18 stycznia 2013

Odtajałam

Oj, już sama nie wiem o czym pisać, bo najgorzej, jak długo nie piszę. W zasadzie są jeszcze tematy ze świąt. Jak wiadomo od tamtej pory byłam w amoku pensjonatowo-gościowo-warszawskim i właściwie dopiero wczoraj zaczęłam tajać. Bo co z tego, że wróciłam nad poniedziałkowym ranem, jak potem dwa dni Olecko, a moja ustawowa niedziela, czyli środa upłynęła na garbaceniu w kuchni nad kaflami. To ciekawe, jak to działa… Na przykład ludzie zamawiają nasze wyroby w tajemniczych cyklach, na ogół wówczas, gdy spiętrzenie innych robót lub największy mróz i Robertowi rączki odpadają, a ja drżę, czy piec za szybko nie wystygnie i zawartości szlag nie trafi. Może chcą rozgrzać sobie serce prezentem? Albo - cisza od paru miesięcy na temat rezerwacji wakacyjnych, a w poniedziałek trzy pytania rezerwacyjne, w tym jedno już zrealizowane (zadatkowany domek na górce na dwa tygodnie na wyłączność dwóch osób!).

Miałam też napisać o marketingu i reklamie. Osobiście uważam, że świat byłby bez nich lepszy. To fakt, nie znam się na tym, tylko tyle, co na własny użytek i moja negatywna ocena jest czysto subiektywna, uzasadniona organoleptycznie i grubo podszyta niechęcią do konsumpcyjnego stylu życia oraz modelu świata opartego na zysku. I dziwi mnie nieustannie, że to uprawomocnione oszustwo, mydlenie ludziom oczu, stosowanie tanich tricków i traktowanie ludzi jak bandy idiotów zajmuje tyle osób, tyle to zgłębia na studiach i tylu wciąż bierze za to tyle pieniędzy.
Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką, którą właśnie zwolnili z jednego z wiodących wydawnictw pism kolorowych, bo jest… zbyt profesjonalna. Bardziej opłaca się zatrudnić stażystę za grosze, bo przecież pisma czytają debile, więc nikt nie zobaczy różnicy między tekstem w poprawnej, niebanalnej polszczyźnie a byle jakim. Ja od dawna przestałam pisać do masowych mediów, bo wymagania, bym pisała językiem zrozumiałym dla ćwierćinteligentów oraz dawała kretyńskie rady dla gospodyń domowych, które wg marketingowców są idiotkami, przestały być zabawne. A wiecie, jakie słowa były niezrozumiałe? Np. słowo REFLEKSJA. To już wiecie dlaczego stworzyłam Niusy i starusy?:) Albo pisma internetowe. Wiecie, że nie są tam publikowane treści nowe, tylko te, które najczęściej wyszukiwane są w wyszukiwarkach internetowych? Redaktorzy piszą teksty nie po to, by czytelnik się czegoś dowiedział, tylko by wszedł na dany portal! W związku z tym możecie się spodziewać, że naszą stronę niedługo zacznę pozycjonować pod hasłami: seks, gołe baby (hmm… jacyś chętni do zdjęć w plenerze, na przykład na naszej plaży?), cycki (tu dam fotografie Lodzi na plecach), ewentualnie w sezonie jesienno-zimowym – „jak zwalczyć katar?”. Strach pomyśleć, jacy goście zaczęliby do nas przyjeżdżać:)
Zgroza też bierze ile ja życia marnuję na umieszczanie ogłoszeń na różnych portalach turystycznych czy rękodzielniczych, w darmowych bazach, czy na fejsbuku - nowinki o szatanikach, dzięciole średnim

też miałabym czasem ochotę wypiąć się na to;) (więcej większego dzięcioła akrobaty w niusie przyrodniczym )

czy nowych tabliczkach na dom (o tej , o tej i o tej ), tylko po to, by się obijać o oczy, nie dać się zapomnieć tej chmarze fejsbukowych znajomych, z których naprawdę znam garstkę. Pozostałe tysiąc sześćset to potencjalni nabywcy;) Na szczęście nie sprzedaję viagry ani stu sposobów na przedłużenie penisa, więc wielu kontaktuje się osobiście i czasem fajne, choć zwykle wirtualne znajomości z tego się biorą! A osobiści znajomi klikają w lajki i dzięki temu Galeria Wiejska Zawady Oleckie utrzymuje się dłużej na łolu (czyli tablicy głównej)… Takie życie, trzeba z czegoś żyć i inne takie, te same, które powodują działem marketingu małych i wielkich firmy. I to jest straszne.

W ramach reklamy bezprawnie (Ewo wybacz!) wykorzystałam i umieściłam na FB aranżację Ewy U. z podkładką pod garnek i podstawką pod łychę w roli głównej i następnego dnia rano telefon od pani z Suwałk, że chce taką samą i jeszcze taką kobaltową na białym, żeby jej do kolekcji bolesławców pasowała. I tak to się kręci. Zresztą pani znalazła nas poprzez znajomą z Krakowa, jest miła i kto wie, może będzie kolejną zadowoloną klientką, która zostanie na dłużej, wstąpi w szeregi czytaczy niusów, będziemy wymieniać mejle okolicznościowe, wpadnie do galerii w realu (ma w końcu blisko), wypijemy herbatę… Na swoje szczęście prowadzę marketing przyjazny i nie traktuję potencjalnych klientów jak głupców:)

Ale miałam wrócić do świąt. Bo się nie przyznałam, że Mikołaj (tu moi wrogowie zacierają rączki:)) najwyraźniej uznał, że w minionym roku nie zasłużyłam na prezenty. Ten jedyny, na jaki czułam się z Mikołajem umówiona, miał być prezentem mikołajkowym, ale z racji na obsuwę miał trafić pod choinkę. Niestety nie dotarł nawet w nowym roku. Po interwencji Robert dostał przeprosiny, bo paczka zaginęła na poczcie, zwrócono pieniądze i tyle. Mikołaja dalej niet. No i wreszcie przyszedł przedwczoraj, ale jakiś taki chudy, lekki, a spodziewałam się Murakamiego, im grubszego, tym lepiej. Po otwarciu paczki ukazał się moim oczom… ósmy sezon Dr. House’a. No to już wiecie jak spędzamy te chwile, gdy już nie starcza sił na robotę:) Niestety seanse z ulubionym doktorem odbywają się w asyście tupotów, migających przed ekranem ogonów i naszych przerywników „ała!”, gdy jakiś lemur właśnie wsadza ręce pod koc i drapie po nogach. Teraz też Strzałka plącze mi się po klawiaturze i ciągle coś muszę usuwać z tekstu. Bo jak było do przewidzenia, towarzystwo rozlazło się po parterze i tylko na noc zaganiane jest do klatki. Musimy przecież kiedyś spać;) Należy się domyślać, że ani Białka ani Strzałka nie sądzą, że się tak ładnie nazywają. Z pewnością myślą, że „A sio”, „Wynocha”, „Nie wolno” i inne w tym stylu.
To było już logistycznie nie do ogarnięcia, gdy trzeba było zamykać drzwi. No bo tu Wilkuś, tam psy, tu woda w miskach i jedzenie psów i kota władcy, tam miski kotów małych, do których psy lubią zaglądać i wciągać zawartość (w obecnej sytuacji miski lemurów trafiły do wanny, zaś lemury wypijają zakazane im mleko starszyźnie), tu kocie wyjście na korytarz, by stamtąd kolejnym do piwnicy i na dwór (którego lemury jeszcze nie odkryły, mimo że Wilkuś wielokrotnie im demonstrował – jakoś na szczęście jeszcze nie załapały, że one też tak mogą!)… Ciągle ktoś był pokrzywdzony albo coś nieupilnowane. A tak Wilkuś wreszcie wrócił na swoje miejsce pod piecem!

upragnione chwile:)

Strzałka jest już o połowę mniejsza od Białki (trochę przesadzam), je i śpi dużo mniej, bo nie ma czasu, jest dużo większym szatanem, w zasadzie takie ADHD, istna Strzała. Ma ksywkę „chuda dupka”. Białka za to, poza fazami kociego szaleństwa, zachowuje się niemal jak dorosły kot, jest bardzo przyjacielska, mrucząca i chowa pazurki. Z powodu profilu Robert przyzywa ją dydelf a z racji oczu Putin.

wciąż jednak mniejsza od Wilkusia:)

I jeszcze wracając do świąt. Bo w tym amoku nie podziękowałam za życzenia. Niniejszym DZIĘKUJĘ! Znaczy dziękowałam tu i tam, ale w niusach nie. Zauważyłam pewną prawidłowość. Ludzie, im bardziej czują się osobistymi znajomymi a nie bywalcami niusów, tym bardziej z życzeniami przenoszą się na płaszczyznę indywidualnego kontaktu i piszą mejle. Z kolei osobiści znajomi, którzy na co dzień niusów nie czytają ale z życzeniami dostają link, im bardziej się nasze stosunki rozłażą z racji odległości, im dłużej się nie widzimy i raczej nie zobaczymy, tym chętniej życzą pod niusem.

Przy okazji świątecznych mejli dostaliśmy mrożącą krew w żyłach wiadomość o Łatce 2: Państwo, którzy zabrali kotka z Zawad, kupili pralkę a kot był żywo nią zainteresowany. Włączyli pierwsze pranie ale zaniepokojeni nieobecnością Łatki przy pralce i odgłosów kociego rozrabiania wstrzymali rozpoczęte właśnie pranie. Wyjęli mokrego na wylot, lodowatego kota (w tej fazie prania grzałka jeszcze nie działa), niedającego oznak życia ale przytomnie zrobili mu masaż serca. Łatka na szczęście ocknęła się! Swoją ciekawość odchorowała na gorącym termoforze. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie byli czujni! Wyobrażacie sobie wyjąć odwirowane pranie z odwirowanym kotem?? Koszmar! No tak, to już najstarsi górale mówili, że kota się pierze ino się nie wyżyma! To mi oczywiście przypomniało historię Pumy, którą Robert podpalił, a potem chodziły słuchy, że palimy w piecach kotami;) (ta historia jest opisana w niuso/starusie: Zawadzkie zwierzaki wczoraj i dziś ). Dlatego przy dwóch małych kotach mamy oczy dookoła głowy, bo chwila nieuwagi…

A o Warszawie lepiej nie pisać. Ze wsi jestem, nie wiedziałam, o czym wie już każdy Warszawiak, że na niektórych, wiadomych skrzyżowaniach poustawiali fotoradary. Błysnął mi prosto w oczy, gdy wracając z zajęć na Ursynowie, nie chcąc hamować na lodzie, wjechałam na żółtym na skrzyżowanie przy Stegnach, tylko że żółte zrobiło się czerwone, gdy mi robili fotkę. Nie wiem, ile to kosztuje, wolę póki co nie wiedzieć … Poza tym Robert zarżnął dziś piłę do cięcia desek i właśnie wrócił z nową z Olecka. Nie pytajcie za ile…:( Zarżnął ją na moim biurku. Bo Robert idzie za ciosem i po zrobieniu regału na pościele robi mi biurko. Będę miała gdzie robić większy bałagan:)

to załamujące - na zdjęciu prawie cały regał zapełniony, w rzeczywistości już pełny po brzegi i na podłodze pod, i piramida na ostatniej półce dopóki nie zlatywało na głowę, a na strychu dalej piętrzy się…

Wracając na chwilkę do Warszawy, Gucio zmienił image (aż go w przedszkolu nie poznałam) a miłość do kolejnictwa nadal kwitnie. Gdy Gustaw był w Zawadach, wcale nie tęsknił za mamą (znaczy się nie przyznawał) tylko za swoim mikołajowym prezentem (bo on w przeciwieństwie do mnie na prezent zasłużył):

ta kolejka sama jeździ i można ją automatycznie zatrzymać na stacji!

No dobra, starczy na dziś, daruję Wam więcej. Może mnie najdzie na kontynuację w weekend, bo w sumie o tym, o czym miałam, nie pisnęłam ani słówka:) Pewnie mi się nie chce, wolę zapomnieć… Tytuł miał być „Zamienił stryjek…” a pod nim o naszych przygodach z korporacjami telekomunikacyjnymi. Albo może poczekam, aż skończy się ta „zabawna” historia, bo nigdy nie wiadomo, co jeszcze nam życie przyniesie (twu, twu). I jeszcze miało być o tym, dlaczego u nas dzieci nie mają za darmo i że nie jestem specjalistą w kawiarni, w razie czego mi przypomnijcie!:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/01/19 04:36
Bardzo ciekawy, refleksyjny, a przede wszystkim - informacyjny nius: o businessie, zwierzakach, guciowej kolejce spod choinki... Ale ja dalej czekam na sedno! Szczegolnie, ze moi krewni z PL wciaz narzekaja na korporacje telekomunikacyjne, jak TePSA, Play, Orange... a ostatnio - klna na czym swiat stoi w zwiazku z jakims tam T-mobile. Wiec dolaczam sie wsciekla, gdy moje SMS-y nie dochodza na czas, bo polska telekomunikacja dziala jak chce, kiedy chce, i za ile chce.
Ewa U., 2013/01/19 09:43
Ja też zrobiłam marketing i manipulację! W rzeczywistości rybki pływają po drugiej stronie zlewozmywaka, obok kuchenki, ale tam nie było miejsca na artystyczną aranżację w postaci cukinii i papryki! I światło tam byle jakie. Tym samym wstąpiłam w szeregi oszukańczej mafii zwanej reklamą. Mam identyczne odczucia, może jeszcze ogarnia mnie czasem bezsilna złość i osobiście czuję się obrażona poziomem tych "produkcji", czasem nie mogę uwierzyć w to, co widzę/słyszę. A najbardziej wkurza mnie fakt, że nie ma od tego ucieczki. Nie wystarczy nie mieć telewizora, radia, internetu, nie czytać gazet - czasem dostaję takie zbawienne "porady". Muszę w tym brać udział podobnie jak Wy i jak 90% społeczeństwa, aby przebić się jakoś za swoją pracą. Przyznam, że jestem śmiertelnie zmęczona walką z niekompetencją, arogancją, brakiem profesjonalizmu na każdym kroku i w każdej dziedzinie. Kilka dni temu zostaliśmy oszukańczo zmanipulowani przez firmę Orange (pozdrawiam!). Niewykluczone, że skończy się w sądzie.
Z racji wykonywanego zawodu często sprawdzam różne rzeczy w internecie (i chwała mu za to!), ale tego, co czasem tam znajduję nie potrafię nawet nazwać. Osobną kwestią są pornosy, które wyskakują w najmniej spodziewanych momentach, a zwłaszcza przy wpisywaniu haseł z dziedziny psychologii i psychiatrii(!), lub innych, które choćby trzema literkami zahaczają o jakieś ichnie słowa kluczowe. Dziękuję Bogu, że moje dziecko już dorosłe. No i co zrobić - jak mawiają chłopy u nas na wsi.
Poza tym kibicuję Waszym koteczkom - rosną jak na drożdżach! Też mam dzięcioła akrobatę - to na pewno ten sam, który dziurawi nam jesienią wszystkie orzechy. Ale jest taki piękny, że mu wybaczam.
Pozdrawiam
Tess, 2013/01/19 10:23
Zgodzę się z Tobą, że w prasie ostatnio nie dzieje się dobrze. Profesjonalizmu się nie ceni. Amatorzy skaczą do góry z radości, gdy zobaczą swoje nazwisko w druku - wynagrodzenie jest dla nich często nieistotne. A ty, stary redaktorze z czego masz żyć? Z powietrza? Często redakcja przyjmuje materiał, akceptuje a na pieniądze czeka się dobre pół roku. Sama nie wiem na co się przekwalifikować.... Co do kotów - oczy dookoła głowy to mało! Trzeba jeszcze 6 zmysł wyostrzyć. Kiedyś zamknęłam Makbeta w zmywarce. Dobrze, że jak robiłam "kolejno odlicz" przy michach rachunek mi się nie zgodził!
Pozdrawiam serdecznie!
Asia
ania, 2013/01/19 12:14
A tam w prasie, wszędzie, gdzie trzeba wygenerować zysk, a ten zależy od sprzedaży. Zwłaszcza gdy jest kryzys. A jest - najlepiej widać w małych miastach, doświadczam go na własnej skórze, w gabinecie, czyli w jednej z tych branż, bez których da się żyć i leci pierwsza przy cięciach w budżecie (w psychoterapii akurat kryzys jest w służbie oporu przed zmianą, ale niektórzy rzeczywiście mając wybór, czy do garnka włożyć, czy kupić buty na zimę czy się leczyć z zaburzeń psychicznych, wybierają przeżycie, inni, gdy miną nie dające żyć objawy, ulatniają się natychmiast, bo co ich obchodzi głębsza zmiana).
W takich czasach kolorowa prasa to zbytek prawdziwy i biorąc pod uwagę jej obecną jakość, zgadzam się, że może jej nie być. Kto to czyta? Jeszcze te tiny po półtora złotego może. Grubsze tytuły ewentualnie na wakacjach, w ramach letnich przyjemności na leżaku, stąd u nas w wiacie piętrzy się na półce z prasą. I to jest smutne dla pań redaktorek siedzących po redakcjach pism kobiecych. Są po starym, dobrym dziennikarstwie, mają lata solidnej praktyki za sobą i czekają na kolejne zwolnienia. Se la wi. Pora się przekwalifikować, póki się da. Bo jak wiadomo w czasach kryzysu trzeba być elastycznym, mieć kilka zawodów w zanadrzu i działać na kilka frontów.

Ale nie to mnie martwi. Najbardziej zastanawia mnie krótkowzroczność. Marketing i reklama rządzą się zasadą szybkiego efektu i rzadko kto widzi, że sam sobie gałąź podcina. W takiej prasie na przykład. Przygłupawe, puste teksty, bo mają być dla "przeciętnego" czytelnika, zrażają tego, kto po magazyn zwykle sięgał. "Przeciętny" i tak kupi Fakt za grosze a nie drogą makulaturę (choć to się nawet na makulaturę nie nadaje, to lakierowane świństwo). Parafrazując, od zawsze wiadomo, że to co dla wszystkich, to dla nikogo.
Nie mówiąc o tym, że media same sobie wychowują odbiorcę. Traktując go jak ćwierćinteligenta oduczają myślenia i ograniczają mu zasób słów, a potem się dziwią, że ludzie wolą papkę w TV oglądać. To smutne, gdy się pomyśli, ile dobrego mogłyby media! Media i kościół - ale niestety zajęte są ilością a nie jakością.
No i na koniec wywodu pozwolę sobie nadmienić, że w kryzysie tylko wąsko wyspecjalizowane ale niezbędne firmy przeżywają, np. wyrób trumien;) dlatego nie bójcie się, nie zacznę masowej produkcji drewnianych serc na Walentynki ani szeregu domków po 15 zł za nocleg nie postawię nad jeziorem. Ani się nie zmienię:)
Egretta, 2013/01/19 19:59
Własnie dlatego, że jestem gospodynią domową i w dodatku "rolnikiem" w zasadzie nie czytuję prasy. Boję się, że nie zrozumiem przesłania ;)
ania, 2013/01/19 20:02
A gdzieś Ty się podziewała?? Wiem, wiem, zajrzałam na bloga, gdzie piękne podusie i misie, witaj w klubie rękodzielników!:) Co do zrozumienia przesłania, to inna kwestia. Za każdym razem gdy zerknę w prasę kobiecą (w rzeczonej wiacie - po gościach), czuję się nie w porządku, bo niczego, co powinnam, nie robię i w ogóle cud, że żyję;) No i nikogo nie znam z opisywanych osobistości, a powinnam...
kinga, 2013/01/20 22:58
Aniu i Robercie! Ktoś wreszcie kupił drewniany dworek , który Wam pokazywałam .Ja nie zdążyłam - brak kasy...Mam nadzieję ,że odnowią to cacuszko na cacy !Ciekawe czy ktoś wpadnie na pomysł ,aby pisać bloga !Fajnie by było...
ania, 2013/01/23 12:35
Może wpadnie, tylko możemy o tym nie wiedzieć.
Alfred, 2013/03/13 21:53
Osobiście uważam, że świat byłby bez nich lepszy. To fakt, nie znam się na tym, tylko tyle, co na własny użytek i moja negatywna ocena jest czysto subiektywna, uzasadniona organoleptycznie i grubo podszyta niechęcią do konsumpcyjnego stylu życia oraz modelu świata opartego na zysku. I dziwi mnie nieustannie, że to uprawomocnione oszustwo, mydlenie ludziom oczu, stosowanie tanich tricków i traktowanie ludzi jak bandy idiotów zajmuje tyle osób, tyle to zgłębia na studiach i tylu wciąż bierze za to tyle pieniędzy.
Super powiedziane.Starzeję się, bo coraz bardziej się dziwię. I coraz częściej chcąc opisać jakiś proces używam słowa ŚCIEMA
Skomentuj:
XNIXC
 
 
odtajalam.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 22:14 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika