Ostatni raz o łamaniu prawa przez naszych sąsiadów świadków Jehowy i ich prawdziwym obliczu

napisane głównie 5 maja 2018, uzupełniane, bo niestety wciąż jest czym :(

Tak, wiem, takimi wpisami w niusach psujemy swój wizerunek i zniechęcamy do siebie ludzi zwących się tolerancyjnymi.
Tolerancja to niestety wyświechtane, nic nie znaczące słowo, jeśli sprowadza się do przymykania oczu na prawdę. Jeśli je otworzysz i nadal zgadzasz się, by ludzie w imię swoich poglądów czy wiary krzywdzili ludzi i zwierzęta, niszczyli przyrodę, uznawali się za najważniejszych, jedynych, którym się należy… to nie jesteś tolerancyjny tylko głupi. Prawdziwa tolerancja opiera się na zrozumieniu, a nie na godzeniu się.
Tak, rozumiem, że świadkowie Jehowy indoktrynowani od urodzenia, izolowani od prawdy o świecie i zwyczajnych ludzi, zastraszeni ostracyzmem nie są w stanie pewnych rzeczy zrozumieć i kurczowo trzymają się swojej wizji świata, a raczej jego końca. Współczuję im, choć są nieświadomi, tak jak współczuję „szczęśliwym” ludziom w Korei Północnej. Ale nie zgadzam się, by niszczyli i krzywdzili nas, nasze życie, zwierzęta, przyrodę, krajobraz… w imię, prawdopodobnie mylnie interpretowanych, przekonań religijnych oraz problemów emocjonalnych, które się wpisują w ich wiarę. Również nie zgadzam się, ale nic z tym nie mogę zrobić, na to, co czynią swoim dzieciom. Tak samo potępiam judaizm za ubój rytualny, islam za traktowanie psów i parę innych rzeczy, katolicyzm m.in. za traktowanie przyrody i zwierząt jako rzeczy podległe ludziom, za niszczenie młodych umysłów poczuciem winy za naturalne zjawiska rozwojowe, za nieakceptowanie homoseksualizmu. I nie ma to nic wspólnego z brakiem tolerancji. Tyle tytułem wstępu.

Do tego wpisu skłoniły mnie komentarze pod tym filmem (w tym jednej pani, również śj) które ukryłam. Ale są tu:

Brakuje tylko ostatniego komentarza tej pani: „staram się być obiektywna…konflikt jaki pani tu przedstawia jest tylko z jednej strony. Zaglądam tu bo byłam u państwa raz a szukam miejsca na kilka dni. I z tego co widzę to ze nie można tu nic napisać co jest nie w smak pani. Proszę skasować moje komentarze. Choć mam jedno pytanie …nie jest pani przypadkiem krewną pani Krystyny Pawłowicz?”

Fanpage nie jest właściwym miejscem do rozpisywania się o tym, co czynią nasi sąsiedzi. Wystarczająco już odstraszyli i odstraszają nam gości, my również to robimy naszym stanem psychiki wywołanym przez sąsiadów.
Zgadza się, nie jesteśmy bez winy. Cała nasza wina pochodzi z czasów, gdy prawo wodne brzmiało inaczej i kierując się tym starym prawem nie uznawaliśmy terytorialnych zapędów naszych sąsiadów. Wtedy jeszcze nie rozumieliśmy, co to znaczy być świadkiem Jehowy, jaką ma się paranoję na punkcie swojej enklawy, jakie potrzeby odgradzania się od reszty świata i czynienia idealnego „raju” wewnątrz. Nieważne czyim i czego kosztem. Jednego roku, osiem (!) lat temu, podczas wielomiesięcznej nieobecności sąsiadów nasi goście zapuszczali się na drugą stronę ogrodzenia w przekonaniu, że brzeg jeziora jest dobrem wspólnym. Kością niezgody stał się również nielegalnie postawiony przez sąsiadów pomost z którego dwie osoby łowiły ryby a zaatakowane przez sąsiada odwdzięczyły się pyskówką. Pomost zbudowany był bez pozwolenia, więc nie istniał legalnie a ludzie ci słusznie uznali, że zgodnie z prawem mogą przebywać na terytorium wody należącej do państwa, nawet jeśli ta woda leży na gruntach prywatnych. Od tamtej pory, od ośmiu lat (piszę to latem 2018 r.) nikt z naszych gości nie wchodził na posesję sąsiadów! Tymczasem ta historia powtarzana jest wszem i wobec jako uporczywie powtarzająca się, przed którą należy się wciąż bronić i rozgłaszana przez krewnych i znajomych królika.

Ani razu wtedy sąsiedzi nie przyszli powiedzieć, jak bardzo im na tym zależy i dlaczego, pewnie byśmy zrozumieli mimo niechęci do ich zapędów zagarniania wspólnej przestrzeni (mam w tym momencie na myśli wodę jeziora). Wtedy niestety już byliśmy świadkiem niszczenia przyrody i podporządkowywania jej ich wizjom raju, więc rzeczywiście mogło to być trudne - porozumienie w tej sprawie. Już wtedy byliśmy na dwóch biegunach rozumienia na czym polega dobro natury.

Nasadzenia w jeziorze roślinności nigdy tu nierosnącej (a po tym, jak wypłycili wodę przy brzegu nasypaniem do niej piachu przez co zbyt szybko się nagrzewa, roślinny te stały się siedliskiem gnijących glonów), rozłożenie czarnej agrowłókniny na brzegu pod którą ginie wszelkie życie i nasadzenia krzaków i choinek tarasujących swobodne przejście, które należy się każdemu w imię nowego prawa wodnego, było jedynym, poza krzykami sąsiada na wędkarzy, i tabliczkami „teren prywatny” akurat w miejscu, gdzie powinno było być przejście, co sąsiedzi zrobili w imię „porozumienia się” w sprawie przebywania na brzegu jeziora. Należy przypomnieć, że nasi goście po 2010 roku czyli na długo przed zagrodzeniem przez sąsiadów przejścia, nie przebywali na ich terenie.

Ten jedyny fakt, nasz jedyny udział w całej tej ciągnącej się od lat historii łamania prawa i manifestacji sąsiedzkiej siły, stał się koronnym dowodem w sądzie podczas rozprawy na temat psów puszczonych wolno na pas przybrzeżny i jego zagrodzenia. Rozprawy, która wspomnę, skończyła się uniewinnieniem sąsiadów tylko i wyłącznie z powodów proceduralnych. Jest również argumentem, którym podpierają się znajomi sąsiadów a także wszyscy świadkowie Jehowy, którzy inaczej musieliby zweryfikować swój stosunek do swojego brata i siostry i wykluczyć ich ze swojej wielkiej rodziny.

W tym miejscu przypomnę o najważniejszej rzeczy: wciąż sąsiadów obowiązuje nakaz rozbiórki ogrodzenia po obu stronach ich posesji nad jeziorem.

Przez ponad dwa lata nie zastosowali się do niego. Odwołania w sądach nie zwalniają z obowiązku respektowania nakazów urzędów państwowych. Zresztą pierwsze odwołanie od nakazu zostało oddalone 30 marca 2017, a ostateczna decyzja w NSA oddalająca skargę kasacyjną zapadła w czerwcu/lipcu 2018. Mimo to sąsiedzi do września 2018 nie poczynili żadnych kroków w kierunku likwidacji ogrodzenia po obu stronach posesji.

Obrona sąsiadów zasadzała się na luce prawnej pomiędzy prawem wodnym a prawem własności (ziemia sąsiadów tak jak i nasza wchodzi wgłąb jeziora). I na tym, że jezioro ma niejasny status - nie bardzo wiadomo, kto jest za nie odpowiedzialny. Wykorzystuje również źle skonstruowane Prawo Wodne i przeobrażenia instytucji odpowiedzialnych za wody w Polsce. Prawo wodne mówi jednak jasno o zapewnieniu bezpieczeństwa nad wodami publicznymi. To jest woda publiczna i MUSI BYĆ UDOSTĘPNIONY PAS PRZYBRZEŻNY ORAZ ZAPEWNIONE NIM SWOBODNE PRZEJŚCIE ZE WZGLĘDÓW BEZPIECZEŃSTWA!

Wcześniej w komentarzu jakaś kobieta napisała, że się czepiamy, że ciągle nam coś nie pasuje i że komunikacja to taka fajna rzecz. Co do komunikacji, ta pozorna, uprawiana wcześniej przez sąsiadów sprowadzała się do przychodzenia do nas i obrażania się, gdy słyszeli, że nie postępują tak cudnie jak im się wydaje, a później, gdy już było bardzo źle, Robert dwa razy wzniósł się na wyżyny, poszedł porozmawiać „od serca” z sąsiadem, który nawet skłonny był przychylić się do pewnych próśb, ale nie sąsiadka (że tak było i o naszej dobrej woli w niusie Rozejm na urodziny). Problem w tym, że komunikacja miała prowadzić do tego, abyśmy my zrezygnowali ze wszystkich naszych potrzeb, a sąsiedzi z żadnych i byśmy się na to zgodzili.

Tak, to prawda, sąsiedzi tak nam zaleźli za skórę, że wszelkie przejawy ich obecności denerwują nas. Naszym największym marzeniem jest, by ich porwali kosmici z całą infrastrukturą;) Gdyby nie to, co robią od lat, pewnie przemilczałabym część rzeczy. Na pewno przemilczałabym zabawę przy muzyce disco grubo po 22.00, podczas gdy u nas goście w poszukiwaniu ciszy. Może nie krytykowałabym tak często Magdalenki i latarenek zaśmiecających elektrycznym światłem kosmos. Nie wiem, czy bym się powstrzymała przed krytykowaniem stylu życia, ale może robiłabym to bardziej sporadycznie;) Moja krytyka służy nie tylko odczmuchaniu się ze złości wzbudzanej przez sąsiadów, ale też pokazywaniu innym, co myślę, bo inne myślenie wzbogaca i po to ludzie się myślami dzielą. A myślę, że skoro nasi sąsiedzi nie umieją żyć bez miejskich usprawnień typu wybetonowany brzeg, latarnie nad wodą i skoszona na całej wielkiej powierzchni trawa, to po co się tu sprowadzili? Na wieś, pod puszczę, nad dzikie jeziorko? Czemu przerabiają to piękne, naturalne miejsce w wątpliwej urody posiadłość podmiejską? Czemu wolą warczeć różnymi pojazdami zamiast napawać się ciszą nad jeziorem i śpiewem ptaków? Czepiam się? Może. A może krytykuję nieumiejętność dostosowania się do miejsca, które się wybrało i niszczycielskie przerabianie go na swoją modłę. Potępiam takie postępowanie u wszelkich ludzi. A jednych z nich mam niestety tuż za płotem.

Nie wiem, co bym zdzierżyła, a czego nie, z tego co zaraz wymienię. Mogę rzeczywiście nie być obiektywna. Sami sobie oceńcie, co można tolerować, a czego się już nie powinno z tej listy pt:

Realizowanie swoich celów niezgodne z prawem lub zasadami współżycia z ludźmi, niszczące przyrodę, nasze życie, naszą działalność, naszą markę i narażające na złe imię Świadków Jehowy

Nieliczenie się z innymi ludźmi:

Jeżdżenie po wsi i okolicznych polnych i brukowanych drogach 100 km na godzinę oraz pozwalanie siedmioletniemu dziecku na prowadzenie samochodu po publicznej drodze.

Koszenie dużej mocy kosiarką całymi dniami, szczególnie w dni wolne od pracy, gdy mamy gości; także ludzie mieszkający we wsi skarżyli się na ciągły, monotonny hałas gdy jest pora wypoczynku.

Zbudowanie kamiennych rynien, którymi spływała zanieczyszczona woda z ich zbocza do naszego zejścia do wody (po naszej interwencji rynny zostały przesunięte, ale zostały ostre kamyki w wodzie, którymi wysypane było ujście rynny).

Rozbiórka (młoty pneumatyczne) a następnie budowa domu (od świtu sygnał cofającej koparki, piłowanie) podczas całego sezonu turystycznego od maja do później jesieni 2014 roku – budowa bez nadzoru, sąsiedzi ani razu nie przyjechali w jej trakcie aż do połowy sierpnia.
Hałas, robotnicy przeklinający łowiąc ryby nad jeziorem, wyrzucający śmieci za nasz płot i do wody, mycie wiader po zaprawie w jeziorze.
Zniszczona przez wiele miesięcy droga dojazdowa do posesji nad jeziorem i nad jezioro.
Wczesną wiosną sąsiedzi nie mogąc nią dostać się do swojej posesji, oraz robotnicy, transport i pojazdy używane w budowie rozjeżdżali pole rolnika ze wsi obok – naprawili tylko odcinek pod swoim domem, całą resztę drogi pozostawili nieprzejezdną aż do remontu drogi zrobionego przez gminę dopiero w połowie maja.

20 grudnia 2014 roku wstawienie siatki 3 m wgłąb jeziora (wg ustaleń komisji) i dodatkowe zagrodzenie szybko rosnącą wierzbą energetyczną i przez 2 sezony dużą łódką uniemożliwiając swobodne przejście brzegiem zapewnione prawem wodnym, swobodne korzystanie z wody przybrzeżnej nam, naszym gościom i naszym znajomym ze wsi, oraz zasłanianie otwartego widoku na jezioro.

tak było

a to stan z wakacji 2017

a cały przerażający obraz ewoluowania brzegu w albumie Nadjeziorna fantazja sąsiadów

Umieszczenie furtki z początku tak, że wychodziła na naszą posesję a nie na pas przybrzeżny, dodatkowo wypuszczanie wolno psów, które nadal straszą naszych gości przy brzegu i obszczekują pragnących ciszy i spokoju turystów.

Umieszczenie kamery monitoringu tak, że skierowana jest na naszą plażę i na jezioro przy naszym zejściu do wody. Film z monitoringu sąsiadów, który oglądaliśmy w zw. z jedną z rozpraw sądowych pokazał, że kamera filmuje niemal połowę jeziora, przeciwny i ten na prawo od niej brzeg - gdyby nie ohydna mata psująca krajobraz nad jeziorem (kolejny przejaw nieliczenia się z ludźmi) odgradzająca kamerę od naszej posesji, kamera filmowałaby także sporą jej część - kiedyś maty nie było i chcąc się przed tym uchronić zainstalowaliśmy parawan (dawno rozebrany), o którym poinformowane były odpowiednie urzędy. (Uzupełnienie: kamera w maju 2018 została przeniesiona na latarnię i gdy znikną liście na drzewach, będzie podglądać naszą plażę bez możliwości opuszczenia jej/zakrycia, jak to czyniliśmy z poprzednimi dwiema kamerami, obecnie także nas podsłuchuje)

Brak właściwego ogrodzenia dla psów, które włóczyły się przez rok po całej wsi i naszych łąkach, straszyły ludzi, w tym naszych gości i zagryzały zwierzęta, mimo iż sąsiedzi wiedzieli o tym (sami skarżyli się znajomym, że jeden z psów zagryzł 4 koty), pozwolili, by nasze koty były narażone na zagryzienie i tak się stało – pod koniec lipca 2015 r. psy zagryzły Białkę. Nasza propozycja, by zrobili niewidoczne ogrodzenie, skoro nie chcą stawiać płotu między domem a jeziorem (sprawę załatwiłby specjalny pastuch elektryczny dla psów zakopany w ziemi, który działa na zasadzie wyuczenia psa sygnału ostrzegawczego - psom zazwyczaj wystarczy jedna nauczka - gdy zbliża się do ogrodzenia, które może porazić prądem), rozwiązujące problem grodzenia jeziora i pilnowania psów, zostało wyśmiane i zostaliśmy oskarżeni o brak miłości do zwierząt. Psy wychodziły poza posesję sąsiadów bez dozoru jeszcze w lutym 2018.
Obecnie psy straszą ludzi plażujących i kąpiących się przy granicy z posesją sąsiadów a 21 lipca 2018 roku niemal zagryzły pieska naszych gości , siedzącego na naszej plaży.

(ten płotek z patyków, to nasz parawan do wytracania impetu, z jakim brytany mogłyby wpaść na naszą plażę - rozwijamy go tylko wtedy, gdy są na plaży ludzie, zwłaszcza z dziećmi i psami, by czuli się bezpiecznie)

Nieliczenie się z prawem, obchodzenie go, wykorzystywanie luk w prawie:

Budowanie bez pozwoleń – po kolei na przestrzeni ostatnich lat:

- wykamieniowanie brzegu i zrobienie rynien w pasie przybrzeżnym (kamienie zatopione w betonie)
- palisada drewniana tak wysoka, że starsza osoba nie może przejść brzegiem (dopóki w ogóle można było przejść brzegiem, przenosiłam przez nią starego Belfegora)
- pomost wielkością kłócący się z kameralnym charakterem jeziora - najpierw umieszczenie metalowego stelaża w wodzie, następnie samowolne wbicie pali w dno jeziora,
po interwencji nadzoru budowlanego – pozostawienie pali uciętych tuż przy powierzchni wody tak, że rozbijało się łódkę i kaleczyło przy pływaniu,
w końcu udało im się otrzymać pozwolenie na budowę pomostu, ale jest zbudowany niezgodnie z warunkami zabudowy - nadal nie spełnia warunku umożliwienia swobodnego przejścia brzegiem - owszem ma ruchomą część, którą jednak trzeba by za każdym razem podnosić, co przeczy idei swobodnego przemieszczania się brzegiem każdemu (także dziecku, osobie starszej, niepełnosprawnej…)

(a w nawiasie: sąsiedzi tyle razy budowali i rozbierali pomost, że zadziwia fakt, iż zamiast przesunąć go jak najdalej od naszej posesji, stanął tak blisko, że my i nasi goście doskonale słyszymy rozmowy na pomoście - nie dziwi w tym momencie próba wykurzenia nas z naszej plaży)
- domek na brzegu na łodzie wybudowany bez pozwolenia i długo stojący mimo nakazu rozbiórki, w końcu odbudowany jako altana
- nawet gdy jest pozwolenie – nie respektowanie go – dobudowa mniej niż 100m od brzegu (w pozwoleniu nie wolno było przekroczyć dozwolonej odległości mniejszej niż 100 m) i próba uzyskania kolejnego pozwolenia na budowę mimo zakazu budowy w tej odległości

Zagradzanie pasa przybrzeżnego i uniemożliwianie przechodzenia wzdłuż brzegu jeziora wbrew przepisom prawa wodnego:

- najpierw poprzez nasadzenie roślinności w pasie,
- w grudniu 2014 roku przez postawienie po obu stronach posesji siatki wchodzącej 3 m w głąb jeziora (wg ustaleń komisji RZGW): w związku z tym interwencja policji,
nakaz rozbiórki z Nadleśnictwa,
dwie rozprawy karne w sądzie - na pierwszej bezczelne kłamstwo, że tylko wyremontowali ogrodzenie po byłych właścicielach,
podczas gdy po naszej stronie dostawili cztery zabetonowane słupki (w tym 3 w wodzie) i rozpięli siatkę, po drugiej stronie, od strony plaży gminnej, dostawili słupki a w wodzie siatkę przymocowali do żywego drzewa
a w pewnym momencie pojawiły się po obu stronach brzegu tabliczki straszące (zły pies, monitoring) tych, którzy chcieliby mimo ogrodzenia przejść.

tak wyglądało ogrodzenie w 2008 roku, gdy kupili posesję (po uprzątnięciu terenu)

po remoncie (odtąd, gdy ktoś nadbuduje nielegalnie kilka pięter nad domem, mówcie, że to remont, bo tak uważa olecki sąd) - zdjęcie zrobione rok temu

- na drugiej wyrok skazujący za uniemożliwianie przejścia pasem przybrzeżnym i stwarzanie niebezpieczeństwa przez wypuszczanie bez nadzoru dwóch ogromnych psów, od którego się odwołali a błędy proceduralne pozwoliły na uchylenie wyroku.

Nakaz rozbiórki ogrodzenia po wizji lokalnej z RZGW, podtrzymany przez WSA, i ostatecznie przez NSA od ponad dwóch lat nie tylko nierespektowany, ale arogancko lekceważony - próby odbudowy tegoż ogrodzenia po tym, jak zostało przez kogoś częściowo rozebrane, w tym jedna udana (od strony plaży gminnej, więcej o tym w niusie Niespodziewany nius o naszych ulubionych Świadkach Jehowy), druga, jawna prowokacja, dokonywana w dniu rozprawy podtrzymującej nakaz rozbiórki, udaremniona przez nas, za co Robert został pozwany do sądu, bo puściły mu nerwy (o czym w niusie Moda na sukces, odc.2054).
Ogrodzenie od strony plaży gminnej nadal stoi jak stało, to od strony naszej nadal by stało, gdyby nie… o czym dalej.

odbudowane ogrodzenie po drugiej stronie jeziora (stan z 24.04.2018)

30 lipca 2018 ogrodzenie po naszej stronie zniknęło, zostały kaleczące resztki słupków w przejściu, a następnie po dwóch tygodniach, w długi weekend, w środku sezonu gdy goście na plaży, zaczęto budować ogrodzenie od nowa bez decyzji urzędu o przebiegu linii brzegu. Miało być 30 cm przesunięte w naszą stronę i kończyć się 1,5 m od linii, gdzie jezioro w roku największej suszy styka się z ziemią (gdzie jeszcze 2 miesiące temu stała woda) i gdzie nie ma przejścia, bo nasadzona jest gęsto wierzba energetyczna i inne krzaki. Ponieważ znowu roboty zlecono podczas urlopu gospodarzy, te złośliwe, niczemu nie służące, świadczące o braku kultury sąsiedzkiej i szacunku dla bliźnich, prace na razie zostały wstrzymane, bo rozsądny wykonawca odmówił ich wykonania.
Jak się okazało przy okazji nagrywania reportażu Polsatu "Interwencja", było to już dwa miesiące po definitywnym wyroku NSA (dokładnie nie wiemy, kiedy zapadł, bo nie byliśmy stroną w sprawie).

27 sierpnia 2018 przyszła do nas policja kryminalna, gdyż sąsiad złożył doniesienie na Roberta, że rzekomo to on 29 lipca w nocy rozebrał ogrodzenie. Cdn :(

Niszczenie brzegu, przyrody, działania antyekologiczne:

- wycinanie roślinności w tym zdrowego drzewa w celu zrobienia sobie dużego dostępu do jeziora
- nawiezienie co najmniej 10 ciężarówek piachu i wsypanie do jeziora na wcześniej położoną na dużej powierzchni dna folię
- później także nawiezienie piachu na brzeg, zgłoszone przez kogoś na policję
- nasadzanie w wodzie i na brzegu niewystępujących w jez. Głębokim gatunków i naruszanie równowagi ekologicznej tylko po to, by wyznaczyć naszym gościom granice w wodzie, choć woda jeziora jest dla wszystkich
- przez nasypanie piachu jest płycej, niż było, co podniosło temperaturę wody przy brzegu, oraz przez nasadzenia, które zatamowały przepływ, stworzenie warunków do rozwijania się gnijących glonów, przez co giną wodne organizmy żyjące przy brzegu
- nakłanianie nas do dewastacji brzegu, wycinania drzew, usuwania roślinności jeziornej by przesunąć naszą plażę dalej od ogrodzenia sąsiadów (jeszcze raz powtórzę: tam, gdzie jest w tej chwili nasza plaża, to jedyne miejsce, gdzie mogliśmy ją zrobić bez niszczenia brzegu)

nasza dzika linia brzegowa

- uniemożliwianie zwierzynie leśnej przemieszczania się po ich szlakach wzdłuż jeziora

Traktowanie zwierząt:

- pozwolenie by pies pilnujący całe lata ich posesji mieszkał w dziurawej budzie i cierpiał na chorobę wynikającą z niewysterylizowania i stresu ciągłym zamknięciem w kojcu, gdy w tym samym czasie nie liczyli się z pieniędzmi przy ulepszaniu swojej posesji (w rozmowie z nami sąsiad powiedział, że najchętniej by tego psa wywiózł do schroniska, gdyż jest nieestetyczny)
- zostawianie zwierząt (psa, kotów, świnki morskiej) bez opieki, wody i nie zatroszczenie się, czy na pewno ktoś je karmi
- oddanie, wywiezienie psa tylko dlatego, że nie potrafi się/nie chce się go upilnować i nie chce zagrodzić wybiegu dla psów
- sąsiad nie dbając o to, kto go słyszy, proponował swojemu znajomemu, który zwierzał się, że nie wie, co robić, czy uśpić już swojego starego, niedołężnego psa, żeby przywiózł go, to go wywiozą łódką i utopią - w to aż trudno mi uwierzyć, ale ten, kto słyszał tę rozmowę zapewnia, że nie było to w żartach

Na koniec (choć niestety wątpię, że to koniec) tylko przypomnę bezpodstawne czterokrotne donoszenie na nas na policję (która nie znalazła podstaw do wszczęcia postępowania), szantaże finansowe (dziwaczny list od prawnika z roszczeniem za wydumane zniszczenia bez nr konta i nie na to co trzeba nazwisko), zastraszanie nas (np. że zabiorą nam plażę, o czym w niusie Miara sąsiada), demonstracje siły - ostatnia 3 maja 2018, o której film z początku i kolejne pozwy do sądu (dwie rozprawy, moja i Roberta w toku, za fikcyjne zniszczenie ich mienia/próba wyłudzenia od nas pieniędzy). Tak, oczywiście, sąsiedzi mogą nam dużo więcej zrobić niż my im, o ile oczywiście byśmy chcieli. Bo mają więcej pieniędzy na zmarnowanie (co było nieraz widać), więcej czasu, siły, zdrowia… i to my, a nie oni, mamy działalność, z której żyjemy w Zawadach a którą łatwo zniszczyć, naruszyć i podkopać. Czasem w żartach, w ramach odreagowania, bawimy się w wymyślanie, co by tu w rewanżu… ale umówmy się, byłyby to głupie zagrywki podjudzające spiralę zbrojeń, w której to my bardziej cierpimy niż sąsiedzi. Miałam przykład w Święto Konstytucji, gdy na moje zwrócenie uwagi, by nie kosili w święto nad jeziorem (na co usłyszałam pytanie: a co to za święto?), nie dość, że kosili dalej, to przyprowadzili tę plastikową wielką budowlę do skakania pod samą naszą plażę (choć wcześniej zawsze stała daleko od nas), po czym pompowała się z hukiem godzinę? dwie? a następnie zleciała się dzieciarnia wrzeszczeć.

Tylko dodam, że gdyby nie nasza walka i cztery lata udręki, za którą nikt nam niczego nie zwróci, ani zdrowia ani kosztów sądowych i innych, ogrodzenie sąsiadów nadal stałoby szpecąc brzeg i łamiąc prawo. Sąsiedzi nigdy nie odpowiedzą za to, co zrobili. No chyba, że przed Bogiem, bo jak mówi biblia „Nadszedł Twój gniew i pora (…) aby dać zapłatę sługom Twym, prorokom i świętym, (…) i aby zniszczyć tych, którzy niszczą ziemię.” – Apokalipsa św. Jana, 11:18

Żeby nie było wątpliwości - ten wpis powstał dla tych, którzy nie czytają na bieżąco niusów i nie wiedzą przez jaką gehennę przechodzimy, a wysnuwają bezpodstawne wnioski i oceniają nasze postępowanie bez wiedzy, z czego wynika. Takim, zamiast tłumaczyć, będę podsyłać link do tego niusa.

Komentarze

Skomentuj:
MYPFQ
 
 
ostatni_raz_o_lamaniu_prawa_przez_naszych_sasiadow_swiadkow_jehowy_i_ich_prawdziwym_obliczu.txt · ostatnio zmienione: 2018/09/16 10:53 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika