16 września 2010

Ostateczny koniec sezonu

W poniedziałek wróciłam z Warszawy, gdzie w ramach pachnienia (patrz komentarz Egretty ) przez cztery dni oddawałam się różnorakiej pracy i wiecznemu doszkalaniu się, i dotarło do mnie, że to KONIEC. Już się nie wykąpię w jeziorze, suchą nogą nie pójdę do lasu, a za chwilę pensjonat będzie pusty i głuchy.

I stało się. Od dziś wszystkie pokoje wolne. Mamy jeszcze najazd gości w pierwszy październikowy weekend, pewnie jeszcze ktoś do nas zjedzie, ale w zasadzie to OSTATECZNY KONIEC SEZONU. I gdyby nie pogoda i to, czego zapowiedzią jest ten koniec, nawet bym się ucieszyła z tej chwili spokoju.
Pora na podsumowanie. I znowu zacytuję Egrettę: ”… ale i tak jesteś silna „baba” ;) skoro dajesz radę temu całemu zwierzyńcowi, gościom, (którzy przecież jak znam życie też czasem mają różne humory ) i przeciwnościom losu wszelakim…” Cytuję, bo w zasadzie na temat gości złego słowa powiedzieć nie mogę. Jak zwykle zestaw był podobny, wszyscy prawie „z tej samej bajki”, z niektórymi utrzymujemy kontakt, niektórzy wciąż nas odwiedzają - w niusach. Po niektórych zostały miłe pamiątki:

obrazek Marcela z Gdyni (też filcowe tulipany jego mamy i panienka)

i obrazki Moniki z Bydgoszczy

Zostały znaczące zdjęcia

Byli też goście tacy sami inaczej:) Np. państwo, którzy przywieźli ze sobą chyba cały dom:), siedzieli na własnych krzesełkach, mieli własny stolik, spali pod własnymi kołderkami… Albo pan, który przywiózł cały bagażnik zanęty dla ryb, po czym wyciągał zdumiewające okazy (nigdy takich w naszym jeziorze nie widzieliśmy), robił im zdjęcia (które wysyłał esemesem do teściowej:)) i wypuszczał z powrotem.
Podejrzane byłoby jednak, gdyby raz na sezon nie przyjechał ktoś, kto czyni lekki zgrzyt w naszej pensjonatowej sielance i tu Egretta ma nieco racji, ale tylko nieco, bo jak przelecimy pamięcią po sezonach, to poza chyba dwiema osobami w naszej pensjonatowej karierze, z którymi nie szło się dogadać już mejlowo czy telefonicznie, do tej pory zdarzyły się tylko dwie nieudane gościny, w tym jedna ze ściąganiem przez policję opłaty za nocleg. Tak się nieszczęśliwie składa, że do tej pory w Zawadach oszukali nas dwa razy (drugi raz dotyczył niedopłacenia za kupioną deskę) ludzie pomagający ludziom - jedni i drudzy jeżdżą z terapeutycznymi spektaklami do małych miejscowości, po zakładach karnych i różnych ośrodkach pomocy społecznej (z racji zawodu wiem, że gdzieś ta nikczemność, którą próbują w innych leczyć, musi być w nich, a my padliśmy jej ofiarą). Nie lubię, gdy nocują u nas będący tylko przejazdem, traktujący nas jak bezosobowy, tani hotel - właściwie wciąż powtarzam, że takich „nigdy więcej” bo tylko kłopot, ale gdy posezonowa bieda nas przyciśnie, znowu się dajemy omamić mamonie. Inną kategorią są, znani wszystkim oferującym noclegi, goście roszczeniowi, którzy zawsze chcą czegoś, czego dostać nie mogą, którzy uważają, że ich nie dotyczą ustalenia te co innych, żądają specjalnego traktowania i nie szanują faktu, że sezon mamy tylko jeden, że nie prowadzimy działalności charytatywnej, lecz żyjemy z gości i jeśli nie wywiązują się z umowy, to my ponosimy straty, których już nie odrobimy. Tacy na szczęście odpadają już w przedbiegach, tylko żądają zwrotu całej zaliczki bez względu na wcześniejsze ustalenia i nieco trzeba się podenerwować. Ale zdarza się, że zostaje kiepski wybór - obstawać przy ustaleniach i mieć skwaszonego gościa na podwórku, albo ustąpić a potem udawać, że nie jesteśmy na jego widok skwaszeni. Na pewno znacie takie układy. Nie są przyjemne. I ciekawe, że takie osoby wolą postawić na swoim, jakby nie zdawały sobie sprawy, że z góry zapewniają sobie brak sympatii i wymuszony kontakt. Skąd te przykre wywody po tak świetnym sezonie? Ano z powodu pewnego komentarza. Na szczęście moja strona www, więc mam prawo usuwać, co mi się nie podoba:) chociaż z ręką na sercu to pierwszy niebełkotliwy komentarz, który usunęłam, przynajmniej z miejsca, gdzie wprowadzałby w błąd tych, którzy dopiero przymierzają się do pobytu u nas, czyli pod Informacjami o pensjonaciku . Komentarz był taki:
„Cisza i widoki owszem. Czysto. Jeśli ktoś lubi długie samotne spacery po łąkach i wędkowanie będzie zadowolony. Szkoda tylko, że mimo dłuższego pobytu nie udało się nam posmakować wiejskiego chleba. Nie należy też za bardzo liczyć na dostawę ciepłych dań i sera wiejskiego - dostawcy nie zawsze znajdą czas lub nie zawsze im się opłaca i wtedy czekacie na próżno. Obiady trzeba robić samodzielnie. Przy wejściu do jeziora jest trochę za mało miejsca na plażowanie. Jeśli jest ładna pogoda, nie ma gdzie posiedzieć na powietrzu, bo na werandzie przy pracowni jest tylko miejsce dla 4 osób. Zwierzaki przyjazne. Sympatyczne miejsce na kilka dni odpoczynku od stresującego miasta.” Taki komentarz z cyklu „Podobało mi się, ale nie byłabym sobą, gdybym się nie przyczepiła”:)
No cóż… rzeczywiście, w tym roku nawaliliśmy z pieczeniem chleba. Po pierwsze Robert wciąż jeździ do Warszawy pomagać dzieciom w remoncie, po drugie najpierw było jeżdżenie i załatwianie kredytu, potem ogarnianie nowego domu, potem sianokosy, a lojalnie uprzedzaliśmy na stronie, że gdy się akurat wali i pali, to chleba nie będzie, a każdy w te wakacje widział, że Robert gania jak w ukropie. Jak raz w końcu przystąpił do wypieku, okazało się, że w upały chleba piec się nie da, więc pod koniec lipca pojawiła się informacja, że przy wysokich temperaturach na dworze, na chleb nie ma co liczyć (kuchni wtedy zamknąć się nie da a przeciągi wychładzają piec chlebowy). Z racji że, jak życie pokazało, w sezonie nigdy nie ma czasu, informacja na temat chleba została definitywnie zamieniona na „Poza sezonem, Ci z Państwa, którzy będą u nas co najmniej tydzień, mogą mieć pewność (ci, co krócej, tylko nadzieję :)), że Robert upiecze dla nich w naszym piecu chlebowym pyszny chleb.” No i teraz dotrzymujemy przyrzeczenia, a tych wszystkich, którzy przyjechali do nas głównie dla chleba:) i rezerwowali przed wakacjami pobyt ze względu na tenże chleb:), czyli przed zmianą informacji, stokrotnie przepraszamy i zapraszamy po sezonie na podwójną porcję! Bardzo pokrzywdzonym możemy wysłać następny chleb priorytetem, proszę więc nadsyłać adresy do wysyłki:)
Co do pozostałych zarzutów, to, hmm, nie wiem, co powiedzieć, chyba tyle, że jak się czyta w opisie i widzi na zdjęciach, gdzie się jedzie, to trudno, żeby okazało się inaczej. Swoją drogą najlepszym komplementem, a słyszeliśmy go w to lato kilka razy, jest, gdy mówią nam, że są po raz pierwszy w takim miejscu, w którym wszystko zgadza się z opisem na stronie. No więc w wiacie jest 5 wygodnych miejsc, co widać na załączonym zdjęciu

16czerwca2010_059.jpeg

ale nieraz bywało, że 6 i więcej osób się mieściło (dla ułatwienia dodam, że w pensjonacie jest 6 miejsc), bo sobie rozkładały stołeczki.

Kanapa jak widać jest co najmniej dwuosobowa:)

Poza tym jest ławka pod naszym domem, miejsce przy ognisku, no i dla chcącego nic trudnego rozłożyć sobie kocyk (są w szafach, jakby ktoś nie miał własnego) na trawie

jak Aurelia z Moniką

Co do plaży, to nikt nie oszukuje (widać jak wół na zdjęciu w pensjonatowych informacjach), że linię brzegową z wygodnym dostępem do wody mamy krótką, bo nie jesteśmy tak bezczelni jak sąsiedzi, nie niszczymy brzegu, nie karczujemy drzew i nie budujemy nielegalnych pomostów, a poza tym kto powiedział, że plaża to tylko miejsce, gdzie można leżeć mocząc nogi w jeziorze. Sama plaża jest duża. W końcu, gdy się jedzie nad morze, też fale nie obmywają kocyka, lecz leży się na ogół kawałek od brzegu. No i nie przypominam sobie, żeby ktoś z naszych gości miał problem z korzystaniem z brzegu po stronie sąsiadów, bo jako się rzekło 6-8 m od linii brzegowej jest ogólnego użytku, czego dowody:

najbardziej żywy dowód - Gucio * (odniesienie do gwiazdki na dole)

A poza tym, jak komuś mało miejsca na naszej plaży, może korzystać z plaży gminnej! Ale najbardziej zadziwił mnie zarzut, że obiady trzeba robić samodzielnie. Czy gdzieś jest napisane, że robimy obiady?? Układ „z panią ze wsi” polega na tym, że dajemy gościom kontakt i jak chcą korzystają, jak nie chcą, gotują sami. Problem w tym, że to układ między gośćmi a osobą, która gotuje i przywozi. Nie wtrącamy się, choć gdyby były jakieś duże problemy, zawsze można nam to zgłosić i poprosić o interwencję, zamiast anonimowo nas obsmarowywać. No a już za panią we wsi obok, która robi ser, to naprawdę nie możemy odpowiadać. Krów pani ma ograniczoną ilość i czasem sera nie starcza dla wszystkich (a ser naprawdę pyszny i chętnych jest wielu w okolicy), albo coś się skwasi nie tak, i w ogóle go nie ma. No tak, ale jak ktoś musi się czepiać, bo taką ma naturę, albo jakąś ma zadrę w sercu niewypowiedzianą, to rady nie ma…

Kończąc temat sezonu, wspomnę jeszcze o gościach czworonożnych i nie tylko. Bo zjechało do nas kilka psów, z którymi na ogół stosunki były niezłe, tylko ostatnio Ajsza nie podpasowała Lodzi, ale w końcu trudno Lodzi się dziwić, bo tak dziwacznej suczki nigdy nie widziała:)

Był też m.in. 15 letni kundelek Graffi, zwany Grafikiem, suczka Lady, w sam raz dla Piesa (to ta, z którą leży w wiacie) oraz…

pupilek syna Aurelii - rosiczka na wiejskie muchy:)

Dawid zadziwił nas także…

Herbaciarnią Pod Żurawiem (a herbaty serwował wyśmienite!)

A na koniec wspominek o sezonie typowo jesienne klimaty:

Kanie na naszej łące wielkie jak berety:

nasze schaboszczaki na obiad

a tu już na patelni - specjalnej, żeliwnej ze Szwecji, którą Robert zakupił w ramach posezonowego szaleństwa, po utarczkach z naszą obdrapaną teflonową. Jeść musieliśmy na talerzach od pizzy!

Przyjechało drewno na opał (teraz Robert rąbie co popiłował)

Exodus myszy do domu, Wilkuś dwoi się i troi:

Jedna tysięczna śliwek z naszych drzewek nie zmarnowała się, tylko poszła na powidła:

drylowaliśmy je cały dzień, bo to najlepsze śliwki na powidła, ale mają nie odchodzące pestki:(

A jak nie ma co włożyć do garnka, trzeba skoczyć za płot pod nasze sukcesyjne sosenki:)

A na koniec dobra nowina. Nasze nowe koty po dwóch dniach nieufności nauczyły się korzystać z kociego okienka, które Robert wstawił im do króliczej budki, zanim będą miały lokum w piwnicy. Przynajmniej deszcz im nie zacina do domku.

I Burasek w całej rozciągłości:


* Ponieważ ten fragment stał się dowodem sąsiada w sądzie i jedynym usprawiedliwieniem dla łamania prawa wodnego i niszczenia brzegu jeziora leżącego w obszarze Natura 2000, a liczni świadkowie Jehowy tym fragmentem się onanizują, zapraszam tych, którzy są odważni, by poznać wersję inną od jedynie obowiązującej, do wpisu Ostatni raz o łamaniu prawa przez naszych sąsiadów świadków Jehowy i ich prawdziwym obliczu

Komentarze

k., 2010/09/16 19:56
cytowany wyżej komentarz sugeruję olać, a ja tęsknię za Wami;-) Jak zdążę, to się przyłożę do drewna na opał:-)
Piotrek T., 2010/09/16 21:32
Kochani. Ciągle mam nadzię, że Was odwiedzę w tym roku (ale ja nie jestem upierdliwy, mam swój śpiwór, nie narzekam na jedzenie, nie narzekam na pogodę, nie narzekam że za ciepło, nie narzekam że za zimno, lubię moich przyjaciół psów, itp. itd.). Pozdrawiam
Tess, 2010/09/17 08:04
A ja i tak uważam, że Wasz pensjonacik jest fantastyczny! A niejedno " agro" już w życiu widziałam! Pozdrawiamy najserdeczniej.
Ola z Katowic, 2010/09/17 10:39
Pier....lić niezadowolonych. Zawsze sie znajdą!
Egretta, 2010/09/18 22:57
Tylko pozadrościć gości, którzy sie pięknie "wstrzeliwuja" w klimat. I dobrze, że tych roszczeniowych nie ma zbyt wielu a tacy, co to przyjeżdżaja bo cytuję "modne są teraz zadupia" i chleja od rana do wieczora nie wiedzac co innego można na tych z....piach robić sie nie zdarzają. Pozostaje mi wiec u schyłku tego sezonu zyczyc następnych niemniej udanych. Pozdrawiam ciepło. No i jeszcze ja w kwestii sera i krowy jesli mogę. Kto widział, żeby człowiekowi na wsi sera brakło, skandal!!! Krowy z tak małym przerobem powinny sie podac do dymisji. Natomiast panstwu, którym miejsca do siedzenia brakło polecam wzór wziać z innych w/w letników i własne meble ogrodowe przywiezc przezornym będąc. Żal mnie tylko ściska, że sama póki co nie moge do Zawad przyjechac, żeby choc troche ponarzekac np , że to niesprawiedliwe, żebym ja powidła sliwkowe kupować musiała a tu sie tyle dobra zmarnować musi :) Buziaki
zośka, 2010/09/20 10:19
A ja przeczytałam ten wpis - i nie wiem, z jakiego powodu wzburzenie :) Jeśli coś miało być, a nie było - to czemu o tym nie napisać? Zresztą wpis wg mnie nie był krytyką, a opisem sytuacji zastanej. Przecież nie da się, żeby były same achy i ochy...
ania, 2010/09/20 12:05
Nie chodzi o ochy i achy, tylko o ton. Ale niektórzy go nie słyszą, zwłaszcza gdy go bezwiednie używają:) Ten komentarz mógłby wyglądać zupełnie inaczej, np. tak: „Cisza i widoki piękne. Czysto. Jeśli ktoś lubi długie samotne spacery po łąkach i wędkowanie będzie zadowolony. Szkoda tylko, że nie było pana Roberta i nie udało się nam posmakować wiejskiego chleba. Czasem szwankuje dostawa ciepłych dań i sera wiejskiego, ale to już nie wina gospodarzy. Plaża mała ale fajnie że jest. Zwierzaki przyjazne. Sympatyczne miejsce na odpoczynek od stresującego miasta.” Inaczej brzmi? Inaczej:)
zośka, 2010/09/21 12:36
Oczywiście że inaczej, ale na to już nie ma się raczej wpływu :) Znaczy czasem się ma, ale już nie w momencie pisania przez kogoś komentarza :) Ja w dalszym ciągu nie mogę się doszukać "tonu" w cytowanym komentarzu, ale myślę sobie, że to dlatego, że nie jestem zaangażowana emocjonalnie w pensjonacik, w przeciwieństwie do jego właścicieli :) Cóż, jeszcze się taki człowiek nie urodził, co by każdemu dogodził. Ważne, żeby tych mniej zadowolonych była mniejszość, a tak przecież jest, prawda?
kasia, 2010/09/23 10:50
a ja widze ten ton, choc wlascicielem nie jestem:-) gdy ktos konczy zdanie stwierdzeniem 'owszem' to oznacza ze z kims dyskutuje i w dalszej czesci wypowiedzi ma odmienne zdanie. nie zgodze sie takze, ze komentarz 'tylko zawiera opis stanu zastanego', skoro wiadomo gdzie sie jechalo i ogladalo strone - gdy sie jedzie do lasu, to nie powinno pisac sie potem'wszystko ladnie, ale gdzie ta pustynia' Intencje widac tez po tym, gdzie tego typu uwage zamieszczono - tam, gdzie w pierwszym rzedzie zaglada potencjalny klient. mam podejrzenie, ze to zoska napisala tn komenrtarz i teraz sie broni:-)pozdrawiam :-)
zośka, 2010/09/24 16:31
Zapewniam że to nie ja, ja nawet nie byłam nigdy w Zawadach :) ale to już mógłby tylko i wyłącznie udowodnić administrator strony stwierdzając na przykład inne numery IP mojego i osoby piszącej tamten komentarz :) A swoją drogą - teraz tam musi być pięknie w takim wczesnojesiennym słońcu!
ania, 2010/09/24 17:01
Owszem, jest pięknie! W takim razie trzeba to nadrobić! Zapraszamy:)
filcowa beata:), 2010/09/23 11:27
Nawet najbardziej brutalną prawdę można powiedzieć w łagodny sposób. Grzeczność jest dowodem inteligencji serca. ( bruno ferrero) pozdrawiam beata:)
Tomek, 2010/09/28 14:50
Pozdrowienia od Pana z pełnym bagażnikiem zanęt , jak będzie trochę wolnego czasu to za rok znowu przyjadę z żoną :) pozdrowienia
ania, 2010/09/28 15:54
:) serdecznie zapraszamy! to najlepsza rekomendacja!:)
asia , 2010/10/03 22:05
Mieszkam całkiem niedaleko ,bo w Olecku,ale nie wiedziałam,że istnieje u nas miejsce,gdzie czas można nakreślić niebieską farbką i ... powiesić na płocie jak wypalony w piecu garnek. Pozdrawiam serdecznie z Olecka.
ania, 2010/10/03 22:12
Zapraszamy! Zawsze można wpaść do galerii, a od maja znowu na warsztaty!
Aurela, 2010/10/04 06:44
Wspominamy z łezką w oku:) Bez dwóch zdań wracamy w przyszłym roku:))))))
mad01, 2010/10/18 13:29
Pani Aniu, zabiorę głos w sprawie bo domyślam się kto jest autorem nieszczęsnego jak sie okazało komentarza.Wyobrażam sobie, że niezbyt pochlebne opinie o ukochanym dziecku jakim jest pensjonat - są dla Państwa bolesne. Ale ja sądzę , że autor komentarza ma trochę racji. Mnie akurat pichcenie na wakacjach nie przeszkadza ale jeśli 2 lub co gorsza 3 niezwiązane ze sobą pary ludzkie postanowią gotować obiad o tej samej <> porze na 2 - palnikowej kuchence to może być niezręcznie....Poza tym plaża rzeczywiście jest zbyt mała i przebywanie na niej jednocześnie wielu osób daje wrażenie , że jesteśmy we Władysławowie a nie w zawadzkim zaciszu. Przechodzenie do kuchni poprzez zamykana furtkę również jest dośc kłopotliwe.Myślę rownież , że nawet dla małżeństwa z 25-letnim stażem 2cm szpary w drzwiach do łazienki i tolaety - to przesadna rezygnacja z intymności. Jeden machnie na to ręką, drugi na nastepny rok poszuka innego lokum. A Pani może wyciąć wpisy albo coś starać się zmienić.... poza tym serdecznie pozdrawiam.
ania, 2010/10/18 15:39
Wpisów jak widać nie wycinam, tylko zamieszczam tam, gdzie nie wprowadzają w błąd nowych gości (np. informacja, że można nie dostać obiadu, jak się okazało po próbie ustalenia, jak to się stało, że ktoś nie dostał, była fałszywa - nie ma i nie było takiej sytuacji pod warunkiem, że obiad zamówi się dzień wcześniej, o czym goście są informowani). Myślę też, że wszystkie te "problemy" można było rozwiązać, np. zawieszając ręcznik na drzwiach łazienki w nomen omen "romantycznej dwójce", skoro ktoś jest wstydliwy, rozpalając w kuchni na drewno, skoro palników mało (główną kuchnią jest u nas kuchnia kaflowa, ta 2-palnikowa to tylko ukłon w stronę "leniwych" gości) lub ustalić z drugim pokojem o której chce się robić obiad (3 niezależne pary to latem niemożliwe, bo apartament nie jest rozdzielany w sezonie), zgłosić, że mało miejsca do siedzenia w wiacie, wtedy damy leżaki, skoro siedzenie na ławce nie odpowiada, itd, itp... Takie uwagi nie tyle są bolesne, co wkurzające, bo można z nami porozmawiać będąc w Zawadach i zgłosić swoje uwagi i wtedy mamy szanse je rozwiązać jeśli rozwiązywalne, albo prosić o wybaczenie, że kuchni nie dało się zbudować z wejściem z pensjonatu - musi być albo za furtką, albo nie byłoby jej wcale, że plaża rozumiana jako pas przy samej wodzie nie może być większa, z wyjaśnionych już powodów, a na panią od sera i jej krowy nie mamy wpływu:) oraz zadbać, by informacja na stronie była jeszcze bardziej precyzyjna. Ale oczywiście Ci, którzy mają większe wymagania, niż jesteśmy im w stanie sprostać, następnym razem nie przyjadą - i dobrze, bo przebywanie z niezadowolonymi gośćmi nie jest miłe dla żadnej ze stron. Również pozdrawiam.
Monika, North Carolina, 2010/11/29 04:53
No to i ja tu sie wtrace, choc nigdy w Zawadach Oleckich nie bylam. A i zapewne nigdy tam nie bede (choc wiem, ze nigdy nie nalezy mowicv nigdy). Mam dlugi, leniwy weekend z okazji Swiat Dziekczynienia, wiec nadrabiam lektury zawadzkie. I widze, ze tu setnie mozna sie ubawic lektura. Bo wiejska cisza i widoki to bylo za malo dla "zoski". Niedobrze tez bylo, ze czysto. Pewnie, kurcze pieczone, bylo za czysto!!! - ze tak powiem... Wiec "zoski" do krowich niedomogow serowych sie przyczepiaja. Acha, i ze przez furtke ZAMYKANA trzeba przejsc! Koniec swiata. To juz niczym czolgac sie pod drutem kolczastym. Pewnie cale 2 minuty sie idzie, a moze nawet i ze 3? MAKABRA! Windy Pod Tulipanem tez pewnie nie zalozyli, wiec jak na te plaze dotrzec? Ja bym naslala na cale to Olecko i powiat (jest tam jakis powiat, czy gmina, bo chyba jeszcze nie wszystko w Polsce sie zamerykanizowalo, prawda?), a wiec naslalabym inspektorow sprawdzajacych co do slowka - co sie zgadza z reklama wypoczynku, a co jest jedynie licentia poetica wlascicieli pensjonatu. A pod te wiate wstawic proponuje 6 rzadkow foteli z jakiegoas prowincjonalnego kina. Bileterki zatrudnic, zeby przedzieraly bilety i sprzedawaly drazetki w kiosku. Od razu bedzie porzadek i mniej rozczarowan.
Skomentuj:
SHZVT
 
 
ostateczny_koniec_sezonu.txt · ostatnio zmienione: 2018/05/05 10:42 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika