locman locman@kowaleoleckie.eu
p.truchan@kowaleoleckie.eu

Szanowny Panie Wójcie,

przepraszam, że odpowiadam w pewnym sensie - niesymetrycznie, bo nie listem poleconym i to za potwierdzeniem odbioru (co mnie kilka dni temu aż przestraszyło przy furtce domu, gdy wyszedłem do wiejskiego listonosza), ale po prostu zdecydowanie łatwiej mi, w Puszczy Białowieskiej, odpisać elektronicznie - poczta jest daleko, a droga do niej - niełatwa.

Pozostaję głęboko zaniepokojony, Pański list, pełen zwrotów ściśle formalnych - a przecież wcale nie musiałby być tak „urzędowy”? - przypomina mi dziesiątki podobnych, jakie czytałem w moim długim zawodowym życiu - wypełnionym przede wszystkim troską o drzewa i nieustannym potykaniem się o zachowanie wartości rodzimego krajobrazu. Myślę, że „wysokim priorytetem” jest wola porozumienia się, a co za tym idzie - jak najpełniejszego zachowania tradycyjnych elementów krajobrazu i ducha „małych ojczyzn”.  Najpierw krótko, w kwestiach ściśle fachowych:

 Przepuszczalność asfaltu („powierzchni bitumicznej”) jest zerowa; przepuszczalność dobrze położonego bruku (a to bruk przedwojenny, jak rozumiem, położony idealnie) nawet po latach jest spora, bo to właśnie jest zasadnicza cecha „kocich łbów”, które są „bite” i nie stykają się ściśle (jak elementy, dla przykładu, dróg starorzymskich) - że dla wozów i automobili była twarda na wiosnę i jesienią, ale - przy dobrze wyprofilowanej powierzchni - pozostawała chłonna dla wody, która spływała POWOLI i przenikała w głąb na CAŁEJ powierzchni bruku i pobocza, a jedynie pozostałość, zwłaszcza w deszcze nawalne, ulewy - spływała rowem. A powietrze - czynnik dla korzeni istotniejszy od wody - przenika właśnie wraz z wodą, całkiem nieźle, a w każdym razie - w stopniu wystarczającym; wszak pod kocimi łbami jest odpowiednia warstwa podsypki, służąca nie tylko „umoszczeniu” kamieni bruku, ale i właśnie - chłonięciu wody.

Działanie zagęszczarek jest zupełnie inne od destruktywnego wpływu tirów, wywożących na ogromną skalę, w sposób czysto przemysłowy, „biomasę” z lasów (miejmy nadzieję, że polityka energetyczna państwa, zmieni się niebawem i ten zbrodniczy, „państwowy” proceder - zaniknie). Zagęszczarka niszczy przez wysoką częstotliwość swej pracy - , zabójczą dla korzeni, fauny glebowej, struktury gleby. Ciężkie pojazdy leśne i rolnicze - przede wszystkim przez swój ciężar (nie tak istotny dla systemu korzeniowego), a przede wszystkim - przez mechaniczne uszkodzenia pni przydrożnych drzew (na przykład przez wywożone dłużyce) i destrukcję poboczy.

Bryła korzeniowa starych drzew nie przekracza, jak Pan napisał, „wielokrotnie promienia korony”;  jedynie w wyjątkowych przypadkach - u niektórych drzew o charakterze pionierskim, krótkowiecznych - do których absolutnie nie liczy się żaden dąb (na przykład u osiki) - tu myli się Pan gruntownie. System korzeniowy dębu szypułkowego jest w pierwszych 30-40 latach - palowy, a potem - „sercowy”, składa się z silnych, ukośnie biegnących daleko w głąb i lekko na boki - korzeni. Nie ma tu mowy o kilkukrotnym przekroczeniu promienia korony!

Teraz pozwolę sobie na kilka uwag ogólnych:

Domena mejlowego adresu kierowanej przez Pana gminy, z ową końcówką ”.eu” - zobowiązuje. Cała Europa, pomna zniszczeń raptownych, jakie niosą wojny, i zniszczeń powolnych, ale  długotrwałych, „pełzających”, które niesie brak poszanowania dla przeszłości i brak zrozumienia dla istoty i najgłębszego sensu tego, co każde pokolenie zastaje  tam, gdzie przyszło mu żyć - cała Europa usilnie dba o wartości naturalne i duchowe lokalnych krajobrazów. Aleje starych dębów, wzdłuż drogi, owego przyrodniczego i duchowego „kręgosłupa” malutkiej miejscowości - byłaby z całego serca chroniona w Niemczech, Skandynawii, Szwajcarii, w tysiącach europejskich gmin. Oczywiście - bywają wyjątki, gdy jakiegoś elementu tradycji nie d asie uratować, gdzie musi on ustąpić przed zmianami, jakie niesie teraźniejszość i wymogi nowoczesnej gospodarki - ale to są, w krajach o wysokiej i starej kulturze, przypadki wyjątkowe. Nie wydaje mi się, by w przypadku, o który się tutaj spieramy, istniały jakiekolwiek przesłanki do zalania bruku - asfaltem (asfalt na takim bruku, pomimo warstwy tłucznia, pod ciężarem maszyn rolniczych i ciężkich pojazdów leśnych - i tak bardzo szybko popęka, znam to z dziesiątków przypadków, choćby przed moim własnym domem, przed którym leśne tiry wywożą drewno z Puszczy, po asfalcie wylanym wprost na  „żydowskie” bruki, pomnik ostatnich w ich życiu prac tutejszych Żydów za niemieckiej okupacji), do niebezpiecznego poszerzenia wąskiej drogi wiejskiej, narażenia wspaniałej alei na zamieranie, czy wreszcie - do zbrodniczego w istocie - niszczenia codziennego obrazu własnej miejscowości w oczach jej mieszkańców? Pokolenia ludzi tej wsi  żyły w cieniu „ich”  dębów i chodziły poboczem „swego” bruku - to jest wartość niewymierna, ale i ogromna, której zachowanie docenia się coraz mocniej w całej Europie, bo warunkuje równowagę duchową i daje poczucie zakotwiczenia , niezbędne dla życia.

O ile planów zmienić nie sposób i te kilkaset metrów „nawierzchni bitumicznej” w gminie trzeba gdzieś w tym roku położyć - to przecież można to zrobić w innym miejscu, gdzie taka inwestycja nie narazi ani środowiska przyrodniczego, ani spokoju dusz mieszkańców? Można wylać ten asfalt w krajobrazie otwartym, wśród pól czy łąk?

Łączę ukłony, Jakub Dolatowski

Komentarze

Skomentuj:
VXTFK
 
 
odpowiedz_prof._dolatowskiego_na_odp._wojta.txt · ostatnio zmienione: 2021/04/01 19:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika