystkim ja ledwo żyję. Mam regularną depresję od tych śmierci. To co, że pracuję i niby normalnie wszystko, psychicznie jestem zmasakrowana. I Robert stanowczo odmówił wbijania szpadla kolejny raz w najbliższym czasie. On też ma dość.

Zenusia nie odpuszczę. Będę go wciąż wsadzać Wam w oczy. Przecież nie jedni mamy dom czy mieszkanie na parterze i nie jednym nam jego los na sercu!
okunie@op.pl, 2016/10/24 09:44
Jesteśmy z Wami, niestety nie obce nam to co czujecie...
Monika Rybak, 2016/10/26 23:44
Nie wierzę! Jakiś czas do Was nie zaglądałam (operacja), myślę:zajrzę, pokrzepię się cudnymi zdjęciami i dobrymi tekstami Pani Ani,a tu ...znowu rozpacz! Co za rok?! Smutny obraz zagęszczającego się cmentarzyka... Może w psim niebie mają wakaty?

Wszelkie słowa są tu zbędne;banalny frazes o czasie gojącym rany jest jakby nie na miejscu,więc zwykłe, po prostu:bądźcie silni i jakoś przeżyjcie ten smutny czas...
Małgorzata C, 2016/11/29 17:23
Bardzo mi smutno, zaraz idę poprzytulać moją 18 letnią Lakusię... tak się o nią boję, każdego dnia. Pamiętacie ją, byliśmy z nią u Was? Potrącona przez samochód, którego kierowca popędził dalej jest z nami ponad 17 lat. Wtedy miała złamaną tylną łapkę, przetrącone biodro, obitą głowę. Chorowała na boleriozę, miała guzy na sutkach więc jest po usunięciu obu "listew" i sterylizacji (w sumie trzy operacje). A w tym roku skakała na bungee :) Tak, tak wlazła bidula w dziurę przy mocowaniu poręczy do schodów i zleciała piętro niżej. Na szczęście była na smyczy, która nieco zamortyzowała upadek. Ja byłam w podwójnym szoku bo właśnie zamykałam drzwi od mieszkania mojej mamy, która w ciężkim stanie leżała w szpitalu. Pies mi zastygł w bezruchu a ja nosząc ją na podusi biegałam po łódzkim osiedlu pytając o weterynarza. Trafiłam do Pani, która własnie przyjechała do pracy i na moją rozpacz, że jestem z psem z wypadku i prośbę o pomoc zareagowała pretensjami, że przecież ona w środku ma swoich pacjentów, z poprzedniego dnia. Tam gdzie mieszkam mam sprawdzoną, cudowną Panią Weterynarz. Nie spodziewałam się takiego podejścia do pacjenta. Do nagłego przypadku. Ech jej ton, postawa, sprawiły, że nierozsądnie wsiadłam w auto i pojechałam dalej. Na ul. Rojnej w Łodzi zajął się nią przesympatyczny fachowy zespół. Została prześwietlona w "całości" a na usg widziałam jej serduszko, nerki, pęcherz i wiele innych... Lekarz śmiał się że pies jest tak stary, że to cud, że się nie rozsypał bo wszystkie kosteczki ma zrzeszotniałe. Te żarty pojawiły się po diagnozie, że wyszła z tego bez szwanku. Choć nikt nie chciał wierzyć że mój pies skakał na bungee :)) Smutno mi z Waszego powodu i smutno mi, że czas płynie a moja Lakusia głucha i ślepa mogłaby mnie kiedyś opuścić dla psiego raju, bo trafi tam na 100%. Jestem z Wami.
ania, 2016/11/29 17:59
Pewnie, że pamiętamy!
Oby jak najdłużej!
Skomentuj:
DAIHH
 
 
odmawiam_dalszych_testow.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/28 18:47 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika