20-23 czerwca 2016

Odwiedziny Oli

Znowu zarwę noc, takie życie. Ale obiecałam, więc zrobię. Po powrocie z Warszawy (ostatni raz! następny we wrześniu!) nie mogę się wciąż pozbierać. No może dziś trochę się udało - wiadomo, moja niedziela. Ola wyjechała późnym ranem, upał był niemożebny, panowie na budowie zrobili dziś przerwę, jakbyśmy byli w Hiszpanii - wrócili do roboty o 16.00, gdy szło już wytrzymać na dachu. Andrzej z Zenkiem, mimo gruzu i styropianu sypiącego się im na głowę , dzielnie śpią w pensjonacie. Ola też tak spała, a w kuchni mieli/mają Sajgon budowlany, bo kuchnia pełni funkcję baraku. Powinien to być nius zbiorczy, ale mi się nie chce, więc z góry przepraszam, że niektórym będzie się nius ładował całe wieki.

Najpierw jednak zdjęcia sprzed Warszawy

Taką ilość truskawek dostałam w dzień przez porannym wyjazdem. I co tu zrobić z taką ilością truskawek nie mając czasu, nie cierpiąc stać przy garach i mając zamrażarkę wypełnioną kurczakami i wątróbką…?? Część upchnęłam obok psiego i kociego żarcia, a resztę uratowała Agnieszka ze skrzyżowania. Kisiel był pyszny!

I taka sobie fotka o tym, jak podsiadają Belfegora, bo w upał życie toczy się na ganku, tylko Wilkuś się podgrzewa na podeście. Podczas mojej nieobecności Belfegor i Wilkuś przestali jeść. Belfegorowi przeszło, Wilkuś zaczął dostawać relanium, po którym owszem wrócił mu apetyt, za to przestał kontrolować sikanie, więc gdy wróciłam, obudziliśmy się w obszczanym, kompletnie mokrym łóżku. Niestety, to chyba ostatnie dni Wilkusia:(

I jeszcze wycięty w pień las, zaraz przy wejściu, gdy idzie się drogą z Domku, a ja pytam, czy las musi być fabryką? Musi?

Tak w ogóle 17 czerwca mieliśmy dziesięciolecie zawarcia . Tylko co z tego. Po pierwsze zapomniałam;) Po drugie byłam w Warszawie. Po trzecie budowa nie napawa romantyzmem;) Ale warto tam zajrzeć! Jacy byliśmy piękni i młodzi… I my… I Belfik… I znajomi…

Jak wróciłam, facelia zakiełkowała po ulewach!

No i Ksenia zaległa! Już ma 5 tygodni, ale tu zdjęcia starsze, najfajniejsze:

elegantka z 21 maja

z mamą i bratem 22 maja

wrzeszcząca z bagietkami z 25 maja

mała z dużym 8 czerwca

królewna z 9 czerwca

i urocze z biedronką z 10 czerwca

Po powrocie:

Dzisiejsze z drogi do Domku na górce w celu podlania kwiatów

Belfegor tuż po moim powrocie. Wczoraj coś mu było, chodził w kółko, dyszał chyba z bólu, pewnie bolał go brzuch, dopiero późno w nocy zasnął. Dziś w tym upale poszliśmy tylko na plażę gminną, a potem się ochłodzić na naszą. Zwłaszcza że Lodzia z tego szaleństwa najpierw z ukochaną Doris, a teraz z ukochaną Olą, znowu cierpi na kręgosłup:( Komórki macierzyste w drodze.

No dobra, to wróćmy do Oli! Oczywiście nastała era bukietów, miłości Lodzi i pięknych zdjęć ajfonem. No i była Noc Kupały. Bo co tu będziemy ściemniać. Ola jest wolna, a wolna nie chce być. Ja tego nie rozumiem. Tyle fajnych kobitek chodzi po świecie bez chłopa, gdzie ci faceci mają oczy!?? No więc uplotłam Oli wianek, daliśmy mu wspomaganie w postaci styropianu, tilajta w ramach światełka, poszliśmy na plażę gminną, bo po ulewie na naszą dojść się nie dało nie będąc w całości zmoczonym, i wianek za sprawą Oli popłynął po jeziorze. Obawiam się jednak, że tylko jakiś jeleń mógł go przechwycić:)
A oto współczesna wersja puszczania wianków:)

Przed puszczaniem wianka Ola zaklinała psy:

więcej większych w albumie Odwiedziny Oli i Noc Kupały

Zdjęcia z cyklu „ja tobie a ty mnie”:

a taka to była noc!

Przed Nocą Kupały był mecz z Ukrainą. Robert, Andrzej i Ola oglądali, żarli czipsy i pili kolę, a ja pracowałam w Olecku. Na szczęście nie cierpiałam z tego powodu, nerwów mam dość i bez meczów;) Za to Gucio, Magda z Ksenią i Borys oglądali mecz na żywo! Pojechali do Marsylii tuż przed meczem i za pół darmo kupili bilety od koników, którym zależało, by z biletami nie zostać. Fajna rzecz dla Gucia zobaczyć zwycięski mecz polskiej drużyny na Euro!

Na drugi dzień zawadzcy kibice z Lodzią i Zenkiem, ale bez Roberta, poszli na grzyby:

Belfegor tylko odprowadzał:)

Nazbierali kurek, które potem, w baraku budowlanym, Andrzej upichcił z makaronem. Miło jest dostać obiad po pracy i tuż przed!
No i zdjęcia Oli:

których więcej w albumie Zdjęcia Oli

to ja, jakby kto pytał

A co poniektórzy wciąż prężą co mają, ale dziś Wam daruję niektórych;)

tak bywa ostatnio nad nami…:(

Komentarze

k., 2016/06/23 23:48
Ładnie się moje chłopaki bawią ;-)
ania, 2016/06/24 08:16
wszystko pod kontrolą!:)
ola z Katowic, 2016/06/24 13:25
Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody... Dobrze, że nie puściliśmy z dymem lasu nad jeziorem :)
Monika, North Carolina, 2016/06/25 05:04
Piekne truskawki dostalas. Wygladaja na prawdziwe, nie-GMO. Az zazdroszcze smaku i zapachu! U nas bywaja tez takie prawdziwe, slodziutkie; sprzedaja je farmerzy przy malo uczeszczanych wsiowych szosach. Dosc drogie sa wtedy, ale zawsze kupuje duza skrzynke. Bo truskawki z supermarketow zazwyczaj sa wielkosci piesci, czerwoniutkie, b. tanie i nie psuja sie nawet po 2 tygodniach w lodowce. Za to smakuja jak woda.
Ksenia sliczna dziewczynka, a Gucio juz prawie dorosly brat. Ach... dzieci (i dlugi) to rosna i rosna!
Czerwcowa noc chyba tylko jeszce w PL sie swietuje z wiankami na wodzie? Czy jeszcze gdzies indziej?
Zdjecia Oli - przepiekne!
ania, 2016/06/25 11:25
Może na Litwie? To słowiański zwyczaj. Znajoma pisała, że w Toskanii w noc świętojańską zalewa się wodą płatki kwiatów, a potem rano przemywa tym twarz, żeby być wiecznie pięknym i młodym. Napisała po, więc dopiero za rok się odmłodzę;)
ola z Katowic, 2016/06/25 15:07
Cała Skandynawia świętuje ....
Monika, North Carolina, 2016/06/26 10:16
Ooo, to ciekawe. Nie mialam pojecia.
Wianki wija i do rzeki rzucaja?
Skomentuj:
IVQJK
 
 
odwiedziny_oli.txt · ostatnio zmienione: 2016/06/25 09:10 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika